
„Człowiek obdarowany został mową po to, aby ukryć swoje myśli.”
Charles Maurice de Talleyrand
Moralność w polityce to temat trudny i do końca nigdy nie rozwiązany. Czy polityk powinien się posługiwać kłamstwem, czy tylko nie powinien mówić do końca prawdy? To temat – rzeka. Rzeka wartka i mocno zamulona.
Czy polityk może być moralny, czy w samej idei uprawiania polityki może być obecny pierwiastek moralności? Jest to temat z cyklu tych nie rozwiązywalnych.
Moralność, jako zestaw norm, wzorów, zasad i ideałów postępowania, które regulują stosunki polityka ze społeczeństwem – a w bardziej wąskim znaczeniu – z jego wyborcami – ma ścisłą korelację z wykonywanym zawodem. Zawodem polityka, którego celem głównym jest nie niesienie pomocy społeczeństwu – lecz walka o zdobycie władzy i jej utrzymanie – czyli tak naprawdę są to techniki i metody manipulacji. I mało jest tu miejsca na wartości moralne, na ideały, czy na prawdę. Orężem polityka (oprócz mediów…) jest kłamstwo. Bo czym innym, niż kłamstwo są obietnice wyborcze, czymże jest „program naprawy”, czy „uzdrowienia”, „odzyskania” i „rozszerzania” niż kłamstwem? No, spójrzmy prawdzie w oczy – czy polityk może być moralny?!
Jeden z nuworyszy politycznych, Marek Migalski, jeszcze do niedawna uchodzący za politologa, choć już od dawna był postrzegany raczej jako spin doctor partii, z ramienia której został europarlamentarzystą, stwierdził, że jako polityka zamienił paradygmat naukowca, czyli „prawda- fałsz”, na paradygmat polityczny, zderzający ze sobą kwantyfikatory dobra i zła. To dość pokrętne stwierdzenie, bo po pierwsze, dr Migalski, jeszcze kiedy „robił” za naukowca, posługiwał się głównie manipulacją i sofistyką, po drugie, polityk powinien, dla interesu społecznego, dla obrony którego go społeczeństwo powołało, kierować się dobrem, a nie złem. To jednak niewiele ma wspólnego z pojęciem prawdy…
Kłamstwo, jak wspomniałem na początku, jest wpisane w strukturę zawodu polityka. Nie można go więc poddać analizie moralnej, wolno jednak określić, czy kłamstwo możemy uznać za uprawnione i akceptowalne. Jeżeli założymy, że kłamstwo ma służyć dostarczaniu innym fałszywej informacji, lub zablokowaniu dostępu do prawdy, w interesie samego polityka i interesie społecznym – to można by uznać kłamstwo za akceptowalne i usprawiedliwione.




Najnowsze komentarze