
Czy mamy do czynienia z aferą podsłuchową? Czy podsłuch dziennikarzy Cezarego Gmyza z „Rzeczpospolitej” i Bogdana Rymanowskiego z TVN24 jest przestępstwem?
To tylko część pytań, jakie się rodzą w tej sprawie. Prosta odpowiedź brzmi – nie, prawo nie zostało, w tym elemencie sprawy złamane; służby, ABW, w tej cześci podsłuchu procesowego miały prawo do podsłuchiwania dziennikarzy, którzy korzystali z telefonu legalnie inwigilowanego Wojciecha Sumlińskiego.
Całość sprawy ma jednak wymiar wielopłaszczyznowy. Oczywiście, dla bezpośrednio zainteresowanych najważniejszą sprawą jest bezpośrednie działanie służb, które nagrywały ich rozmowy (choć możemy założyć, że nie nagrywano innych ich rozmów, prowadzonych poza sprawą Sumlińskiego – jak dotąd tych informacji nie mamy). Ta operacja służb jest „zła”. Z kolei operacja ujawnienia materiałów z podsłuchu operacyjnego CBA (afery hazardowa i stoczniowa) są „dobre”, ponieważ… nie dotyczą dziennikarzy, lecz polityków. W związku z tym nie ma możliwości oskarżania służby i Mariusza Kamińskiego o działania niezgodne z prawem, ponieważ nie dotyczyło to „żywotnego interesu” dziennikarskiego.
Tu dotykamy materii dla dziennikarzy wielce niewygodnej; Sprawy symbiozy służb dziennikarskich i służb specjalnych, w wielu przypadkach nawet wspólnego działania w sprawach interesu określonych grup politycznych (nie dotyczy to literalnie pp.Gmyza i Rymanowskiego). Przypomnijmy, że to właśnie sprawa Sumlińskiego jest klinicznym przykładem „zblatowania” służb i mediów.




Najnowsze komentarze