
Czym innym jest domyślać, a czymś zupełnie innym wiedzieć. I to wiedzieć od kogoś, kto nie tylko usłyszał i zobaczył, ale jest także siłą sprawczą spraw i sytuacji, o których opowiada.
Sobotni wywiad red. Roberta Mazurka z szefem kancelarii prezydenckiej, Piotrem Kownacki, dla gazety „Dziennik”, wzbudził zdumienie, u jednych zażenowanie, u innych uśmiechy, a jeszcze innych szczerze, do rechotu, rozbawił. U mnie wzbudził raczej niesmak.
Moja opinia o Lechu Kaczyńskim jest ugruntowana od dawna, jest on najgorszym, najmniej sprawnym intelektualnie prezydentem Polski, po roku 1989. Tak, nawet Lech Wałęsa, przy swojej prostocie, słabym wykształceniu i bufonadzie, potrafił sobie lepiej dawać radę ze swoimi obowiązkami. Po części zapewne wynikało to z umiejętności dobrania sobie współpracowników (a z początku byli nimi również Jarosław i Lech Kaczyńscy). Jego gafy, politykierstwo, czy działania na granicy prawa, nie przyniosły urzędowi i Polsce takich strat, jak prezydentura Kaczyńskiego.
Jednak nie do pomyślenia jest to i nikt do tej pory nie przekroczył granic, oficjalnie, rzecz jasna, „alkowy” prezydenckiej. Nie odkrył w sposób tak bezceremonialny mechanizmów działania, a właściwie ich braku, jednego z najważniejszych urzędów państwa.




Najnowsze komentarze