
Kto rządzi w telewizji? Nie, nie chodzi o partie. Nie chodzi tylko o polityków.
W telewizji ostatnimi czasy rządzi KRS (Krajowy Rejestr Sądowy). To od niego zależy, która sitwa jest w danym momencie przy władzy. Nie politycy, tylko ich cyngle. Farfał, Urbański, Siwek, Bochenek, wcześniej „niezależny” Wildstein…
Czy jest szansa na to, że ktoś to zmieni, że jeżeli ustawa przejdzie, to nowi włodarze i nowa KRRiT coś zmieni? Zapewne nie. Przyjdą inni cyngle, którzy będą wykonywali znów „misję”. Czym jest misja telewizji publicznej, w Polsce demokratycznej, wolnej, unijnej – nie próbuje się już nawet formułować w okrągłych zdaniach. Gdzieś usłyszałem, że misję się czuje podświadomie i intuicyjnie… to było głos ze środowisk, tak zwanych twórczych.
Te środowiska były wczoraj u pana prezydenta. Na okrągłym stole. Kto ich mianował jako autorytety reprezentatywne dla środowisk – nie wiadomo. Ale jak przeczytałem nazwiska Knittla i Sadowskiego, Iłłowieckiego i Jankowskiej, to wiem, że reprezentują one te środowiska, te sitwy, które są właśnie odstawione od koryta mediów publicznych, a boli je to…
„Środowiska” i pana prezydent spili sobie z dziubków nektar. Pan prezydent „w pierwszych słowach” oznajmił, że ustawy nie podpisze. Zresztą i tak mało co podpisuje…ustawa ma ponoć zagrażać kulturze polskiej i społecznemu dialogowi. Problem tylko taki, że kultury w tej telewizji (programach ogólnodostępnych) już nie ma od lat, a dialog społeczny, to jak rozmowa z głuchymi i ślepymi. I nie są to wcale widzowi głusi i ślepi, bo oni już dawno wybierają inne formy komunikacji społecznej i dyskusji, niż telewizja publiczna. Radio – i owszem. Tak, radio jest do uratowania i warto to zrobić.
Przestają mnie, jak 99% widzów i słuchaczy interesować zagrywki, kto kogo, czy odrzucić sprawozdanie KKRiT, czy nie, czy ma być kurator, czy jednak nie. Nie interesuje mnie także to, czy tak zwane środowiska będą miały wpływ na kształt mediów publicznych, czy nie. Choć wolałbym, żeby raczej nie miały. Nie widzę takiej potrzeby, aby sfrustrowani megalomani mieli na coś wpływ…
Pan Lech Kaczyński chce wziąć patronat nad nową ustawą, mającą określać ład medialny. Cały ład medialny, ten realizowany przez prywatne media też. Po co? Nie wiadomo właściwie po co, ale zawsze jakaś sitwa by się mogła podwiesić po jego patronat…
Mogę się zgodzić, że ustawa, nad którą wisi pióra Kaczyńskiego, jest do luftu. Tylko, że gwarancji na to, że następna będzie lepsza, nie ma. Nie ma, dopóki zarząd ładu medialnego będzie zapisany w Konstytucji, w formie KRRiT, nie będzie dobrej ustawy, dopóki politycy nie zostaną galwanicznie odstawieni od wpływu na media.
A to jest możliwe tylko pod warunkiem, że media zostaną w tej postaci, w jakiej są, zostaną zlikwidowane i nastąpi opcja „zero”.
Reorganizacja mediów publicznych MUSI nastąpić przez likwidację istniejących struktur i powołanie nowych spółek. Niekoniecznie, co zauważył nestor polskiego dziennikarstwa, Stefan Bratkowski, spółek prawa handlowego, ale spółek publicznych. I wbrew pozorom, mogą one być finansowane i celowo, i w formie dotacji. Pod warunkiem, że będą realizowały programu kulturalne, społeczne, publicystyczne, sportowe, autorskie. Bez reklam. Bez polityków. Bez związków zawodowych.
Nowa ustawa, nowy porządek prawny mediów powstać musi, bez tego się nie obędzie. Ale aby nowa ustawa miała sens, musi zostać nałożona nie na istniejącą, chorą, niewydolną i pełną sitw strukturę, lecz na zupełnie nową organizację.
Azrael




Ciekawe dlaczego stare „rynkowe” rozwiązanie nie jest popularne. Finansowanie z opłat za programy i reklamy jest może nie do końca najlepszym rozwiązaniem, ale niewątpliwie u nas najskuteczniejszym. Każdy program zaczynałaby i kończyła lista sponsorów. Wiadomo od razu kto odpowiada za treść i czego można się spodziewać. Ktokolwiek chciałby publikować cokolwiek musiałby zapłacić. Rząd mógłby dotować programy informacyjne i częściowo edukację przez TV… Kościół wiadomo – swoje programy, organizacje Dziennikarskie i NGOs programy niezależne, Partie – swoje materiały itd. Łatwo – miło i przyziemnie. Sądy pilnowałyby, żeby treść była zgodna z Konstytucją – precz z cenzurą!
Działa to tak w wielu krajach, dlaczego u nas nie?
Ciekawe czy autor [poltiser]zna b.stare powiedzenie: marzenia ściętej głowy.Nawet w Stanach demokracja stała się zwyrodniała i pełna przegięć.Chociaż mienią się krajem prawa lecz już dawno stały się krajem prawników.Opowieści o wpływie sądów na cokolwiek w naszym kraju pachną kpiną.Wyroki zapadają w kilka lat po fakcie gdy już nikt nie pamięta o co chodzi.Jeszcze szczyt naiwności:Czy Kościół przejmowałby się wyrokami gdyby one zapadły?Dlatego PO niech się zajmie gospodarką lub tym na czym się zna obojętnie co by to było.Narazie to mamy ruletkę.Wiadomo że wszystkoizm znaczy że nie zna się na niczym.CBDO.
Od wieków kpimy z naiwności godząc się z nikczemną rzeczywistością, w istocie godząc się na nikczemny byt.
Jak się nie wie dokąd droga prowadzi nie można oczekiwać dojścia do celu.
Są to wszystko truizmy…
Ale to właśnie Amerykanie pokazali wybierając Obamę że w truizmach tkwi siła…
Co z tego wszystkiego wyniknie – zobaczymy.
Życzę i tonette i wszystkim innym chwili refleksji i przypomnienia sobie – o co tak właściwie nam chodzi?
Pozdrawiam serdecznie…