O sprawie Alicji Tysiąc przeciwko „Gościowi Niedzielnemu” miałem jeszcze ochotę napisać jeszcze raz, w kontekście spraw natury etycznej i moralnej. Ale jest to dyskusja z głuchym o kolorach, daruję sobie. Warto jednak zamknąć temat głosem kogoś, kto jest autorytetem niepodważalnym, w dziedzinie prawa i swobód obywatelskich. A kimś takim jest profesor Wojciech Sadurski, prawnik, ale również wybitny publicysta, wykładający we Florencji, w Australii, w na warszawskiej UW. Oto jego opinia o tej sprawie i ocena stanowiska publicystów prawicowych;
———————————————————————————————————————————————-
Płoną stosy
Stopień histerii, jaką wyemitowali z siebie niektórzy publicyści katolicy po wyroku sądu katowickiego w sprawie paskudnego artykułu w Gościu Niedzielnym, przebił chyba wszystko, co słyszeliśmy ostatnio w naszej umęczonej Ojczyźnie. Co o tym wyroku mam do powiedzenia – powiedziałem dwa dni temu w Warto Rozmawiać, kto nie oglądał a jest zainteresowany – niech sobie jakoś to w Internecie znajdzie (przy okazji – z góry dzięki za podpowiedzenie mi, jak to sobie odnaleźć, bo lubię oglądać siebie, zwłaszcza teraz, gdy dieta-cud zrobiła swoje), będzie powtórka w TVPolonia w najbliższy wtorek wieczorem, więc zapraszam.
W największym skrócie – wydaje mi się, że paskudztwo, jakie napisał ksiądz Gancarczyk na temat orzeczenia w Strasburgu (że sędziowie Europejskiego Trybunału postępują równie okropnie, jak nazistowscy mordercy) i o Pani Alicji Tysiąc (że dostała pieniądze za to, że nie udało jej się zabić swojego dziecka, czego chciała) – mieści się niestety w sferze chronionej przez bardzo szeroko I wspaniałomyślnie rozumianą wolność prasy. Jako liberał mówię to z pewnym bólem, ale uważam, że ceną wolności prasy jest także ochrona pewnych wypowiedzi niemądrych, paskudnych I brutalnych. Tak właśnie oceniam artykuł księdza Gancarczyka – co zresztą powiedziałem mu prosto w oczy w programie Jana Pospieszalskiego, na co mam jakieś półtora miliona świadków, bo podobno tylu widzów ogląda WR, mimo bardzo późnej pory.
Artykuł był w moim przekonaniu (1) niemądry – bo totalnie przekłamywał treść orzeczenia Trybunału w Strasburgu (w którym w ogóle nie chodziło o uzasadnienie prawa do aborcji ale o nieistnienie środków odwoławczych od decyzji, naruszającej uprawnienie już przyznane przez polskie prawo); (2) paskudny – bo porównywał sędziów Trybunału Praw Człowieka do zbrodniarzy hitlerowskich, i (3) brutalny – bo atakował wymienioną z imienia I nazwiska kobietę za chęć realizacji swego uprawnienia (ludzie mają prawo do czynienia tego, co nie jest zabronione, a w jej przypadku uzyskanie przerwania ciąży nie było zabronione).
W konfrontacji między zniesmaczeniem, jakie budzi we mnie wybryk księdza redaktora, a moimi liberalnymi zasadami, nakazującymi chronić prawa do wypowiedzi także takich ekstremistów – wybieram z bólem serca ale w poczuciu słuszności to drugie. Ale moja chęć prawnej ochrony takich wypowiedzi musi być powiązana z moimi prawem do jednoznacznej oceny owego słownego ekscesu.
Publicyści, krytykujący ten wyrok katowicki, a już w szczególności zaludniający drugą stronę Rzepy (Wildstein, Mazurek etc) natrząsali się z rozróżnienia, dokonanego przez sędzią Solecką, między abstrakcyjnym uznaniem aborcji za zabójstwo a nazwaniem konkretnej kobiety – zabójczynią. W tym rozróżnieniu nie ma nic nagannego, a niedokształconym “logikom” (bo podobno jest to nielogiczne) sugeruję refleksję nad taką oto analogią. Przypuśćmy mam taką teorię, że seks pozamałżeński równa się uprawianiu prostytucji. (Mogę mieć taką abstrakcyjną teorię? Mogę). Publikuję zatem artykuł, że znana aktorka X.Y. jest prostytutką, bo mówiła w prasie o swoim życiu intymnym, a nie jest przecież mężatką. Albo zmieńmy przykład. Powiedzmy mam taką teorię, że plagiat jest kradzieżą. Publikuję zatem artykuł ogłaszając, że znany publicysta M.R. jest złodziejem. Dobre?
Mam nadzieję, że moje przykłady uświadamiają rechoczącym z rzekomej logicznej sprzeczności wyroku publicystom, dlaczego to oni się ośmieszają, a nie Pani Sędzia. Ale prawdziwe Himalaje histerii (od której zacząłem niniejszy wpis) osiągnęli ci publicyści katoliccy (do których nie zaliczam Redaktora Wildsteina, bo to podobno mason. A czy Redaktor Terlikowski jest masonem? Ej, chyba nie. “Zresztą, czego nie gadają…” Skąd to cytat?), którzy uznali, że wyrok skazujący księdza Gancarczyka (z którym to wyrokiem , powtarzam, nie zgadzam się, a to ze względu na moje ekstremalne rozumienie wolności słowa) jest równoznaczny z uznaniem chrześcijaństwa za nielegalne, że jest hańbą, hańbą, a może nawet hańbą (bo to brzmi trochę dosadniej, nawet jeśli mniej ortograficznie) I że w ogóle wieści erę, w której Polsce zapłoną stosy, na których smażyć się będą rzecz jasna katolicy.
Przesadzam? No to proszę: “Nie mogę w to uwierzyć, to jakiś koszmar. Ten haniebny wyrok praktycznie zdelegalizował wyznawanie religii katolickiej I wartości judeochrześcijańskich w Polsce! (…) Jako katoliczka czuję dzisiaj strach, jaki do tej pory znałam tylko z opowiadań rodziców o ciemnych czasach PRL. (…) Ten proces sądowy jest przecież jednym z całej serii – aborcyjne, gejowskie, antykatolickie bojówki rozpaliły w Polsce stosy. (…) Tym bardziej podpisuję się pod każdym słowem “Gościa Niedzielnego”. Jeśli pójdę siedzieć za to “przestępstwo myśli”, to przynajmniej w dobrym towarzystwie” (Joanna Najfeld: “To zaplanowana akcja lewicowych ekstremistów”, Nasz Dziennik, 24 września 2009, str. 5).
Pani Joanno, Pani się nie boi, nie pójdzie Pani siedzieć, najpierw zamkną Pana Terlikowskiego z resztą zarządu Frondy i dla pani już nie będzie miejsca pod celą. Ale jeśli już – to będę wysyłał Pani paczki, tylko proszę podać ulubiony smak marmolady, żeby – przed spłonięciem na stosie – miała pani jeszcze trochę przyjemności z życia, w każdym razie po tej stronie Wielkiej Bramy.
[Źródło: Blog W. Sadurskiego]




To jest żenujące, gdy przedstawiciele organizacji tworzącej indeksy ksiąg zakazanych, jeszcze niedawno potępiającej liberalizm – określając go jako niezgodny z doktryną chrześcijańską, dziś udają że walczą o wolność wypowiedzi. Której co ciekawe sąd w ogóle nie zakwestionował, a zakwestionował jedynie praktykę mieszania z błotem człowieka, którego jedyną zbrodnią w oczach kościoła jest to, że nie podziela (i ma do tego prawo) światopoglądu prezentowanego przez funkcjonariuszy KK.
To jest dobry przyczynek do powrotu do dyskusji o penalizacji w polskim prawie „obrazy uczuć religijnych”. W tym kontekście sąd zachował równowagę.
Warto przypomnieć początek sprawy. ETS tylko orzekł, że polskie prawo nie dopuszcza instytucji odwoławczej od komisji lekarskiej, co wg Konwencji jest niedopuszczalne. W tak ważnych sprawach nie może istnieć jednoinstancyjność. Pani Tysiąc nie miała wg prawa polskiego żadnej możliwości odwołania się. To i tylko to orzekł ETS. Porównywanie sędziów ETSu do zbrodniarzy hitlerowskich świadczy tylko o poziomie red. naczelnego tego katolickiego pisemka.
Inna sprawa. Polskie prawo zawiera wiele takich kuriozalnych regulacji. Np. werdykty Komisji rządu i episkopatu d/s majątkowych także są niezaskarżalne co skutkuje skandalicznymi wyłudzeniami majątków od państwa przez kler.
no coz zebrala sie w POlsce grupa polskich katolickow kalibow tyle ze prawdziwi kalibowie sa ideowi natomiast kalibowie polscy to obludnicy faryzeusze handlujacy pod kosciolem zwolennicy kary smierci ale przeciwnicy „aborcji” i oczywiscie sami starsi niezbyt wyksztalceni mezczyzni z zascianka ktorzy nie wytkneli nosa poza ich koscielny smieszny maly swiatek
cenzura koscielna od wiekow dziala sprawnie i niech ktos sprobuje skrytykowac oszustwa kosciola na przykladzie ojca rydzyka i jemu podobnych
niech ktos skrytykuje ojcostwo czy homoseksualizm ksiezy wtedy przekona sie jak ci „kochajacy” bliznich sludzy kosciola beda go cenzurowac
na temat aborcji niech wypowiadaja sie kobiety
w Kanadzie rocznie usuwa sie okolo 100 000 ciazy pomimo dobrego poziomu edukacji seksualnej
w Polsce biorac pod uwage totalna ciemnate pod tym wzgledem usuwa sie w niebezpiecznych warunkach prawdopodobnie okolo 200 000 narazajac zdrowie kobiet
oczywiscie te zamozniejsze nie maja problemu bo wiadomo ze im wieksze przesladowania tym wyzsza cena
ach jak ci nedzni polscy mezczyzni szanuje kochaja kobiety
W Polsce nie panuje totalna ciemnota. I przynajmniej nie stajemy się powoli acz systematycznie krajem muzułmańskim, jakim staje się „światła” Kanada. Co będzie faktem za jakieś dwadzieścia lat, przy takim tempie przybywania Pakistańczyków. A wtedy pozostali Kanadole poddani prawu koranicznemu, będą wzdychać nawet do takiej liberalnej ciemnoty – jaką droga Anno określasz nasz kraj. I nie napadaj na wszystkich mężczyzn – to nie jest jakaś „męska służba domowa bardzo rozpowszechniona w XX wieku.”
Zacytowanie imć Wojciecha Sadurskiego ma być super argumentem zamykającym usta rozhisteryzowanym pisarzom katolickim.
Po pierwsze:
Mam wrażenie ze Pan wybitny profesor uznaje płód za „coś” a aborcję za zabieg a to determinuje spojrzenie na sprawę.
Po drugie:
Uznaje On przedmiotowy wyrok za niesłuszny …. chociaż z powodów dla mnie niesłusznych. Musi się prawnie odpowiadać za to co się pisze. Jeśli ktoś pisze nieprawdę i wyrządza przez to komuś krzywdę powinien za to odpowiedzieć. Wolność słowa ma granice jest nią krzywda innych. Zaskarżony Gość Niedzielny nie dlatego nie powinien być karany, że wolno pisac wszystko, tylko dlatego ze pisał prawdę.
Po trzecie:
a) Pan profesor ma jednak problemy z logiką. Niech jeszcze raz wytłumaczy mi jak to możliwe że pani miesiąc chciała urodzić dziecko i jednocześnie chciała dokonac aborcji.
b) Jeśli ktoś dokonał plagiatu to jest złodziejem (dobra intelektualnego) i można go tak nazwać !!!!! Jeśli pan profesor sie tego boi to znaczy ze jest oportumistą.
Co do przykladu z prostytuką – to odsyłam do słownika jezyka polskiego. Inaczej mówiąc można mieć też teorię że ratowanie ludzi z zawałem to podłość i powinno być karane. Ale jak sie ma taki przyklad do poglądu że płód jest zyciem a nie rzeczą ???? Pozostawiam to pytanie panu profesorowi wielkiemu autorytetowi m.in. dlatego że wykłada Florencji, w Australii ….
Po czwarte:
Nie mam nic wspólnego z pisarzami katolickimi ani kościołem jako instytucją ale podejrzewam że jestem bliski poglądom z którymi Pan Azrael walczy …. Ostrzegam że spotkałem wielu ludzi którzy nie są rozhisteryzowanymi pisarzami katolickimi a uważają postepowani Pani Miesiądz za żenujące …..
Nie oczekuje odpowiedzi na mój wpis bo autor wpisu sam zamknął dyskusję stwierdzeniem że jest to rozmowa „z głuchym o kolorach ” …. ( świetny żart … proszę potwierdzic ze zamierzony !!)
Mam wrażenie że chodziło jednak o „rozmowę ze ślepym o kolorach” .. a takim przypadku powinno byc jeszcze inaczej: ” …ślepego o kolorach.. „