Humor i histeria

To co się dzieje w polskich mediach po rezygnacji administracji amerykańskiej demokratycznego prezydenta z instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce, przyprawia mnie o dobry humor. Nie chodzi oczywiście o to, że raduję się z tego, że Polska została przez pozbawiona „strategicznego partnerstwa” z USA i 10. silosów kinetycznych rakiet, oraz oddarta z poczucia wyjątkowości. Trudno się przecież cieszyć, jeżeli twój kraj ponosi porażkę wizerunkową, zresztą głównie na własne życzenie. Gdybyśmy mniej przywiązywali wagi do słów naszych przyjaciół zza Atlantyku, a więcej do realiów politycznych, nie byłoby takiego rozczarowania.

Śmieszą (i drażnią niekiedy) mnie histeryczne i niepohamowane reakcje zakochanych w konserwatywnej, a właściwie neokonserwatywnej, minionej już, Ameryce. Tej, która już odeszła i zapewne długo nie wróci, tej która przesiąknięta była doktrynerską, pseudo-historyczną i agresywną polityką eksportu wartości i przeniesienia konfliktu poza teren USA, z korzyści dla Ameryki, ze stratą dla partnerów. Do tej pory to „lewacy” uchodzili za ciasnych, dogmatycznych doktrynerów, teraz się okazało, że to polscy epigoni są bardziej zamknięci na to, co się wokół nich dzieje.

Obama zmienił wektor polityki amerykańskiej, odwracając go o 180% – i uwolnił Polskę od bagażu czegoś, co Polskę osłabiało, jako partnera NATO i UE, osłabiało relację całej Europy z Rosją. Reakcja wczorajsza przywódców państw „starej Europy” na wystąpienie Baracka Obamy jest więcej niż wymowna. Dziś za to szef NATO, Anders Fogh Rasmussen, wystąpił do Rosji z propozycją współpracy w dziedzinie obrony rakietowej i zadeklarował gotowość do przeprowadzenia prac nad scaleniem systemów antyrakietowych NATO, USA i Rosji. Spodziewam się, że reakcja, pozytywna na tę propozycję będzie w ciągu 48 godzin… To też jest sygnał dla Polski – my, Europa, będziemy z Rosją współpracować, wy Polacy, możecie się przyłączyć.

U nas, jak zwykle, Jarosław Kaczyński, znany, lecz mierny kabareciarz „na stojaka”, wysnuł wniosek, że to rząd Donalda Tuska i sam premier wpłynął na decyzję strategiczną Baracka Obamy i wręcz zmusił go do zaniechania projektu w Polsce i Czechach. Tusk, nie doprowadzając do ratyfikacji zeszłorocznej umowy, dał Amerykanom powód do rezygnacji. Tylko, że nasi bracia Czesi, kierowani przez premiera o dowcipnym nazwisku Topolanek, też podpisali, ratyfikowali i zrobili stójkę przez Amerykanami… no i co mają? To samo co my i Kubuś Puchatek… pusty dzbanek, tylko się w nim rechot echem odbija… rechot innych państw europejskich.

Jarosław Kaczyński, a także komentatorzy prasy zakochanej w Republikanach, tacy jak Marek Magierowski i Paweł Lisicki z „Rzeczpospolitej”, Agaton Koziński z „Polski-The Times”, czy, niestety, Bartosz Węglarczyk, wiadomo skąd, nie mogą przeboleć, że ich rojenia uległy zniszczeniu. Ciężko im przyznać, że polityka w głębokim skłonie, a czasem na kolanach właśnie się skończyła kopniakiem w zadek. Nasz polityka gestów i pustych amerykańskich deklaracji zakończyła się wtedy, kiedy zaczęły się interesy – z wielkimi tego świata. I nie pomoże na to nimb odnowionej demokracji, polska martyrologia, nawet 17. września, która to data od wczoraj zmienia nieco swoje znaczenie…

Ale to bredzenie o zdradzie, sprzedaży nas Rosjanom, może nie oficjalnie, ale pokątnie, będzie się tliło w tych frustratach. A sprawa jest prosta – trzeba zacisnąć zęby i przejść nad tym do porządku dziennego. I zacząć się przyglądać Niemcom i Rosji, jak z nimi zacząć robić INTERESY. Bo można o Katyniu (nawet trzeba), można o zbrodniach hitleryzmu – tylko tak, aby nie zakłóciło to interesu państwa i obywateli – tu i teraz. Bo to jest właśnie nakaz dla rządzących i wszystkich polityków – dbać o państwo i jego obywateli, tu, teraz i w przyszłości. Proponuję zacząć od Nord Stream, umów gazowych i naftowych, mięsa, miejsc pracy dla Polaków, umów handlowych i innych, nieważnych dla „patriotów” spraw.

Polska musi, jeżeli chce zając należne jej miejsce, pozbyć się naszego mesjanizmu, polo-centryzmu i narodowej megalomanii. Musimy sami określić, nie w odniesieniu do Stanów Zjednoczonych, nasze miejsce w Europie i Unii Europejskiej i na tej bazie budować naszą pozycję. Bo jeżeli dalej będziemy prowadzili politykę gestów i ujadania – to nie tylko nic nie osiągniemy, ale doprowadzimy do auto-kompromitacji całego państwa. To nie kapitulacja – to tylko realizm.

Azrael


7 Comments

  1. Konrad

    „To nie kapitulacja – to tylko realizm.” – byle nie wyglądał ten realizm tak, jak w wykonaniu RadSika, który twórczo rozwija koncepcję Strasznego Dziadunia o brzydkiej pannie… Ale co do reszty – zgoda.

    Odpowiedz
  2. J.S.

    Totalna rozpacz, że Obama nie chce iść z Prawdziwymi Polakami na Moskwę. Podejrzewam,że Bush także by nie poszedł. Na polityce Busha zarabiały wielkie koncerny zbrojeniowe, a one wolą zbrojenia, a nie wojnę w realu.
    Dzisiaj znowu wielka tragedia w kopalni. Znowu mówi się o nieprzestrzeganiu przez dozór i górników przepisów BHP. Znowu mówi się o naciskach na wydobycie za wszelką cenę. Czy ktokolwiek słyszał o jakimkolwiek związku zawodowym strajkującym z żadaniem przestrzegania przepisów BHP ?

    Odpowiedz
  3. vannelle

    Dyplomatołki wiecznie żywe, podobnie jak Lenin.

    Odpowiedz
  4. Roman Strokosz

    DO VANNELLE

    Calkowicie sie zgadzam !!!!!!!
    Wielu z nich to zywe mumie.

    Odpowiedz
  5. RMPL

    Chciałbym jednak zwrócić uwagę że poza emfazą prezydenta który zapewne ogłosi żałobę narodową (formalnie po górnikach a realnie po swojej ukochanej tarczy) i poza dość idiotycznymi/filosowieckimi wypowiedziami Napieralskiego, jest gdzieś opinia środka.

    Sam projekt tarczy nic nam faktycznie nie dawał w wymiarze obronnym, prestiżowym etc. natomiast zrywał pewne ciche choć będące tajemnicą poliszynela porozumienie USA – Rosja z lat dziewięćdziesiątych zapewniające że w krajach byłego bloku wschodniego a szczególnie w Polsce żadne siły amerykańskie/NATO stacjonować na stałe nie będą. To porozumienie faktycznie czyni z nas strefę buforową i zerwanie go jest w jakimś wymiarze naszą realną racją stanu.

    Dlatego w wymiarze praktycznym – jeżeli dyplomacji R.Sikorskiego uda się wyciągnąć od amerykanów stacjonowanie uzbrojonej baterii rakiet Patriot lub innych oddziałów – to uznam to za sukces. Zresztą „inne oddziały” miałyby więcej praktycznego sensu gdyż mamy do zaproponowanie wiele świetnych poligonów z których już zresztą korzystają ale tylko krótko okresowo armie wielu krajów NATO.

    Bądźmy też szczerzy – rząd Tuska nie był zbyt entuzjastyczny do tarczy ale wycofanie się z niej po wyborach 2007 roku przyniosłoby mu (i Polsce) zbyt duże straty(w mojej opinii większe niż podtrzymywanie). Mam wrażenie że w naszym kraju większość sondażowa żyje w pewnej schizofrenii. Jak się zapytać czy chcecie tarczy to pewnie 60% odpowie NIE CHCEMY, ale jak zapytamy czy tarcza jest dla w naszym narodowym interesie to odpowiedz większości będzie brzmiała TAK. Wszystko zależy od tego jak i kiedy (w jakim kontekście) pytanie zadamy.

    Tusk zrobił i tak ryzykowny w oczach sporej części jego elektoratu czyli spełnił wyborczą obietnicę wycofania się z Iraku i na dodatek fartem udało się to przeprowadzić w najspokojniejszym momencie kiedy sinusoida przemocy w tym kraju była bodaj najniżej co pozwoliło na efekt „wycofania się w obliczu wypełnienia misji”. To co Sikorski z Tuskiem chcieli zrobić to przynajmniej ugrać cokolwiek na tej tarczy w przeciwieństwie do Czech które nawet nie próbowały nacisnąć USA i w przeciwieństwie do Kaczyńskich którzy mam wrażenie wydzieliliby część budżetu żeby zasponsorować amerykanom te rakiety ;-) żeby tylko tarcza powstała.

    Jeżeli jednak (pomimo wszystkich MEDIALNYCH zarzutów) zdawali sobie sprawę że pomysł musi zdechnąć z ekonomicznych, praktycznych, strategicznych i czysto technicznych względów ? No to wtedy moim zdaniem postąpili słusznie. W mojej opinii wycofanie się z tarczy w 2008 roku byłoby porażką wewnętrzną a zewnętrznie formalną kapitulacją przed Rosją która – pamiętajmy ówczesny kontekst – groziła wtedy średnio co tydzień dyslokacją rakiet (abstrahując od tego że na przekierowanie rakiet potrzeba zapewne w praktyce od sekund do góra minut – tu chodzi o fakty medialne i odbiór decyzji w pewnym kontekście) i uczynieniem z nas celu. W tych warunkach Polska zmiana decyzji miałaby politycznie opłakane skutki. A tak sprawa jest decyzją USA, my mamy jakieś niewielkie poletko do uzyskania różnych drobiazgów od USA i poza histerykami z PiS wszyscy są po cichutku zadowoleni. W tym sensie nawet bredzenie Jarosława Kaczyńskiego że to wina Tuska miałoby pewne podstawy, bo się tym Tusk specjalnie nie przejął.

    Rzecz w tym że aby przewartościować naszą politykę zagraniczną wobec USA wymagane jest wcześniejsza zmiana podejścia zwykłego przysłowiowego „Kowalskiego” do USA. Być może takie otrzeźwiające potrząśniecie „Kowalskim” w dłuższej perspektywie będzie miało zbawienne skutki. Pamiętajmy że wiernopoddańcza polityka wobec USA to nie tylko wynik fobii Kaczyńskich bo polityka ta trwała od zbyt wielu lat. To kwestia nastawienia naszego społeczeństwa, to kwestia istnienia w zbiorowej świadomości „dobrego Wujka Sama”. Kiedy się z tego otrząśniemy, wdrożenie nowej polityki zagranicznej będzie w końcu możliwe.

    Odpowiedz
    • Khair el-Budar

      RMPL – trafiłeś w 100% w sedno – dodam też, że wbrew wielu tzw. postępowcom, Obama i każda inna administracja amerykańska, będzie za rozbudową w takiej czy innej formie systemów obrony przeciwrakietowej. Tym niemniej ważne jest aby wreszcie w tym wzgledzie obudziło się UE.

      Odpowiedz
  6. poltiser

    Nasze nieszczęścia w dyplomacji zaczęły się od odejścia od piastowsko-jagiellońskiej polityki włączania chętnych do budowy silnego Państwa wielonarodowego dla pożytku jego obywateli…
    Od koronacji Henryka III wasalska polityka sojusznicza kosztowała nas wszystko i kosztuje nadal… zmieniają się idole „niesamodzielnych” patriotów, co samo w sobie jest zaprzeczeniem idei patriotyzmu…
    Myślę że powrót do korzeni naszej państwowości w myśleniu o strukturach państwa i sposobie rządzenia może tylko pomóc nam rozwijać kraj jako niezależny i ważny element równowagi europejskiej, kraj ważny dla wszystkich partnerów, ale w tym celu musimy pozbyć się kretyńskiej tradycji dobrowolnego wasalstwa wobec kościoła i tzw. sojuszników, kimkolwiek by oni nie byli…
    Z wyrazami szacunku

    Odpowiedz


Add Your Comment