
Dość często czytam i słyszę opinie skierowane pod moim adresem, że za dużo w moich tekstach polityki, a za mało podejścia do tematów w sposób „obiektywny”, odizolowany od partii politycznych, polityków… „A., powinieneś wiedzieć, że MY nie zajmujemy stanowiska politycznego, nie zajmujemy się bieżącą polityką, nam zależy na uporządkowaniu administracji, prawa, ochrony zdrowia, etc., etc, (dalej trzeba wstawić następne problemy, którymi się koniecznie trzeba zająć, oczywiście z pozycji apolitycznych). I broń panie B., nie wolno wspierać ŻADNEJ siły politycznej, bo to tylko może zaszkodzić przejrzystości naszych planów i sile przekazu…
I w ten sposób tworzy się odezwy, programu, ogłasza się pomysły, pisze się deklaracje i stanowiska, które są doskonałe merytorycznie, spójne programowo, czasem nawet odkrywcze. Zamieszcza się te stanowiska w gazetach albo na portalach internetowych, czasem pisze się listy – najchętniej otwarte. Wszyscy się pochylają nad myślami naszymi, kiwają głową z aprobatą, czasem nawet nawiążą w swoich materiałach, piszę o politykach, czy publicystach, a potem sprawa, program, czy idea umiera…
Dlaczego? Dlaczego nasze wielkie myśli i idee rozchodzą się kołami na wodzie życia publicznego, a potem, bardzo szybko zamieniają się w martwą falę? Dlaczego nawet najlepsze, nowatorskie pomysły organizacyjne, czy nawet rozwiązania prawne nie znajdują posłuchu? Odpowiedź jest prosta, tak jak proste są prawidła życia politycznego w państwie demokratycznym.
Nie ma czegoś takiego, jak apolityczność. Apolityczność zakłada, że stoimy z boku wydarzeń i instytucji życia politycznego i publicznego, sami siebie skazujemy na margines życia społecznego. I dodatkowo, rezygnując z własnych poglądów politycznych, na rzecz mitycznej i pustej apolityczności, skazujemy się na samocenzurę.
W demokratycznym państwie polityka i działalność w imię szeroko rozumianego interesu publicznego, który zawęża się do interesu społecznego określonych grup, a wreszcie do interesu indywidualnego obywateli, odbywają się za pomocą partii politycznych. Oczywiście, nie tylko, ale to właśnie one są traktowane jako główne „wehikuły” myśli politycznej i państwowej. Dlatego alienacja od partii politycznych jest dla środowisk, które chcą uchodzić za opiniotwórcze samobójcza.
Polskie partie polityczne, o czym już zresztą wielokrotnie pisałem, rzadko korzystają z pomocy eksperckiej, polscy politycy, nie mają zwyczaju korzystania z zaplecza intelektualnego, z programów. Doświadczył tego swego czasu, kiedy był jeszcze politykiem, Jan Maria Rokita, którego grube opracowania nigdy w jego macierzystej partii, Platformie Obywatelskiej, nie zostały poddane poważnej dyskusji. Polskim partiom politycznym potrzebni są spin doktorzy, ludzie od wizerunku i marketingu politycznego – a nie myśliciele i wizjonerzy. Polityka w Polsce współczesnej jest rozumiana nie jako sztuka arystotelesowska dążenia do władzy w imię dobra ogółu, lecz raczej jako system walki z przeciwnikiem politycznym. Jak sądzę jest to choroba polskiej demokracji, która nie ma odpowiednich procedur kontroli polityków, a ci nie czują się odpowiedzialni za swoje czyny przed wyborcami, szerzej, przed obywatelami. I z tym trzeba walczyć, bo od uzdrowienia partii politycznych zależy poprawa całego państwa.
W Polsce idea politycznych think tanków, czyli ośrodków analitycznych, prowadzących działalność ekspercką, a często i lobbistyczną, dopiero kiełkuje. Są one dość głośne i programy i idee w nich powstające są czasami bardzo ciekawe, ale niestety – rzadko kiedy stają się one immanentnym składnikiem programów partyjnych. Ich udział w debacie publicznej jest w Polsce nadal nader skromny. Wpływ, zaczynając od prawa do lewa, Ośrodka Myśli Politycznej, Fundacji Batorego, czy Krytyki Politycznej na partie jest śladowy. Jeżeli zaangażowane politycznie ośrodki mają tak mały wpływ na partie polityczne – to jak może swoje idee sprzedawać ośrodek idei, zakładający pozytywistyczną pracę o apolitycznym obliczu?!
O organizacjach pożytku publicznego, o organizacjach pozarządowych, tak zwanych NGO (non-governmental organization) mówi się chętnie, ale te organizacje, tak zwany trzeci sektor społeczny, mają wąsko określone cele i zadania są dodatkowo obwarowane dość restrykcyjnymi przepisami. Działając na rzecz sektora publicznego, muszą jednak realizować swoje cele statutowe, a nie zajmować się szerszym aspektem działalności państwa i jego administracji.
Wydaje się, że jeżeli chcemy, aby nasze idee, projekty i postulaty społeczne były zauważone, konieczne jest wejście z nimi w struktury organizacyjne partii politycznych, tych organizacji, które mogą je zrealizować tylko wtedy, kiedy zdobędą władzę. Partie powinny artykułować konkretne pomysły polityczne i pomysły społeczne. Próba realizowania najbardziej nawet słusznych poglądów poza układem partyjnym, skazana jest na porażkę. I szkoda intelektu ludzi na pisanie i tworzenie opracowań do szuflady…
Azrael




Pingback: Twitted by azraelk
Piszesz ze nasze partie nie korzytsja z pomocy eksperckiej. Tam przeciez jest tylu kespertow,ze az trudno sobie wyobrazic te ilosc i jakosc.Jestem jednak optymista i przekonany jestem, ze w cigau najblizszych 10-ciu lat dojdzei w Polsce do trwale uksztaltowania sie Narodowo-Chrzesciajanskiej Partii- skrajnie prawicowej, wrecz nacjonalistycznej partii, kontynuatorki dzisijeszegi PiS.
Druga Partia centrowo liberalna to cos na wzro i podobienstow Liberalno-Demokratycznej Partii – odpowiednika dzisiajeszego PO.
Z lewej strony powinna byc dosc silna Lewica i w swietle dzisiejszej dzyskusji koalicyjnej raczej nie widze szans przezycia dla PSL.
Byc moze w takim ukladzie polskiej sceny politycznej, bedziemy mieli do czynienia z bardziej efektywnie dzialajcymi Radami Ministrow, doczekamy sie zmian w Konstytucji tam, gdzie jednak slabo okelosna jest prezydencka wladza, jej sens i zasieg. poki co kraj nad Wilsa trwa w chaosie i pachnie nim jeszcze na dlugo.Przeksztalcenia wymagaja czasu wiec, oddajmy sie oczekiwaniu i starajmy sie odegrac jakas inspirujaca role