
Już kilka tygodni temu pisałem, że Sojusz Lewicy Demokratycznej nie ma kandydata na stanowisko prezydenta. Rojenia Grzegorza Napieralskiego, że Jolanta Kwaśniewska jednak się zgodzi, zostały szybko – i ostatecznie – wybite mu z głowy.
Ostatnie sondaże pokazywały, że na czele potencjalnych kandydatur lewicowych, według wyborców, znajdowali się Wojciech Olejniczak, Włodzimierz Cimoszewicz i Ryszard Kalisz. Wszyscy, równie jak Kwaśniewska, niewybieralni. Kalisz, pomimo silnej pozycji parlamentarnej, dobrego odbioru medialnego i niekwestionowanej wartości intelektualnej, jest w swojej partii na marginesie. Ten margines wartości intelektualnej jest, niestety, bardzo cienki. Po odejściu do PE Olejniczaka i Zemkego, dobrze przygotowanych i dobrze odbieranych posłów jest jak na lekarstwo. Wojciech Olejniczak nie ma szans na kandydowanie, ponieważ nie po to go Napieralski przez wiele miesięcy zwalczał i marginalizował, aby teraz ten z powrotem stał się twarzą partii i zagrożeniem dla jego pozycji.
Włodzimierz Cimoszewicz, do którego Napieralski zamierzał uderzyć w konkury (nie wiem, czy tak jak do p. Kwaśniewskiej, także z kwiatami…), dziś brutalnie przeciął marzenia lewicowego przywódcy. W porannej audycji, w TOK FM, u Janiny Paradowskiej, wyraźnie i stanowczo podkreślił, że kandydować po raz kolejny nie zamierza, a już na pewno nie chciałby tego robić pod szyldem SLD. I powiedział kilka zdań, pod którymi ludzie lewicy – tej intelektualnej lewicy, inteligenckiej – na pewno by się podpisali.
„Nie zgadzam się z taką bardzo młodzieńczą radykalizacją tej polityki. To, co robi SLD, świadczy o tym, że ci ludzie nie rozumieją rzeczywistych problemów naszego państwa i naszego społeczeństwa, nietrafnie odczytują tę rzeczywistość, ulegają coraz częściej populizmowi, łatwo rzucają bardzo mocne sformułowania”
[ludzie SLD] „nie rozumieją, że tak bezpardonowa walka z rządem, który czasami nie ma racji, czasem ma racje, jest najlepszym pomysłem, żeby przy następnych wyborach zwiększyć stopień rozczarowania polityką i tym samym zwiększyć szanse PiS”.
Niestety – Sojusz Lewicy Demokratycznej przestał być partią lewicową, nie jest partią socjaldemokratyczną, stał się po prostu partią lewacką. Te działania taktyczne i manewry sejmowe, mizdrzenie się do Prawa i Sprawiedliwości, układy w sprawach mediów publicznych – świadczą tylko o tym, że Grzegorz Napieralski nie nadaje się na szefa tej partii.
Wydawać by się mogło, że SLD poszukuje swoje tożsamości ideowej, pozycji na scenie politycznej i elektoratu. Jednak to co pokazuje, zaczyna być tylko lustrzanym odbiciem Prawa i Sprawiedliwości. I tak lewackie podejście do polityki ze strony PiS, podlane ostrym sosem narodowego populizmu z radiomaryjną przyprawą, ma po drugiej stronie partnera w postaci SLD. Hasła nowoczesnej socjaldemokracji, świeckości państwa, tolerancji światopoglądowej nikną w zderzeniu z bieżącym politykierstwem uprawianym przez Napieralskiego.
To nie jest tylko brak charyzmatycznych przywódców, osobowości, ale również brak programu na teraz i na przyszłość. Brak programu marszruty politycznej, która mogłaby pozwolić lewicy na wyjście poza 12% poparcia sondażowego. Napieralski zamiast budować wyrazistą pozycję partii, zajmuje się grami sejmowymi, które może i przynoszą doraźne korzyści, ale nie budują siły wyborczej partii.
Napieralski nie ma żadnego autorytetu na lewicy, jego pozycja opiera się na tylko na aparacie regionalnym partii. To pozwala mu na rządzenie partią, nie pozwala na rządzenie lewicą. I to właśnie on jest tym, który umacnia opcję dualizmu prawicowych (a właściwie pseudo prawicowych) partii rządzących polską sceną polityczną.
Nie wiem, co zamierza robić Włodzimierz Cimoszewicz. Pewnie, tradycyjnie, wycofa się do Białowieży, będzie robił swoje w Senacie, może w 2011 roku znów się zdecyduje na kandydowanie – dla niego nie będzie to trudne, na swoim terenie konkurencji nie ma.
A socjaldemokracji w Polsce jeszcze długo nie będzie. To oznacza, że w domach, przy wyborach parlamentarnych w roku 2011, znów zostanie kilkadziesiąt procent wyborców.
Azrael
—————-
Materiał opublikowany na portalu mojeopinie.pl




Gospodarzu coś jednak za prędko pożegnałeś się z tarczą antyrakietową
… Jutro… dziś juz nie mam czasu…
“Nie zgadzam się z taką bardzo młodzieńczą radykalizacją tej polityki. To, co robi SLD, świadczy o tym, że ci ludzie nie rozumieją rzeczywistych problemów naszego państwa i naszego społeczeństwa, nietrafnie odczytują tę rzeczywistość, ulegają coraz częściej populizmowi, łatwo rzucają bardzo mocne sformułowania”
[ludzie SLD] “nie rozumieją, że tak bezpardonowa walka z rządem, który czasami nie ma racji, czasem ma racje, jest najlepszym pomysłem, żeby przy następnych wyborach zwiększyć stopień rozczarowania polityką i tym samym zwiększyć szanse PiS”.
Cimoszewicz to powiedział? Już go lubię.
Niestety jego myśl nie na upojoną megamendialnym sukcesem głowę Napieralskiego. Grzesio nadal czuje upojny smak upojnego wina w upojnym towarzystwie Pana Prezydęta w upojnym otoczeniu Pałacu Pana Prezydęta i jego dworskiej drużyny. Ten sznyt prezydęckiej świentności jest ponad wszystko z SLD w charakterze upojnego żaglowca pod rozpientymi żaglami i z wierną załogą partyjnego aparatu. Amen.
Chce sie powiedziec „BRAWO CIMOSZEWICZ”!!!!!
Ostatnimi czasy, a przynajmniej w ciagu minionych 12 miesiecy kilka razy na tym blogu „przeswietlalismy” lewice z cala brutalnoscia jej rzeczsywistosci.Wojciech Olejniczak, ktory praktycznie zostal odsuniety ze szczytow poprzez agresje personalna Napieralskiego,praktycznie odpuscil losy lewicy i w efekcie nastapil trwaly wewnetrzny rozklad.Lewica jest wewnetrznie rozbita, nie posiada swiezosci programowej. Zaplecze kadrowe sprowadza sie do szarej mizerii a i sympatie spoleczne nie moga przekroczyc 15- 17 %.To zbyt malo by liczyc sie w polityce, jeje ksztaltowaniu i obsadzaniu najwazniejszych urzedow swoimi ludzmi.
Kokieteria wzgledem PiS nie wyszla na dobre lewicy.Cimoszewicz musialby byc kims w rodzaju politycznego samobojcy decydujac sie na kandydowanie jako lewicowiec.Bezpieczniej i przyjemniej jest byc krolem Puszczy Bialowieskiej, niz siedziec w lozy prezydenckiej na Wiejskiej.
Ewentualne wysuniecie kandydatury w osobie Ryszarda Kalisza uznam za zart , i to calkiem calkiem niepowazny.
„A socjaldemokracji w Polsce jeszcze długo nie będzie. To oznacza, że w domach, przy wyborach parlamentarnych w roku 2011, znów zostanie kilkadziesiąt procent wyborców.”
W 1989 też nie było. Wyborcy nie pozostali w domach. Potrafisz to wytłumaczyć?
W Rosji, w czasie statnich wyborów też nie zostali w domu. A w Iranie to już zupełnie nie zostali.
Azraelu, ja rozumiem, że masz taką wizję jaką masz. Nadawanie jej wymiaru prawa natury nie wydaje mi się jednak racjonalne.
Ukłony
t.
SLD zdycha. Zanim szefem tej partii został Grzegorz Napieralski partia ta, po oczyszczeniu z ludzi skompromitowanych aferą Rywina zdawała się iść w dobrym kierunku. Wydawało się, że stanowi całkiem rozsądną alternatywę dla obozów „solidarnego” i „liberalnego”, że mimo poniesienia ogromnych strat nadal jest partią poważną, z pomysłem na rządzenie a przynajmniej konstruktywną działalność w opozycji. I właśnie w tym momencie Napieralski został mianowany jej szefem.
Od początku flirtował z PiS, mimo że w wyborach do parlamentu SLD reklamowała się jako gwarancja odsunięcia od władzy Kaczyńskiego i końca IV RP. Jako (były) wyborca SLD poczułem się rozczarowany. Po co ten flirt? Napieralski liczy na to, że podlizując się Kaczyńskiemu zyska zdolność koalicyjną i przy zmianie warty, jaka miałaby nastąpić w wyniku afer i więcej niż prawdopodobnej nachalnej propagandy w mediach „publicznych” uda mu się wejść do rządu. Myślę, że to z jego strony dość naiwne. Podobnie jak wszystko co robi.
Napieralski, wchodząc z PiSem w spółkę na rzecz przejęcia TVP liczył na to, że uda mu się odzyskać wpływ na telewizję. PiS miał wziąć jedynkę, a SLD dwójkę. Co prawda sojuszowi udało się obsadzić stanowisko szefa dwójki swoim człowiekiem, jednak wygląda na to, że wpływ Rafała Rastawickiego na kształt programu będzie zerowy. W „Gazecie Wyborczej” czytamy:
Rastawicki nie może prawicowych programów zdjąć, bo TVP podpisała na nie umowy do końca ramówki (umowy kończą się w grudniu – styczniu, na ich zerwanie musiałby zgodzić się zarząd). Nie może też przyjąć do „Dwójki” swoich ludzi, by przygotowali mu nowe programy do kolejnej ramówki, bo w firmie trwają zwolnienia grupowe, a przez rok od ich zakończenia nie można nikogo zatrudnić na miejsce zwalnianych. Mógłby teoretycznie zamówić produkcję nowych programów na zewnątrz, ale każdą umowę o wartości ponad 300 tys. zł (a tyle kosztuje najskromniejszy cykl publicystyczny) musi zatwierdzić Szwedo. Ten zaś nie jest zainteresowany jakimikolwiek zmianami programowymi w „Dwójce”. I tak koło się zamyka (Agnieszka Kublik – Na Woronicza cała władza w ręce PiS).
Wydaje mi się, że SLD szansę na odegranie jeszcze kiedyś roli w Polskiej polityce miałby tylko wtedy, gdyby wziął się do pracy i ustalił program, który przemówiłby do wyborców bardziej niż programy konkurentów. Tymczasem jakoś nie mogę sobie przypomnieć, kiedy Napieralski ostatni raz powiedział coś konstruktywnego. Obecnie głównie głośno krzyczy i liczy na to, że uda mu się tym krzykiem zwrócić na siebie uwagę wyborców głosujących „przeciwko”, a nie „za”. To też wydaje mi się naiwne – ta część społeczeństwa i tak zagłosuje na PiS. Najbardziej prawdopodobnym skutkiem strategii Napieralskiego będzie odwrócenie się od sojuszu ludzi o lewicowych przekonaniach, dla których ważniejsze od emocji są treści merytoryczne. Naiwność z jaką kieruje sojuszem pozwala podejrzewać, że krajem kierowałby dokładnie tak samo.
Trzeba używać ludzi puki żyją… niedługo zabraknie nieskompromitowanych „ludzi lewicy”… Jak Cimoszewicz, Bratkowski i inni też nie robią się młodsi. Lewica czeka na własną Platformę. Centrum i Prawica wydają się być zadowolone z PO, lewicę ciągle jeszcze zastępuje PiS. Czas się obudzić… Potrzebna jest idea i program laickiej, neutralnej ideowo i religijnie lewicy mającej na celu budowę Państwa Obywatelskiego z silnym samorządem i konsekwentną obroną praw jednostki jako gwarancji dla rozwoju Państwa… Czy ktoś się odważy?
Prawica i Centrum uznają „nadrzędne wartości”, podobnie PiS. Myślę, że wielu ludzi jest zmęczonych ciągłym powoływaniem się na skorumpowane autorytety… warto wrócić do idei umowy społecznej – na co chcemy się zgodzić a na co nie!
Serdecznie pozdrawiam…