
To, co się dzieje w mediach publicznych, a głównie w Telewizji Polskiej, opisywane jest za pomocą słów bliskich dramatowi teatralnemu. Niektórzy mówią o tragedii telewizji publicznej, inni o komedii, wielu mówi o farsie. Aktorzy tego długiego już przedstawienia, sami się zresztą w nim obsadzający, wypowiadają kwestie raz pompatyczne, innym razem śmiesznie kabaretowe, czasem są to kuplety. Dobrze, że inne telewizje, te prywatne, kamerują poszczególne akty i sceny, może uda im się po jakimś czasie wyprodukować z tego pierwszy komediowy film z gatunku reportażu…
O mediach dyskutują wszyscy i wszyscy mają coś do powiedzenie, zaczynając od głowy państwa. Oto Lech Kaczyński, jako niezależny arbiter, właśnie zdecydował się na przyjęcie sprawozdania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, dając sygnał, niezależnie oczywiście, że sankcjonuje układ polityczny partii swojego brata z przedstawicielami postkomunistycznej lewicy. Musiał być niezależny, ponieważ przecież są wybory, a dobre, oczywiście wiarygodnie niezależne przedstawianie go w kampanii, przez jakże niezależną telewizję publiczną, jest wartością samą wsobie…Kilka miesięcy temu Lech Kaczyński krytykował KRRiT, ale przecież od tego czasu jej niezależność znacznie wzrosła…
Równie niezależna jak pan prezydent jest szefowa Rady Programowej TVP, redaktor Janina Jankowska. To ciało o tak ważnych prerogatywach i możliwościach, że żaden z prezesów TVP nie zaprząta sobie głowy tym, co ona uchwala i jakie zajmuje stanowisko. Ma wprawdzie zapisane w swoim statucie, że reprezentuje ona społeczne interesy i oczekiwania związane z działalnością programową spółki, ale może warto przypomnieć, że 10. z 15. jej członków reprezentuje ugrupowania sejmowe, a i pozostała piątka też jest pod kogoś podwieszona.
Widziałem Panią Janinę w trakcie próbnego szturmu budynku dyrekcji przez nowego prezesa (?) TVP, pana Bogusława Szwedo (a jakże, także niezależnego fachowca, z radia Leliwa, z Tarnobrzega, bez konotacji politycznych …). Przykro było patrzeć, jak p. Jankowska usiłował zaczepić p. Szwedo i pokazać mu swą siłę…dość iluzoryczną.
Ciągle trwa dyskusja, jak ma być ta telewizja finansowana, kto ma dawać na nią pieniądze. Podatek, czyli abonament, dotacja rządowa, reklamy, czyli działalność komercyjna, fundusz misji… pomysłów jest wiele, posiłkujemy się tym, co jest w Niemczech (ARD), Wielkiej Brytanii (BBC), zapominając, że są to państwa o ugruntowanej kulturze i doświadczeniu demokratycznym. Polska demokracji się uczy, a co za tym idzie – również się uczy zarządzania instytucjami życia publicznego. W związku z tym nie jest na dzień dzisiejszy ważne, jak będą finansowane media publiczne, ale jak będą zarządzane środki i kto będzie sprawował nadzór nad nimi.
Jakie te media mają być? Kto ma nad nimi sprawować zarząd, kto ma decydować o ich zarządach? Operując nazwą „media publiczne” wpadamy w pułapkę, ponieważ kojarzy nam się to z niezależnością. Nic bardziej mylnego. Krajowa Rada Radia i Telewizji jest organem konstytucyjnym, którego członkowie są mianowani przez Prezydenta RP, Sejm i Senat. W związku z tym powoływane przez KRRiT rady nadzorcze TVP i PR są ciałami o proweniencji państwowej, a poza tym oczywiście politycznej. Idąc dalej w dół – zarządy, wybierane nawet w konkursach, też będą polityczne… nawet, jeżeli będą niezależne. Klamrą z drugiej strony jest forma własności tych mediów, które są spółkami skarbu państwa, a nadzór sprawuje nad nimi minister skarbu… Wszystko to oznacza, że od samej góry, aż do szczebla kierowniczego w mediach, rządzi układ polityczny. Polskimi mediami zarządza sitwa polityczna, która wykorzystuje media nie do krzewienia tak zwanej misji, lecz do tego, aby doić państwo, a co za tym idzie, obywateli z pieniędzy. Dlatego właśnie jedyny sensowny pomysł, jak się pojawił w sprawie mediów, czyli zniesienie abonamentu, był tak zaciekle atakowany. Bo to na nim właśnie trzyma się cała sitwa medialna.
Media niezależne, promujące wysoką kulturę, stanowiące standardy, dbające o jakość przekazu informacyjnego, a także o wizerunek Polski w świecie, są potrzebne. Polsce jest potrzebna telewizja narodowa, gdzie będzie jasno i klarownie przedstawiany polski punkt widzenia. Ale nie jest konieczne robienie tego w takiej formule organizacyjnej, jak to się dzieje obecnie. Misja nie musi być realizowana na w budynkach przy ulicy Woronicza, może być realizowana równie dobrze na ulicy Ostrobramskiej (Polsat), czy Wiertniczej (TVN). Jeżeli ktoś jest wstanie zaproponować program dla misji – to państwo ma obowiązek dać mu na to środki.
Polskiego Radia i TVP zreformować się nie da, nie w tej formule prawnej i organizacyjnej. Jedynym sensownym projektem, wielokrotnie już przeze mnie powtarzanym, jest doprowadzenie do likwidacji tych instytucji w takiej formie, jak działają one obecnie, powołanie w to miejsce instytucji państwowych, oraz powołanie instytucji nadzorującej środki na programy i zadania publiczne mediów. Może w gestii Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Kwestie techniczne regulacji rynku medialnego i elektronicznego doskonale się zmieszczą w zadaniach i uprawnieniach Urzędu Komunikacji Elektronicznej.
Zapewne pojawi się pytanie; A gdzie tu wpływ na media działaczy i twórców kultury? A związki zawodowe dziennikarzy, pracowników mediów? Odpowiedź jest prosta – tam, gdzie ich miejsce. Mają dostarczać, jak się brzydko mówi, wsadu intelektualnego, informacji na wysokim, rzetelnym poziomie. Od zarządzania i decydowania w mediach, poza sferą sztuki – powinni się trzymać z daleka.
Azrael
Materiał opublikowany na portalu mojeopinie.pl




gdzie zatem podzieje się cała ta rzesza zwolnionych z tvp ? będzie tego co najmniej ze 3 tyś.
Jak to gdzie pójdą do TVN i Polsatu jako ofiary męczennicy PIS i SLD nieprawdaż?
Nie wszystkich przyjmą przecież. Tylko medialne nazwiska, które zapewnią TVNowi i Polsatowi $$$$.