
Już samo powołanie Centralnego Biura Antykorupcyjnego skażone było syndromem politycznym. Jego utworzenie było elementem „nowego ładu” państwowego, który potem wyewoluował w tak zwaną IV RP. Programu sztucznego i antydemokratycznego, przykrytego hasłem oddania państwa obywatelom. A jednym z elementów była służba specjalna, która organicznie niedemokratyczna, ponieważ nie poddana kontroli Sejmu, miała się stać policją polityczną.
Pierwsza duża, spektakularna akcja, przeciw wicepremierowi Andrzejowi Lepperowi, tak zwana afera gruntowa, pokazała prawdziwe oblicze CBA i jej zadania. Potem było już tak samo; Akcja przeciwko posłance PO, Beacie Cielebąk-Sawickiej, a w nowej rzeczywistości przeciwko doktorowi Garlickiemu, no i ostanie akcje, afery hazardowa i stoczniowa. I nawet jeżeli cześć materiałów i dowodów wskazuje, że „coś było na rzeczy”, to sposób prowadzenie akcji, prowokacje i inwigilacje pozostawiają nie tylko niesmak, ale również wielewątpliwości prawnych.
Mariusz Kamiński, pozostawiony na stanowisku szefa służby (za namową wicepremiera Grzegorza Schetyny) był jak przysłowiowa tykająca bomba. Wydawało się to decyzją odważną, pokazującą obywatelom i samym działaczom PO, że nikt nie może być pewien i że działalność nowego rządu będzie całkowicie transparentna. Ale misja Kamińskiego, w sytuacji permanentnego konfliktu z opozycyjnym PiS musiała wcześniej czy później zaowocować aferę. Dlaczego? To proste. Odwołując się do czasu rządu Józefa Oleksego i afery „Olina” politycy zauważyli, że nie da się lepiej przeprowadzić afery, niż przy wykorzystaniu służb specjalnych. Same służby też stwierdziły, że jeżeli da się manipulować nimi – to i one też mogą wykorzystać swoje „brudne bomby” do działań. I je wykorzystają i będą wykorzystywały, jeżeli przy okazji odwołania Kamińskiego nie zostanie opanowana nie tylko CBA, ale również nie zostanie przeprowadzona radykalna reforma wszystkich służb (także policyjnego CBŚ) i nie zostaną one poddane ściślejszej kontroli instytucji państwa – w tym Sejmu. Bo jeżeli to nie nastąpi, grozi to tym, że ta ekipa polityczna, następna i jeszcze następna skorzysta z pokusy wywołania afery do walki z polityczną konkurencją.
Afery ostatnich dni, czy afera CBA, jak chcą ją widzieć inni, ma jeszcze jedną cechę; rozgrywa się ona głównie w mediach. Ilość informacji, która wyciekła z CBA do gazet, nie tylko do „Wprost”, jest niewspółmiernie duża do ich prawdziwych wartości. A media, zapominając o odpowiedzialności za państwo, skwapliwie podchwyciły sprawę. Oczywiście motywując to swoją chęcią poinformowania obywateli o przewinach władzy, wypełniając swą służebną rolę. A tak naprawdę stały się czymś w rodzaju strony afery. Z fragmentów dokumentów i strzępków podsłuchów utkały sieć, która miała oplatać instytucje państwa i spółki skarbu państwa, łącząc je z biznesem. Tylko, jeżeli rzeczywiście tego rodzaju sytuacje miały miejsce, dlaczego służby, w tym sam Mariusz Kamiński nie informowały władz i organów ścigania o aferach? Sprawa jest prosta – CBA i Mariusz Kamiński przynajmniej część z tych afer (jak w przypadku sprawy stoczni) sztucznie hodowali, tak aby mieć narzędzia oddziaływania (i obrony). W odpowiednim momencie Kamiński „rzucił” na rynek medialny kwity. Tylko, że były one za słabe, a reakcja Donalda Tuska, wreszcie, szybka i skuteczna. Ale złe medialne wrażenie pozostało, i co za tym idzie, polityczne koszty, które Platforma Obywatelska będzie musiała żmudnie odrabiać.
Mariusz Kamiński być może opuścił budynki CBA wyposażony w materiały, choć nawet przeciwnicy polityczni twierdzą, że nie jest to jego styl i metody działania. Będzie się próbował odwołać od decyzji o jego dymisji w trybie administracyjnym. Już samo to wskazuje, że opinie o tym, że Donald Tusk nie miał prawa odwołać go przed końcem kadencji i bez konsultacji z prezydentem, wskazuje, że zapisy ustawy o CBA pozwalały premierowi na taki ruch. I na nić tu rytualne ujadanie pisowskiej opozycji…
Co z samą CBA? Już w maju ubiegłego roku mecenas Jan Widacki przygotował nowy projekt ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Projekt zakładał podporządkowanie CBA ministrowi SWiA, co stawia tą formację w jednym szeregu z innymi. Ograniczałoby to również jej kompetencje tylko do ścigania korupcji i ustanawiało sądową kontrolę nad jej działaniami, jak również ściśle określałoby zakres jej współdziałania z innymi służbami. Przestałaby więc CBA być policją jednego człowieka, premiera – a stałaby się organem rządu. W ustawie powinien zostać zapisany także ściśle zakres kontroli CBA przez parlament.
A co z samym Mariuszem Kamińskim? Jeżeli jego prawne problemy nie pogrążą go, to pojawiły się głosy, że być może stanie się on nowym frontmanem Prawa i Sprawiedliwości. A może nawet więcej – kandydatem na jakiś urząd, łącznie z tym najwyższym w państwie?
Azrael




teraz nie musimy wysilać umysłu by sobie wyobrazić jak doszło do rozbiorów Polski … jakie szczęście mamy, że jesteśmy w UE …
Afera hazardowa, stoczniowa, finansowa, pakietowa. Niby nic, ale jednak coś.
By żyło się lepiej. Nie nam. Im.
CBA – Codziennie Nowa Afera
Moja koleżanka tak ten skrót rozszyfrowała: CBA – Codziennie Będzie Afera ;P
ech … ten L.K i PiS nie podadzą Premiera Tuska do TK …. ale Migalski może to zrobić …
CBA=Codziennie Będzie Afera
i tak nam dopomóż Bóg +++
…
To lepsze od Powtórki z Rozrywki
Nawet już mi się nie chce czytać o tych wszystkich pseudo-aferach. Kaczyńscy wyraźnie już przesadzają. Wydaje mi się zresztą, że popełnili oni swego rodzaju falstart: zbyt wcześnie i zbyt mocno. Powszechna opinia o CBA jako zbrojnym ramieniu PiSu sprawi, że wszelkie informacje o aferach (słuszne czy nie) będą zawsze stawiane pod znakiem zapytania, czy to czasem nie jest kolejna prowokacja Kamińskiego i jego ekipy.
Dlatego też jako niezwykle ważny znajduję właśnie toczący się proces Beaty Sawickiej. Po raz pierwszy bowiem sąd będzie musiał ustosunkować się do typowej taktyki CBA pod wodzą Kamińskiego: nie wyszukiwanie afer i przypadków korupcji, znajdowanie dowodów i oddawanie do sądu tylko właśnie generowanie korupcji, poddawanie urzędników i posłów kuszeniu i – jeżeli ulegną – to upublicznianie tego gdy pasuje to do strategii politycznej PiSu.
Bardzo wątpię czy Kamiński załapie się na frontmena PiSu. Przedobrzył ujawniając aferę finansową z lat 2001-2007. Pewnie chciał chronić własny tyłek i bronić swojego świętoszkowatego wizerunku. Afera bije wyraźnie w SLD i PiS. Jak znamy J.K., chyba mu on tego nie wybaczy.
Z afery hazardowej i stoczniowej niedługo nie zostaną nawet strzępy, jeśli PO uprze się prześwietlić ustawę o dopłatach hazardowych od początku jej kreowania. Będzie to niewygodne i dla SLD i dla PiSu. Coś mi się widzi, że obie formacje pośligną się na własnym g…… Szkoda, jakaś sensowna opozycja przydałaby się Platformie.
Dla mnie przynajmniej ciekawsze sa afery seksualne Berlusconiego niz wyczyny z pomoca VIAGRY CBA i Kaminskiiego.Tak wogole wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd.Kolejny raz Polska stala sie arena komrpomitujacych wydarzen w sumie podwazajacych pewna wiarygodnosc Polski przykladowo dla inwestorow zagranicznych.
Kaminski najpewniej wyladuje w BBN u prezydenta , pasuja razem ze Szczyglo …
U prezydenta najlepiej
ale już niedługo
Tak sobie oglądam, czytam, myślę i słycham i jak do tej pory nikt nie potrafił mnie przekonać, że CBA jest kupą gówna politycznego. Co mnie dziwi, to to, że większość, która ocenia (zwykle negatywnie) CBA i Kamińskiego, prowadzi kalkulacje wyłącznie polityczne. Hasła typu „CBA to organ polityczny PiSu, Kamiński pracuje na zlecenie Kaczynskiego” wcale mnie nie przekonują. Ale… załużmy, że żeczywiście Kamiński jest nieobiektyywny i jego światopogląd pokrywa się ze światopoglądem Kaczyńskiego…
I co z tego? Ciesze się, że jest organ, który patrzy na łapy rządu. Gdy do władzy dojdzie inna partia, stworzyłbym ABC jako organ sceptycznie podchodzący do działań partii rządzącej. Tylko tak, władza mogłaby być skutecznie kontrolowana. Sejm nic nie kontroluje. Poddanie CBA pod kuratelę sejmu pogorszy tylko sprawę. Bo przecież będzie tak nieskuteczny z racji różnych stanowisk różnych partii, że będzie pełnił funkcję fasady a nie prężnie działającej maszynki „cywilizującej” polityków.
Nie wiem dlaczego media się oburzają, że te afery, te przecieki, to jakieś zamówienie publiczne. W końcu to ostatecznie obywatele oceniają fakty – są godne uwagi, czy też są dmuchaną lalą.
Uważam, że Polska poo uszy tytla się w transformacji ustrojowej. Niby mamy stabilne instytucje demokratyczne, ale w mentalności ludzi zajmujących się polityka, polityka to sposób na biznes, a nie zajęcie ideologiczne. I stąd tyle afer. Afery to domena młodych demokracji. A ja wole, żeby polską rządziły osoby w najgorszym przypadku poważne, a nie biznesmeni. I wole, żeby były przez jakiś czas służby, które nawet na wyrost będą wykrywały patologie władzy, bo w końcu ktoś to towarzystwo musi wziąć za mordę. Osoba, która w wyniku okoliczności dogodnych do wzięcia łapówki (a takie robi cba), nie jest w najmniejszym stopniu godna zaufania. Okazja czyni złodzieja. A polską maja rządzić osoby co do których nie mamy wątpliwości i żadna okazja nie będzie wystarczająco kusząca.
Niech sie boja politycy. Niech gadają szyframi jeśli maja taka potyrzebe i jeśli są tacy bojaźliwi. Ale niech będą uczciwi. Komfort normalności, swobody i uśmieszków, będziemy mieć w następnych pokoleniach, jak zmienią się pewne zasady w polityce, kiedy polityką będą zajmować się ludzie z poczuciem misji, którzy będą chcieli mieć wkład w ulepszanie państwa bez potrzeby wynagradzania sobie własnymi korzyściami. To nieprędko się stanie. Ale służby takie jak CBA, straszaki dla nieuczciwych, przyspieszą ten proces. Proces normalizacji w polityce.