Filozof vs. ornitolog

Mieliśmy wczoraj, na zakończenie udanego weekendu, (kto by się przejmował polską piłką…) przedstawienie z pogranicza mediów, polityki… i socjologii. Chciałem napisać, że kabaretu, ale niestety, nie było śmiesznie, raczej dość żałośnie. Oto u Anity Werner, w wieczornym programie w stacji TVN24, spotkali się ze sobą politycy PO, Janusz Palikot, z wykształcenia filozof, oraz politolog, dr Marek Migalski, kiedyś mieniący się niezależnym analitykiem, teraz polityk Prawa i Sprawiedliwości. Jak sam pisze na swoim blogu, chciał sprawdzić, czy ornitolog może latać, czyli czy politolog może pełnić funkcje polityczne… może. Może, tylko że lot ten raczej coraz bardziej jest chybotliwy.

Właśnie osnową tego spotkania medialnego były wpisy na blogach interlokutorów, przytoczone przez telewizję. Z jednej strony prowokujące, ostre językowe i celne spostrzeżeniami politycznymi i socjologicznymi, czasem przekraczające granice dobrego smaku (Palikot), z drugiej riposty Migalskiego, personalnie skierowane do posła PO, z założenia również dowcipne, ale jednak nie tej klasy finezji językowej i erudycji. Na zaczepkę o stanie kobiecości posłanek PiS (koń jaki jest, każdy widzi…), Migalski chciałby walić Palikota w pysk, ponieważ ten jakoby nie ma zdolności honorowych. Nie będę przytaczał całej korespondencji – jest łatwa do odnalezienia, w internecie.

“Ustawka” zrobiona przez TVN24 była jednak w sumie dość nudna (może dlatego, że Migalski uchylił się od fizycznego kontaktu z Palikotem, ponieważ był tylko obrazem ze studia w Katowicach), jednak daje możliwość oceny jakość debaty politycznej tak zwanych elit. Od strony czysto formalnej, jakości przekazu i zdolności argumentacji, wygrał tę debatę Janusz Palikot. Konwencja spotkania, forma i treść była zbliżona do jego pojmowania swojego zadania w polityce, czyli robienia prowokacyjnego performance politycznego. Migalski, który sam, jak twierdzi, wynajął się sam do zadania politycznego dania odporu działaniom Palikota, czyli wejścia na jego obszar działania, na jego scenę – wypadł słabo, choć nie żenująco. Wbrew pozorom i nawoływaniom Migalskiego do dyskusji merytorycznej, to Palikot bardziej przekonywująco mówił o podstawach i zasadach swoich działań, wyraźnie mając przewagę nad politykiem PiS w rozumieniu mechanizmów politycznego marketingu. I nie jest prawdą, jak niektórzy twierdzą, że Janusz Palikot wygrał, ponieważ sprowadził Migalskiego do swojego poziomu – to pan politolog z UŚ nie wszedł na platformę posła PO…

Marek Migalski miał być nadzieją Prawa i Sprawiedliwości, nową twarzą i nowym otwarciem, w wyborach do Parlamentu Europejskiego, rzeczywiście “szarpnął” listą pisowską w swoim regionie. Potem jednak zaczęło się z nim dziać coś dziwnego; założył bloga i zamiast w nim sprzedawać wiedzę, doświadczenie i praktykę polityczną, budując tym nie tylko swoją pozycję, ale również pokazując nową, konserwatywną i ekspercką twarz partii – stał się słabą, nieudolną podróbką… Palikota. Ersatzem palikotowym, do tego jeszcze, jak się okazuje, czyni to z pełną świadomością. W wywiadzie dla “Polska – The Times”, Migalski stwierdza, że chce być właśnie odpowiedzią na Palikota, jego równie dowcipnym alter ego. Niestety, jeżeli jego analizy politologiczne (z reguły nietrafione…) są pisane językiem i formą jasną, spójną i w miarę profesjonalną, to jego “lekkość” blogowa przypomina tłustego ptaka, który lada chwila opadnie na zrobione przez siebie guano…Narzuca się samoistnie pytanie, po co Marek Migalski poszedł do polityki i czy jego kompetencja stworzy z niego rzetelnego posła PE, a także znaczącą osobowość partii Jarosława Kaczyńskiego – którego w niektórych rojeniach jego fanów miałby nawet kiedyś zastąpić. Jak na razie Migalski od uprawiania polityki wiedzy, woli bycie anty-Palikotem…

Lans jest dobry i konieczny. Taka jest przecież współczesna polityka, oparta w dużym stopniu o media i polityczny marketing. Ktoś więc podrzucił Migalskiemu schemat postępowania i nowe emploi polityczne… Kto? No, właśnie, kto?

Debata, jako najważniejsze wydarzenie od czasu debaty Tusk – Kaczyński, z roku 2007, było reklamowane na mikroblogach Twittera. Czynił to znany specjalista politycznego marketingu i doradca polityków wszelakich – Eryk Mistewicz. Eryk Mistewicz u wielu cieszy się opinią doskonałego znawcy współczesnych metod PR i marketingu politycznego, umiejętnie opisuje mechanizmy rządzące decyzjami politycznymi, pokazuje, jakie są motywacje polityków i jak praktycznie wszystko, to co robią nasi “milusińscy” jest podporządkowane nie celom społecznym, lecz wizerunkowi partii i samego polityka. Wielokrotnie pokazywał, jak tradycyjne rozumienie służby społecznej i poważne traktowanie obowiązków politycznych przegrywa z prostymi, wizerunkowymi, medialno-popowymi zagrywkami politycznego marketingu, które są realizowane dlatego, że tego właśnie oczekują wyborcy. Czas nadętych staruszków, głębokich dysput, politycznego umiarkowania minął, na rzecz gry politycznej, głównie dla mediów.

Teorie E. Mistewicza mają gorących zwolenników, uważających, że jego formuła narracji politycznej doskonale opisuje zmiany w stylu uprawiania polityki, jego przeciwnicy natomiast zarzucają mu , że sam kreuje pewne wzorce zachowań politycznych i medialnych, spłycając polityczną dysputę. Prawdą jest jednak to, że mało kto, jak Mistewicz potrafi odczytać to, co się dzieje na scenie politycznej i spod wielkich słów tego, lub innego “ojca narodu” wysupłać prostą, czasem chamską manipulację i wąski interes grupy politycznej.

Mistewicz tuż po starciu Palikot-Migalski komentował spotkanie, dając wyraźnie do zrozumienia, że rola Janusza Palikota w Platformie Obywatelskiej już dobiega końca, że jego wpływy maleją, a rola Marka Migalskiego jeszcze się nie zaczęła. Moment wystąpienia Mistewicza wskazuje, że to właśnie on mógł wpłynąć na dr Migalskiego, aby podjął wyzwanie Janusza Palikota nie tylko na blogu, ale również w przestrzeni telewizji…

Azrael

PS. W trakcie wypowiedzi Eryka Mistewicza doszło do ciekawego porównania; Otóż komentator zauważył, że Marek Migalski może zaliczyć potyczkę z Palikotem jednak do w miarę udanych, natomiast gdyby w tym miejscu zasiadł wulkan intelektu, Joachim Brudziński, przecież sekretarz generalny PiS, to zostałby zjedzony przez posła PO, bez musztardy… To lepsza ocena i rekomendacja dla Brudzińskiego, niż pochylanie się nad jego wypowiedziami i opiniami.

6 Comments

  1. McBor mówi:

    “Sir, a Polska?”

    (Swiadomie albo nie dajesz się wciągnąć w gierki tego towarzystwa. Jakie to !”#¤%& ma znaczenie, co ci chłopcy o sobie mówią i piszą? No chyba, że tak jak tvn24 chodzi Ci jedynie o oglądalność i entertainment.)

  2. Jacek2 mówi:

    No wlasnie !
    Kwasniewska bada teren przed ” historyczna ” koalicja PIS-SLD a tu o jakims Migalskim czytamy …

  3. Jacek2 mówi:

    Oczywiscie malo byc Kwasniewski a nie Kwasniewska ……

  4. J.S. mówi:

    Nie potrafię doszukać się sensu w postępowaniu braci Kaczyńskich. Ich strategia polega na bezustannym utrzymywaniu swojego żelaznego elektoratu w stanie wrzenia i nienawiści do PO. Nie pozwala to na poszerzenie grona zwolenników i skazuje na okopanie się na poparciu rzędu 20%. takie poparcie pozwala dostatnio żyć, ale uniemozliwia realną walkę o władzę. A to przecież jest cel całej kariery politycznej Jarosława Kaczyńskiego. Po doświadczeniach rządów Jarosława Kaczyńskiego tylko ktoś całkowicie nieprzytomny stworzyłby z PiS-em koalicję rządową. O co więc chodzi Jarosławowi K. ?

    • Alex z B. mówi:

      Jeżeli J.Kaczyński ma choć trochę rozumu o który go niektórzy posądzają to doskonale wie,że musiałby zrezygnować ze swojej władzy i zawierać kompromisy.Osobowościowo jest to dla niego nie do przełknięcia.Dlatego też pogodził się z byciem szefem opozycji z niskim poparciem i liczy po cichu na to,że wkurzeni wyborcy PO zrezygnują rozczarowani polityką, z pójścia do urn wyborczych i jego zdyscyplinowane 20 % w pełni wystarczy na uzyskanie wyborczej większości. Na razie robi wszystko w tym kierunku.To jest intrygant i gdyby w płaszczyźnie politycznej poruszał się tak dobrze jak to robi w płaszczyźnie intryg, byłby naprawdę genialnym politykiem.Niestety posiada tylko umiejętność rozgrywania personalnego, bez rzeczywistej znajomości ludzi poza aspektem reagowania.Taki wąsko uzdolniony.Do osiągnięcia władzy wystarcza, do bycia konstruktywnym już nie, do tego dochodzą jego problemy osobowościowe,które zaprzepaszczają jakąkolwiek szansę na bycie czymś innym jak tyranem.Jemu chodzi naprawdę tylko o władzę, reszta jest absolutnie zinstrumentalizowana,bądź częścią jego zaburzeń osobowościowych.(paranoiczne posądzenia i poglądy, ubrane w szaty troski o Polskę i jej godność)

Leave a Reply