Trzeci szereg

Stany Zjednoczone na obchodach 70. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej będzie reprezentował były minister obrony, William J. Perry, z czasów prezydentury Billa Clintona. Emerytowany polityk. Nie mający realnego wpływu na żaden proces decyzyjny administracji amerykańskiej, jak się wydaje, nie jest nawet konsultowany w ważnych sprawach. Kto jest temu winien, że przyjeżdża do nas zasłużony, lecz były polityk? My, i tylko my jesteśmy temu winni.
Polska naiwność w polityce zagranicznej i w relacjach z Amerykanami jest wprost przysłowiowa. Można śmiało stwierdzić, że jej korzenie tkwią jeszcze w latach ‘80, gdzie wydawało nam się, że Amerykanie robią wszystko, aby pomóc “Solidarności” w walce z komuną, zapominając, że rząd Ronalda Reagana nie poinformował polskiej opozycji o planach wprowadzenie stanu wyjątkowego, choć taką wiedzę miał…
Potem, po odzyskaniu pełnej suwerenności, przez pewien okres czasu, zajmując się antyszambrowaniem do NATO i Unii Europejskiej, trochę naszym przyjaciołom odpuściliśmy, na rzecz Europejczyków, ale miłość tliła się podskórnie. Potem, po 9/11, wybuchła ona pełną siłą, i rzuciliśmy się w ramiona naszego Wielkiego Brata, a naszych żołnierzy, w rozpadających się butach i z zacinającą się bronią, na wojnę do Iraku, w “obronie demokracji”. Choć dla każdego rozsądnie myślącego było jasne, że nie o obronę źródeł demokracji chodziło, a o obronę źródeł ropy naftowej… Wynieśliśmy z Iraku wiele… doświadczeń, bo kontrakty na ropę i na odbudowę Iraku wynieśli inni, nawet tacy Włosi, co wystawiali kompanie wartownicze, a nie żołnierzy liniowych.
Mieliśmy podpisać umowę o partnerstwie strategicznym, otrzymać pomoc rzeczową i finansową, wskoczyć na pozycję choćby taką, jak Turcja. W zamian za to kupiliśmy samoloty F-16 (“Jaszczębie”, jak je pieszczotliwie nazwała aktualna prezydentowa), konstrukcję z przed lat 30.wraz z offsetem, który jest realizowany… jak Amerykanie sobie chcą. Choć są i chlubne wyjątki, jak choćby warszawski IBL…
Korzyści ze współpracy z Amerykanami, za ostatnie kilka lat, jak widać mamy potężne, szczególnie podbudowani jesteśmy prestiżowo. Uważamy się, obok Wielkiej Brytanii, za najpoważniejszego partnera Ameryki w Europie. To u nas miała stanąć wyrzutnia rakiet obronnych, przeciwko “krajom bandyckim”, a miało ją obsługiwać nawet 1.000 żołnierzy amerykańskich! Nic to, że baza miała być eksterytorialna, przecież jakie to wspaniałe perspektywy! W niemieckim Ramstein były okresy, że stacjonowało tam 40.000 żołnierzy… W zamian za instalację tarczy antyrakietowej, na którą mogliśmy się nawet patrzeć, Amerykanie pozwolili nam popatrzeć się na jedną baterię rakiet Patriot – na początek bez głowic, aby polskim żołnierzom nie skoczyła adrenalina za bardzo…
Biorąc pod uwagę to, jak ważnym partnerem amerykańskim jesteśmy, osiągnęliśmy również znaczące sukcesy dyplomatyczne. Wprawdzie polski generał, Franciszek Gągor, nie została szefem Komitetu Wojskowego NATO, a Radosław Sikorski nie został sekretarzem generalnym tej organizacji, ale za to jaki szacunek mamy u innych krajów europejskich! Wszak jesteśmy prawie partnerem strategicznym, prawie amerykańskim lotniskowcem, prawie mamy tarczę, no i mamy stojące samoloty F-16… I mamy oczywiści wojska w Afganistanie. Przypomnijmy może, że kontyngent w Afganistanie został zwiększony w 2006 roku, indywidualną decyzją ówczesnego ministra obrony narodowej, Radosława Sikorskiego, bez uzgodnień z polskim Sejmem, na osobistą prośbę George’a W. Busha. Pewnie znów obiecał i partnerstwo strategiczne, i zniesienie wiz…
Jest takie stare powiedzenie – “Wielka Brytania nie ma przyjaciół. Wielka Brytania ma interesy”. To imperialne stanowisko jak ulał pasuje również do Stanów Zjednoczonych i naszych relacji z tym krajem. Polska naiwność, pseudoromantyzm w relacjach z Amerykanami, musiał się kiedyś skończyć. Polska, uwiązana do swojego mentalnego grajdołka, dodatkowo napędzana fobiami antyniemieckim, wybuchającymi co jakiś czas, a przede wszystkim antyrosyjskimi, nie potrafi zrozumieć, że Stany Zjednoczone mają głównie interesy, polegające na obronie własnego terytorium i własnego bezpieczeństwa, a jeżeli się z kimś przyjaźnią – to najwyżej z tym, którzy są silni i mają potencjał, który można wykorzystać – albo, jak w przypadku Rosji, trzeba zneutralizować.
Amerykanie prowadzą najpierw polityką globalną, potem regionalną, a jak mają czas i kaprys – to mogą się pochylić nad takim kraikiem, jak Polska. Polska, w wymiarze regionalnym ma znaczenie dla USA, jako jeden z elementów wzoru na politykę z Rosją. I kiedy Polska, na początku lat 90 była jednym z elementów rozsadzających Układ Warszawski i likwidujących oddziaływanie komunizmu – była partnerem znaczącym. Teraz, kiedy Rosja jest potrzebna jako partner do stabilizacji Bliskiego i Środkowego Wschodu, a Polska jest z nią idiotycznie skłócona – jest oczywiste, że nasz kraj się nie liczy – no, chyba jako karta przetargowa, będąc potencjalną platformą dla baterii rakiet tarczy antyrakietowej. Za dobre relacje z Rosją oddano wirtualne przecież jeszcze instalacje systemu antyrakietowego.
Kiedy Polska mogła dostarczyć mięso armatnie do Iraku – była potrzebna. Kiedy nas tam już nie ma – Amerykanie nie mają żadnych zobowiązań. Podobnie jest w Afganistanie, przecież nie jesteśmy tam obecni z mandatu amerykańskiego, lecz NATO.
Polska od wielu lat popełnia błąd strategiczny, stawiając głównie na kartę amerykańską, rezygnując z pełniejszej naszej afiliacji z Unią, przede wszystkim z naszymi sąsiadami, a także z Rosją. To błąd, który, jeżeli nie zweryfikujemy naszej polityki, będzie się za nami ciągnął długo. Ale obniżenie rangi amerykańskiego gościa na obchodach rocznicy Wrześnie ‘39, w porównaniu z gośćmi z innych krajów, w tym głównie z Rosji i Niemiec, wskazuje na poważne błędy taktyczne. Błędy, które rzutują na nasze kontakty z demokratyczną administracją prezydenta Baracka Obamy.
Pierwszy błąd został popełniony w sierpniu 2008 roku. Nie dość, że Polska promowała tarczę antyrakietową bez uzgodnień z NATO, to jeszcze podpisała umową o jej instalacji, wprawdzie niewiele znaczącą, ale stawiającą administrację Obamy w sytuacji niekomfortowej. To może być traktowane jako swoistego rodzaju szantaż dyplomatyczny, wymuszenie kontynuacji projektu, na który Amerykanie nie mają ochoty, z powodów już przytoczonych, czyli zmiany wektora polityki amerykańskiej wobec Rosji, oraz oczywiście z powodów czysto finansowych.
Drugim powodem jest sławetny list emerytowanych polityków, znaczących postaci, ale wieku minionego, skierowany do Baracka Obamy, który spokojnie mógł zostać odczytany nie tylko jako pouczenie i pretensje, ale również jako wezwanie do swoistej nowej zimnej wojny z Rosją. List ten pokazał, że politycy, którzy mają za sobą długie lata działalności i urzędowania na eksponowanych stanowiskach, nie potrafią zrozumieć logiki i pragmatyki politycznej Stanów Zjednoczonych, dla których w pierwszej kolejności liczy się rozwiązywanie problemów ważnych z ich punktu widzenia, szczególnie bezpieczeństwa, w wielu aspektach, następnie rozwiązywania problemów w punktach zapalnych naszego globu, a następnie dopiero zajmowaniem się państwami, co tu dużo kryć – peryferyjnymi. Nie było trudne do odkrycia, że inicjatorami tego dzieła byli polscy politycy – Radosław Sikorski i Adam Rotfeld (przy wydatnej pomocy znanego skądinąd Rona Asmusa). Co jak co, ale szef w dalszym ciągu najpotężniejszego państwa Świata nie lubi być pouczany i napominany. Dlatego i Obama i jego wysokiej rangi urzędnicy omijają nasz kraj z daleka…
Polska płaci cenę za lata polityki uległości i łaszenia się do Ameryki – głównie do Republikanów. Tą ceną jest brak jakiegokolwiek wpływu na politykę USA wobec Rosji, ale także Unii Europejskiej. Polskie narzekania na brak wysokiej rangi przedstawiciela amerykańskiego na Westerplatte nie są podyktowana naszymi kompleksami, jak to widzi minister Kancelarii Premiera, Sławomir Nowak. To wyraz frustracji, że Polska została potraktowana jak kraj bez znaczenia. Ale dla Amerykanów właśnie jesteśmy bez znaczenia. I sami podsunęliśmy policzek do uderzenia…
Azrael











Polska jeszcze sie uczy dzialac na arenie miedzynarodowej.
Niestety nie jestesmy w stanie szanowac sie nazwajem i dzialac wspolnie na rzecz silnej pozycji Polski za granica.
—
Prof. Jerzy Buzek, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, odpowiada na nasz List Otwarty
http://www.scholar-online.pl/articles.php?article_id=52
Dobija mnie to, gdy ktoś pisze jak to nam Amerykanie wcisnęli F-16 i nie realizują offsetu. Oczywiście winni są Amerykanie, a nie nasz rząd, który zakupił F-16 – przypominam nie było amerykańskich gróźb bombardowania stolicy w przypadku nie kupienia Falconów. Przypominam także, że offset został dokładnie tak wykonany jak nasi negocjatorzy go wynegocjowali. I Ty Azaraelu masz pretensję do Amerykanów w tym względzie? Piszesz, że Amerykanie dbają o swój interes – no i dbają, i nie mają obowiązku dbać o interes Polski gdy negocjują offset, czy też gdy chcą nam sprzedać samoloty – o nasz interes ma dbać rząd polski.
Co do tarczy antyrakietowej – mam sceptyczny stosunek do elementu instalacji na terenie Polski – nie do samej idei obrony przeciwrakietowej. Jednak jeśli obserwujesz scenę polityczną racz zauważyć, że obecny rząd właściwie nie miał pola manewru – veto wobec instalacji w przypadku już tak zaawansowanych negocjacji, które zostały zainicjowane – jeszcze za czasów rządu Belki (o czym wielbicie dziewictwa SLD w tym względzie, zapominają) – to przede wszystkim gwarantowana hucpa w wykonaniu prezydenta i opozycji z szermowaniem haseł w rodzaju zdrady narodowej. W dodatku wyręczenie Amerykanów z całej tej groteski, w którą sami siebie i nas wciągnęli. Może mamy szansę odnieść jakieś minimalne korzyści – nie jeśli chodzi o Patrioty, ale na przykład dostęp do danych satelitarnych pochodzących z amerykańskich satelitów zwiadowczych.
I jeszcze jedna sprawa – dyletantyzm jeśli chodzi o F-16 – otóż drogi Azraelu dokładnie 2 lutego 1974 roku oblatano to cudo, a więc byłaby to konstrukcja 35 letnia. Jego niedoszły konkurent oblatano 6 października 1977 roku – a więc 32 lata temu – i wyobraź sobie, że te F-18, które przegrały w konkursie na lekki myśliwiec USAAF, właśnie kupuje Australia. Zaś dla Izraela szczycącego się najnowocześniejszym lotnictwem, trwa właśnie dostawa podobnej do polskiej wersji, w ilości 102 egzemplarzy.
Cod F-16 – mieliśmy szansę wejścia w system F-22 – dlaczego w to nie weszliśmy? Trzeba by spytać Szeremietewa.
Sorry – ale się mylisz – F-22 jest nie na sprzedaż nawet dla Izraela i Japonii. Od początku programu F-22 Amerykanie dawali to do zrozumienia, ze względu na technologie stealth zastosowane w tym samolocie. Co więcej, nawet dla USAAF – cena 350 mln USD za egzemplarz, okazała się ceną zaporową. W rezultacie myśliwiec, który miał zastąpić wysłużone F-15 zostanie wyprodukowany w liczbie 187 egzemplarzy. W dodatku ostatnie wyliczenia Pentagonu, które ujawniono, a które wywołały prawdziwą burzę w senacie USA – koszt godziny lotu – 44 tyś USD i konieczność kosztownej naprawy powłoki stealth po 1.7 godziny lotu (!) – w rezultacie zdolność operacyjna jednostek uzbrojonych w Raptory osiąga max 55%. Te wyniki definitywnie przekreśliły kontynuowanie programu przez administrację Baraka Obamy.
Ciekawe jest podejście USA do Wlk Brytanii – sami Brytyjczycy są wściekli na USA za program myśliwca F-35. Na początku gdy Wlk Brytania i szereg innych państw (Holandia czy Norwegia) przystąpiły do programu budowy nowego myśliwca, założenia były takie, że państwa współuczestniczące współfinansują projekt, za co dostaną produkt w postaci myśliwca wraz z dostępem do technologii użytej przy jego budowie. Wlk Brytania miał mieć status wyjątkowy, ponieważ jej udział miał polegać na bezpośrednim włączeniu się do prac konstrukcyjno badawczych i znacznym udziale w finansowaniu projektu. Okazało się jednak, że koszty programu wzrosły niepomiernie, w dodatku USA wyłącznie transferują za darmo technologię z Wlk Brytanii (która ponosi olbrzymie koszty finansowe za prace badawcze) wprowadzając zarazem całkowite embargo na dostęp do własnych opracowań dla Brytyjczyków, którzy co warto przypomnieć – współfinansują także prace badawcze prowadzone w USA. (źródło Altair i Raport). Tak więc na przykładzie Wlk Brytanii ale i współuczestniczącej w programie Holandii, gdzie praktyka Amerykanów wywołała istną burzę w parlamencie, widać, że jeśli chodzi wasalne traktowanie przez USA, nie jesteśmy jakimś wyjątkiem.
Cena F-22 to 350 mln USD. W rezultacie nie stać na niego nawet USAAF, które zrezygnowało w tym roku z dostaw. Co wiecej, zastosowane technologie stealth i inne rozwiązania technologiczne sprawiają, że USA nie eksportują ani nie będą eksportować tego samolotu – nawet do Izraela, Japonii czy Wlk Brytanii.
Khair el-Budar !
Bombardowanie Warszawy nie było konieczne. Wystarczyło zainwestować we właściwych ludzi w Rzepie i los Szeremietiewa stał się przestrogą, co może stać się ze ślepakami, którzy nie widzą najlepszego samolotu świata – F-16.
Wyjaśnij mi proszę co miał Szeremietiew do F-16?
Wg ogólnie dostępnych wiadomosci – umowę zakupu F-16 podpisano dnia 18 kwietnia 2003 roku – stronę polska reprezentowali ze strony MON (zakup myśliwca) Jerzy Szmajdziński, ze strony ministerstwa finansów (offset) – Grzegorz Kołodko
14.04.2003 roku szef Komitetu Offsetowego Michał Kleiber powiedział:”Wartość umów kompensujących zakup samolotów F-16 dla polskiej armii może grubo przekroczyć zatwierdzoną dotąd kwotę 6 mld dolarów i osiągnąć nawet 14 mld dolarów”
Jak sie sprawa ma w rzeczywistości prezentuje raport z dnia 20.08 2009 roku – polecam lekturę tego raportu. Parę kwiatków z tego raportu:
-system łączności radiowej “Tetra” – rząd nie podjął dotąd decyzji dotyczących budowy i wdrożenia takiego systemu,
-modernizacja WZL w Bydgoszczy – nierzetelna i niewiarygodna okazała się firma Aircraft – dostarczona przez nią dokumentacja nie miała wartości technicznej i technologicznej, była dostępna do kupienia przez internet; po zmianie umowy w WZL-Bydgoszcz będzie centrum serwisowania F-16;
-modernizacja WZL w Warszawie umożliwiająca badania odbioru silnika samolotu F-16 – firma P&W dąży do załatwienia wyłącznie własnych interesów;
-system wspierania eksportu małych i średnich przedsiębiorstw do USA – LMC nie podjął żadnych działań, ale oczekiwał, że polskie firmy same znajdą zamówienia, a LMC zaliczy je sobie jako zrealizowany offset.
Azrael pisze: “zapominając, że rząd Ronalda Reagana nie poinformował polskiej opozycji o planach wprowadzenie stanu wyjątkowego, choć taką wiedzę miał…”
Uwazam ze Reagan postapil prawidlowo, bo co by sie stalo gdyby poinformowal o terminie wprowadzenia stanu wojennego? Moglo dojsc do interwencji wojsk Ukladu Warszawskiego , a odpowiedzia Reagana bylby apel do amerykanow o zapalenie 2 swieczek w oknie, bo po wprowadzeniu stanu wojennego apelowal o zapalenie 1 swieczki i wystawieniu w oknie.
Cóż sługusi otrzymali odpowiednią odpowiedź biorąc pod uwagę brak godność i godną pożałowania spolegliwość naszych polityków nie dziwię się, że Amerykanie zdecydowali się wysłać polityka trzeciego rzędu w końcu Polaków i to i tak zadowoli czego oni chcą a wiz i tak nie dostaną nawet gdyby nie wiadomo ile posłali mięsa armatniego do Afganistanu a może i Iranu, gdyż i tam wojna się szykuje.
Azrael – myślisz, że stać by nas było na zakup F-22 Raptor za cenę 350 mln USD za egzemplarz, skoro nie stać na to USAAF, które w tym roku ze względu na koszty zrezygnowało z dostaw? Poza tym F-22 jest objęty embargiem na eksport ze względu na rozwiązania konstrukcyjne i technologię stealth zastosowaną w tym myśliwcu – w rezultacie mimo zgłaszanych chęci zakupu przez Japonię, Australie i Izrael, rząd USA nie zgadza się na udostępnienie tego samolotu dla odbiorców zagranicznych.
Khair el-Budar :
Szeremietiew był przeciwnikiem zakupu F-16. W MON-ie odpowiadał za zakupy broni. I dlatego został wykończony przy pomocy niezależnych dziennikarzy śledczych z Rzepy.
Luciano :
Misją pułkownika Kuklińskiego było uzyskanie zgody USA na wprowadzenie stanu wojennego w Polsce. I USA ją wyraziły. Według IPN-u interwencja wojsk Układu Warszawskiego nam nie groziła, gdyż Związek Radziecki nade wszystko kochał pokój.
Szeremietiew był w rządzie SLD?
Szeremietiewa wywalono z MON w lipcu 2001 roku. Nawet gdyby go nie wyrzucono, to i tak skończyłby urzędowanie wraz z całym rządem Buzka pod koniec 2001 roku. Przetarg na myśliwiec rozstrzygnięto w grudniu 2002 roku, gdy miejsce Szeremietiewa do półtora roku sprawował pan Zemke – a kto jeszcze pamięta przedmowę prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w książce promującej F-16 tuż przed rozstrzygnięciem przetargu, czy też lot F-16 jak zawsze uśmiechniętego Leszka Millera w czasie jego wizyty w USA? Tak więc kwestia wyboru F-16 to w 100% wynik takiego a nie innego rozstrzygnięcia dokonanego przez MON i Ministerstwo Finansów pod wyłącznym zarządem SLD. I dorabianie do tego Szeremietiewa jest po prostu śmieszne.
Khair el-Budar :
Uważasz,że los Szeremietiewa jest śmieszny ? Naprawdę do jego losu pasuje słowo ” wywalono” ? Zrobić z człowieka przestepcę, gdyż nie podobał mu się wciskany na siłę F-16 ? Oczywiście,że zakup F-16 to wyłączna wina SLD. Nie można jednak wykluczyć,że gdyby nie Szeremietiew to zakupu dokonałaby już koalicja AWS-UW. To także przecież były brązowe noski.
Nie piszę nic o śmieszności Szeremietiewa, a o śmieszności obciążania AWS-u zakupem myśliwca F-16. Z dwóch powodów – pierwszy to ten, że jasno wykazałem, iż za wybor odpowiada SLD. Po drugie, wbrew czarnowidztwu nie potępiam w czambuł zakupu akurat F-16 ponieważ z przedstawionych nam ofert, moim skromnym zdaniem był najlepszy (choć można było poszerzyć ofertę o Eurofightera czy Horneta), jednak już negocjacje w sprawie ceny i offsetu to zupełnie inna sprawa, która nie wystawia dobrego śiadectwa ekipie SLD. Wyjaśniam, że nie byłem i nie jestem wielbicielem AWS i UW. Nie odnoszę się do winy czy nie winy Szeremietiewa – nie intersowałem się tą sprawą, w przeciwieństwie do meandrów wyboru F-16.
Jesli siegniesz Azraelu do archiwum swojego blogu na przestrzeni minionego roku, to przekonasz sie , ze od samego poczatku w moich komentarzach dominowal sceptycyzm i krytyka tego, ku jakim stosunkom z Polska zmierza Bialy Dom, kto to jest Barack Obama i czego po nim Polsce i Polakom nalezy oczekiwac.Mam te satysfakcje, ze od samego poczatku, bazujac na dosc wiarygodnych zrodlach informacji sygnalizowalem,sondowalem i prognozowalem caloksztalt stosunkow
olska USA.Od wielu lat wladze USA slyna z falszywej kurtuazji, tanich obietnic, podstepnych transakcji handlowych i operowanie w trudnych tematach poza granicami USA przy pomocy tzw. przyujaznych rak sojusznikow.Ten jeste dobrym sojusznikeim dla USA, kto z tego przymierza da okrslone korzysci dla USA – anie zawsze odwrotnie.
Choc mieszkam tu i jestem obywatelem tego kraju od 18 lat i powinienm reprezentowac pewna lojalnosc , to jednak lubie i potrafie obiektywnie i krytycznie odniesc sie do rzeczywistosci..W pewnych kregach tutaj w USA nawet dyskutuje sie o tym na ile “skuteczna” jest nieuczciwosc dyplomatyczna administracji Bialego domu szczegolnie na przestrzeni minionych 7-miu miesiecy.Krytyka Baracka Obamy nasila sie i jest coraz bardziej ostra i odzwierciedla sie w pogarszajacych sie jego notowaniach (juz ponizej 50%)
przy okazji obchodow 70 lecia od wybuchu II wojny swiatowej obecne zachowanie Bialego domu jest walsnie tym zastrzykiem przypomnienia bledow i krotkowzrocznosci polskiej dyplomacji ponad 70 lat temu i w okresie nam wspoczesnym.Ponowne i podobne bledy,negacja zasadnosci krytyki i ogolnie slepy optymizm co do okreslonych realcji bilateralnych nie tylko z USA.
Tu, na tym blogu tez mamy szereg przykladow slepej demagogi politologicznej, radosnej tworczosci wielu uwazajacych sie za elite intelektualna , a w istocie okazuja sie proznymi chamami.
Trzeba byc gluchym slepym i pozbawionym wyobrazni, by nie zauwazyc, ze na przestrzeni minionych chocby 15-tu lat w stosunkach europejskich z Rosja poruszano wiele problemow gospodarczych i politycznych za plecami Polakow.Ostatnie chocby trzy lata bledow w dyplomacji, krotkowzrocznosci pozostaja bez reakcji na to, kto za to jest odpowiedzialny i dlaczego wzgledem tych osob nie ma reakcji konstytucyjnych. To, co dzieje sie w Polsce w przededniu wyborow prezydenckich i nieuniknionej zmiany skladu Rzadu nie napawa optymizmem.
Wladimir Putin dzieki Polsce odniesie pewien sukces swojej dyplomacji, ktory de facto bedzie pewnym osmieszeniem Polski, i jakie glosy nie beda padaz w dniu 1-go wrzesnia na Westerplatte Polska Racja Stanu dozna kolejnego uszczerbku.
Poki nie pozno i Polska nie ponosi kolejnych strat, zachodzi pilna potrzeba zrewidowania wzystkich plaszczyzn stosunkow Polska USA.Wykorzystac nalezy okazje wrzesniowej mozliwosci spotkania w cztery oczy przy okazji sesji Plenarnej Zgromadzenia Ogolnego ONZ tutaj w Nowym Jorku.Chyba dla Prezydneta Lecha Kaczynskiego i Ministra Sikroskiego jest dosc czasu, aby w dniu 26-go wrzesnia w br. w Nowym Jorku zadac Barackowi Obamie kilka trudnych pytan i nalegac na otrzymanie rzeczowej odpowiedzi.starajmy sie odbudowywac – bez wzgldu na to gdzie sie znajdujemy – wartosc godnosci Polski i Polakow i eliminujmy tych, ktorzy zrujnowali na przestrzeni minionych lat opinie o Polsce i Polakach.Moze przy okazji wielu wreszcie zrozumie, dlaczego Polska i Polacy nie – delikatnie mowiac- spotykaja sie z sympatia w swiecie?