Tulenie sukcesu do piersi

Nie rozumiem tego wiecznego gęgania, że Lech Kaczyński nie podpisuje Traktatu Lizbońskiego. Brak zrozumienia dla motywów jego działania, niekoniecznie wynikających z kalkulacji politycznych, lecz raczej z pewnych uwarunkowań psychologicznych, świadczy po raz kolejny, że Pana Prezydenta naród nie kocha, nie rozumie i się z nim nie łączy – na dobre i na złe.
Niemcy właśnie powiedzieli, głosem ichniejszego Trybunału Konstytucyjnego, że Traktat Lizboński jest zgodny z Konstytucją RFN, ale prezydent Horst Köhler stwierdził, że nie podpisze dokumentów ratyfikacyjnych, ponieważ Bundestag musi dostosować swoje prawne prerogatywy do akceptowania wynikających z niego przepisów rangi niższej. Ma to zwiększyć prerogatywy Bundestagu, który decyzje rządu na szczytach unijnych musi najpierw wesprzeć konkretnymi swoimi aprobatami.
Tak naprawdę ten wyrok dotyczy kwestii wewnętrznej polityki legislacyjnej RFN, ale u nas już znaleźli się fachowcy, z nurtu przeciwników TL, którzy sugerują, że Lech Kaczyński do swej argumentacji, że jego ręka do podpisania dokumentów ratyfikacyjnych może zostać uruchomiona przez lud Irlandii, może dołożyć “bardzo silny” argument natury prawnej – tym razem niemiecki. Bo jeżeli niemiecki parlament ma takie wątpliwości, to przecież nasz “strażnik” praworządności też może mieć wątpliwości. Aż dziw, że jeszcze Michał Kamiński, czy inny erudyta, Szczygło, nie namówili Kaczyńskiego do wystosowania pisma do polskiego Trybunału Konstytucyjnego… choć przecież to nie leży w prerogatywach jego stanowiska, lecz parlamentu.




Najnowsze komentarze