
“Nie wtrącaj się do spraw, którymi cię nie obarczono”
Konfucjusz
“Rewolucja” w Iranie dobiega końca. Piszę to w cudzysłowie, ponieważ tym mianem zostały określone zamieszki w Teheranie po wyborach prezydenckich z 12 czerwca. Ale nie była to żadna rewolucja, ponieważ ci, którzy wyszli na ulice, nie protestowali przeciwko porządkowi prawnemu i przeciwko władzy, teokracji państwa Persów, lecz tylko przeciwko fałszerstwom wyborczym. To media zachodnie, a także organizacje praw człowieka chciałyby, widzieć w tym ruch, który może zmienić oblicze tego państwa. Chyba są to mrzonki.
Persowie, w tym także ludzie młodzi, którzy mają dostęp do informacji z poza sfery oficjalnej, nie mogą nie widzieć, co się dzieje tuż u granic ich państwa. Z jednej strony Irak, pełen wojsk amerykańskich, z drugiej Afganistan, pozostający w głębokim chaosie i coraz bardziej niestabilny Pakistan. Wszystkie te kraje pogrążone nie tylko w awanturze, ale również – pod groźbą terroryzmu. To widać, i do tego Iran nie dąży. A do tego jeszcze – trudno, aby irańskie rozruchy cieszyły się poparciem państw zachodnich. I trudno, aby organizacje praw człowieka zaprowadziły w tym 70-milionowym, ale wielokulturowym kraju, państwo otwartej demokracji.
Kiedy w zeszłym roku, kilkanaście tygodni przed rozpoczęciem pekińskich Igrzysk Olimpijskich wybuchły zamieszki w Tybecie, cały, tak zwany demokratyczny świat, zakrztusił się oburzeniem. Natomiast ja spokojnie przypatrywałem się, jak to się będzie dalej rozwijało. Jakie formy i jakie działania zostaną podjęte przez rządy krajów zachodnich, USA, Francji czy Niemiec w tej sprawie. Bojkot przywódców? Sankcje gospodarcze? Odwołania ambasadorów? Może bojkot firm – sponsorów Olimpiady? No i jak się to właściwie skończyło?
Prezydent Francji Nicolas Sarkozy przekazał w imieniu UE władzom chińskim listę więzionych w Chinach obrońców praw człowieka… A następnego dnia spokojnie zasiadł na trybunie stadionu olimpijskiego, na ceremonii otwarcia, obok prezydenta Chin Hu Jintao. Ówczesny prezydent USA George W. Bush był odważniejszy – krzyknął coś o prawach człowieka, ale zrobił to dla pewności w Bangkoku, stolicy Tajlandii, a dopiero potem poleciał do Pekinu. Potem był konflikt gruziński, i sprawa wolnego Tybetu, przynajmniej w mediach, zakończyła się…
I tym razem będzie tak samo, a właściwie – już tak się stało. Nie ma sprawy Teheranu już na czołówkach gazet i w newsach telewizji. Ajatollah Al Chamenei zakończył “rewolucję”, informując, że dalsze protesty będą traktowane jako zdrada rewolucji islamskiej.
Również rządy państw zachodnich zrobiły co swoje, polski rząd na przykład napisał list do rządu Iranu… i mniej więcej na tym poziomie skończyły się oficjalne protesty. Uznano, że jednak jest problem wewnętrzny tego państwa, państwa najbardziej, mimo wszystko, stabilnego i przewidywalnego w tym regionie.
Warto obrońcom praw człowieka i zwolennikom demokracji made in USA przypomnieć kilka fundamentalnych spraw dotyczących Iranu;
W 1979 roku obalono reżim Rezy Pahlavi, w imię wolności praw najuboższych i praw religijnych. Chomeini, który przyleciał z Paryża, został okrzyknięty zbawcą narodu. Rewolucja islamska przywróciła Irańczykom tożsamość religijną, uwalniając kraj z pod wpływów “Wielkiego Szatana”, czyli Ameryki. I pomimo to, że ajatollahowie, pełniący władzę od trzydziestu lat, występują przeciwko manifestantom, to dalej właśnie on reprezentują WIĘKSZOŚĆ społeczeństwa. Wybory, niezależnie od fałszerstw, zostały wygrane przed nominata mułłów. Musawi nie reprezentuje żadnej opozycji, ani realnej siły politycznej. Jest tylko odłamem tego samego establishmentu.
Rządy zachodnie i realiści polityczni zdają sobie doskonale sprawę z tego, że utrzymanie Iranu poza strefą konfliktu regionalnego – jest wartością nadrzędną, nawet za cenę śmierci dziesiątek ludzi i aresztowań i więzień dla setek innych. I ta logika sprawdziła się w Tybecie, teraz sprawdza się w Teheranie.
Azrael









Jak napisał Huntington „Zachód” był u szczytu potęgi w 1911 roku i od tamtej pory kurczy się nieustannie…
Mieliśmy tego posmak w 1939, w latach 40tych, 50tych, 60tych, kiedy zostawiono nas na łaskę ZSRR, a w latach 70tych i 80tych zastosowano kosztowny eksperyment socjo-ekonomiczny, za który musieliśmy zapłacić…
Dziwię się, że w naszej niedoszłej teokracji ideały EU i w ogóle „wartości” zachodnie są jeszcze popularne wśród „niemej” większości…
Chiny rosną i nie przejmują się „komunizmem” budując jak najbardziej tradycyjne nacjonalistyczno – chińskie imperium opierając się tym razem na władzy arystokracji komunistycznej. „Zachód” ma coraz mniej do powiedzenia i w coraz mniejszej ilości miejsc. Od Korei żadna wojna przeciwko komukolwiek nie dawała Zachodowi koniecznej przewagi. O Iraku i Afganistanie możemy czytać na bieżąco.
Dwie Światowe Wojny wyniszczające Zachód prowadził sam przeciwko sobie, Japonia była w tym sensie Mocarstwem o ambicjach „zachodnich” i mocno wzorowała się na Anglii i Ameryce… a po amerykanizacji przez McArthura pozostała do dzisiaj państwem Zachodu.
Żyjemy w ciekawych czasach.
Myślę, że na globalizacji skorzystały głównie Chiny, Indie i Brazylia… a samoregulujące się struktury państw Zachodu od czasu do pory obezwładnia „paraliż postępowy” korupcji, skandali politycznych i niechęci obywateli do zajmowania się czymkolwiek związanym ze sprawowaniem władzy – niska frekwencja wyborcza… sukcesy furiatów politycznych… brrr!
Pozdrawiam, dobrze że zaczynają się wakacje!
Do tego dochodzi jeszcze falszowanie historii http://www.scholar-online.pl/viewpage.php?page_id=25&c_start=570#c10260
Zacytuje Orwella, na ktorego powolal sie jeden z naszych gosci: „Ten, który kontroluje teraźniejszość, kontroluje przeszłość. Ten, kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość. (He who controls the present, controls the past. He who controls the past, controls the future.)”
Dziękuję za cytat. Nie ubolewałbym nad działaniami komisji rządowych Rosji, nad Moskwą i Newą wszystko wraca do starej normy. To Gorbaczow i Jelcyn byli wybrykami natury. Za Putina KGB wróciło do władzy i tak rządzi jak tradycja każe… Archiwa to bardzo wrażliwy punkt autokratycznej władzy… co tam się znajduje można wnioskować na podstawie znanych fragmentów jak np. archiwa Mitrokhina.
http://en.wikipedia.org/wiki/Mitrokhin_Archive
Pozdrawiam.
Przykre i smutne, ale prawdziwe: „szerzenie demokracji” odbywa się od dawien dawna tylko w imię interesów. Jak w starym wierszu Tuwima „Do prostego człowieka”.
Tym niemniej, zamieszki w Iranie, nawet jeśli to nie rewolucja, pokazały siłę swobodnego obiegu informacji, pewna część ludzi zaczęła się zapewne zastanawiać nad słusznością obecnego stanu rzeczy… To ma szansę zaprocentować w przyszłości.