
“Nie będę płakał po Michaelu Jacksonie”, żeby nawiązać do pewnego znanego powiedzenia, ponieważ nie była to moja muzyka, ani moje poetyka przeżywania. Czego innego słuchałem w czasach jego świetności, czego innego słucham teraz, kiedy na topie są gwiazdeczki typu Britney, czy lady Gaga (?). Chciałby zwrócić uwagę tylko na kilka drobnych, a może ważnych, socjologicznie spraw;
Dziwna i wymowna jest zbieżność losów MJ i Elvisa Presley’a. Obydwaj z biednych rodzin, obydwaj z rodzin nie do końca normalnych (matka Presley’a była alkoholiczką, ojciec Jacksona oskarżany był o przemoc i kazirodztwo), obaj nie mieli poukładanego życia. Zmarli młodo, przyczyną pośrednią albo i bezpośrednią było uzależnienie od lekarstw.
Obaj nie stworzyli stylu muzycznego, który zapewnił im nieśmiertelność (Presley – rock and roll, Jackson – soul), obaj też skończyli karierę jako przedstawiciele popu. Jednak to oni będą, na wsze czasy postrzegani jako królowie muzyki. To dzięki Presley’owi rock and roll wyszedł z małych rozgłośni, a Jackson wyprowadził murzyńską muzykę z wytwórni Motown Records. No, i połączyła ich przecież Marie Lisa, córka Elvisa…
Jednak chyba najważniejsza i najtragiczniejsza zbieżność losów tych dwóch muzyków i piosenkarzy, genialnych w tym, co robili, było to, że obaj się wznieśli na wyżyny muzyczne i uwielbienia, aby następnie z nich się zsuwać w dół, aż do zatracenie i symbolicznej śmierci. Odcięci od świata realnego, praktycznie pozbawieni wsparcia (choć relacje MJ z niektórymi członkami rodziny nie były najgorsze), w sumie infantylni i naiwni.
Jednak rola kulturowa Jacksona jest nieporównanie większa. Był artystą multietnicznym, pierwszym czarnym muzykiem gatunku popularnego, który przełamał bariery, co zauważył już dawno Quincy Johns (który jest bezspornie współtwórcą jego sukcesów). Nie był tylko muzykiem czarnym, ale robił wszystko, nie tylko w przenośni, aby stać się białym. I to białą kobietą, ponieważ jego wzorcem była… Diana Ross.
Jackson, genialny muzyk był całkowicie bezradny wobec mechanizmu show biznesu. Dzięki niemu zrobił karierę, on go przemodelował gruntownie, zabił jego tożsamość i zniszczył. I jego talent również. To on potrafił pierwszy wykorzystać telewizję i potrafił się wykorzystać klip muzyczny. To co zostało z Jacksona w ostatnich 15 latach, było już tylko jego odbiciem. Została tylko jego muzyka, która już jest dawno kanonem, mającym wpływ na wiele innych gatunków muzyki.
Ale jego osoba będzie stawiana w kulturze i historii murzyńskiej emancypacji obok pastora Martina Luthera Kinga, Malcolma X, Muhammada Ali…
Azrael









No wiesz, sama nie wiem. Jednak Presley chyba niemal do śmierci był na topie, mimo otyłości, narkotyków itd. Jackson już od jakiegoś czasu nie liczył się za bardzo w muzyce, wiecej się mówiło o skandalach z dziećmi i operacjami plastycznymi w tle niż o jego muzyce. Osobiście pamiętam chyba trzy piosenki Jacksona, a Presleya – znacznie wiecej. No, ale Presleya były prostsze, wiec może to zrozumiałe. Mam też watpliwości, czy Jacksona można traktować jak murzyńską ikonę – jego dążenie do wyplenienia wszelkich cech murzyńskich ze swej twarzy napawa mnie wątpliwościami co do jego identyfikacji i przynależności rasowej.
Nadal stawiam na Presleya.
@didixi – a jak na Sachmo… i Nat King Cole’a…
Pozwoliłem sobie walnąć linka do tego wpisu w moim najnowszym.
Pozdrawiam.
Quincy Jones
W ten sposob problem Iranu i innych politycznie niewygodnych sensacji zostal rozwiany (gone with the wind). Nie chce umniejszac dokonac MJ, ale odwracanie uwagi od innych, rownie waznych spraw, jest po prostu cienkim chwytem mediow.
PS. A MJ slucham od dawna, jeszcze pamietam czasy kaset i plyt z adapteru, a moja pierwsza kaseta z MJ byla tak czesto sluchana, ze sie naokraglo wciagala.