
W styczniu tego roku Donald Tusk dokonał jak do tej pory jedynej poważnej zmiany na stanowisku ministerialnym, dymisjonując konstytucyjnego Ministra Sprawiedliwości, Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Zostało to źle przyjęte przez media, obserwatorów i komentatorów, tym bardziej, że jego następca, Andrzej Czuma, protegowany Stefana Niesiołowskiego, okazał się ministrem złym, a do tego obciążonym różnego rodzaju aferami osobistym z przeszłości, z czasów emigracyjnych. Tusk dokonał dymisji wizerunkowej, mając na względzie wyniki sondażowe jego rządu i partii. Impulsywna decyzja, podjęta z dnia na dzień, dała pole do wielu komentarzy. Jej przeciwnicy zarzucali premierowi, że homogeniczność jego rządu jest iluzoryczna, i że prowadząc odpowiednie działania, można wyrywać z jego szeregów następnych polityków – co jednak do tej pory nie nastąpiło. Nie został zdymisjonowany ani minister, Bogdan Klich, ani minister skarbu, Aleksander Grad, czy minister zdrowia, Ewa Kopacz, choć byłoby za co wręczać im wymówienia…Dlaczego? Dlatego, że Tusk te sprawy traktuje poprzez prymat doraźnej polityki – i to polityki widzianej wyłącznie przez pryzmat sondaży.
Ale dla dobra kraju i jego interesu międzynarodowego, warto by się zastanowić, czy nie nadeszła pora na odwołanie ministra spraw zagranicznych, który wprawdzie cieszy się wysokimi notowaniami, ale tylko w kraju. Na arenie międzynarodowej jego prestiż i znaczenie znacznie spadło. W momencie, kiedy polska polityka zagraniczna powinna zmienić swoje priorytety i znaleźć nowe drogi działania i normalizacji stosunków z Rosją, a także odbudowę naszej pozycji w Unii Europejskiej – powinno być to realizowane przez nowego szefa resortu spraw zagranicznych.
Był taki czas, kiedy traktowano Radosława Sikorskiego jako potencjalnie dobrego kandydata na męża stanu, zdolnego do tego, aby sięgnąć nawet po najwyższe zaszczyty – stanowisko prezydenta RP. Wykształcony w Oxford , z ciekawą kartą z Afganistanu, z doświadczeniem międzynarodowym, ze zdolną, inteligentną żoną z amerykańskiego establishmentu (Anna Applebaum), ze swoistą, choć jak na polskie warunki śmieszną i nazbyt nachalną elegancję przyszywanego Brytyjczyka. Nawet jego ostentacyjny antykomunizm nie raził specjalnie, jego przekonania nie przeszkadzały (do czasu) w sprawnym urzędowaniu.
Ale im więcej Sikorskiego jest w polskiej polityce, tym mniej z tej otoczki światowca i rozsądnego polityka zostaje. A tu powie głupi żarcik o demokratycznym prezydencie w samolocie (sam w trakcie swojego pobytu w USA pracował w instytucjach związanych silnie z Republikanami) a to z kolei zabiega, w sposób dość nachalny, o stanowisko sekretarza generalnego NATO. Byłoby pół biedy, kiedy by wygrał… ale, może na szczęście, patrząc na nową,kissingerowską politykę Baracka Obamy wobec Rosji, przegrał. Niestety, jego styl uprawiania polityki zagranicznej bliski jest amerykańskiej myśli neokonserwatywnej, co w zmieniającej się pozycji naszego kraju jest zupełnie nieprzydatne.
Radosław Sikorski nie pasuje do modelu politycznego i polskiego rządu i oczekiwań partnerów zagranicznych. Wydaje się, że nie jest on do zaakceptowania na dłuższą metę zarówno przez demokratyczną administrację Baracka Obamy, jak i Rosję. Powody tego są dwa;
Pierwszym jest to, że to właśnie działania Sikorskiego (działającego zresztą pod presją prezydenta, Lecha Kaczyńskiego, i premiera Tuska) doprowadził do podpisania umowy o instalacji amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce, w sierpniu ubiegłego roku. Podpisanie tej umowy z odchodzącą administracją amerykańską było grubym politycznym błędem, który obciąża rząd PI i PSL, ale też Sikorskiego. Radosław Sikorski doprowadził do podpisania umowy o przekazaniu terenu pod stację, a także ustalenia o zasadach stacjonowania amerykańskich żołnierzy. Podpisano także deklarację polityczną, tak zwaną deklarację solidarności, w której to Amerykanie zobowiązywali się do reakcji w sytuacji zaatakowania naszego kraju przez rakiety balistyczne. Dokumenty te zostały parafowane (bez akceptacji polskiego Sejmu) w momencie, kiedy już było jasne, dla każdego rozsądnego analityka, że to demokrata zasiądzie na fotelu prezydenta w Białym Domu, a kryzys ekonomiczny ukazywał się już na horyzoncie. Deklaracja polityczna nie niosła za sobą żadnych wartości dla polskiej armii. Nie było w niej żadnych ustaleń, nawet obietnic, dotyczących środków na modernizację polskiej armii. Poza baterią rakiet Patriot, Polska nie miała otrzymać, bez własnych wydanych pieniędzy – żadnego innego wsparcia. Podpisanie tej umowy sierpniowej, pod wpływem antyrosyjskiej histerii, wywołanej konfliktem kaukaskim, za najpoważniejszy błąd polskiej dyplomacji rządu Donalda Tuska. A odpowiedzialny za to jest osobiście Radosław Sikorski.
Drugim, równie poważnym błędem w kontaktach z USA był słynny list przywódców (głównie byłych) państw Europy Środkowej i Wschodniej do Baracka Obamy. Inicjatorami tego listu byli Radosław Sikorski i Ron Asmus, demokratyczny polityk amerykański, ale nie z tego skrzydła, co trzeba. W liście tym, podpisanym miedzy innymi przez Václava Havla, Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Wałęsę, a także innych przywódców krajów naszej części Europy, została zawarta sugestia, że nowa administracja amerykańska osierociła nasz region, wystawiając go na krwiożerczość Rosji. Wyglądał on na skargę starych, acz w dalszym ciągu niedojrzałych chłopców, którzy zostali pozbawieni ojcowskiego wsparcia. I był echem czasów zimnowojennych, co przy nowej polityce Obamy wobec Kremla było dużym dysonansem.
Te dwa fakty, działania, za którymi stoi, i które firmuje Radosław Sikorski, prowadzą do tego, że na dłuższą metę nie jest on do zaakceptowania przez Amerykanów, przez obecną administrację demokratyczną. Jak pamiętamy, będąc kilka lat w USA, Sikorski trzymał nie z tymi, co trzeba. Był on dyrektorem „American Enterprise Institute” politycznego think – tanku, o proweniencji konserwatywnej. Jego dobre relacje amerykańskie , ocierające się o przyjaźń, z takimi ludźmi, jak Norman Podhoretz, ideolog neokonserwatyzmu, czy były wiceprezydent, Dick Cheney, którego zresztą lada moment czekają poważne problemy w związku z korupcją w Iraku – to nie są dobre referencje w tych czasach. Nie może tego zrównoważyć nawet znajomość z Ronem Asmusem…
I te rzeczy również mają wpływ na pozycję Radosława Sikorskiego i jego zdolność polityczną w relacjach z Rosją… A dodatkowo jest mu niewątpliwie pamiętane to, co mówił pod adresem Rosji stosunkowo niedawno.Antyrosyjskość Radosław Sikorskiego, jego ostre wypowiedzi w trakcie kryzysu kaukaskiego nie zostały na Kremlu zapomniane.
Radosław Sikorski nie jest również politykiem przydatnym w kontaktach z Unią Europejską. Tu chce brylować i rozdawać karty sam premier Donald Tusk, a autorytetem dla niego nie jest Sikorski, ale bliższy mu partyjnie i mentalnie Jacek Saryusz-Wolski, polityk zanurzony w polityce i biurokracji unijnej. Nie zapomnijmy, że również sam Lech Kaczyński ma ambicje do uczestniczenia i, niestety, zabierania głosu na szczytach Unii Europejskiej.
Ministra spraw zagranicznych będzie się dość łatwo pozbyć, ponieważ poza słabnącą pozycją w rządzie, ma on również słabą, a właściwie żadną pozycję w Platformie Obywatelskiej. Nie jest w partii lubiany, jego quasi arystokratyczne zachowania nie wzbudzają aplauzu, uważany jest za egoistę politycznego.
Reasumując – rola Sikorskiego w polskiej polityce zagranicznej i tym rządzie się wypełniła. Pytanie pozostaje otwarte, kto go może zastąpić.
Jacek Saryusz-Wolski jest zbyt cenny w Brukseli dla Polski i rządu, aby go ściągać do rządu – a dodatkowo mogłoby to zbudować pozycję w PO, czego nie wszyscy by sobie życzyli. Jan Kułakowski, wprawdzie członek partii demokraci.pl, byłby znakomitym kandydatem, ale zdrowie mu nie domaga. Adam Daniel Rotfeld…cóż, pomysł ciekawy, w kontekście jego doskonałej znajomości Rosji i doświadczenia dyplomatycznego.
Ale nowym ministrem spraw zagranicznych, jeżeli premier Donald Tusk się zdecyduje na zmianę, zostanie… szef Komitetu Integracji Europejskie, Mikołaj Dowgielewicz.
Polska w roku 2011 obejmie na pół roku prezydencję Unii Europejskiej i dlatego osoba odpowiedzialna za te sprawy, a jest nią właśnie Dowgielewicz, uzyskuje na znaczeniu. Tusk, chcą podnieść rangę tego urzędnika, a jednocześnie chcąc zachować prymat w polityce zagranicznej, powinien go przenieść na szefa MSZ, a KIE zintegrować z ministerstwem.
Radosław Sikorski zdaje sobie sprawę z tego, że jego czas mija. W jaki sposób się pożegna z rządem – zobaczymy. O tym, że czuje wiatr zmian, świadczy list jego żony, Anny Applebuam, opublikowany w „Washington Post”. Applebaum napisała w nim, że ” obecna administracja USA wydaje się nie uznawać Europy za wartą „poważnej dyplomacji”. Ale nie to jest najważniejsze w tym wszystkim, ale to, że czyni to nie tylko jako amerykańska publicystka, ale również jako żona polskiego ministra spraw zagranicznych.
Czy Donald Tusk wykorzysta to do dymisji Radosława Sikorskiego, który już właściwie otwarcie prowokuje swoją dymisję? Zobaczymy.
Co dalej z Sikorskim? Trudno powiedzieć, ale zapewne Donald Tusk nie chciałby go stracić całkowicie.
Azrael




Nie chciałbym wyjść na zwolennika ministra Czumy, którego zbytnio nie szanuję za mieszanie swych fundamentalistycznych poglądów z pracą ministra rządu świeckiego kraju, ale z czystego obowiązku pragnę zauważyć, że to właśnie za tego ministra – a nie ministra Ćwiąkalskiego, ziszcza się bardzo ważna reforma sprawiedliwości – rozdział prokuratury i ministerstwa. Dodałem to tak gwoli sprawiedliwości. Jeśli owa reforma zostanie przeprowadzona w miarę rzetelnie i bez większych wtop, a prokuratura przestanie być narzędziem politycznym, a stanie się podmiotem realizującym ideał państwa prawa, to wszelkie dziwactwa i denerwujące zachowanie Czumy, powinno być mniej istotne dla oceny jego dokonań tego ministra.
Azraelu – Wydajesz sądy, które brzmią jednoznacznie – ale dla mnie nie jest to takie oczywiste. Bo trudno kogoś takiego jak Kopacz ocenić rzetelnie w sytuacji, gdy reformy które zaproponowała zostały przez prezydenta, PiS i SLD wysłane do kosza, przez co minister zdrowia stał się jedynie administratorem. I dodajmu uczciwie – jak na dotychczasowe warunki – nawet sprawnym, a przynajmniej do tej pory. Pamiętam bowiem takie tuzy jak Religa czy Balicki, którzy nie panowali nad tym co dzieje się w ich resorcie – gdzie pensje lekarskie w szpitalach w swej średniej sięgały poziomu operatora betoniarki.
Jeśli chodzi o Sikorskiego, którego też specjalnie nie cenię, to pragnę zauważyć, ze argument – „na dłuższą metę nie jest on do zaakceptowania przez Amerykanów, przez obecną administrację demokratyczną.”
Wydaje mi się, że jesteśmy państwem suwerennym i nie musimy dobierać ministra konstytucyjnego naszego rządu pod kontem, czy będzie się podobał czy nie demokratom z USA czy nawet naszym partnerom z UE.
Nie ma ludzi nie zastapionych ale tez nie ma ludzi idealnych.Sikorski probowal zachowac lojalnosc wobec PREMIERA i zarazem zachowywal posluszenstwo wzgledem PREZYDENTA. Taka marionetkowosc nie poplaca, a juz dobitnie udowadnia, iz czlowiek piastujacy Urzad Ministra SprAW Zagranicznych jest miernym dyplomata.
Chyba jednak nastal czas pozegnania i podsumowania jego okresu w dyplomacji. Sikorski moze byc dobrym ekspertem d/s zagranicznych przy Prezydencie RP ale jako samodzielny szef dyplomacji wypalil sie i zdyskredytowal jako maz zaufania w dyplomacji.
Sadze, ze latwiej bedzie podebrac wlasciwego czlowieka na ten Urzad , tym bardziej ze rzeczywiostosc wymaga kogos bardziej doswiadczonego, zrownowazonego w ppogladach i wiernosci partyjnej i dalej dostrzeganego i pozytywnie postrzeganego poza granicami RP.
W sumie Azraelu przedstawicies sluszne uwagi i wnioski i nie ppozostaje nic innego jak podpisac sie pod tym.
Azraelu piszesz „Nie został zdymisjonowany ani minister, Bogdan Klich, ani minister skarbu, Aleksander Grad, czy minister zdrowia, Ewa Kopacz, choć byłoby za co wręczać im wymówienia…” Odkładając na bok retorykę pisowską a także ostatnio Napieralskiego, mógłbyś przedstawić jakieś konkretne podstawy Twoich twierdzeń? Prosiłbym, bez demagogii i ogólników.
PS. Zgadzam się z Tobą, że odwołanie Ćwiąkalskiego było wielkim błędem Tuska a Czuma, póki co także nie jest ideałem moich marzeń na tym stanowisku, choć jak do tej pory popełnił zadziwiająco mało błędów.
Za to Pan Prezydęt odniósł niebywały sukces w ONZ: nacisnął guzik i usiadł obok Baracka Obamy, co by mu do słuchu powiedzieć, jaki on zniesmaczony jest. Od tego sukcesu, odtrąbionego w mendiach z RTVP na czole, zakręciło mi się w głowie jak po dobrej wódzie nad przepaścią. Zwłaszcza na widok uśmiechniętej do bólu z dyspepsji twarzy Pana Prezydęta.
Pingback: Jest reakcja MSZ na działania Iranu | ajkulo's