Realny punkt widzenia

No proszę! Nigdy bym nie przypuszczał, że mój tekst, pod tytułem „List na Berdyczów”, poświęcony listowi byłych polityków, ale jeszcze aktualnych autorytetów, skierowany do prezydenta Stanów Zjednoczonych, Baracka Obamy, wzbudzi tak żywą reakcję moich wielce szanownych kolegów z redakcji Studia Opinii. Piszę wielce szanownych z pełnym przekonaniem i pełną atencją, nie podszytą żadnym szyderstwem, ani własną pychą, co niektórzy chcą mi „w brzuch wcisnąć”, ale uważam, że to, że sam redaktor Stefan Bratkowski się nad tekstem pochylił, a wsparł go tak wybitny dziennikarz mediów różnych i znawca Rosji znamienity, jak Sławomir Popowski, poczytuję sobie za niemały zaszczyt…

No, ale koniec z duserami, czas zająć się, jak mam nadzieję, przyzwoitą polemiką.

Nie lekce sobie ważę głos osób i osobistości po tym listem do Obamy. Tak, mają prawo do napisania tego listu, który zresztą już przyjął miano „Listu 22″, od liczby nazwisk pod nim umieszczonych . Tak, i Lech Wałęsa, i Aleksander Kwaśniewski i Vaclav Havel, czy Daniel Rotfeld to osoby, których głosu należy wysłuchać uważnie. Czas, jaki minął od jego opublikowania, i reakcje jakie można było odebrać ze strony amerykańskiej na temat jego przesłania, świadczą jednak o tym, że w rzeczywistości był on pisany „w powietrze”. Jak do tej pory jedynym sygnałem, że został oficjalnie zauważony byłą wypowiedź urzędnika departamentu stanu niskiego szczebla. W mediach elektronicznych i na czołówkach gazet amerykańskich nie pojawił się w ogóle…

Forma tego dokumentu i jego ton, to są najpoważniejsze jego wady. Nie jest to materiał analityczny, lecz polityczny. Tego rodzaju polityczne połajanki nigdy nie będą dobrze odebrane i nie mogą zostać dobrze przyjęte. Do tego list wpisuje się w wewnętrzną dyskusję w administracji amerykańskiej na temat zasad i metod politycznych wobec Rosji. Wbrew pozorom nie wzmacnia to wcale pozycji zwolenników twardego kursu wobec Rosji, ale wprost przeciwnie. Ze strony amerykańskiej, nieoficjalnie, dochodzą sygnały, że list wzbudził konsternację. Został on przyjęty raczej jako głos petentów, a nie partnerów politycznych. Bo Europa centralna postrzegana jest raczej jako region słaby, bez własnych pomysłów i wpływów.

Problemem Europy Wschodniej nie jest tylko to, jak zachowają się Amerykanie wobec Rosji i naszego regionu, lecz raczej to, jak Polska i inne kraje będą kształtowały własną politykę. I jak będą umiały wpływać na Unię Europejską, na jej politykę wschodnią. Na dzień dzisiejszy wydaje się, że wpływ ten jest praktycznie żaden. I na pewno nie pomoże tu nic odwoływanie się do Wielkiego Brata zza Atlantyku.

Polityka polska i polityka innych państw regionu musi być podporządkowana interesom wspólnym, dla całej Unii Europejskiej. To jest właśnie najważniejszy, od lat kierunek i jak dotąd, sprawdzał się on w pełni. Przyjęcie Polski i do NATO, i do Unii Europejskiej, stanowi tego potwierdzenie. Ale do pewnego czasu polska polityka zagraniczna (ale równie polityka całej Unii Europejskiej) zatraciła zdolność formułowania konkretnych celów i zadań. Możemy się zgadzać, lub nie z polityką tandemu Barack Obama-Hilary Clinton wobec Rosji, ale w tym jest myśl polityczna, strategia i taktyka. I nie jest winą Stanów Zjednoczonych, że dzieje się to kosztem Europy Środkowej. Taka jest polityka, taki jest polityczny pragmatyzm.

Kraje naszego regionu nie potrafią sobie poradzić z myślą, że stają się peryferium świata, którego centrum będzie, jeżeli już nie jest, w Azji. Amerykanie to potrafią zrozumieć, i dlatego dostosowują swoją politykę do tego, co się będzie działo w sferze ekonomii i polityki za lat 10, 20, 25… My za to nie potrafimy, po osiągnięciu celu głównego, czyli integracji ze strukturami prawnymi i ekonomicznymi Europy, wypracować nowego planu polityki zagranicznej. Próbowaliśmy własny plan polityczny zastąpić planem amerykańskim, a kiedy okazało się, że Amerykanie mają własne pomysły, nie przystające do naszych oczekiwań – wysyłamy do nich dość histeryczny list. To nic innego, jak kontynuacja polityki klientelizmu wobec Stanów Zjednoczonych, zainicjowana jeszcze w początku tego wieku, przez rząd Leszka Millera i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Mentalnie polska polityka zagraniczna wobec Rosji zatrzymała się na początku lat 90. i od tego czasu tkwimy w marazmie. A inne kraje, takie jak Niemcy i Włochy, obchodzą nas z boku, wykorzystując to, że nie potrafimy sformułować celów, postulatów i zadań współpracy z Moskwą (poza żądaniem uznania mordów katyńskich za ludobójstwo). Wypychają nas z Rosji, nie tylko ekonomicznie.

Kilka lat temu nieżyjący już Mieczysław F. Rakowski, przecież też znawca Rosji, napisał w swoim miesięczniku „Dziś” takie słowa;

W tekstach publikowanych w poważnych dziennikach, tygodnikach, w wypowiedziach ekspertów, karmiących swoimi “mądrościami” czytelników i słuchaczy, nietrudno uchwycić ton wyższości i pyszałkowatość Lechitów wobec Rosjan. Gdzie im tam, rabom, do nas, polskich panów, stuprocentowych demokratów! Porażające jest demonstrowane przekonanie, że oni i tylko oni wiedzą, jak współczesna Rosja powinna rządzić się i budować demokratyczne stosunki. Może Putin powinien tych majstrów od pióra i żywego słowa (ze szczególnym uwzględnieniem uczonych z Ośrodka Studiów Wschodnich, których można ustawić w pierwszym rzędzie rusofobów), oraz choćby kilku politycznych “orłów” zaprosić do Moskwy i uczynić z nich trust mózgów, wspomagający jego “nieudolnych”, przepojonych duchem KGB doradców? Za wysoce niekorzystne dla Polski uznać też trzeba strofowanie Rosjan i Putina przez naszych polityków i wysokich urzędników państwowych.
[...]
Odnosi się wrażenie, że w polityce wschodniej zatracono to, co można nazwać instynktem państwowym. Jest to ten fragment polskiej polityki zagranicznej, w którym przestały obowiązywać zasady powszechnie przestrzegane w stosunkach międzynarodowych. Każdy mówi co chce, oczywiście zawsze z dodatkiem, że ma na względzie interes Polski. Jakże by inaczej! Nie można jednak nie zapytać: czy ta radosna twórczość jest dla Polski korzystna? Wydaje się, że nie. Z kilku powodów, ale pozostańmy przy dwóch. Po pierwsze, umacnia antypolskie nastawienie (polskije pany!), spychając na margines wcale duże, wpływowe środowiska w Rosji, które od wieków w traktowały Polaków jako przyjaciół. Po drugie, szkodzi naszej pozycji w Unii Europejskiej, która oczekiwała, że chociażby z powodu wielowiekowego sąsiedztwa z potężnym wschodnim sąsiadem, wystąpimy w roli wiarygodnego znawcy Rosji i stworzymy naturalny pomost między UE i nią. W Brukseli, i w innych europejskich stolicach istnieje opinia, że Polacy są chorobliwie uprzedzeni do Rosji, a zatem nasze poglądy i oceny są dalece nieobiektywne. Może jest to błędne przekonanie?

Unormowanie sytuacji politycznej z Rosją nie oznacza wcale tego, że lekceważymy, czy zdradzamy naszych przyjaciół na Ukrainie, czy w Gruzji. Polska nie odżegnuje się od od promowania Ukrainy, pilotowania jej wejścia do Unii Europejskiej i NATO. Monitorujemy także sytuację w Gruzji. Ale trzeba sobie również postawić pytania – czy obecne władze na Ukrainie, starające się odbudowywać swoją pamięć narodową, ale również budować podstawę swojej państwowości na bazie organizacji OUN/UPA to jest to, co nam powinno odpowiadać? Czy próby rozgrywania, poprzez wirtualne kontrakty paliwowe Azerbejdżanu, Kazachstanu, czy Turkmenistanu, przeciwko Rosji, przyniosły nam jakieś korzyści?

Sytuacja geopolityczna w naszym regionie zmieniła się diametralnie. Nie wrócą już lata, gdzie naprzeciwko siebie stała Europa, z Polską, jako przedmurzem cywilizacyjnym, a naprzeciwko stały azjatyckie hordy, które trzeba było powstrzymać. Nie ma również możliwości, aby w Rosji zaszczepić już, teraz, europejski model demokracji.

Kilkanaście miesięcy temu w w Polsce gościł rosyjski intelektualista, Siergiej Karaganow który wziął udział w panelu zorganizowanym przez „Gazetę Wyborczą”, pod tytułem “Odrodzenie rosyjskiego nacjonalizmu”.

Powiedział on wtedy takie słowa;

Chcieliście mieć nieprzyjemności, to będziecie je mieli. Nasza dyskusja przypomina rozmowę starców. Omawiamy problemy odziedziczone po czasach minionych, nie zaś te, które staną się ważne jutro. Rosja się odradza i odradza swój nacjonalizm. Osiem czy dziewięć lat temu uważałem, że Rosja zginęła, że się rozpadnie. Tymczasem dziś stała się jednym z najbardziej wpływowych państw świata.

W Rosji mamy bardzo złe drogi, ogromną korupcję, zły system społeczny, ale Rosja stanęła na nogi. Nie mówimy już praktycznie o tym, jakie problemy mieliśmy z Polską, Ukrainą, z rozszerzeniem NATO. Patrzymy dziś na takich konkurentów jak Chiny. Patrzymy bardziej na Azję, a mniej na Europę, która przegrywa w światowym wyścigu. Gotowi jesteśmy walczyć o przyszłość. Nie wiem, czy wygramy tę przyszłość. Na razie na krótkim etapie od 2000 r. zwyciężyliśmy fantastycznie. Nikt nawet nie przewidywał, że tyle wygramy.

Stoi przed nami wiele wyzwań. Ale owszem, jeśli potrzebna wam wroga Rosja, która jest źródłem waszej samoidentyfikacji, to proszę – mogę być rosyjskim imperialistą. Mogę źle mówić o Gruzji, Ukrainie. Możemy tak rozmawiać bez końca, dopóki życie nas nie ukarze. Rosja już raz za mojego życia została ukarana. Przegraliśmy. Ale powstaliśmy z popiołu i chciałbym, żebyśmy wszyscy patrzyli do przodu.

Karaganow nie wprost powiedział, dlaczego Władimir Putin cieszy się i nadal się będzie cieszył w Rosji tak wielką popularnością i estymą, i dlaczego Dmitrij Miedwiediew, który miał być bardziej europejską twarzą Kremla – idzie drogą swojego poprzednika. Nie ropa i gaz postawiły olbrzyma rosyjskiego na nogi – lecz poczucie wartości i siły, przywrócone przez Putina.

Rosja zdaje sobie sprawę, że dalej jest silna i że to ona jest potrzebna Europie, a nie odwrotnie, że jej potencjał jest tak wielki, że to ona może decydować o sojuszach i drodze rozwoju. Rosja jest silna władzą państwową i integralnością. Nie musi się liczyć z małymi, takimi jak Gruzja, czy kraje bałtyckie. W Rosji odrodził się nacjonalizm. To prawda, i jest to agresywny nacjonalizm. Ale jest to tylko jeden z elementów tego, do czego ten kraj i jego świadome elity polityczne dążą. Najważniejszą sprawą jest odbudowa pozycji mocarstwa, odbudowa pozycji globalnej.

Rosja jest świadoma tego, czego jeszcze chyba nie jest świadoma Europa i Polska – że główne zagrożenie – ale i interesy – są w Azji. Brzmi tu nie wypowiedziane podzwonne dla Stanów Zjednoczonych, że rola USA jako światowego hegemona się powoli kończy. Kryzys ekonomiczny wewnątrz USA, porażka na Bliskim Wschodzie – to znamiona schyłku. Świat staje się wielobiegunowy – i Rosja chce w tym układzie zająć jedną z głównych.

Unia Europejska i Polska powinny zdać sobie sprawę, że jeżeli nie będzie ona wstanie w ciągu najbliższych kilkunastu lat zbudować spójności i integralności – to zostanie peryferią Świata, skansenem. Europa straci swoją pozycję w wyniku dominacji gospodarek Dalekiego Wschodu. Rosja o tym już wie, ponieważ, tak jak USA, widzi politykę w skali globalnej.

Rosja oczywiście może być zagrożeniem dla Europy, ale kiedy zostanie zrozumiana i potraktowana jako partner, może być szansą, dla Unii Europejskiej, i także dla Polski.

Wbrew oskarżeniom, nie jest to myślenie „radzieckie”, lecz myślenie pragmatyczne. Rosyjskie elity intelektualne, chętnie przywoływane przez red. Stefana Bratkowskiego, będą popierały dążenia władzy do wzmocnienia Rosji na arenie międzynarodowej.

Azrael

4 Thoughts on “Realny punkt widzenia

  1. Skonczyly sie czasy, kiedy kazdy patrzyl tylko na lewo i prawo, teraz trzeba patrzec globalnie, by przetrwac i by byc zauwazanym. Strategiczne myslenie zawsze mialo przyszlosc.

  2. Piotr Chmielarz on 21/07/2009 at 14:16 said:

    Gospodarzu jak skomentujesz to co się dzieje pod KTD. Według mnie miała tam miejsce celowa prowokacja PIS. Kto wiedząc, że czeka go egzekucja komornicza wprowadza do budynku kobiety i dzieci. Z drugiej strony dobrze w końcu, że burżuje doświadczyli tego samego jak ofiary masakry policyjnej z Otwocka oraz ofiary eksmisji lokatorów dla przypomnienia o ile nie pamiętasz policja i ochroniarze zmasakrowali robotników broniących swojego miejsca, którzy chcieli udaremnić wywiezienie maszyn z zakładów. Wtedy za pewne panowie kupcy chwalili działania policji i ochroniarzy a teraz lamentują, że paru z nich dostało gazem i pałką. Z drugiej strony jakaż łagodność policji można się domyśleć, że pałkarze z policji, gdyby tam byli robotnicy nie wahaliby się poszłyby w ruch gumowe pałki i kule natychmiast nie byłoby żadnych ceregieli.

  3. Roman Strokosz on 21/07/2009 at 18:28 said:

    Szanowny Azraelu!
    Nie wydaje mnie sie, by akurat zagadniene, ktore prezentujesz w wyscoe interesujacej formie, jest tematem dnia, tym, co rodakow w kazdym punkcie naszej zywej planety interesuje dzisiaj.
    Rosyjski nacjonalizm zapoczatkowany za prezydentury Putina, dzisiaj juz zaczyna droge spadkowa, bowiem wyniki ekonomiczne Rosji, jezor swiatowego kryzysu ekonomicznego dosc drastyczne dotka Rosja – wbrew zapowiedziom i gwarancjom skladanym medialnie przez najwyzszych dostojnikow tego mocarstwa. Ogromna przepasc pomiedzy stolica i wazniejszymi miastami a gleboka prowincja, rosnace bezrobocie, topniejace rezerwy finansowe, spadek ceny ropy lekkiej na rynkach swiatowych nie rekompensuje GAZPROM ani tez inne wiodace galezie energetyczne Rosji. Potrzeba unowoczesninia armii – bo jednak mamy cichy wyscig zbrojen-, potrzeby zaspojajania potrzeb w coraz to nowych punktach zapalnych Rosji gasza plomien nacjonalizmu, pewnosci siebie, pozucie wszechmocarstwem..
    Stany Zjednoczone znajdujace sie nad przepascia nieodwracalnych przemian inicjowanych przez Obame Baracka i zdominowany ( slepy) Kongres wykorzystuja zupelnie pozbawione szczerosci ocieplone stosunki z Rosja chca wykorzystac dla osiagniecia okreslonych korzysci ( oszczednosci) finasowych w sferze wydatkow budzetowych.Ta runda gry politycsznej jednak skazana jest na porazke.Obama Barack sukcesywnie, swoimi neomarksistowskimi ideami i frsowanymi wrecz despotycznie reformami malo ze rujnuje ogromny pakiet funduszu stymulacyjnegpo, to jeszce poglebia depresje ekonomiczna recesji.Jezeli w kilku krajach europejskich widoczny jest symptom wychodzenia z recesji, to w USA, ktora pierwsze stoczyla sie na dno kryzysu finansowego dno jaby sie poglebialo.despotyzm wladczy nie przyjmuje zadnej konstruktywnej krytyki ani alternatywnych projektow rozwiazan programowych.
    Tym bardziej smieszy mnie i zastanawia jednoczesnie glupota i slepota polityczna polskich publicystow, politologow, polskich srodowisk ekonomiczno- gospodarczych, ktore w dalszym ciagu patrza w strone USA niczym wierni w wizerunek Marii Matki Bozej. Obama juz zrobil wszystko by jednoznacznie sie przekonac, ze Polska dla USA nie jest partnerem, a tym bardziej znaczacym partnerem, dla ktorego USA gotowe mialyby byc gotowe na wszystko. Pora sobie usiwadomic, ze Polska – jak i inne kraje bylego bloku socjalistycznego – zdana jest na laski i przywileje wyniojace z czlonkowstwa w Unii i NATO. Tylko to moze byc gwarancja pewnej stabilnosci i bezpieczenstwa a nie bajki i obiecanki zza wielkiej wody. Pora juz sobie szerzej oczy otworzyc i pisze to pod adresem wielu publicystow, felietonistow, tzw. polskich amerykanistow. Przestancie pisak bajki z krainy 1001 jezior. Prawda jest inna i bradziej okrutna. Tym bardziej Mieczyslwa F Rakowski w pewnym sensie ywardoglowy realista kiedys mial racje nazywajac sytuacje Polski ” po imieniu „.
    Wszelkie petycje do Obamy natomiast zakrawaja na prymitywna glupote, naiwnosc i w moim odczuciu ponizenie.

  4. poltiser on 22/07/2009 at 08:02 said:

    @Roman Strokosz & Gospodarz
    Panowie – w moim przekonaniu obaj macie rację…
    Jakże prorocze były słowa Huntingtona opisującego polaryzację świata w wielu kierunkach oraz znaczenie „lokalnych” mocarstw dla „osiowych” cywilizacji…
    Mam nadzieję, że naturalny porządek rzeczy w Naszym Kraju – rozwój pomimo mętnych koncepcji politycznych – utrzyma się nadal i nie dojdzie do rujnujących wszystko konfrontacji w najbliższym czasie, np. w obronie jedności Ukrainy. Próbę sił w obronie jedności Gruzji już mieliśmy…
    Od ponad 300 lat w polityce Elit dominujących „rynek” socjalny i polityczny naszego kraju nie widać realizmu i koncepcji rozwojowych opartych na „własnych” siłach i realnych sojuszach. Efekty takiego awanturnictwa i straty ludzkie oraz moralne są w wielu aspektach (np. tradycji, identyfikacji i gospodarności) trudne do odrobienia.
    Osobiście liczę raczej na nowe pokolenie i jego „brak historycznych korzeni” niż na kolejne odrodzenie „polskiego nacjonalizmu”, które może w odpowiedzi na nacjonalizm rosyjski wpędzić nas może z powrotem w ślepą uliczkę kolejnych konfrontacji…
    Potrzebna jest nam nad Wisłą wizja rozwoju, profesjonalizm, chłodny racjonalizm i umiar w rzucaniu oskarżeń, w przeciwnym razie nie będziemy w stanie nawet myśleć o rozliczeniu jakichkolwiek rachunków z przeszłości – np. nieodpowiedzialna „histeria Katyńska” odebrała nam możliwość korzystania z archiwów rosyjskich (otwarte przez Jelcyna – zamknięte przez Putina)…
    Z różnych powodów sprzedawano nasz kraj sąsiadom na międzynarodowych przetargach kilkakrotnie w ciągu ostatnich 300 lat, nie chciałbym być świadkiem ponownego przetargu „komu Europa Wschodnia”. Tylko nasza aktywna i realistyczna polityka w EU i NATO może temu zapobiec…
    Z wyrazami szacunku
    P.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>