Archive for Wrzesień, 2009

Nie chcemy nowej elity

Posted 30 wrz 2009 — by Azrael
Category Etyka, Polityka, Polska, Popaprańcy, Społeczeństwo, demokracja

Moralność jest sumą moich doświadczeń i przyzwyczajeńErnesto Sabato


Jak to w Polsce, sprawa Romana Polańskiego, jego winy, kary, ekstradycji, z chodzi powoli na plan dalszy. Zresztą Polański nie jest już naszym „Romanem”, nie jest naszym laureatem nagrody Oskara, lecz jest reżyserem francuskim. Tak przynajmniej twierdzi poseł elitarnej partii Prawo i Sprawiedliwość, Girzyński. W związku z tym polskie starania dyplomatyczne, konsularne, dla Polańskiego powinny być wstrzymane.

Z etapu zajmowania się sprawą Polańskiego i jego odpowiedzialności karnej i moralnej za czyny z przed 30. lat przeszliśmy na klasyczne, polskie, targanie się po pyskach. Otóż nowe elity, te,patriotyczne, narodowe, odbudowujące swoją pozycję, zawłaszczoną przez III RP, mają za złe jej elicie, że ta odważyła się bronić Polańskiego.

Jest faktem, że obrona ta jest miejscami nie tyle nawet, że niezręczna, co pozbawiona pierwiastka racjonalności. Otóż prawdą jest to, że nie można żądać uwolnienia Polańskiego na tej podstawie, że wydarzenie z roku 1977 w Los Angeles rozegrały się w innej kulturze społecznej i obyczajowej, że w Europie sprawa by uległa przedawnieniu (nie ma to sensu, ponieważ przestępstwo powstało na terenie kraju z inną jurysdykcją). Nie jest argumentem również to, że Polański wielkim reżyserem jest, a 13-letnia dziewczynka była prostytutką (Zanussi). To są wszystko argumenty nie pomagające Polańskiemu, lecz wręcz szkodzące mu, ponieważ stawiające go w sytuacji moralnego abnegata, który może więcej, a elita mu to wybacza – ergo sama tak postępuje…

Read More

TVP i korporacjonizm

Posted 29 wrz 2009 — by Azrael
Category Media, Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy, Telewizja, etyka dziennikarska

Zamierzałem ten temat poruszyć już wczoraj, ale postanowiłem poczekać na reakcje dziennikarskie. I nie rozczarowałem się; Reakcji ze strony kolegów nie było…

Jan Piński, niegdyś dziennikarz tygodnika „Wprost” (z którego ewakuował się tuż przed zwolnieniem, co nie jest specjalnie chronioną przez red. Janeckiego tajemnicą), a obecnie dyrektor Agencji Informacji TVP, udzielił gazecie „Rzeczpospolita” krótkiego wywiadu („Rzeczpospolita”, 28.09.2009, „Dzięki nam TVP jest bardziej obiektywna”). Rzecz dotyczyła tego, dlaczego telewizja publiczna nie informuje o tym co się dzieje w największej, publicznej, czyli społecznej telewizji polskiej, w sferze zarządzania nią i zmian kadrowych.

Piński się przyznał, że blokada informacyjna to jego decyzja, motywując to tym, że;

„Proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, jak pokazywanie przepychanek pod budynkiem Telewizji Polskiej wpłynęłoby na wizerunek TVP?”. Oskarża również media prywatne, które krytykują ten sposób postępowania TVP, o chęć przejęcia profitów z reklamy. Media prywatne według Pińskiego nie informują o swoich problemach właścicielskich, a przecież powinny. Według Pińskiego to nie politycy biorą udział w walce o media publiczne, ale właśnie prywatni nadawcy są stroną w tej rozgrywce.

Pan redaktor Jan Piński jest przykładem dziennikarza, który rozumie misję telewizji publicznej nie jako prezentowanie rzetelnej, obiektywnej informacji, lecz jako ochronę interesu swojej instytucji, jednocześnie atakując prywatnych nadawców, że robią dokładnie tak samo. Szkoda tylko, że nie rozumie, że TVP i jej dziennikarze, a już na pewno ci, którzy przekazują informacje, mają pełnić rolę służebną wobec widzów, obywateli, a nie aktualnie panującego kierownictwa stacji. Interes TVP, w odróżnieniu od interesu TVN, Polsatu, czy TV Plus, nie jest interesem prywatnym, lecz społecznym i publicznym.

TVP przez wiele dni nie informował o decyzjach i opiniach Krajowej Rady Radia i Telewizji wobec TVP, która jest przecież organem konstytucyjnym państwa. Oznacza to, że kierownictwo stacji, w tym również Jan Piński, jako szef AI TVP nie wypełnia zadań nadawcy publicznego. Brak informacji o powołaniu nowych rad nadzorczych TVP i PR, a także zarządu – jest po prostu manipulacją.

Nie wiem w co i w czyim interesie gra Jan Piński. Zapewne w interesie swojego zwierzchnika, Piotra Farfała, ale jest koń już okulawiony, stawianie na którego jest równoznaczne z klęską. W tym przypadku – klęską wizerunku rzetelnego dziennikarza, którym to mianem raczej określić go nie można już od dość dawna (ilość pieniędzy, które „Wprost” przegrał w procesach wynikających z nierzetelności Pińskiego, jest pokaźna).

Redaktor Piński nie jest jednak osamotniony w swoistym pojmowaniu „misji”. Jak wspomniałem na początku, poczekałem kilkadziesiąt godzin z komentarzem do tego artykułu, oczekując reakcji bractwa dziennikarskiego. Nie ma żadnej reakcji.

Sprawa jest dość prosta; Mniejszego kalibru dziennikarze zlecenia na pisane o Janie Pińskim nie dostaną. Dziennikarze „frontowi” polskich gazet często są gośćmi w TVP albo wręcz mają własne okienka (Wildstein, Ziemkiewicz, ostatnio też Zalewski). Inni natomiast, choć ich w mediach publicznych nie ma, to jednak przy zmianie zarządu mogą się „załapać”… a jest gdzie; jedynka, dwójka TVP, TVP Info… radio, kilka stacji. Po co więc pisać i komentować słowa i opinie Pińskiego, kiedy się to może nie opłacić? A poza tym – przecież on nasz, z atramentu dziennikarskiego, z naszej korporacji… ‘

Przyzwyczajony jestem do takiego pojmowania roli i zadań dziennikarskich. O, gdyby Pińskiego wylano… to byłoby zupełnie coś innego…

Azrael

Relatywizm sprawy Romana Polańskiego.

Posted 28 wrz 2009 — by Azrael
Category Etyka, Kultura, Polska, Społeczeństwo

Piękny mamy Świat; Świat dobra, prostych prawd moralnych, uczciwych, prostolinijnych ludzi, co to sami nie rzucają kamieniami, bo bez winy są, a i winnych w ich otoczeniu też nie ma. Wszystko jest białe i jasne, proste i prostolinijne, a jak się trafi czarne, to biel szybko je ogarnia i niszczy. Państwa, ich prawo jest jasne i klarowne, służy dobru swoich obywateli, chroni biednych, a ludzie wymiaru sprawiedliwości nie mają co robić, bo ludzie są dobrzy wszyscy.

Cała sprawa Romana Polańskiego, począwszy od jego czynu, czyli domniemanego gwałtu w roku 1977 na 13-letniej dziewczynce, w willi Jacka Nicholsona, aż do jego zatrzymania w sobotę wieczorem, na lotnisku wZurychu, jest skażona moralnie, jest etycznie zrelatywizowana.

Przestępstwo zaistniało, Polański z pełną świadomością odbył stosunek z młodą dziewczyną, będąc świadomy jej wieku. Był również świadomy, na ile pozwalało mu odurzenie, że dziewczynka została mu podsunięta przez żądną sławy i pieniędzy matkę Samanthy Geiner. Dziewczyna doskonale wiedziała, w czym i po co uczestniczy, do czego się sama przyznała, po latach.

Sędzia, który prowadził sprawę w roku 1978, doskonale wiedział, jak się sprawy mają. Układ, porozumienie, które zostało zawarte przez prawnika ofiary i prokuratora i prawnika Polańskiego, za zgodą „pokrzywdzonej” i jej matki, zakładające przyznanie się do jednego oskarżenia, było kompromisem. Kompromisem, który pokazuje, jak relatywne było i jest amerykańskie prawo. Sędzia jednak postanowił, że dla kariery własnej, która mogłaby się rozwinąć pod wpływem rozgłosu medialnego, wolał nie przyjmować ugody stron, lecz „przykładnie” skazać Polańskiego. Piszący o tym, że amerykańskie prawo jest twarde, sprawiedliwe i oparte na moralności, a polski reżyser już wówczas powinien się poddać karze (jako słynny już wówczas, ale pozostający poza establishmentem hollywoodzkim emigrant, bez obywatelstwa), wykazują się relatywizmem pojęciowym. Polański, wiedząc co się kroi, że zostanie złożony na ołtarzu kariery pana sędziego (co zostało potwierdzone po latach przez innego sędziego, prowadzącego sprawę Polański vs stan Kalifornia), czmychnął za granicę. Inaczej by trafił do pudła, na wiele, wiele lat.

Read More

Czyje media publiczne?

Posted 27 wrz 2009 — by Azrael
Category Media, Polityka, Polska, Radio, Społeczeństwo, Telewizja, demokracja

To, co się dzieje w mediach publicznych, a głównie w Telewizji Polskiej, opisywane jest za pomocą słów bliskich dramatowi teatralnemu. Niektórzy mówią o tragedii telewizji publicznej, inni o komedii, wielu mówi o farsie. Aktorzy tego długiego już przedstawienia, sami się zresztą w nim obsadzający, wypowiadają kwestie raz pompatyczne, innym razem śmiesznie kabaretowe, czasem są to kuplety. Dobrze, że inne telewizje, te prywatne, kamerują poszczególne akty i sceny, może uda im się po jakimś czasie wyprodukować z tego pierwszy komediowy film z gatunku reportażu…

O mediach dyskutują wszyscy i wszyscy mają coś do powiedzenie, zaczynając od głowy państwa. Oto Lech Kaczyński, jako niezależny arbiter, właśnie zdecydował się na przyjęcie sprawozdania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, dając sygnał, niezależnie oczywiście, że sankcjonuje układ polityczny partii swojego brata z przedstawicielami postkomunistycznej lewicy. Musiał być niezależny, ponieważ przecież są wybory, a dobre, oczywiście wiarygodnie niezależne przedstawianie go w kampanii, przez jakże niezależną telewizję publiczną, jest wartością samą wsobie…Kilka miesięcy temu Lech Kaczyński krytykował KRRiT, ale przecież od tego czasu jej niezależność znacznie wzrosła…

Równie niezależna jak pan prezydent jest szefowa Rady Programowej TVP, redaktor Janina Jankowska. To ciało o tak ważnych prerogatywach i możliwościach, że żaden z prezesów TVP nie zaprząta sobie głowy tym, co ona uchwala i jakie zajmuje stanowisko. Ma wprawdzie zapisane w swoim statucie, że reprezentuje ona społeczne interesy i oczekiwania związane z działalnością programową spółki, ale może warto przypomnieć, że 10. z 15. jej członków reprezentuje ugrupowania sejmowe, a i pozostała piątka też jest pod kogoś podwieszona.

Widziałem Panią Janinę w trakcie próbnego szturmu budynku dyrekcji przez nowego prezesa (?) TVP, pana Bogusława Szwedo (a jakże, także niezależnego fachowca, z radia Leliwa, z Tarnobrzega, bez konotacji politycznych …). Przykro było patrzeć, jak p. Jankowska usiłował zaczepić p. Szwedo i pokazać mu swą siłę…dość iluzoryczną.

Read More

Eklektyzm polityczny Dorna

Posted 26 wrz 2009 — by Azrael
Category PiS, Polityka, Polska, Popaprańcy, Prawica, Społeczeństwo, demokracja

Po co właściwie Ludwik Dorn zakłada nową partię? Po co buduje coś, co już z samego założenia jest skazane na formację „windową”, że nawiążę do słynnego bon motu Jacka Kurskiego? Czy wtórności pomysłu, naftaliny intelektualnej nie czuć na odległość?

Co jakiś czas znaleźć można w mediach, prasie, w internecie, wezwania do stworzenia nowego programu, nowej strategii, czy nawet górnolotnie – nowej idei dla Polski. Z reguły te głosy odzywają się z tej strony, która jest określana jako prawica, choć tak na prawdę, prawicą nie jest, tylko jej się wydaje, że ją reprezentuje. Nowy ruch polityczny, który chce powołać Dorn, prawicą rzeczywiście jest, tylko że w Polsce, gdzie idee polityczne zostały przez ostatnie kilka lat dokumentnie skompromitowane, ideowe przesłania trafią na betonową ścianę niechęci. Program IV RP z jednej strony i iluzoryczny program modernizacji państwa, lansowany przez przez Platformę Obywatelską, z drugiej, pokazały, że partie polityczne mają tylko programy wyborcze, a nie realne programy dla państwa i społeczeństwa.

Samego Ludwika Dorna nie lubię. Z zasady, jako byłego przybocznego i totumfackiego Jarosława Kaczyńskiego i także jako człowieka obdarzonego, nawet jak na polityka, jak dla mnie, zbyt dużą dozą megalomanii. Z drugiej jednak strony tkwi w nim pewien potencjał polityczny i intelektualny, który jest nie do przecenienia i nie do pogardzenia. Dorn był w odstawce politycznej od prawie dwóch lat, od czasu słynnego buntu trzech wiceszefów PiS, listu “bandy trojga” po przegranych wyborach w październiku 2007 roku. Panowie Dorn, Ujazdowski i Zalewski zbytnio uwierzyli w prawo do dyskusji i demokrację partyjną – i zostali, przy pomocy “intelektualistów inaczej”, czyli Gosiewskiego, Brudzińskiego, czy Suskiego spacyfikowani. Przypomnijmy, że Ludwik Dorn w liście do Jarosława Kaczyńskiego napisał, że w polityce kierował się zawsze swoją drogą, niekoniunkturalnie – co nie do końca jest prawdą. On w swoim życiu miał także inne pomysły na życie, niż polityka, jak choćby praca w banku. Dorn przez długi okres czasu nie wypierał się PiS-u, jako idei i deklarował, że będzie ją wspierał. I nie ma co liczyć, że jego nowa formacja będzie miała inną, niż PiS, linię polityczną.

Read More

Czytanki (nie)oszołomów – 26. września

O sprawie Alicji Tysiąc przeciwko „Gościowi Niedzielnemu” miałem jeszcze ochotę napisać jeszcze raz, w kontekście spraw natury etycznej i moralnej. Ale jest to dyskusja z głuchym o kolorach, daruję sobie. Warto jednak zamknąć temat głosem kogoś, kto jest autorytetem niepodważalnym, w dziedzinie prawa i swobód obywatelskich. A kimś takim jest profesor Wojciech Sadurski, prawnik, ale również wybitny publicysta, wykładający we Florencji, w Australii, w na warszawskiej UW. Oto jego opinia o tej sprawie i ocena stanowiska publicystów prawicowych;

———————————————————————————————————————————————-

Płoną stosy

Stopień histerii, jaką wyemitowali z siebie niektórzy publicyści katolicy po wyroku sądu katowickiego w sprawie paskudnego artykułu w Gościu Niedzielnym, przebił chyba wszystko, co słyszeliśmy ostatnio w naszej umęczonej Ojczyźnie. Co o tym wyroku mam do powiedzenia – powiedziałem dwa dni temu w Warto Rozmawiać, kto nie oglądał a jest zainteresowany – niech sobie jakoś to w Internecie znajdzie (przy okazji – z góry dzięki za podpowiedzenie mi, jak to sobie odnaleźć, bo lubię oglądać siebie, zwłaszcza teraz, gdy dieta-cud zrobiła swoje), będzie powtórka w TVPolonia w najbliższy wtorek wieczorem, więc zapraszam.

W największym skrócie – wydaje mi się, że paskudztwo, jakie napisał ksiądz Gancarczyk na temat orzeczenia w Strasburgu (że sędziowie Europejskiego Trybunału postępują równie okropnie, jak nazistowscy mordercy) i o Pani Alicji Tysiąc (że dostała pieniądze za to, że nie udało jej się zabić swojego dziecka, czego chciała) – mieści się niestety w sferze chronionej przez bardzo szeroko I wspaniałomyślnie rozumianą wolność prasy. Jako liberał mówię to z pewnym bólem, ale uważam, że ceną wolności prasy jest także ochrona pewnych wypowiedzi niemądrych, paskudnych I brutalnych. Tak właśnie oceniam artykuł księdza Gancarczyka – co zresztą powiedziałem mu prosto w oczy w programie Jana Pospieszalskiego, na co mam jakieś półtora miliona świadków, bo podobno tylu widzów ogląda WR, mimo bardzo późnej pory.

Read More

Atak PiS na internet

Posted 25 wrz 2009 — by Azrael
Category Jarosław Kaczyński, Kaczyzm, Państwo, PiS, Polityka, Polska, Popaprańcy, demokracja

Prawo i Sprawiedliwość ma w sobotę odbyć Kongres. Jaki to będzie kongres, programowy, wyborczy, czy tylko zwierający… szeregi, trudno jest określić, ponieważ przecieki z siedziby partii, z ulicy Nowogrodzkiej, są mniej niż skąpe. Na stronie organizacyjnej  PiS można tylko przeczytać zarządzenie prezesa Jarosława Kaczyńskiego o zwołaniu kongresu, z informacją, że w zebraniu będą mogli uczestniczyć ci, co mają jakiś mandat…z 2006 roku. Jednym słowem – starzy partaeigenossen. Wierni, wypróbowani… otrzaskani z porażkami.

Partia, jak zwykle, będzie się „otwierać”… znamy tych otwarć na wiele… na inteligencję. Na młodzież, pracującą, a nawet taką, co siedzi przed monitorami komputerowymi i chlejąc browar ściąga filmiki… no, wiadome jakie. Na wieś. Na uczelnie wyższe nie, bo tam, poza Markiem Migalskim, Andrzejem Nowakiem i Ryszardem Legutko – sama esbecja siedzi…

Tym razem też mamy nowy pomysł, nowe otwarcie. Otóż partia chce przez internet dotrzeć do sympatyków Prawa i Sprawiedliwości, którzy poprzez stronę internetową, naciskając przycisk z napisem „Join to PiS” będą mogli stać się fanami partii – no i jej przywództwa. W zamian za to otrzymają prawo uczestnictwa w zebraniach i happeningach partyjnych (jakby przemówienia i konferencje prasowe Jarosława Kaczyńskiego nie wystarczały aż nadto, po co jeszcze inne formy kabaretowe…), no i najważniejsze, będą mogli otrzymać znaczek… Pełen hardcor, jak mówi młodzież (joł, joł…) i intelektualny orgazm…

Jaka za tym stoi myśl? Jak zwykle u polskiej pseudo – prawicy – próba zaadaptowania dla celów partyjnych pomysłu lewicowego. Jeden z działaczy PiS mówi, w wypowiedzi dla dziennika.pl;

„Poszerzamy naszą bazę, propozycję adresujemy głównie do młodych ludzi. Chcemy wokół nas stworzyć pewną społeczność. To będzie nasza odpowiedź na lewicową  ‘Krytykę Polityczną’ „

I tak świeży, niezależny, intelektualnie i kulturowo nośny pomysł Sławomira Sierakowskiego, Macieja Gduli, et consortes, ma zostać zaprzęgnięty do partyjnej propagandy pisowskiej, ponieważ celem tego rodzaju aktywności (wspartej przez działania w internecie, poprzez social media) ma być odświeżenie pomysłu i hasła tak zwanej IV RP…

Read More

Czas na Radosława Sikorskiego?

Posted 24 wrz 2009 — by Azrael
Category Platforma, Polityka, Polska, Rosja, Społeczeństwo, Tusk, USA, rząd, Świat

W styczniu tego roku Donald Tusk dokonał jak do tej pory jedynej poważnej zmiany na stanowisku ministerialnym, dymisjonując konstytucyjnego Ministra Sprawiedliwości, Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Zostało to źle przyjęte przez media, obserwatorów i komentatorów, tym bardziej, że jego następca, Andrzej Czuma, protegowany Stefana Niesiołowskiego, okazał się ministrem złym, a do tego obciążonym różnego rodzaju aferami osobistym z przeszłości, z czasów emigracyjnych. Tusk dokonał dymisji wizerunkowej, mając na względzie wyniki sondażowe jego rządu i partii. Impulsywna decyzja, podjęta z dnia na dzień, dała pole do wielu komentarzy. Jej przeciwnicy zarzucali premierowi, że homogeniczność jego rządu jest iluzoryczna, i że prowadząc odpowiednie działania, można wyrywać z jego szeregów następnych polityków – co jednak do tej pory nie nastąpiło. Nie został zdymisjonowany ani minister, Bogdan Klich, ani minister skarbu, Aleksander Grad, czy minister zdrowia, Ewa Kopacz, choć byłoby za co wręczać im wymówienia…Dlaczego? Dlatego, że Tusk te sprawy traktuje poprzez prymat doraźnej polityki – i to polityki widzianej wyłącznie przez pryzmat sondaży.

Ale dla dobra kraju i jego interesu międzynarodowego, warto by się zastanowić, czy nie nadeszła pora na odwołanie ministra spraw zagranicznych, który wprawdzie cieszy się wysokimi notowaniami, ale tylko w kraju. Na arenie międzynarodowej jego prestiż i znaczenie znacznie spadło. W momencie, kiedy polska polityka zagraniczna powinna zmienić swoje priorytety i znaleźć nowe drogi działania i normalizacji stosunków z Rosją, a także odbudowę naszej pozycji w Unii Europejskiej – powinno być to realizowane przez nowego szefa resortu spraw zagranicznych.

Read More

Zapiski zza Atlantyku – 24 września

Posted 24 wrz 2009 — by Azrael
Category Polityka, USA, Zza Atlantyku, demokracja, wojsko

Wojna i pokój

66. stronicowy tajny raport, ujawniony przez The Washington Post, przygotowany przez generała Stanleya McChrystala, głównego dowodzącego silami zbrojnymi w Afganistanie informuje, że jeżeli dodatkowe siły zbrojne nie zostaną wysłane do Afganistanu, rezultat końcowy będzie jedną wielką klęską dla USA. Afganistan , miejsce porażki już niejednego „imperium” stanowi ogromny problem dla USA. Rosjanie, którzy po 10 latach walk i przegranej, opuścili Afganistan z ciekawością obserwują poczynania Amerykanów. Amerykanie, mocno zadłużeni oraz w trakcie dyskusji na temat reformy służby zdrowia, nie bardzo rozumieją, dlaczego wojska amerykańskie przebywają w Afganistanie. Społeczeństwo jest przeciwko wysyłaniu dodatkowych sil zbrojnych do Afganistanu i wręcz domaga się ich wycofania. Nikt nie chce słyszeć o atakach na konwoje amerykańskie, oraz zwiększającej się liczbie ofiar w Afganistanie. Rząd byłego prezydenta George W. Busha, który doprowadził do obecnej sytuacji wplątując USA oraz inne kraje w dwie wojny, okłamywał społeczeństwo bardzo długo o postępach obu wojen. Manipulacja tego rządu nie miała żadnych granic, nawet śmierć żołnierzy była dla tego rządu „fair game”. Każda śmierć służyła do przekonania społeczeństwa o słuszności przebywania wojsk w Iraku oraz Afganistanie.

Read More

Alicja Tysiąc vs. „Gość Niedzielny”

Posted 23 wrz 2009 — by Azrael
Category Etyka, Polityka, Polska, Popaprańcy, Prawo, Społeczeństwo, demokracja

Jest w Polsce powszechne, niestety, przekonanie, że to, co WIĘKSZOŚĆ społeczeństwa uważa za normę moralną, musi być narzucone reszcie obywateli, jako norma prawna. Na szczęście jednak prawo polskie, zgodne z ustawą zasadniczą, wspierane przez prawo Unii Europejskiej, stoi na straży praw obywatelskich.

Dziś sąd okręgowy w Katowicach postanowił i zasądził na rzecz powódki Alicji Tysiąc przeprosiny i 30.ooo tys. zł zadośćuczynienia od tygodnika „Gość Niedzielny” i jej redaktora naczelnego, księdza Marka Gancarczyka, który zarzucał Tysiąc zabójstwo, oraz porównywał sędziów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a co za tym idzie, również p. Tysiąc, do zbrodniarzy hitlerowskich.

Sądy w Polsce są i pozostaną świeckie, wydają i będą wydawać wyroki zgodnie z prawem, ustanowionym przez demokratyczne władze ustawodawcze, działające w imieniu wszystkich obywateli. Sądy w demokracji są niezawisłe, działają i orzekają niezależnie od tego, w jakim środowisku religijnym pracują. Sędzia Ewa Solecka jednoznacznie stwierdziła, że tygodnik napisał nieprawdę, sugerując, że Alicja Tysiąc otrzymała odszkodowanie za to, że nie pozwolono jej dokonać aborcji (otrzymała je w wyniku skargi na niezgodność zachowań lekarzy względem prawa i procedur), oraz za porównanie sędziów ETPC do hitlerowskich oprawców. Był to wyrok oceniający nie działania Alicji Tysiąc, lecz oceniający naruszenie jej dóbr osobistych.

Alicja Tysiąc została pozbawiona prawa do skorzystania z ustawy pozwalającej jej na usunięcie ciąży, w związku ze wskazaniami medycznymi. W związku z tym nie może być oskarżana ani o chęć dokonania morderstwa na swoim nienarodzonym dziecku (nie ma w polskim prawie takiej normy, przepisu), ale również nie może jej postawić zarzutu czerpania z tego korzyści, czyli uzyskania odszkodowania od Państwa Polskiego.
W ustnej sentencji wyroku sędzia Solecka wskazała, że tygodnik „Gość Niedzielny” może określać aborcję jako morderstwo, ale nie może tego stwierdzenia (opinii) personalizować, a tak zostało to uczynione wobec Alicji Tysiąc, tylko z powodu tego, że domagała się przestrzegania swoich praw.

Alicja Tysiąc wystąpiła do sądu (przy wsparciu organizacji praw kobiet, niesłusznie do końca utożsamianych z klasycznymi organizacjami feministycznymi) o obronę swojego imienia. Sąd nie miał prawa i nie miał innej możliwości, niż uznać jej racje. Porównanie jej starań i domaganie się przestrzegania prawa przez Państwo Polskie nie może być, także przez media, określane mianem zbrodni. Ksiądz Gancarczyk ma prawo pisać, że „aborcja jest niszczeniem życia i zabiciem dziecka nienarodzonego. Tak uczy Kościół katolicki, a swoje nauczanie opiera na prawie naturalnym, ustanowionym przez Boga”. Nie ma prawa pisać, że Alicja Tysiąc chciała zarobić na morderstwie swojego dziecka.

Z pełną odpowiedzialności skupiłem się tylko na aspekcie prawnym i społecznym tej sprawy, nie poruszając wątku moralnego (moralności katolickiej). To nie mój, na szczęście problem, lecz tych, dla których prawo wolności drugiego człowieka kończy się w miejscu ich moralnych wyborów, zakazów i nakazów. Uważają oni, że zasady ich religii MUSZĄ obowiązywać wszystkich obywateli, odbierając im prawo własnych poglądów i przywilejów zapisane w Konstytucji.

Dzisiejszy wyrok sądu katowickiego pokazuje, że Państwo Polskie, na szczęście, jeszcze tak daleko nie zaszło…

Azrael

SLD bez kandydata

Posted 22 wrz 2009 — by Azrael
Category Kwaśniewski, Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy, SD, SLD, lewica

Sojusz Lewicy Demokratycznej szuka cały czas swojej tożsamości. Brzmi to paradoksalnie, jak na formację, która ma, w różnych formach organizacyjnych już 20. lat, a jako zarejestrowana parta polityczna lat 10.. Jednak po politycznym tąpnięciu, blisko związanym z tak zwaną „Aferą Rywina”, a właściwie z jej medialnym odbiciem, SLD nie może się pozbierać i znaleźć swojego wyrazistego oblicza. SLD deklaruje wprawdzie, że jest nowoczesną socjaldemokracją, stawiającą na świeckość państwa, tolerancję światopoglądową, równy status kobiet i mężczyzn, zachowanie prymatu państwa w dziedzinie ochrony zdrowia i edukacji, ale to wszystko jest dość mało sugestywnie przekazywane wyborcom, aby partia mogła zwiększyć swoje poparcie społeczne.

Problemem Sojuszu Lewicy Demokratycznej jest brak osobowości. Brak charyzmatycznych przywódców, którzy nie tylko by potrafili zbudować program i wytyczyć szlak polityczny dla partii, ale jeszcze go umiejętnie sprzedać. Stara gwardia partyjna albo odeszła na pozycje emerytalne, jak Krzysztof Janik, skompromitowała się, jak Józef Oleksy (przy wydatnym udziale trunków procentowych, magnetofonu i biznesmena Gudzowatego), odeszła do innych formacji, jak Andrzej Celiński albo została wypchnięta z partii, jak były premier, Leszek Miller. Ten ostatni bywa na Rozbrat, w siedzibie partii i zapewne swoje CV na nowego/starego szefa partii złożył działaczom, ale nie sądzę, aby udało mu się przekonać „teren” partyjny do siebie.

SLD liczy około 70.000 członków, według danych partyjnych. Prawo i Sprawiedliwość liczy ok. 20.000… Ta pierwsza partia ma w Sejmie 41 posłów, a PiS – ponad 150… Jest to zastanawiające, jak jest możliwe, że silne struktury regionalne partii nie potrafią się przełożyć na wynik wyborczy? Jak to jest możliwe, że partia nie potrafi zbudować i sprzedać swojego programu tak, aby stać się realną siłą polityczną? A dodatkowo, pomimo wielokrotnie powtarzanych deklaracji, że to właśnie SLD jest tą siłą, która może lewicę zjednoczyć, brak w tym kierunku realnych działań.

Read More

Kogo mamy za prezydenta?

Posted 21 wrz 2009 — by Azrael
Category Lech Kaczyński, Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy

Pytanie zadane w tytule jest właściwie retoryczne; Lech Wałęsa, znający przecież Lecha Kaczyńskiego wieki całe, opinię sformułował dość dawno, w lapidarnym stwierdzeniu – “toż durnia mamy za prezydenta”. Sam Wałęsy nie grzeszy wprawdzie roztropnością, ale tu trzeba mu przyznań rację. Problem jest jednak szerszy. Otóż wybitny publicysta i nie mniej wybitny kompozytor, Stefan Kisielewski, powiedział swego czasu;

“Gdyby dureń zrozumiał, że jest durniem, automatycznie przestałby być durniem. Z tego wniosek, że durnie rekrutują się jedynie spośród ludzi pewnych, że nie są durniami”.

Tak, dla Lecha Kaczyńskiego nie ma ratunku – jest on utwierdzany przez swoje otoczenie, które żyje z niego, co dnia, że durniem nie jest – a nawet wprost przeciwnie. Jednak każdego dnia, każdą wypowiedzią i decyzją potwierdza ludową prawdę Wałęsy.

Dwa przykłady ostatnio, skrajne. Pan Prezydent ogłosił żałobę narodową, po katastrofie w kopani „Wujek-Śląsk”, jak rozumiem, nieutulony w bólu i cierpiący za górników i ich rodziny (którym należy się nie celebra, lecz wsparcie, finansowe, zadośćuczynienie i wyjaśnienie kulis katastrofy). Ale początek żałoby został odłożony na 72 godziny niemalże. Dlaczego? Bo Pan Prezydent nie chciał psuć ostatniej niedzieli lata, tak aby lud pod jego okiem mógł się wyszaleć, a następnie udać się rano w poniedziałek na mszę…No i przecież chodziło o koszty… odwołanych imprez. Sam zaś Pan Leszek musiał (w 11. samochodów, co można zobaczyć w internecie) zajechać na dożynki do Spały, gdzie nie tylko przyjął plon, lecz również na trybunie zatańczył, jak nie przymierzając…Aleksander Kwaśniewski. Nie tylko sztuczność, brak smaku, ale również chamskie wykorzystanie żałoby dla PR politycznego było widoczne aż nadto.

Drugi przykład jest jeszcze bardziej kuriozalny, wskazujący na to, jak Lech Kaczyński nie rozumie ani tego, co się dzieje wokół niego, ani swoich obowiązków. Kaczyński zawetował ustawę, która miała wreszcie wyłączyć korpus prokuratorski z pod ingerencji ministra sprawiedliwości, tworząc niezależnie stanowisko prokuratora generalnego.

Minister Sprawiedliwości jest w każdym rządzie stanowiskiem politycznym, mając pod kuratelą i kontrolą jeden z aparatów ścigania i represji, może wpływać nie tylko na same działania i postępowania prokuratorów, ale również pośrednio na działania innych służb państwa – policji, ABW, CBA, służb skarbowych. To może prowadzić do nacisków, a nawet szykan prokuratorów, do manipulowania śledztwami, tuszowania przestępstw i przewlekania postępowań. Efektem tego jest spadek autorytetu urzędu prokuratora – a co za tym idzie – państwa.
Kaczyński swoje veto motywował tym, że prokuratura może przerodzić się w strukturę na tyle samodzielną, że to właśnie ona zacznie odgrywać rolę polityczną… więc lepiej ją zostawić pod kuratelą… politycznego ministra. Uwolnienie prokuratury według Kaczyńskiego miałoby prowadzić do tego, że niekontrolowana prokuratura wszczynałaby śledztwa i nie stawiała zarzutów, oraz nie wnosiła aktów oskarżenia. Tylko, że to właśnie prokuratura pod zarządem „szeryfa” Zbigniewa Ziobro zrobiła na jego polecenie durniów ze swoich prokuratorów, stawiając zarzuty bez pokrycia i próbując wsadzać ludzi bez dowodów.

To co czyni Lech Kaczyński, każdego dnia, to co objawia nam w przemówieniach, wystąpieniach, dożynkach i konferencjach, pokazuje, że… Janusz Palikot prosząc o badania „głowy państwa” nie mylił się wcale.

Azrael

Znane pytania bez odpowiedzi

Posted 20 wrz 2009 — by Azrael
Category Etyka, Polityka, Polska, Społeczeństwo

Oglądam zdjęcia i czytam w mediach o katastrofie (morderstwie?) w kopalni „Wujek-Śląsk” i mam déjà vu. To wszystko już było, to się już kiedyś, wielokrotnie ,wydarzyło, ostatnio w takie skali w kopalni „Halemba”. Prawie te same widoki, takie same zapłakane twarze rodzin i łzy w oczach kolegów poległych górników, takie same zachowanie mediów i polityków. I te same pytania, stawiane każdorazowo przy wybuchach metanu, czy tąpnięciach wyrobisk.

Jedni mówią, że górnicy nie są samobójcami, że nie pozwolili by na samobójstwo, że nikt świadomie nie pójdzie w chodnik, w którym przekroczone jest stężenie metanu albo niedokończona jest obudowa. Inni, pokątnie, bez twarzy i ze zmienionym głosem twierdzą, że manipulowanie przy urządzeniach do odczytu stężenia gazu jest nagminne i nie dotyczy tylko umieszczania ich w strumieniach powietrza wentylacyjnego, ale dotyczy również grzebania w samych urządzeniach, tak, aby pokazywały tylko „normę”. Mówi się również, że nadzór i dyrekcje kopalń (w Polsce większość z nich to kopalnie metanowe) tolerują ten proceder. Wskazuje na to w tym przypadku to, że informacja z kwietnia tego roku o przekroczeniu stężenia gazu, przekazana przez górnika ABW (wcale nie anonimowego…), a następnie przekazana Wyższemu Urzędowi Górniczemu policji – nie miała dalszego ciągu. Kontrole były, ale nie wykazały uchybień. Kto kontrolował? Kontrolowali koledzy tych, którzy kopalnią zarządzali. Bo górnicy to jedna rodzina; Tylko dwie uczelnie szkolą kadrę górniczą w Polsce – krakowska AGH i Politechnika Gliwicka. I wszyscy się znają i popierają, w interesie… no, właśnie, w czyim interesie?

Kto w tym wszystkim zajmuje postawę najbardziej dwuznaczną? Związki zawodowe górnictwa. Tak, górnicy, ci którzy zginęli, ich rodziny, bliscy, powinni się śnić działaczom związkowym. Ale się nie śnią, ponieważ nie ma nikogo bardziej zainteresowanego, aby w polskim górnictwie trwało statu quo, niż działacz górniczy – który mało już ma wspólnego z górnikiem…

Read More

Humor i histeria

Posted 18 wrz 2009 — by Azrael
Category Polityka, Polska, Popaprańcy, Społeczeństwo, demokracja

To co się dzieje w polskich mediach po rezygnacji administracji amerykańskiej demokratycznego prezydenta z instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce, przyprawia mnie o dobry humor. Nie chodzi oczywiście o to, że raduję się z tego, że Polska została przez pozbawiona „strategicznego partnerstwa” z USA i 10. silosów kinetycznych rakiet, oraz oddarta z poczucia wyjątkowości. Trudno się przecież cieszyć, jeżeli twój kraj ponosi porażkę wizerunkową, zresztą głównie na własne życzenie. Gdybyśmy mniej przywiązywali wagi do słów naszych przyjaciół zza Atlantyku, a więcej do realiów politycznych, nie byłoby takiego rozczarowania.

Śmieszą (i drażnią niekiedy) mnie histeryczne i niepohamowane reakcje zakochanych w konserwatywnej, a właściwie neokonserwatywnej, minionej już, Ameryce. Tej, która już odeszła i zapewne długo nie wróci, tej która przesiąknięta była doktrynerską, pseudo-historyczną i agresywną polityką eksportu wartości i przeniesienia konfliktu poza teren USA, z korzyści dla Ameryki, ze stratą dla partnerów. Do tej pory to „lewacy” uchodzili za ciasnych, dogmatycznych doktrynerów, teraz się okazało, że to polscy epigoni są bardziej zamknięci na to, co się wokół nich dzieje.

Obama zmienił wektor polityki amerykańskiej, odwracając go o 180% – i uwolnił Polskę od bagażu czegoś, co Polskę osłabiało, jako partnera NATO i UE, osłabiało relację całej Europy z Rosją. Reakcja wczorajsza przywódców państw „starej Europy” na wystąpienie Baracka Obamy jest więcej niż wymowna. Dziś za to szef NATO, Anders Fogh Rasmussen, wystąpił do Rosji z propozycją współpracy w dziedzinie obrony rakietowej i zadeklarował gotowość do przeprowadzenia prac nad scaleniem systemów antyrakietowych NATO, USA i Rosji. Spodziewam się, że reakcja, pozytywna na tę propozycję będzie w ciągu 48 godzin… To też jest sygnał dla Polski – my, Europa, będziemy z Rosją współpracować, wy Polacy, możecie się przyłączyć.

Read More

Życie po tarczy, czyli co dalej z polską polityką zagraniczną


Część Polaków, po wczorajszej decyzji administracji amerykańskiej o rezygnacji z instalacji na terenie Polski części systemu tarczy antyrakietowej obudziła się zapewne z wielkim kacem. To ci, którzy wierzyli, że nasze relacje specjalne ze Stanami Zjednoczonymi, z początku lat 90. ubiegłego wieku trwają i trwać będą, aż do zatracenia się w miłości. Ich wielkie ego, rozdęte iluzorycznym sojuszem, dostało od Amerykanów bolesnego kopniaka. Zasłużonego, bo za brak realizmu należy zapłacić – i powinno to boleć.
Inni, i jest ich większość, obudzili się z ulgą, że problem, który wisiał nad Polską i naszymi relacjami z sąsiadami, Niemcami, Rosją, ale także z Unią Europejską, niczym miecz (a nie tarcza…) Damoklesa – został usunięty. To realiści i pragmatycy polityczni, którzy zamiast wsłuchiwać się w bełkot amerykańskich konserwatystów, słuchali Zbigniewa Brzezińskiego. A on już od wielu, wielu miesięcy wspominał, że Polska jest tylko partnerem, ale nie strategicznym, a tak naprawdę dla USA i jej nowej administracji liczy się Europa jako blok państw, potem takie kraje, jak Niemcy, Wielka Brytania, Francja, równoważna im Rosja, a potem dopiero kraje Europy Wschodniej. Było wiadome już od 4 listopada ubiegłego roku, od dnia wyborów Obamy na 44. prezydenta USA, że temat tarczy, w takim wymiarze – umiera. Polska musi odłożyć swoje plany i rojenia bycia partnerem wyjątkowym, opierające się na tym, że 10 rakiet balistycznych i 300 amerykańskich żołnierzy pod Słupskiem czyni z nas mocarstwo regionalne. Przypominało to pozycję ratlerka, który myśli, że wyszczerzając jeden ząb, przestraszy doga – rosyjskiego doga. Bo przecież w podtekście instalacji systemu tarczy w Polsce i Czech stało przekonanie naszych polityków, że jest to narzędzie oddziaływania nie na Iran i Koreę Północną, ale na Rosję. Dlatego polski rząd podpisał kompromitujące dla naszego prestiżu, co widać po roku, porozumienie o instalacji systemów, z odchodzącą administrację republikańską USA.

Barack Obama powiedział na wczorajszej konferencji wyraźnie, dobitnie – dla Ameryki najważniejsze jest bezpieczeństwo jego terytorium, potem jego wojsk, na koniec – bezpieczeństwo partnerów politycznych. I amerykański prezydent przyjął, że drogą do realizacji tego projektu jest zmiana planów strategicznych i technicznych systemów antyrakietowych, z drogich i niesprawdzonych systemów stacjonarnych, na rozwiązania mobilne. Drugą stroną zmiany strategii jest kissingerowski model polityczny, polegający na układaniu się z mocnymi i szukanie z nimi porozumienia. Nawet kosztem oddania pewnych sfer wpływów i interesów. Dotyczy to także naszego rejonu, w kontekście współpracy USA z Rosją. Dla Obamy Europa jest warta tylko w przypadku, kiedy stanowi monolit polityczno- ekonomiczny, do tego współpracujący z Rosją. A główne interesy Amerykanów skupiają się w Azji i Ameryce Południowej.

Jest całkowicie jasne, że dla wyrównania relacji z Rosją i uzyskania jej wsparcia w sprawach konfliktów w Iranie, Iraku i Afganistanie, potrzebna jest pewna zapłata, pewne ustępstwa. Najwygodniejsze, a do tego oszczędzające środki budżetowe, okazało się zrezygnowanie z wątpliwego projektu tarczy. Co też uczyniono. I spotkało się to z pełną aprobatą NATO (wypowiedź szefa tej organizacji, AndersaFogh Rassmusena, nie pozostawiała żadnych wątpliwości), krajów Unii Europejskiej (Angela Merkel), i oczywiście Rosji. To wyraźny znak, że Polska i jej starania były traktowane w CAŁEJ Europie co najwyżej wstrzemięźliwie. Nie należy traktować tego tylko jako sukces Kremla – to tylko odbicie realizmu politycznego nowego porządku, jaki chce wprowadzić Barack Obama.
Zostawmy jednak już sprawy tarczy – zastanówmy się, jak powinna wyglądać polska polityka zagraniczna; Jak do tej pory polska polityka wspierana była iluzorycznym partnerstwem strategicznym ze Stanami Zjednoczonymi. Byliśmy jedynym krajem Świata, który uważał się za ważnego, strategicznego partnera, bez podpisanej żadnej umowy o gwarancjach bezpieczeństwa ze strony USA, bez umowy o programach wzmocnienia i unowocześnienia naszej armii. Tak, offset za „Jaszczębie”, F-16, pomoc logistyczna w Iraku i Afganistanie – ale to my per saldo dokładamy do tego interesu – finansowo, i jak się okazało wczoraj – prestiżowo. Warto się zastanowić, jak powinna wyglądać nasza polityka zagraniczna bez tarczy, czyli amerykańskiej parasolki…

Read More

Komentarz video Azraela – tarcza antyrakietowa

Posted 17 wrz 2009 — by Azrael
Category Polityka, Polska, USA, demokracja, tarcza antyrakietowa

Kolejna rocznica

Posted 17 wrz 2009 — by Azrael
Category Niemcy, Polityka, Polska, Rosja, Społeczeństwo, demokracja

Pisanie o kolejnych polskich rocznicach jest sprawą bolesną, bo jest to z reguły wspominanie polskich klęsk. Jeżeli piszemy o Konstytucji 3 Maja – to zaraz potem musimy wspomnieć o Targowicy i Trzecim Rozbiorze Rzeczpospolitej. Pisząc o bitwie pod Racławicami i insurekcji kościuszkowskiej, nie możemy zapomnieć, że potem były Maciejowice, a sam Kościuszko okazał się człowiekiem słabym. A wspominając 11 listopada 1918 roku, nie możemy zapomnieć, że Polska w 21. lat później rozpadła się jak domek z kart… nie tylko w wyniku działań agresorów, ale również w wyniku słabości państwa i jej przywódców. Rocznica Powstania Warszawskiego to wspomnienie śmierci, tragedii i zniszczenia – za które są winni też sami Polacy. Dlatego rocznice w Polsce są bolesne, bo nawet Bitwa pod Grunwaldem nie została „wygrana” do końca…

Nikt przytomny i uczciwy nie może nie przyznać, że wkroczenie, aneksja i agresja sowiecka w dniu 17. września 1939 roku podyktowana była chęcią obrony interesów i bezpieczeństwa Ukraińców i Białorusinów, oraz chęci odsunięcia wojny od Rosji, przez Stalina. Geneza wejścia Armii Czerwonej i zajęcia połowy terytorium II Rzeczpospolitej wynikała w krótkiej perspektywie z paku Ribbentrop- Mołotow, w dłuższej – z imperialnych planów Stalina, z planów „eksportu rewolucji, wejście do Europy. Stalin nie wydłużał drogi z granicy ZSRR do Moskwy – 0n skracał drogę swoich wojsk do Berlina i Paryża. Zostało to potwierdzone poważnymi badaniami historyków i naukowców, także rosyjskich i tylko ci, dla których historia jest narzędziem propagandy (polityka historyczna?) mogą twierdzić coś innego.

Historia i pamięć powinna jest elementem polityki. Nie może być jednak elementem propagandy i instrumentarium, wykorzystywanym doraźnie. Dlatego wykorzystywanie przez polskich polityków sprawy mordu katyńskiego, zrobienie ze słowa „ludobójstwo” karczemnej awantury sejmowej i medialnej, jest czymś zupełnie niepojętym. To, co się działo w polskim Sejmie, nie można określić innymi słowami, niż taniec na grobach pomordowanych oficerów Wojska Polskiego, KOP i Policji Państwowej. I nie są temu winni Rosjanie, Kreml, Putin… to polscy politycy sami sprokurowali tę awanturę. Kładzie się ona cieniem na uroczystościach wspomnieniowych.

Dlatego też ważniejsze od tego, co powie dziś Lech Kaczyński, premier Donald Tusk i inni politycy, jest to, jak pamięć września 1939 zostanie wykorzystana do budowy relacji z Rosją, a także z Niemcami. Jeżeli zostanie wykorzystana jako narzędzie walki politycznej – stoimy na pozycji przegranych; Jeżeli uda nam się przekonać NASZYCH SĄSIADÓW do zastanowienia się na wspólną przeszłością – możemy i my i Rosjanie i Niemcy na tym wygrać. Tak, jest to trudne, ze względu na obecną władzę na Kremlu, jej ciągoty imperialne i wielkoruskie, ale tylko tędy jest droga.

Szkoda, że rocznica Września 1939 roku nie jest również refleksją nad tym, dlaczego właściwie Polska 1939 roku tak szybko się poddała. Dlaczego na przykład w dniu 17. września na terytoriach zajętych przez sowiecką armię było aż 400.000 polskich żołnierzy i oficerów, tak brakujących w walkach z Niemcami? Jakie były motywacje Śmigłego-Rydza, który wydał rozkaz nie walczenia z Armią Czerwoną? Dlaczego polski rząd, prezydent Mościcki, wódz naczelny, opuścili Warszawę w nocy z 6. na 7. września., a potem uciekli przez Zaleszczyki? A kardynał Hlond uczynił to już 14. września, przekraczając granicę i uciekając do Rzymu… Czy może gdyby został z wiernymi, to Niemcy ze względu na relacje z Watykanem inaczej by traktowali Polaków?  To są również pytania, na które Polacy sobie jeszcze do końca nie odpowiedzieli…

Azrael

Zapiski zza Atlantyku – 17 września

Posted 17 wrz 2009 — by Azrael
Category Ekologia, Polityka, Społeczeństwo, USA, Zza Atlantyku, demokracja

Głucha Ameryka


Debata na temat reformy służby zdrowia trwa. Trudno powiedzieć, aby była zaciekła, brudne zagrania Republikanów, oraz bezsilność Demokratów. Całkowity impas. Reforma służby zdrowia jest potrzebna i to nie tylko dlatego, że koszt ubezpieczeń zdrowotnych jest ogromny, ale przede wszystkim dlatego, że Amerykanie żyją w totalnej ignorancji, jeżeli chodzi o ich własne zdrowie oraz klimat, w którym żyją. Zanieczyszczanie środowiska naturalnego w USA stanowi duże zagrożenie dla ludzi oraz przyrody. Ale temat ten jest często ignorowany przez większość Amerykanów.

Wystarczy popatrzeć na przeciętnego Amerykanina. To zwyczaj osoba z nadwagą, której ulubionym zajęciem jest oglądanie baseballu lub footballu, popijanie piwa oraz duże posiłki w restauracji. Wystarczy popatrzeć na ulice, obrzucone śmieciami czy na śmietniki; kilka kubłów przeznaczonych na wszystko, żadnego podziału na plastik czy żywność. Kubły stoją przepełnione przez kilka dni, aż przyjadą śmieciarze. Z powodu cięć w budżecie, pojawiają się raz na tydzień. Duże firmy przemysłowe bez żadnej żenady wywalają toksyczne odpadki do wody, tworząc środowisko toksyczne dla ryb oraz roślinności oraz choroby i śmierć u ludzi. Dla większości fabryk, nie ma żadnego problemu z pozbywaniem się środków chemicznych. Nie ma żadnej konkretnej regulacji oraz kar wystarczająco wysokich aby zmusić fabryki czy firmy przemysłowe do zaprzestania tego typu zachowań. Osoby, które piją taką wodę, nie są w stanie zauważyć różnicy, gdyż środki toksyczne nie maja zapachu ani smaku, sugerującego zatrucie. 19.5 milionów Amerykanów każdego roku pije zatrutą wodę z bakteriami i wirusami. Każdego roku, w sądzie pojawiają się sprawy, w których grupa ludzi próbuje udowodnić, że dana firma przemysłowa spowodowała zatrucie rzeki i przyczyniła się do chorób, oraz śmierci mieszkańców. Na Alasce, topnieje lód, powodując, że ocean coraz bardziej wrzyna się w ląd i powoduje jego erozje. Lasy są atakowane przez większa ilość insektów ze względu na wyższa temperaturę. Liczba huraganów, oraz gorących dni w USA zwiększyła się drastycznie. Od 1999 roku, USA przeżyło jedne z bardziej gorących sezonów letnich. Stany typu Kalifornia, Kolorado, czy Oregon co roku walczą z pożarami, które niszczą nie tylko lasy, ale są również przyczyną śmierci wielu ludzi, oraz zwierząt, już nie mówiąc o zniszczeniu własności prywatnej. Wisconsin oraz Kalifornia są stanami, gdzie farmerzy polewają pola środkami chemicznymi, oraz odpadkami zwierząt. Środki są tak silne, że mieszkańcy sąsiadujących stanów, typu Illinois, Kansas czy Missouri spożywają pestycydy w wodzie. System kanalizacyjny w stanach typu Ohio, Nowy Jork czy Kalifornia jest tak przestarzały, że nie jest w stanie poradzić sobie z odchodami, oraz wodą deszczową, powodując, że to wszystko wpływa do rzek i jest wymywane na plaże publiczne. Woda spożywana ma większe zagęszczenie tetrachloroetynolu, powodując problemy z nerkami oraz raka. Problemy z wodą w USA są ogromne , a jest to tylko cześć problemu. Politycy w USA zawsze odsuwają problem zagrożenia środowiska naturalnego na później, gdyż są ważniejsze problemy, nie zdając sobie sprawy jak bardzo wyniszczanie natury przyczynia się do wszystkich innych problemów.

Read More

Dyplomacja i racja stanu

Polityka zagraniczna i dyplomacja powinna być prowadzona przez jeden ośrodek władzy i wszystko to, co się dzieje w życiu politycznym państwa, powinno być kontrolowane i uzgadnianie ze służbami dyplomatycznymi. Niestety, w Polsce, gdzie zapisy konstytucyjne sankcjonują faktyczną dwuwładzę wykonawczą – jest to praktycznie niemożliwe do realizacji.
Jeżeli dodamy do tego trudną i kłótliwą kohabitację rządu i urzędu prezydenckiego, oraz wyjątkowo słabą pozycję polityczną samego ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego – mamy do czynienia z sytuacją, że polska polityka nie jest nie tylko niespójna, ale również niezgodna z polskim interesem i racją stanu.

Urząd prezydencki prezentuje i prowadzi politykę zagraniczną, którą można nazwać autorską polityką Lecha Kaczyńskiego. Jest to polityka na dłuższą metę szkodliwą dla naszego kraju. Mandat społeczny Kaczyńskiego i jego stanowisko nie są wykorzystywane dla interesu Polski, lecz dla budowy własnej pozycji i realizowania planów politycznych, swoich i partii jego brata. Angażowanie się w awantury gruzińskie prezydenta Saakaszwilego, wspieranie Wiktora Juszczenki nie było polityką wspierania dążeń tych państw, lecz działania na rzecz określonych sił politycznych. To polityka, która już za moment, kiedy obaj zejdą ze sceny politycznej, skończy się dla Polski utratą pozycji w tych krajach. Przytoczone ostatnio informacje, że Lech Kaczyński spotkał się 20-krotnie z Juszczenką i ani razu z prezydentami Rosji, Putinem i Miedwiediewem, są wymowne i świadczą o tym, jakie są źródła i motywacje polityczne.

Kaczyński nie raz dawał upust swoim fobiom antyrosyjskim, warto wspomnieć tylko pyskówkę z Putinem na szczycie przywódców Unii Europejskiej, w Lahti, w roku 2006, czy przemówienia wiecowe w Tbilisi. Jego ostatnie wystąpienia w trakcie uroczystości na Westerplatte też niewiele miały wspólnego z dyplomacją – i interesem naszego kraju. To były raczej wystąpienia, jak słusznie zauważył to znany publicysta konserwatywny, JanEngelgard, wiecowego agitatora, partyjnego watażki, a nie prezydenta Polski.

Również zamieszanie wokół uchwały upamiętniające rocznicę wkroczenia Armii Czerwonej do Polski, wywołane przez Prawo i Sprawiedliwość i źle rozegrane przez Platformę Obywatelską, nie sprzyja naszym interesom w polityce zagranicznej.

Niestety, również działania Donalda Tuska i jego otoczenia, motywowane słupkami sondażowymi i przygotowaniami do kampanii prezydenckiej, nie są sprzyjające polskiej polityce zagranicznej. Traktowana jest ona jako funkcja polityki wewnętrznej, co w polskim przypadku oznacza rozgrywki partyjne i personalne pomiędzy kandydatami do fotela prezydenckiego.

Polska dyplomacja robiona jest, w sposób, gdzie gest przeważa nad sensem, słowa nad interesem, a korzyści z tego są żadne. Polskie zaangażowanie w Iraku osłabiło naszą pozycję w NATO, tak samo jak polskie umizgi do Amerykanów w sprawie tarczy antyrakietowej. Polska jest pasywna w polityce na rynku europejskim, silne państwa, takie jak Niemcy, Francja, czy Wielka Brytania i oczywiście – Rosja – nie liczą się z nami. Jedną z przyczyn jest to, że Lech Kaczyński nie złożył podpisu pod Traktatem Lizbońskim, a do tego jeszcze polska reprezentacja w Parlamencie Europejskim jest niespójna. Oznacza to, że ważne sprawy, na których nam zależy, czyli bezpieczeństwo energetyczne, czy budowa Nord Stream mogą pozostać poza naszą strefą wpływów.

Polska dyplomacja, jeżeli nie chcemy na stałe stać się marginesem Europy, powinna zostać gruntownie przemodelowana.

Azrael

Uchwała; Kompletna kompromitacja

Posted 15 wrz 2009 — by Azrael
Category PiS, Platforma, Polityka, Polska, Popaprańcy, Prawo, Sejm, rząd

Patrząc na to, co się dzieje od mniej więcej tygodnia w sprawie uchwały sejmowej, upamiętniającej dzień 17. wrześśnia 1930 roku, wkroczenie wojsk Armii Czerowonej na tereny II RP, widać wyraźnie, że strony sporu zabrnęły w sytuacje kompromitujące i bez wyjścia. I najgorsze jest to, że w tej sprawie w ogóle są jakieś strony…

Słuchając dziś Jarosława Kaczyńskiego, dopiero dziś, staje się całkowicie jasne, o co w tek zabawie chodzi. Już wcześniej po kątach politycy Prawa i Sprawiedliwości półgłosem mówili, że nie uchwała i pamięć o pomordowanych w Katyniu jest ważna, ale pewnego haczyk, jaki został zarzucony na rząd i Donalda Tuska. Kaczyński stwierdził dziś, że się PO powinna się wstydzić za swoją politykę, która jest „niepolską polityką”. Tak naprawdę medialne ogłoszenie projektu uchwały i zaakcentowanie w niej sprawy ludobójstwa, miało rząd Donalda Tuska postawić w niezręcznej sytuacji. Po obchodach 70. rocznicy wybuch II WŚ, na Westerplatte, jednak summa summarum udanych, otwierających nową furtkę w stosunkach z Rosją, PiS zależało na tym, aby do gęby sług germańskich i Merkel, dołożyć jeszcze PO gębę rusofilów, a może nawet sowietofilów. Chodziło o to, żeby przeciwstawić politykę „uległości” Tuska wobec Moskwy patriotycznej polityce wschodniej Lecha Kaczyńskiego, prowadzonej z watażką gruzińskim Micheilem Saakaszwilim i miłośnikiem banderowców, Wiktorem Juszczenką. I dobrze to wszystko sprzedać medialnie, wykorzystują Girzyńskiego, Błaszczaka – i telewizję, z niezawodną i zawsze gotową do głupich zadym TVN24, na czele.

Platforma Obywatelska z drugiej strony wypuściła do rozwiązania tej sprawy marszałka Niesiołowskiego, który jest tak subtelny negocjacjach, jak drwal. I to musiało się tak skończyć.

Sprawa straciła wymiar rocznicowy, nie jest już w tej chwili ważne, dla samego dokumentu oczywiście, czy zbrodnię katyńską można zakwalifikować jako ludobójstwo, czy nie. Polacy mają moralne prawo żądania, w pierwszej kolejności od społeczności międzynarodowej, dyskusji i uznania naszych racji. Mają również prawo do tego, aby Rosjanie uznali swoje winy – co już uczynili, i to nie raz. Komisja specjalna do spraw trudnych, gdzie jednym z szefów jest były minister spraw zagranicznych, Adam Daniel Rotfeld doszła do daleko idącego zbliżenia stanowisk obu państw na temat trudnych spraw wspólnej historii. Można było to zauważyć w trakcie wypowiedzi i przemówień premiera Władimira Putina, w trakcie jego wizyty w Gdańsku.

Wydaje się, że uznanie zbrodni katyńskiej za stalinowską zbrodnię wojenną klasyfikuje ją w takim samym miejscu, jak ludobójstwo. Rosjanie już praktycznie zgodzili się, że nie był to mord pospolity, lecz zaplanowane działania władz sowieckiej Rosji. To otwierało by drogę do porozumienia, także z rodzinami ofiar. Teraz staje się to wątpliwe. A same organizacje rodzin katyńskich, których, jak to w Polsce, musi być kilka, dały się wciągnąć w przepychanki polityczne.

Cała sprawa, niezależni jak się skończy w dniu 17. września, czy uchwała będzie, czy tylko będzie uroczyste posiedzenie Sejmu, z chwilą ciszy za pamięć pomordowanych – po raz kolejny zakończy się kompromitacją polskich polityków i polskiego Sejmu. Absmak…

Azrael