
Komentarze po wizycie prezydenta Baracka Obamy w Moskwie są dość skrajne. Od opinii, że była to wizyta przełomowa, podobna do spotkania Michaiła Gorbaczowa i Ronalda Reagana w Reykjaviku, w roku 1986, aż do sformułowań, że właściwie w nic tak wielkiego się nie stało, a spotkania z Putinem i Miedwiediewem mają znacznie głównie dla podniesienia prestiżu upadającego imperium postsowieckiego.
Analizy politologiczne mają to do siebie, że daje się je zweryfikować ex post dopiero po jakimś czasie, więc nie ma sensu rozpatrywać tego w obecnej chwili. Spotkanie trzydniowe w Moskwie nie było na pewno kurtuazyjne, lecz było początkiem ważnego procesu, być może takiego, który zaważy na całym wieku.
Bezspornym faktem jest to, że Amerykanie swoje cele polityczne osiągnęli, Rosjanie natomiast – liczą, że te cele, jakie sobie założyli – osiągną. I to jest właśnie prawidłowe pojmowanie polityki zagranicznej – przez pryzmat stawianych sobie celów.
Amerykanie, niezależnie od głębokiego kryzysu ekonomicznego i problemów wewnętrznych, prowadzą dalej politykę zagraniczną o charakterze globalnym, w wymiarze strategicznym. Rosjanie natomiast prowadzą w tej chwili już politykę regionalną, dotyczącą swego kraju i jego otoczenia azjatyckiego i europejskiego. Warto to brać pod uwagę, że Rosjanom zależy na zachowaniu swojej stanu posiadania i swojego zakresu wpływów na kraje WNP, natomiast amerykańska polityka zagraniczna, prowadzona w kontekście bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, musi być prowadzona, i tak się dzieje, w skali całego globu. Rosjanie do takiego poziomu agregacji polityki już nie wrócą nigdy, natomiast Amerykanie już nigdy nie narzucą Światu swojej wizji politycznej. Układ dwubiegunowy, USA – Związek Radziecki, po roku 1989 zamienił się w układ najpierw jednobiegunowy, z USA jako hegemonem, obecnie zdąża znów do układu wielobiegunowego – USA, Wschód (Chiny – Japonia – Indie), Europa+Rosja, reszta Świata.




Najnowsze komentarze