
Sojusz Lewicy Demokratycznej szuka cały czas swojej tożsamości. Brzmi to paradoksalnie, jak na formację, która ma, w różnych formach organizacyjnych już 20. lat, a jako zarejestrowana parta polityczna lat 10.. Jednak po politycznym tąpnięciu, blisko związanym z tak zwaną „Aferą Rywina”, a właściwie z jej medialnym odbiciem, SLD nie może się pozbierać i znaleźć swojego wyrazistego oblicza. SLD deklaruje wprawdzie, że jest nowoczesną socjaldemokracją, stawiającą na świeckość państwa, tolerancję światopoglądową, równy status kobiet i mężczyzn, zachowanie prymatu państwa w dziedzinie ochrony zdrowia i edukacji, ale to wszystko jest dość mało sugestywnie przekazywane wyborcom, aby partia mogła zwiększyć swoje poparcie społeczne.
Problemem Sojuszu Lewicy Demokratycznej jest brak osobowości. Brak charyzmatycznych przywódców, którzy nie tylko by potrafili zbudować program i wytyczyć szlak polityczny dla partii, ale jeszcze go umiejętnie sprzedać. Stara gwardia partyjna albo odeszła na pozycje emerytalne, jak Krzysztof Janik, skompromitowała się, jak Józef Oleksy (przy wydatnym udziale trunków procentowych, magnetofonu i biznesmena Gudzowatego), odeszła do innych formacji, jak Andrzej Celiński albo została wypchnięta z partii, jak były premier, Leszek Miller. Ten ostatni bywa na Rozbrat, w siedzibie partii i zapewne swoje CV na nowego/starego szefa partii złożył działaczom, ale nie sądzę, aby udało mu się przekonać „teren” partyjny do siebie.
SLD liczy około 70.000 członków, według danych partyjnych. Prawo i Sprawiedliwość liczy ok. 20.000… Ta pierwsza partia ma w Sejmie 41 posłów, a PiS – ponad 150… Jest to zastanawiające, jak jest możliwe, że silne struktury regionalne partii nie potrafią się przełożyć na wynik wyborczy? Jak to jest możliwe, że partia nie potrafi zbudować i sprzedać swojego programu tak, aby stać się realną siłą polityczną? A dodatkowo, pomimo wielokrotnie powtarzanych deklaracji, że to właśnie SLD jest tą siłą, która może lewicę zjednoczyć, brak w tym kierunku realnych działań.
Ostatnie działania SLD w Sejmie pokazują, że partia i jej szef, Grzegorz Napieralski nie mają długofalowego programu działania, wykraczającego poza obecną kadencję Sejmu. Brak jest czegoś, co można by określić mianem „długiego marszu”, na końcu którego byłby powrót lewicy do władzy. Napieralski, po wysłaniu Wojciecha Olejniczka do Brukseli, do Parlamentu Europejskiego, zamiast budować wyrazistą pozycję partii, zajmuje się grami sejmowymi, które może i przynoszą doraźne korzyści, ale nie budują siły wyborczej partii. Przykładem tego jest wątpliwej jakości sojusz z Prawem i Sprawiedliwości, w sprawie mediów publicznych. Nie wiem, jak i ile by się zarzekał Grzegorz Napieralski, że porozumienia nie ma, to Aleksander Kwaśniewski wyraźnie, w swoim ostatnim wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” powiedział;
„Te rozmowy [o mediach] są prowadzone przez tak doświadczonych negocjatorów jak Robert Kwiatkowski i Włodzimierz Czarzasty z jednej strony i Adam Lipiński – z drugiej. To istotne wydarzenie. Pewne bariery zostały przełamane.”
Jak więc widzimy – były prezydent uważa, że nie tylko bariery w tej sprawie, ale również rokuje to dalszą współpracę.
Kwaśniewski, a właściwie rodzina Kwaśniewskich jest dla Grzegorza Napieralskiego poważnym problemem. Osobowość byłego prezydenta wisi nad lewicą i samym Grzegorzem Napieralskim, niczym alabastrowy kamień, z drugiej strony, obecnemu szefowi SLD marzy się wyrzeźbienie z tego kamienia figurki kandydata na fotel prezydenta. Bo właśnie zadaniem na przyszłe kilka miesięcy jest znalezienie kandydata lewicowego na fotel prezydenta.
Aleksander Kwaśniewski, uwolniony z gorsetu stanowiska i przynależności partyjnej, hasa sobie swobodnie po scenie politycznej i mediach, robiąc za „niezależnego eksperta”. Jest jednak odbierany jako człowiek lewicy i jego opinie przypisywane są SLD. Czy jest więc Kwaśniewski spin doctorem SLD? Wątpię.
Na giełdzie nazwisk lewicowych kandydatów na stanowisko po Lechu Kaczyńskim (nikt przy zdrowych zmysłach nie zakłada jego reelekcji, a już na pewno nie te 70% wyborców negatywnie go oceniających), pojawiają się znane nazwiska, żeby nie powiedzieć – zgrane politycznie nazwiska. Jest więc „nieśmiertelny” Włodzimierz Cimoszewicz, który po raz 3. do tej wody nie wejdzie, niezależnie od tego, czy zostanie szefem Rady Europy, czy nie – w wybory bawić się nie będzie. Poprawność polityczna każe postawić na kobietę, więc w rankingach pojawia się była minister kancelarii Kwaśniewskiego, Jolanta Szymanek- Deresz. Ale, przynajmniej oficjalnie, były prezydent na nią nie stawia. Stawia za to na Jerzego Szmajdzińskiego, co musi chyba Napieralskiego konsternować, ponieważ jest on dla niego pierwszym konkurentem do przywództwa partyjnego. Szmajdziński, wiecznie drugi, wiecznie na drugim stopniu, za Millerem, Oleksym, Janikiem, Olejniczakiem i teraz, Napieralskim, czuje się zapewne podłechtany opinią i słowami Kwaśniewskiego, ale chyba doskonale zdaje sobie sprawę, że jego charyzma zbliżona do tego, jaki ma pień drzewa, nie rokuje mu żadnych szans… No i jest Jolanta Kwaśniewskiego.
Wszyscy kochają Jolantę Kwaśniewską, przynajmniej na lewicy. Wszyscy, od wielu miesięcy pytają, czy będzie głosować – ona mówi, od wielu miesięcy – nie, never… A on dalej pytają, Napieralski jest gotowy zainwestować nie tylko w kwiaty, ale równie w nakolanniki, aby żonę Olka przekonać.
Jolanta Kwaśniewska nie zdecyduje się na kandydowanie, ponieważ wie, że przy takim zapleczu politycznym, kojarzonym z plebejską lewicą szans nie ma, po drugie wie, że w trakcie kampanii musiałaby się zderzyć nie tylko z przeciwnikami, ale również z „brudnymi bombami”, jakie by próbowano obok niej zdetonować. Wróciły sprawy jej interesów, znajomość z Kuną i Żaglem, inne dziwne kontakty jej i męża. Doskonale zdaje sobie sprawę, że przeciwnicy polityczni jej męża zrobili by wszystko, aby wyciągnąć na światło dzienne wszystkie rzeczy, teczki, akta i poszlaki, dotyczące działań Aleksandra Kwaśniewskiego. Kwaśniewska, przez krótki okres czasu była szefową kampanii prezydenckiej Włodzimierza Cimoszewicza, w roku 2005, i doskonale pamięta, jak duet Brochwicz/Miodowicz zabił lewicowego kandydata jedną kartką, z jego fascymille podpisu…
A co na to Aleksander Kwaśniewski? Wspiera żonę i próbuje zrealizować swój plan. Próbuje, i chce doprowadzić do sytuacji, kiedy lewica będzie, z braku własnego kandydata, poprzeć kogoś trzeciego. Kogo? No, wszystko w rękach… Andrzeja Olechowskiego.
Azrael




Te 70.000 szabel w SLD to na papierze a nie w realu.
Już oczami wyobraźni widzę Jolantę Kwaśniewską – kandydatkę lewicy na urząd prezydenta, gdy w garsonce za 50 tyś i oprawkach okularów za jeszcze raz tyle, pochyla się nad problemami ludzi pracy oraz niedolą osób poszkodowanych przez los – a u nas to grubo połowa społeczeństwa – od górników, po rolników, służby mundurowe i wielomilionową rzeszę rencistów – którzy masowo w latach 90-tych tracili swe zdrowie w trakcie przemian po kilku wizytach u lekarza. Już wyobrażam sobie Jolantę, gdy w nienagannym makijażu ściera się słownie w debacie z takimi wyjadaczami jak Tusk, czy Jaro. Niech ją Allah ma wtedy w swojej opiece… I Budda też.
Zabawne jest to, że Kwaśniewska dla wielu polskich gospodyń domowych robi za współczesną, żywą arystokratkę – coś na kształt swojskiej Lady Di. Ten segment wyborców (wyborczyń raczej) zignoruje powiązania, zdolności i zaplecze polityczne kandydatki jak również jej kwalifikacje przywódczo-ekonomiczne, postrzegając ją jako „tę, która mi uprzytomniła jak układać łyżeczkę od herbaty obok nakrycia”.
Pytanie, czy ktoś odważy się sprawdzić rozmiar tego segmentu…
Najprawdopobniej Lewica zdaje sobie sprawe z faktu, ze przy lubej kandydaturze w obecnej chwili jest na pozycji przegranej.Sklada sie na to wyjatkowa indolencja programowa, wynikajaca z tego ze zapleczen intelektualne jest wyjalowione , watpliwej jakosci, ze juz nie wspomne o ekonomistach, prawnikach i scojologach.Forsowanie dzisiaj kandydata w osobie Jolanty Kwasniewskiej czy np. Cimoszewicza czy jeszcze innego absztyfikanta nie ma sensu.Lewica bedzie musiala oddac swoje glosy na tego kandydata, ktorego „skrzydla”opatrznosci pozwola egzystopwac Lewicy na arenie politycznej.Jezeli postawia na zlego „konia”, to przepadna z kretesem na dlugo i w wyborach samorzadowych i przyszlych wyborach do Sejmu i Senatu. Dywagacje na temat , czy kandydat Lewicy ma szanse wygrac wybory prezydenckie trzeba definitywnie zakonczyc twierdzeniem, ze jakikolwiek ich kandydat nie ma szans i po drugie brak jest wyrozniajacego sie pod wieloma wzgledami lidera akceptowalnego spolecznie nie tylko przez sympatykow i zwolennikow Lewicy.Lewica przezywa najglebszy kryzys kadrowo-programowy i potrzebuje wiele czasu i zmian ;pokoleniowych by wrocic do realu liczacej sie sily politycznej
W krótkich żołnierskich słowach: Przy obowiązującej konstytucji, Komorowski na prezydenta, Tusk nadal premierem. W każdym razie dla dobra kraju OBAJ, prezydent i premier, powinni być z tego samego obozu. Obecny układ jest niszczący dla kraju.
Moim zdaniem, SLD jest skazany na kandydaturę pani Jolanty Szymanek-Deresz. Wszystkie inne kandydatury są to albo ludzie wypaleni (Cimoszewicz, Szmajdziński) albo dla przyszłości SLD zbyt niebezpieczni (rodzina Kwaśniewskich). Kandydatura Szymanek choć bez szans na końcowy sukces ma jedną zaletę, na pewno SLD nie ośmieszy, a przy okazji kampanii można by zaprezentować jakąś nową koncepcję na lewicę w Polsce.Niestety tego SLD nie zrobi, bo takiej koncepcji brakuje. Najzwyczajniej w pewnym momencie kampanii pani Szymanek powinna zrezygnować i zaapelować do elektoratu o poparcie innego kandydata (np. Olechowskiego). Czy tak się stanie czas pokaże, ale będąc na miejscu Napieralskiego działał bym w ten sposób. Trudno znaleźć inne racjonalne i nieszkodliwe dla tego stronnictwa rozwiązanie.
No cóż wydaje się że SLD kandydata nie ma.
Może Majchrowski by się nadał. Ale na niego też już są haki… nie ma kryształowej przeszłości…
Cimoszewicz przegrał w 2005r. i już się nie podniesie – w dodatku na przesłuchaniu komisji pokazał że za nerwowy jest i psychicznie nie wytrzymuje rywalizacji.
Borowski – trochę ciepłe kluchy. Skoro w Warszawie nie wygrał – nie wygra.
Janik, Miller itd. – ludzie przegrani
Olejniczak, Napieralski – za młodzi, brakuje im tej „dostojności”.
Faktycznie chyba SLD stoi na straconej pozycji – chociaż nigdy nic nie wiadomo.
No patrz, nawet Palestrina kiedy-niekiedy napisze coś z sensem.
Nie będę złośliwy, bo mam dość patrzenia na swoją rozeźloną facjatę, więc tym razem nie napiszę, czym mi wisi SLD i jego proprezydenckie problemy.
Gospodarzu nie wiem czy zauważyłeś że pojawiło się coś takiego jak raport Goldstona i teraz ciekawoska w polskiej prasie nie ukazała się żadna wzmianka może dlatego, że w raporcie obarczono odpowiedzialnością za zbrodnie wojenne w Gazie w grudzień 2008/styczeń 2009/ roku Izrael. Podobno w Polsce nie ma cenzury ale jak widać w sprawach np. Palestyny, lub zbrodnii dokonywanych przez USA nagle nasi „odważni” dziennikarze szczególnie kiedy chodzi o Rosję nagle stają się głusi.
Jakiś miesiąc temu czytałem raport, gdzie o zbrodnie oskarżono Izrael i Palestyńczyków. NIe pamiętam kto go opublikował, ale na mnie wrażenie zrobiły publikowane na YouTube filmy masowej egzekucji dokonanej przez Hamas na przeciwnikach z Fatah, oraz ostrzeliwanie pozycji izraelskich z terenów szpitali, szkół z nadzeją na odwet, który pociągnie ofiary wśród cywilów, ktore będzie można przedstawić w mediach jako zbrodnie Izraelskie. Podobnie zachowują sie talibowie. Z relacji naszych żołnierzy wynika, że są oni bezsilni wobec talibów, a sytuacja ta wynika nie z tego, że to jacyś super wojownicy, a z tego, że z pelną premedytacją podejmują oni akcje dywersyjne pod osłoną ludności cywilnej licząc na reakcję ogniową atakowanych, ktora pociągnie za sobą śmierć osób postronnych, co będzie większym sukcesem islamistów niż efekty ostrzału baz czy konwojów.
Widziałem ten raport, a właściwie jego omówienie w GW. Jak sądzę, sprawie zostanie ukręcony łeb, z powodu tego, że był on przeprowadzony pod egidą ONZ. Na marginesie – pisze się o Izraelu – a mało o Hamasie.
Będzie dziaisiaj wpis o Alicji Tysiąc? Jesli bedzie, to w świetle wypowiedzi JarKacza oraz Gowina płaczących nad wolnością słowa, warto przytoczyć przepis o obrazie uczuć religijnych.
Biorąc pod uwagę, że obecnie Fatah jest partią zdrajców kolaborantów którzy od czasu przegranych wyborów na wzór targowicy pozostają na usługach izraelskich było to działanie profilaktyczne wyeliminowania piątej kolumny. Ciekawe, że nie robi na tobie wrażenia wykorzystywanie ludzkich tarcz przez izraelską armię. Poza tym jakbyś czytał sam raport stwierdzono tam, że armia izraelska nie była ostrzeliwana z szkół i szpitali ale biorąc pod uwagę rasistowską ideologię samego państwa Izrael można się było spodziewać tego ale cóż lepiej przecież wierzyć raportom armii izraelskiej lub jego kanału na youtube albo członków tzw. rządu Autonomii Palestyńskiej z Ramallah.
@Piotr Chmielarz
„obecnie Fatah jest partią zdrajców kolaborantów którzy od czasu przegranych wyborów na wzór targowicy pozostają na usługach izraelskich było to działanie profilaktyczne wyeliminowania piątej kolumny.”
-Poważnie. Zastanów się co piszesz?
Zaś wykorzystywania obiektow cywilnych do ataku na Izraelczyków nie wypierają sie sami Arabowiez Palestyny, ani talibowie w Afganistwanie – w przypadku ataku na wojska koalicji. Jeśli taka taktyka nie nazywa się stosowaniem żywych tarcz, to już nie wiem co pod to pojęcie podciągnąć.
Gospodarzu masz tutaj link do pełnej wersjii raportu.
link http://www2.ohchr.org/english/bodies/hrcouncil/specialsession/9/docs/UNFFMGC_Report.pdf