
Polacy są narodem wybranym; To już jest wiadome od czasów Adma Mickiewicza i „Dziadów”. Jako „Chrystus Narodów” to My jesteśmy tymi, którzy wycierpieli najwięcej i najwięcej nam się należy. Należy nam się zawsze pokłon i przyznanie racji, nawet kiedy obiektywne zapisy mówią co innego.
Stefan Niesiołowski ma język szybszy niż myśl, a w przypadku kiedy w grę wchodzi sprawa związana z PiS i Kaczyńskim, mózg ewidentnie mu staje w pozycji stand by. Kiedy wchodzi w zwarcie, przestaje się kontrolować. Marszałek stwierdził w wywiadzie dla „Dziennika”, pytany, dlaczego nie można się zgodzić na to, aby w treści uchwały dotyczącej 17 września 1939 r znalazł się zapis mówiący o tym, że w Katyniu doszło doludobójstwa, o co starał się PiS, że to jest nieprawdą - „To była zbrodnia wojenna. Ludobójstwo to jest zagłada narodu. W historii do tej pory były dwa ludobójstwa: Holokaust i Wielki Głód na Ukrainie. Mord w Katyniu to było coś zupełnie innego”.
Stefan Niesiołowski oczywiście się pomylił; zbrodni ludobójstwa, według standardów konwencji ONZ z roku 1948, było w historii Świata dużo więcej, że przypomnę tylko rzezie Ormian, Wandeę, podbicie z krzyżem w rękach Ameryki Południowej, zagładę Indian i Aborygenów, czy z ostatnich czasów – Rwandę. Co do zbrodni katyńskiej – sytuacja jest niejasna.
Otóż, jeżeli przytoczymy dosłownie treść zapisów konwencji, znajdziemy w niej takie sformułowania;
[Ludobójstwem jest] ..„którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich:
a) zabójstwo członków grupy;
b) spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy;
c) rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego;
d) stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy;
e) przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy.”
Uzupełnieniem tego jest opinia francuskiego filozofa, Alaina Besancon’a, który zdefiniował pojęcie ludobójstwa w ten sposób;
[...] „…ludobójstwo w sensie właściwym, w odróżnieniu od zwykłej rzezi, żąda następującego kryterium: jest to rzeź zamierzona w ramach ideologii, stawiającej sobie za cel unicestwienie części ludzkości dla wprowadzenia własnej koncepcji dobra. Plan zniszczenia ma obejmować całość określonej grupy, nawet jeśli nie zostaje doprowadzony do końca w rezultacie niemożliwości materialnej czy zwrotu politycznego…”.
Jeżeli czytamy te definicje i opinie literalnie – zbrodnia katyńska ludobójstwem nie jest i nawet opinia Instytutu Pamięci Narodowej, sformułowania przez jego pion prokuratorski, nie przesądza o tym. Natomiast z punktu widzenia tego, jak Polacy to widzą, biorąc pod uwagę nasz odbiór, że mord został zlecony z powodu tego, że oficerowie byli Polakami – jest to ludobójstwo. Tylko, że Stalin wydając rozkaz, nie brał pod uwagę tego uwarunkowania. On uznał, że tysiące polskich oficerów są dla niego zagrożeniem jego planów politycznych.
Polska ma prawo domagać się, aby zbrodnia została uznana za ludobójstwo (genocyd). I nawet powinna podjąć takie kroki. Na forum Unii Europejskiej, w Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Ta ostatnia instytucja, pozostająca pod wpływem Rady Europy, ma wprawdzie inne zadania, ale jest stanowisko jest ważne.
Żądanie natomiast, aby tego rodzaju zapis znalazł się w uchwale sejmowej, akcie politycznym polskiego parlamentu, jest posunięciem złym, niepolitycznym, szkodzącym naszym interesom i kontaktom z Rosją. Wystarczająco kociołek ze wzajemnymi oskarżeniami buzuje się na ogniu propagandy, głównie zresztą rosyjskiej, aby jeszcze do niego dolewać spirytusu, zaprawionego naszymi emocjami. Umieszczenie w nim zapisu o ludobójstwie należy uznać za pomyłkę.
Czym innym jest jednak pragmatyzm polityczny, czym innym – przyznanie się do błędu. Stefan Niesiołowski powinien przyznać się do błędu i uznać, że Polska ma prawo żądać uznania zbrodni w lasach katyńskich za ludobójstwo – i równie energicznie bronić stanowiska, że tego rodzaju zapis w dokumencie sejmowym nie jest w NASZYM interesie.
Warto przypomnieć, że dyskusję o tym, jak określić zbrodnię katyńską rozpoczął Lech Kaczyński, porankiem 1. września na Westerplatte, gdzie uczynił w swym przemówieniu porównania do Holokaustu. Tu ocena jest jednoznaczna; mordy katyńskie nie były tym samym, co eksterminacja i całopalenie narodu żydowskiego.
Cała ta sprawa wokół sejmowej uchwały jest żenują. Awantura, wchodząca tak głęboko w zagadnienia narodowej martyrologii, za przyczyną politycznych i medialnych kłótni, po raz kolejny wystawia polskim politykom i mediom świadectwo głupoty. Brak etyki politycznej, odpowiedzialności za pamięć pomordowanych, robienie koniunkturalnej afery – to przykład, jak nie potrafimy dać sobie rady z własną historią. Dno, jak zresztą można się było spodziewać, przebił Jarosław Kaczyński, oskarżając Niesiołowskiego o uleganie wpływom rosyjskim, robiąc z niego agenta Władimira Putina. No, ale Jarosław Kaczyński to zupełnie inna bajka…
Azrael









W polskiej polityce nie ma już takiego dna, którego nie da się przebić. Całe szczęście, że nasze życie w coraz mniejszym stopniu zależy od polskiej polityczki. Szkoda tylko, że ci pieniacze jeszcze usiłują nam fundować jakieś prawne ramy naszego życia. Ale tak jak z dnem, nie ma takiej ustawowej bzdury, której Polak nie obejdzie, jak woda przeszkadzające kamienie.
Jeśli ktoś tu jest agentem moskiewskim, to właśnie Jarosław Kaczyński, który zawsze tańczy tak, jak mu Putin zagra.
Politycy potrafia czynic cuda, jako hobbystyczny historyk interesowałem sie kiedys II wś dziś nie mogę słuchać o tym.
Eksterminacja Polaków w Rosji Stalina rozpoczęła się w połowie lat 30tych i wg różnych źródeł zginęło ponad 100tys osób w tym ok. 30 tys członków KPP, tylko dlatego, że jako Polacy stanowili w paranoicznym rozumie Stalina zagrożenie dla jego władzy. Planowe deportacje i masowe mordy objęły również inne mniejszości narodowe, Polacy nie byli wyjątkiem… wielkość strat w liczbach wyglądała podobnie. Katyń jest miejscem kaźni jednym z wielu o których należy mówić i przypominać. Dla pomordowanych i ich rodzin kłótnie o definicje są najprawdopodobniej boleśnie obojętne.
Dla przyszłości ważne są przyszłe niezależne opracowania rosyjskie i prace naukowe wspólne, wielonarodowe. Warto pamiętać, że wśród ofiar Stalina największą grupą etniczną byli Rosjanie…
Osobiście uważam za żenujące zjawisko wykorzystywanie tragedii narodowych do walki o stołki i wpływy.
Wstyd.
PS. Lewica ma to na co zasłużyła. Bezideowy oportunizm był zwykle domeną pseudoprawicowych obrońców Dulszczyzny. Od kiedy lewica straciła ideały różnice się rozmydliły. I kto zbuduje „szklane domy”?