Terlikowski naucza

„Rzeczpospolita” udziela swoich łam różnym dziennikarzom, publicystom, ludziom nauki i kultury. Oprócz stałego staffu redakcji i współpracowników, Paweł Lisicki do tematów kontrowersyjnych lubi zatrudniać ludzi z zewnątrz, dla pobudzenia dyskusji. Czasem chodzi o zlecenie polityczne, jak na przykład wsparcie Prawa i Sprawiedliwości piórem Tomasza Sakiewicza, czy Łukasza Warzechy, czasem też dokopanie prezydentowi, czy jego bratu – wtedy można poprosić Waldemara Kuczyńskiego albo Tomasza Wołka.

Ta „linia” redakcyjna zapewne przyświecała temu, aby zamówić temat i artykuł o homoseksualizmie u redaktora Tomasza Terlikowskiego. I pan doktor nie zawiódł pokładanych nadziei – napisał artykuł ostry. Ostry, ale nie polemiczny, za to na poziomie skrajnej homofobii. I to na poziomie marginesu, zarówno kulturowego, jaki i intelektualnego, z odcieniem fobii i zaburzeń maniakalnych.

Z takimi ludźmi, jak Tomasz Terlikowski, czyli z twardymi publicystami katolickimi w zasadzie nie zgadzam się nigdy, jeżeli chodzi oczywiście o zagadnienia światopoglądowe. W wielu innych tematach, jak na przykład lustracji w Kościele Katolickim, i owszem. Nie mogę się zgodzić, ponieważ publicyści ci z reguły głoszą opinię, że na gruncie moralności nie może być kompromisu – a z reguły tak zaczynając – prowadzą dalej swój wywód, że moralność, ta jedynie słuszna, katolicka, MUSI być jedyną obowiązującą w społeczeństwie, szczególnie polskim, której jak wiadomo, jest w większości katolickie, a większość ma ZAWSZE RACJĘ…

Katoliccy fundamentaliści przyjmują proste założenie – rudymenty naszej moralności wywodzą się od Boga, w związku z tym nie mamy prawa dyskutować na płaszczyźnie innej, niż etyka katolicka. Jest to założenie, ze człowiek w społeczeństwie jest ubezwłasnowolniony, ograniczony w ten sposób prawami boskimi.

Tacy ludzie, jak Terlikowski nie biorą pod uwagę, że ludzie mają zasady moralne wszczepione w swoje życie i nabywają ich w etapie nauki i wychowania. Te zasady, niezależnie od tego, jakie wychowanie odbieramy, mogą być ze sobą zbieżne. Tak jest na przykład z zasadą niezabijania drugiego człowieka, ponieważ życie ludzkie jest wartością największą. Zasady etyczne z kolei powinny być podstawą tworzenia prawa, które by pozwoliło z jednej strony moralne i zgodne z sumieniem postępowanie członków społeczeństwa, z drugiej strony – dawałoby prawo do wolności człowieka, nieskrępowanej dogmatami moralnymi innych ludzi.

Problem takich ludzi jak Terlikowski polega jednak głównie na tym, że oni nie biorą pod uwagę żadnych odstępstw, ani tego, że współczesny świat, a przede wszystkim demokracja dopuszcza do współudziału w społeczeństwie wszystkich ludzi, którzy nie łamią praw innego człowieka.

Terlikowski zaczyna już ostro pierwszym akapitem, gdzie porównuje homoseksualizm do zoofilii. Dalej nie podoba mu się pozytywne i przyjęte za normę od lat już pięćdziesięciu określenie „gej”, woląc od niego słowo „pedał”, albo naukowe „pederasta”. Najbardziej jednak wzburza go wprowadzenie do języka społecznego, także języka Kościoła sformułowania „orientacja seksualna”. Według niego;

Termin ten, wbrew temu, co próbuje nam się wmówić, wcale nie jest bowiem obojętny aksjologicznie i naukowo sterylny. Przeciwnie – zakłada bardzo konkretne poglądy moralne, czyli uznanie, że homo-, bi- i heteroseksualizm są tak samo uprawnionym sposobem uprawiania seksu i budowania relacji. Wniosek z tego założenia może zaś być tylko jeden: nie ma powodów, by jedną z tych orientacji uznawać za lepszą czy bardziej pożądaną od innych.

I tu rzeczywiście zgoda – termin ten oznacza, że społeczeństwo zakłada, że ludzie o różnych preferencjach seksualnych mają jednakowe prawa do uczestnictwa w społeczeństwie. Dlaczego? Ponieważ homoseksualizm nie jest uznawany za zaburzenie seksualne, nie jest chorobą.

Dalsza część artykułu Terlikowskiego to snucie teorii o wielkim spisku środowisk homoseksualnych, które ponoć chcą wymusić na społeczeństwie nie tylko potwierdzenie ich praw do swobodnego życia według swoich prawideł, ale również do zanegowania podstaw kultury chrześcijańskiej.

I nie jest to tak naprawdę problemem, jak by to opisywał Terlikowski. Problem jest w tym, że tego rodzaju materiał, będący niczym więcej jak projekcją chorego z nienawiści umysłu, pojawia się w gazecie mainstreamu, mającej ambicje opiniotwórcze.

Niestety, „Rzeczpospolita” pod kierownictwem Pawła Lisickiego przyjęła „format”, w którym mieszczą się tak skrajne, homofobiczne i agresywne materiały.

Azrael

[Źródło: Artykuł T. Terlikowskiego]

2 Thoughts on “Terlikowski naucza

  1. moralność, ta jedynie słuszna, katolicka, MUSI być jedyną obowiązującą w społeczeństwie, szczególnie polskim, której jak wiadomo, jest w większości katolickie, a większość ma ZAWSZE RACJĘ…

    Ja tę mentalność określam prościej: „ja nie lubię niebieskiego, więc nikt ku*wa nie będzie się ubierał na niebiesko”.

  2. poltiser on 27/06/2009 at 18:51 said:

    Azraelu, jesteś bardzo delikatny, mimo wszystko zmieniłbym tytuł na „Terlikowski poucza”, a po homo przyjdzie pora na niewiernych, rudowłosych i zezowatych… po czym wrócimy do fryzjerów i cyklistów. ;-)
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>