Subiektyw historyczny

Już od dłuższego czasu, kiedy przychodzi jakiś czas rocznicowy, mniej mnie interesuje opisanie i ocena historyczna tego, co w danym dniu roku lat 90., 70. czy 20. zdarzyło, a bardziej jestem zainteresowany tym, jak jest to teraz oceniane, odbierane i komentowane. Oczywiście, wynika to głównie z braku warsztatu naukowego i pojęciowego, niedostatku wiedzy. Głównym powodem jednak jest po prostu „nerw” publicystyczny, jaki odkryłem jakiś czas temu u siebie.

Czytając komentarze na temat rocznicy Okrągłego Stołu, wyborów 4. czerwca 1989 roku, wydarzeń sierpniowych ’80 roku, 70. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej, widzę jednak, że ci którzy mają i podstawy naukowe i wiedzę i umiejętności analityczne, rzadko kiedy wykorzystują je do rzetelnego przedstawiania wydarzeń z przed lat, a częściej stosują aparat pojęciowy do manipulacji, do rozliczeń, do przedstawiania własnych wersji wydarzeń, na podstawie subiektywnego doboru materiałów, do bieżącej walki politycznej, czy podbudowy własnej ideologi.
Prowadzi to z reguły do tego, że daty ważne dla historii Polski przedstawiane są w krzywym zwierciadle, a dni pamięci o poległych, zmarłych, czy żyjących jeszcze zasłużonych dla Polski, zamieniają się w dno rozliczeń, żalów, a czasem karczemnych awantur.

Nie było w ostatnich miesiącach, przecież bogatych w daty ważne – i do tego chwalebne dla Polaków – ani jednego takiego święta, które by nie było skundlone i zniszczone przez swary i kłótnie polityczne.

Wszyscy wiedzą, że Okrągły Stół był układem i porozumieniem, które rozpoczęło proces demokratyzacji Polski, kontynuowany wyborami 4 czerwca, a którego finałem był wybór Lecha Wałęsy na prezydenta RP. Układem pokojowym, unikalnym w Świecie, który był zapalnikiem do przemian w całym bloku komunistycznym. Tylko, że Polacy zrobili wewnętrznymi kłótniami wszystko, aby te wydarzenie, po którym dopiero był upadek muru w Berlinie i praska Aksamitna Rewolucja, zdezawuować i zniszczyć.

Rewolucjoniści XXI wieku, piewcy odnowy i zwolennicy tak zwanej IV RP krzyczeli, że Okrągły Stół był zdradą, umową pomiędzy sprzedawczykami, zapewne na usługach SB, a komunistami. Że był zdradą interesów społecznych i idei “S”. Ci rewolucjoniści (z których wielu lata osiemdziesiąte przeżyło w Paryżu, Londynie czy Chicago) nie mogą ścierpieć, że nie zalicza się ich to panteonu sławy i bohaterstwa. Pragnienie zemsty i rozliczeń jest wśród nich wiecznie żywe, tak jak ich poglądy są już martwe…Dla nich tak jak PRL była tylko krajem ubeckim, tak III RP jest bękartem Okrągłego Stołu. Żądzą odwetu i rozliczeń nigdy w nich nie gaśnie. Nie mogą przeżyć, że odebranie władzy komunistom nie odbyło się zbrojnie.

W takiej samej poetyce i z taką samą manipulację oceniane są wyborcy czerwcowe z roku 1989.

Przy okazji rocznicy wybuchu II WŚ zupełnie zapomniano o poległych bohaterach wojennych. Polakach, Żydach, żołnierzach Armii Czerwonej. Politycy, a z a nimi media, zajmowali się głównie rozgrywkami pomiędzy sobą, media się przyglądały i śledziły uważnie to, co ci najważniejsi powiedzą, a czego nie – a pamięć o wojnie, nie tylko Wrześniu, ale również o innych arenach II Wojny Światowej gdzieś uleciała. Doszło do tego, że właściwie 1. września na Westerplatte nie bardzo było wiadomo, jaką rocznicę obchodzono; Czy była to rocznica wybuchu konfliktu ogólnoświatowego, II Wojny Światowej, czy może rocznica sowieckiej napaści na Polskę, czy może tylko rocznica paktu Ribbentrop- Mołotow, znanego w Świecie jako pakt Hitler- Stalin? Mniej wszystkich interesowała pamięć o Polakach, którzy zginęli w wyniku totalitaryzmu hitlerowskiego (i sowieckiego), a więcej to, co na Westerplatte powiedziała kanclerz Angela Merkel i rosyjski, premier Władimir Putin. Tylko IPN przypomniał, że data 1. września łączy się z liczbą prawie 6 mln zamordowanych polskich obywateli.

Kontynuację tego co się działo 1. września mamy teraz, w polskim Sejmie, kiedy trwa wprost idiotyczna dyskusja na temat tego, jaką kwalifikację dać zbrodni katyńskiej – ludobójstwa, czy „tylko” zbrodni wojennej. Nie ma ta sprawa jednak kompletnie nic wspólnego z pamięcią polskich oficerów z Katynia, Miednoje, Starobielska, lecz jest kolejną odsłoną walki partyjnej. Afera wokół sejmowej uchwały jest żenują, wchodzenie tak głęboko w zagadnienia narodowej martyrologii, w polityczne i medialne kłótnie, po raz kolejny wystawia polskim politykom i mediom świadectwo głupoty. Żądanie, aby genocyd, jako określenie zbrodni katyńskiej, znalazł się w uchwale sejmowej, akcie politycznym polskiego parlamentu, jest posunięciem złym, niepolitycznym, a do tego szkodzącym naszym interesom dyplomatycznym.

I ostatnia już rocznica – 20. rocznica powołania i rozpoczęcia działalności rządu Tadeusza Mazowieckiego. O czym się więc toczy dyskusja przy tej okazji? O początku polskiej demokracji, o transformacji ekonomicznej, o bezkrwawej rewolucji? Nie, oczywiście że nie; Dyskutuje się o braku lustracji, dekomunizacji, uwłaszczeniu nomenklatury komunistycznej, agentach i szarej sieci, złodziejskiej prywatyzacji.
I dopiero sam Tadeusz Mazowiecki, w swoim artykule w „Gazecie Wyborczej”, ” Sąd nad grubą kreską”, jak zwykle klarownie, jasno i rzetelnie, rozprawiając się z mitem grubej kreski, przywraca proporcje i sens dyskusji o tamtych czasach. Człowiek z wielkim doświadczeniem, mający za sobą i rok 56, 68, 70 i 80, wiedział, że jedyną drogą jest to, aby to całe społeczeństwo stało się beneficjentem przemian demokratycznych. Jego słowa o tym, że jego rząd nie odpowiada za hipotekę czasów PRL zostały później wielokrotnie zmanipulowane i służyły jako narzędzie czarnej propagandy o III RP. Szkoda, że żaden rząd po roku 1991 nie miał takiej zdolności i determinacji moralnej, jaką miał Mazowiecki.

Od dłuższego już czasu nie tylko mnie, ale również ludzi nie związanych z polityką, coraz mniej interesują opinie zawodowych opowiadaczy historii, brązowników i odbrązawiaczy, moralizatorów, autorytetów samozwańczych. Bardziej mnie interesują opinie ludzi, którzy aktywnie przeżyli tamte czasy, i potrafią wyzbyć się dialektycznego konfliktu i walki.
A najbardziej odpowiada mi optyka współczesnych 20- i 30-latków, którzy wiedzą, że w 1989 roku powstała demokratyczna Polska, w której żyje im się coraz lepiej. A opluwaczy Polski nie słuchają…

Azrael


4 Comments

  1. Gratuluję, to jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) tekstów na tematy „historyczno-martyrologiczne” w ostatnim czasie. Krótko, centralnie i na temat podsumowuje o co chodzi. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • Bo mnie historyczni celebryci zdenerwowli…

      Odpowiedz
  2. petrel

    Każdy z nas jest zobowiązany używać głowy do myślenia. To zresztą najlepszy sposób na gargamelowatych opowiadaczy hinstorii tudzież paranoidalnych fantasmagorii.

    Odpowiedz
  3. J.S.

    Dla mnie miarą sk… była obecność generała Wojciecha Jaruzelskiego 4-go czerwca w sądzie. Bez Gorbaczowa i Jaruzelskiego PRL mogła trwać o wiele dłużej i krwawiej się zakończyć. „Rewolucjoniśći XXI wieku „-jak ich nazywasz- nie mogą darować Jaruzelskiemu pokojowego przekazania władzy. Oni z chęcią przelaliby krew innych Polaków, byle tylko mówić o kolejnej martyrologii. Szkoda, że sami nie wzięli karabiny i nie uderzyli na stacjonującą w Polsce PGW AR.
    Jiima@
    W 95 roku przy okazji kanonizacji Jana Sarkandra JP II wpadł do Skoczowa, gdzie gniewnie krzyczał o planie(spisku) ateizacji Polski. Powszechnie odebrano to jako wściekłość z powodu oporu Polaków przed tiumfalizmem Kościoła Kat. O tym wydarzeniu można przeczytać w ówczesnej prasie, gdyż Internet w Polsce dopiero raczkował.

    Odpowiedz


Add Your Comment