Czytanki (nie)oszołomów – 4 lipca 2009

Dziś w ramach stałego, acz trochę ostatnio zapomnianego cyklu, mini nowelka mojego serdecznego druha blogowego, Galopującego Majora.
Futurystyczna, ale głęboko osadzona w realiach i problemach naszego kraju i aktualnych dyskusji o moralności, etyce – i niestety, również polityce…

————————————————————————

Barbarzyńcy

Pierwszy raz barbarzyńcami poczuliśmy się u rodziców. Może zabrzmi to śmiesznie, ale zawsze myślałam, że akurat u nich będziemy bezpieczni. To Marek powiedział, że chcemy mieć dziecko. Ja za bardzo się bałam. Może rzeczywiście, przy całym moim wyszczekaniu, to właśnie ich się obawiam najbardziej. Z początku było nawet miło. Ojciec uśmiechnął się, wyciągnął portfel i spytał się czy dziecko musi być prima sort. Zawsze tak mówił, gdy dawał nam kasę. Kiedyś mnie to nawet śmieszyło. Matka ofuknęła go wzrokiem, rzuciła mi się na szyję i uradowana szepnęła: nareszcie. I że pomogą, i że jak najszybciej musimy się przeprowadzić do lepszej dzielnicy. Najlepiej sprawę załatwić od razu, bo potem już nie ma czasu.

- Czasu będzie aż nadto – przerwał jej Marek – zamierzamy spłodzić to dziecko. I naturalnie urodzić.

- Jak to spłodzić, urodzić? Fizycznie?

Potem były krzyki. O wstydzie, o nieodpowiedzialności, świńskiej grypie prababki, sąsiadach, kwarantannie, i o barbarzyńcach. To chyba ubodło najbardziej. Mieliśmy ryzykować zdrowie naszych dzieci, jak jakieś dzikusy. W imię wsobnych zachcianek – jak powiedział ojciec. Szybko wyszliśmy. Poczułam się jak wygnaniec, parę godzin płakałam.

Drugi raz był w kolejce. Okazało się, że tych barbarzyńców w Warszawie jest więcej, o wiele więcej. I akurat wtedy, w ten cholernie upalny dzień, gdy padły wszystkie serwery, chyba wszyscy razem stali do tej jedynej, hinduskiej lecznicy. Z godziny na godzinę, polewając głowę lodowatą wodą stałam w tej kolejce wściekła, i z coraz bardziej obłędnym wzrokiem obmyślałam jak wejść bez kolejki. Albo chociaż wykłuć komuś oczy. Zaczęłam naprawdę czuć się jak dzikuska.

Continue Reading →

Sytuacja w TVP

W telewizji publicznej jest jak w serialu “Moda na sukces” albo w innych telenowelach, brazylijskich, czy wenezuelskich, pełniących w telewizji z ulicy Woronicza rolę misyjną. Jakiś układ próbuje przejąć interes, inny go broni, cyngle, udający niezależność (w tym przypadku szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Witold Kołodziejski) starają się odzyskać pozycje, a polityczny “ojciec chrzestny” szybko przeciwdziała. “Pożyteczni idioci”, lub takowych udający, a tak naprawdę żyjący z tego tortu medialnego, dalej bredzą o tym, że znów jest realizowany zamach na “polską instytucję kultury”, czy na dziedzictwo kulturowe i “niezależność mediów”…

W piątek KRRiT, zapewne z politycznej inspiracji, dogadała się wewnętrznie, i spróbowała dokooptować do Rady Nadzorczej nowego członka, aby ta stała się ona w myśl prawa operatywna. I stała się, na kilkanaście minut, co skutkuje odwołaniem Piotra Farfała i odwieszeniem panów wiceprezesów, Sławomira Siwka i Marcina Bochenka. Ten pierwszy ma zostać pełniącym obowiązki prezesa TVP. Nie odwieszono za to Andrzeja Urbańskiego… bo nie pasuje do schematu, i nawet on nie będzie się dalej w tym babrał.

Minister Aleksander Grad, czyli wspomniany już ojciec chrzestny, jednoosobowe walne zgromadzenie wspólników TVP, zamknął posiedzenie Rady Nadzorczej, co może okazać się nieskuteczne, i decyzje RN będą wiążące. Należy się w poniedziałek spodziewać wyścigu do sądu, w celu wpisania nowych zapisów do KRS, o zmianach w RN i zarządzie TVP.

Tylko, że jednocześnie właściciel, czyli reprezentujący Skarb Państwa minister Grad, nie udzielił skwitowania (absolutorium) ani Radzie Nadzorczej, ani zarządowi TVP. Podstawą były audyty urzędu skarbowego. Oznacza to, że jeżeli na ich podstawie minister wystąpi z wnioskiem do prokuratury, podejrzewając dokonanie przestępstw, lub przynajmniej nadużyć w TVP, to będzie miał podstawę do wystąpienia do sądu o wprowadzenie do telewizji kuratora. A wprowadzenie kuratora oznacza również wszczęcie procedury likwidacji TVP…

Sytuacja, wbrew pozorom, nie jest patowa. Scenariusz, jaki przewidywałem dni kilkanaście temu, że Platforma Obywatelska zrobi wszystko, aby media publiczne, a przede wszystkim TVP, postawić w stan likwidacji i na gruncie (a właściwie – gruzie…) zbudować je od nowa – wypełnia się. Przegłosowana w Sejmie definitywna postać ustawy medialnej nie ma za zadanie uzdrowienia i nadania nowych form działania istniejącym PR i TVP, lecz ma je po prostu zabić. I Pan Kołodziejski, uruchamiając proces zmian w radzie nadzorczej i zarządzie TVP tylko działa na rękę PO. Jak mantrę powtarzam od wielu miesięcy, że reorganizacja mediów publicznych nastąpi nie poprzez ich przekształcenie, lecz poprzez likwidację istniejących struktur i powołanie nowych spółek. Obietnica zniesienia abonamentu, to nic innego, jak zabranie tlenu, w postaci środków finansowych i zaduszenia radia i telewizji. Zmiana koalicji i ustaleń, dotyczących ustawy medialnej, ma doprowadzić do tego, aby weto prezydenckie do ustawy medialnej zostało podtrzymane. To uczyni pustkę prawną (ponieważ również KRRiT zakończy działalność), która pozwoli na pełną reorganizację mediów publicznych.

Próba przejęcia, nieudolna, przez PiS, telewizji publicznej, przez obsadzenie na stanowisku Sławomira Siwka, nie ma specjalnie znaczenia dla długofalowego planu likwidacji organizacyjnej TVP, a wręcz dała mocniejsze argumenty do ręki tym, którzy faktycznie mogą doprowadzić do likwidacji telewizji.

A inne wartości, misja, dziedzictwo, interes społeczny, czy kultura narodowa… to już są tylko w tej sprawie elementy wtórne…

Azrael