
Oglądam zdjęcia i czytam w mediach o katastrofie (morderstwie?) w kopalni „Wujek-Śląsk” i mam déjà vu. To wszystko już było, to się już kiedyś, wielokrotnie ,wydarzyło, ostatnio w takie skali w kopalni „Halemba”. Prawie te same widoki, takie same zapłakane twarze rodzin i łzy w oczach kolegów poległych górników, takie same zachowanie mediów i polityków. I te same pytania, stawiane każdorazowo przy wybuchach metanu, czy tąpnięciach wyrobisk.
Jedni mówią, że górnicy nie są samobójcami, że nie pozwolili by na samobójstwo, że nikt świadomie nie pójdzie w chodnik, w którym przekroczone jest stężenie metanu albo niedokończona jest obudowa. Inni, pokątnie, bez twarzy i ze zmienionym głosem twierdzą, że manipulowanie przy urządzeniach do odczytu stężenia gazu jest nagminne i nie dotyczy tylko umieszczania ich w strumieniach powietrza wentylacyjnego, ale dotyczy również grzebania w samych urządzeniach, tak, aby pokazywały tylko „normę”. Mówi się również, że nadzór i dyrekcje kopalń (w Polsce większość z nich to kopalnie metanowe) tolerują ten proceder. Wskazuje na to w tym przypadku to, że informacja z kwietnia tego roku o przekroczeniu stężenia gazu, przekazana przez górnika ABW (wcale nie anonimowego…), a następnie przekazana Wyższemu Urzędowi Górniczemu policji – nie miała dalszego ciągu. Kontrole były, ale nie wykazały uchybień. Kto kontrolował? Kontrolowali koledzy tych, którzy kopalnią zarządzali. Bo górnicy to jedna rodzina; Tylko dwie uczelnie szkolą kadrę górniczą w Polsce – krakowska AGH i Politechnika Gliwicka. I wszyscy się znają i popierają, w interesie… no, właśnie, w czyim interesie?
Kto w tym wszystkim zajmuje postawę najbardziej dwuznaczną? Związki zawodowe górnictwa. Tak, górnicy, ci którzy zginęli, ich rodziny, bliscy, powinni się śnić działaczom związkowym. Ale się nie śnią, ponieważ nie ma nikogo bardziej zainteresowanego, aby w polskim górnictwie trwało statu quo, niż działacz górniczy – który mało już ma wspólnego z górnikiem…
W górnictwie działa ok. 30. związków, ich utrzymanie kosztuje wszystkie kompanie kilkadziesiąt milionów złotych. Etatowy związkowiec zarabia tyle, ile wynosiła jego ostatnia pensja plus dodatki za 14. pensję, dodatek za „barbórkę”. To związki rządzą kopalniami, ponieważ ich wpływ na górników (manipulowanie) jest powszechne. A przy tym, kopalnia będąc w ruchu ciągłym, jest zakładem, który można szybko i skutecznie zablokować.
Siła związków polega na tym również, że są to organizacje polityczne. I nie dotyczy to tylko „Sierpnia ’80″ Bogusława Ziętka, ale równieżZZG, „Solidarności”, czy związku „Kadra”.
Związki zawodowe interesuje tylko jedno; utrzymanie poziomu płac górników i statusu państwowego spółek i holdingów węglowych. W tym drugim elemencie związki idą ręka w rękę z zarządami kopalń i spółek, ponieważ pozwala to na utrzymanie sitw i koterii górniczych. Sprawy bezpieczeństwa, nadzoru, socjalne? Nie, dziękujemy.
Tajemnica wypadku w kopalni „Wujek-Śląsk” może zostanie wyjaśniona. Może się znajdą winni, może nie. Już widać, że hermetyczność sprawy, przez którą tym razem nie mogą się przebić nawet media, wskazuje, że sprawa zostanie na szczeblu samej kopalni. Schemat działania całego układu zależności i koterii górniczej, oblanej krwią zabitych, zostanie bez zmian.
Bo przecież górnictwo to zawód niebezpieczny. Bo Polska energetyka i ciepłownictwo węglem stoi. Bo Polska węgla potrzebuje.
A w przypadku następnej katastrofy – nieuniknionej – ogłosi się następną żałobę narodową. Politycy znów przyjadą na Śląsk, pochylą się nad dolą górnika (pod okiem kamer), pójdą na mszę, obiecają pomoc…
Lech Kaczyński ogłosił żałobę dopiero od poniedziałku… Dlaczego? Ponieważ musiałby zrezygnować z dożynek w niedzielę, w Spale. Ogłoszenie żałoby jest zabiegiem PR, Ogłoszenie jej z „poślizgiem” jest z kolej brakiem szacunku dla zmarłych i ich rodzin.
Ale tak naprawdę – wszyscy jesteśmy manipulowani, wszyscy podlegamy „wrażliwości telewizyjnej”…
Azrael




Polecam wypowiedź @ Skubiego nt żałoby narodowej – http://kontrowersje.net/node/4341#comment-62154 .
Oczywiście według was wszystkiemu winni są związkowcy powód tego wszystkiego jest taki, że rozmaite gnidy zza brynicy przysyłane naciskają na jak największe osiągnięcie jak największych zysków a życie ludzkie się nie liczy a potem jak jest jakiś wypadek to pojawiają się za przeproszeniem jacyś dziennikarze i od razu mówią, że wszystkiemu winni są związkowcy.
A kto jak nie włąśnie zwiazkowcy powinni najlepiej wiedzieć – co dzieje się na dole w kopalni? Były fałszerstwa czy nie? Gdzie są SIP-owcy? Zupełnie teoretycznie – to czy nie działacze róznych licznych związków, wybrańcy załogi – a więc obdarzeni zaufaniem, powinni na bieżąco wiedieć o wszelkich nieprawidłowościach i fałszerstwach?
Jeżeli pokazany przez TVN24 film jest prawdziwy (a trudno uwierzyć, ze ktoś poleciał do ABW z fałszywką) – to dlaczego w pierwszej kolejności nie zobaczyli go właśnie związkowcy?
Po pierwsze: gdyby nie związki, zwykli robotnicy robili by za minimalną pensje. A tak to chociaż troszkę więcej zarobią.
Po drugie: od jakiegoś czasu, związki te, przerodziły się w organizacje terrorystyczne.
Po trzeci: LAK przesadza z tymi żałobami.
Dzisiaj Trójka podała, że kontrole sprawności działania urządzeń sygnalizacyjnych były zapowiadane z tygodniowym wyprzedzeniem. I wszystko jasne.
taka sytuacja ma miejsce nie tylko w górniczych związkach zawodowych ale prawie wszędzie tam gdzie jeszcze swoje udziały ma skarb państwa.
A ja zadam jedno idiotyczne pytanie. Jeśli człowiek dowiaduje się, że w imię wydajności i zysku robi się na dole takie numery, to dlaczego nadal świadomie zjeżdża na przodek fedrować węgiel? Ja bym zwiał stamtąd na zbity pysk i moja noga więcej by w takiej kopalni nie stanęła. Jest tyle innych fajnych zawodów do wykonywania i tyle innych fajnych rzeczy do zrobienia. Pozdrawiam myślących inaczej.
Prawda o przyczynach wypadku pewnie nie zostanie ujawniona bo jest „niepolityczna”. Czy widział ktoś dyrektora czy choćby członka zarządu, który maniulowałby czujnikami? Jeżeli takie działania mają miejsce, jestem przekonany, że robią to sami górnicy. Innej możliwości nie ma. Nawet nie wierzę, że wydawano takie polecenia. Nie można zmuszać nikogo do popełnienia ewidentnego przestępstwa. Czujniki sygnalizując zwiększenie zawartości CH4 powodują wyłączenie ściany i wstrzymanie fedrowania a w konsekwencji zmniejszenie wydobycia i zarobków. Nikt mi nie wmówi, że górnicy fedrując na ścianie nie wiedzą, czy czujniki umieszczone są prawidłowo czy pod nawiewem powietrza. Więcej, nie są rzadkie przypadki palenia papierosów obok ściany wydobywczej.
Druga sprawa. Gdzie są w tej sprawie związki zawodowe? Dopuszczam, że przewodniczący związku, który jest dygnitarzem gdzieś wysoko na górze mógł nie wiedzieć. Ale działacze w kopalni? Ale szeregowi związkowcy? Albo są całkowicie oderwani od szeregowych górników albo wiedzieli i tolerowali manipulacje czujnikami. Teraz udają pijane dzieci we mgle.
Małe sprostowanie. Nie dwie uczelnie a trzy. Politechnika Wrocławska również ma Wydział Górniczy. Ale z meritum się zgadzam. Nasze środowisko jest hermetyczne.
Pozwolisz, ze nie będę już poprawiał
Czy dobrze zrozumiałem Autora? Tragedii w Rudzie Śląskiej winne są związki zawodowe? Rozumiem, że dyrekcje kopalń nie mają ze sprawą nic wspólnego. Nie podważając niewątpliwych zdolności Autora z zakresu publicystyki, nie ulega wątpliwości, że do grona ekspertów w sprawach górniczych i związków zawodowych raczej nie należy i tak kategoryczne wypowiadanie się może nie jest do końca na miejscu.