Żadna afera nie przywróci PiS do władzy

Politolodzy i komentatorzy polityczni są w kropce; Afera goni aferę, szybkie, nie oczekiwane zmiany w rządzie i klubie parlamentarnym Platformy Obywatelskiej, nerwowe reakcje samego premiera. Także media nie są już tak przychylne wobec PO, jak były do tej pory, ponieważ przynajmniej w sprawie sprawy lobbingu do prawa regulującego hazard w Polsce „coś na rzeczy” jednak jest. A sondaże poparcia społecznego dla rządzącej partii stoją dalej wysoko, a nawet rosną… Ki diabeł?

Politycy PiS już sądzili, że właśnie złapali falę, że bryza politycznej, i nie tylko politycznej, korupcji, która jakoby miała owiać PO, skieruje silny wiatr w ich żagle i partia Jarosława Kaczyńskiego pożegluje na szerokie wody. Najpierw pożegluje ku reelekcji Lecha Kaczyńskiego, a za moment ku zwycięstwu w wyborach parlamentarnych, w roku 2011. PiS mało cierpliwie trwało w opozycji, miotając się od atakowania w swoim stylu PO i działań rządu, poprzez wycofywanie się na pozycję „konstruktywnej krytyki”, by znów poprzez szaleństwo swojego przywódcy wracać na pozycje populistycznej alternatywy. Nie pomogło w sprzęgniecie Lecha Kaczyńskiego w te działania – elektorat nie uwierzył w to, że PiS się zmienia. Dla wyborców i społeczeństwa postacie Jarosława Kaczyńskiego i jego brata są już w polskiej polityce nieakceptowalne. I może sobie Jarosław Kaczyński mówić;

„Polityk może poczekać. Nawet na wygnaniu; albo lepiej powiedzieć, że to przerwa w wykonywaniu funkcji. Ja też mam teraz przerwę…”

… ale to nie jest żadna przerwa, to jest już stała emigracja polityczna, bez prawa powrotu do władzy – bo tego nie chcą wyborcy.

Gdzieniegdzie można spotkać opinie, że PiS jeszcze bardziej powinno zaostrzyć kurs wobec rządu, Donalda Tusk i Platformy Obywatelskiej. Domorośli spin doctorzy wysuwają teorie społecznego zrywu i narastającego konfliktu pomiędzy społeczeństwem, a rządzącymi. Ma to doprowadzić do wybuch społecznego niezadowolenia. Tylko, że dla obywateli ani sprawa stoczniowców, ani zwolnienia w poznańskim „Ceglarzu” nie są żadnym problemem narodowym i ogólnopolskim. To wydarzenia lokalne, wręcz odbierane jako warcholstwo (co nie jest oczywiście zgodne z prawdą, bo bojówki Guzikiewicza są tylko marginesem). Każda następna demonstracja, zamieszanie i wypowiedź Janusza Śniadka tylko powoduje wzrost niechęci do związkowców, szczególnie „Solidarności”. Są oni jednoznacznie oceniani, jako zbrojne ramię PiS.

Prawo i Sprawiedliwość nie ma szans powrotu do władzy. Donald Tusk z pełną determinacją zrobił w ciągu ostatnich kilku tygodni wszystko, aby utrzymać integralność swojej partii. I dopóki jest ona utrzymana, to PiS nie jest żadną alternatywą dla wyborców. W świadomości wyborców trwają lata 2005 – 2007, rządów PiS, metody, atmosfera stęchlizny i skłócenia społeczeństwa, tworzenia sztucznych kryzysów i napięć, język konfliktu. Dopóki twarze tamtego okresu, czyli nie bracia Kaczyńscy, ale również wierchuszka pisowska, z Zbigniewem Ziobro, Przemysławem Gosiewskim, Joachimem Brudzińskim jest obecna w polityce – PiS nie ma szans wyjścia poza żelazny elektorat.

Prawo i Sprawiedliwość nie wyjdzie poza 25% społecznego poparcia. Zarówno z tego powodu, że nie potrafi się zreformować, jak i z tego, że nie potrafi poszerzyć swojego zaplecza politycznego. PiS jest partią dla zamkniętego elektoratu, więcej – ten elektorat niechętnie by widział poszerzenie i zmianę formuły działania, języka i oblicza partii. Gdyby się tak stało, a po prawej stronie pojawiłaby się poważna alternatywa (Polska Plus Dorna i Ujazdowskiego?), to mógłby on wyemigrować do nowej formacji.

Warto się zastanowić, dlaczego Prawo i Sprawiedliwość nie ma szans na zmianę swojego oblicza i poszerzenie bazy – co za tym idzie, na zmianę swojej pozycji na scenie politycznej.

PiS to partia socjalistyczno – populistyczna, z domieszką nuty katolicko – narodowej. Partia, która w polskim parlamencie zajęła pozycję po prawej stronie tylko dlatego, że konserwatyści i chadecy tak naprawdę w Polsce jeszcze nie zaistnieli. PiS jest tylko zlepkiem różnego rodzaju pomysłów marketingowych – a nie rzetelnych idei prawicowych.

Jak już pisałem swego czasu – Prawo i Sprawiedliwość i jej wyborcy to swego rodzaju unikalna, także w skali europejskiej, subkultura polityczna. Jest to oczywiście formacją polityczną. Jest partią, realizującą konkretne zadania polityczne, a nawet konkretny projekt polityczny, nazywany przez pewien czas projektem IV RP. Termin IV RP został przejęty od pewnego intelektualnego środowiska politycznego i przywłaszczony przez PiS i Jarosława Kaczyńskiego. Pod hasło IV RP, negacji systemu demokracji, jaki się w Polsce stworzył po przełomie roku 1989, zostały podwieszone pomysły Jarosława Kaczyńskiego i Ludwika Dorna na państwo i “nową” organizację społeczeństwa. Próbowano nawet, przez okres prawie dwóch lat te pomysły, okraszone populistycznymi hasłami rewolucji moralnej, wdrażać w życiu politycznym. Jednak społeczeństwo ostro zaprotestowało przeciwko manipulacjom socjotechnicznym, jakimi go raczono – i w roku 2007 odsunęło PiS od władzy.

Obok formacji politycznej zaistniało pewne zjawisko socjologiczne, środowisko, duża i spójna grupa społeczna, która w sposób świadomy, ale również irracjonalny wierzy w projekty, jakie Jarosław Kaczyński stworzył, i niemalże bezgranicznie mu ufa. Wartości, opinie, normy i wzory, przedstawiane przez Jarosława Kaczyńskiego, czasem całkowicie oderwane od rzeczywistości społecznej i politycznej, są przejmowane przez szeroką grupę jego “wyznawców” i adaptowane, jak własne. Tak stworzona został subkultura społeczna, czyli grupa społeczeństwa, która posiadając pewien zbiór idei, poglądów, z reguły zamknięty w formułę, jest w opozycji do większości. Subkultura, jak wiemy z socjologii, charakteryzuje się formą zamkniętą, dość hermetyczną, posiadającą własne normy, jest często akulturalna i operująca własnym kodem językowym.

Grupa ta ma oczywiście własną organizację i własną ideologię. Ideologię odrzucaną przez resztę społeczeństwa. Tą organizacją jest partia polityczna, Prawo i Sprawiedliwość, która ma własną strukturę i system powiązań i oddziaływań, a także własne środki ekonomiczne, materialne. Oprócz tej struktury formalnej działa także struktura nieformalna, mająca znaczenie podstawowe, ważniejsze niż sama struktura formalna, mająca większy wpływ na działania subkultury. Struktura ta powstaje na zasadzie relacji poszczególnych członków subkultury, na bazie tego, jak jej poszczególni członkowie się oceniają, widzą i jakie działania podejmują w ramach własnej grupy. Struktura nieformalna grupy kształtuje sposób wzajemnych relacji, oraz to, jak jest ona odbierana przez otoczenie społeczne i oczywiście, jak sama to otoczenie postrzega.

Środowisko pisowskie charakteryzuje się jeszcze innymi cechami. Jest ono praktycznie pozbawione ideologii i świeżej myśli politycznej i społecznej, poglądy jej członków są wtórne. Brak tu zasad etycznych i moralnych, etyka i estetyka polityczna jest wykładnią doraźnych potrzeb politycznych, czego przykładem była koalicja polityczna z LPR i Samoobroną. Jest to formacja, której oblicze jest obliczem jej szefa – czyli jest akulturalna i amoralna. Środowisko pisowskie jest niedojrzałe, niedojrzałością swoich członków, brakiem umiejętności dopasowania się do nowoczesnego społeczeństwa, brakiem kultury, brakiem ideologi i zrozumieniem dla zmieniającego się, nowoczesnego świata. To środowisko przegranych.

Niezależnie jakie działania i jakie metody PiS, Jarosław Kaczyński by nie podejmował, to powrót tej formacji do władzy jest nierealny.
Widać wyraźnie, że ani próby przekonywania społeczeństwa do siebie ze strony PiS, ani próby destabilizacji sceny politycznej, przez wywoływanie napięć społecznych, czy rozbijanie PO, nie przynoszą żadnego skutku. Wyborcy uznali, że Donald Tusk to w tej chwili najlepszy (bo jedyny) przywódca, który może zapewnić im i Polsce stabilną sytuację społeczną i polityczną. I nic tego nie zmieni. Przez kilka najbliższych lat.

Azrael

14 Thoughts on “Żadna afera nie przywróci PiS do władzy

  1. Politycy PiS już sądzili, że właśnie złapali falę, że bryza politycznej, i nie tylko politycznej, korupcji, która jakoby miała owiać PO, skieruje silny wiatr w ich żagle i partia Jarosława Kaczyńskiego pożegluje na szerokie wody.

    Aj waj Azraelu, niedługo wiersze zaczniesz pisać!

    Ja (we własnym mniemaniu przynajmniej, oczywiście) doskonale wiem, czemu „napęd aferowy” dla tego okrętu nie zadziałał, nie zadziałał populizm PiS. „Populizm” jak wiadomo (lub można się domyślić) pochodzi od łacińskiego* słowa „lud” i ma polegać na wsłuchiwaniu się w tego ludu głos. Otóż PiS w ogóle się w tenże głos nie wsłuchuje. Nie ma pojęcia, co przeciętny Polak myśli i jak reaguje. Politycy PiS nie mają kompletnie kontaktu ze społeczeństwem, mają tylko jego wyobrażenie wyciosane według własnych teorii i mrzonek.
    Jedyny „lud”, jaki słyszy kierownictwo PiS to ich bezkrytyczny zwolenicy i wielbiciele. Próby pojechania na populizmie to w tej sytuacji sprzężenie zwrotne, zamiast wyjechać z błota, zakopują się jeszcze bardziej w gruncie własnego wąskiego elektoratu.

    Naturalnie, inna sprawa, że próba zmiany strategii, jak piszesz, mogłaby spowodować rozbicie ich żelaznego elektoratu, bez gwarancji na szersze poparcie. Być może nawet bez zmiany strategii, a jedynie poprzez zmianę twarzy partii (na przykład na Ziobrę) mogliby nieco poszerzyć swój elektorat (ponieważ na pewno będzie to czytał ktoś z władz PiS: tak, panowie, szczuję was przeciwko Wodzowi!), ale nie spodziewałbym się tu spektakularnych sukcesów.

    Uwaga 1: nie to, żebym znał łacinę, ale mam znajomych z zamiłowaniem do językoznawstwa.
    Uwaga 2: słowa o braku kontaktu ze społeczeństwem spoza kręgu najbliższych wyznawców tyczą się również innych partii w tym kraju.

  2. spieprzaj dziadu on 25/10/2009 at 14:31 said:

    Chciałem wrócić jeszcze do Pana wcześniejszego wpisu „Cimoszewicz mówi nie” . Myli się Pan co do przyczyn odmowy kandydowania na prezydenta zarówno Kwaśniewskiej jak i Cimoszewicza. Według Pana powód jest jeden – lewacka klika Napieralskiego.
    Według mnie rację ma Miller który w TVN24 stwierdził że Kwaśniewska ma za dużo do stracenia. W razie zgłoszenia kandydatury , jeśli okaże że będzie stanowić realne zagrożenie dla Tuska przejedzie się po niej walec który zrobi z niej marmoladę. Zostaną ponownie wyciągnięte sprawy związane z jej fundacją, nie wykluczone że zostaną ujawnione nowe fakty dotyczące innych kompromitujących spraw i Kwaśniewska straci to co dla niej w tej chwili najcenniejsze – ugruntowaną pozycję, dobrą reputację i święty spokój. Dlatego nigdy nie będzie kandydować bez względu na to czy będzie ją do tego namawiał lewak Napieralski czy bliski Pana sercu Olejniczak.
    Co do Cimoszewicza to na jego zachowanie nieco światła rzuciła niedawna wypowiedź Miodowicza , także w TVN 24. Zapytany przez Monikę Olejnik czy ma sobie coś do zarzucenia w związku ze sprawą Jaruckiej, powiedział mniej więcej coś takiego : pan Włodzimierz Cimoszewicz doskonale wie jakie były prawdziwe (sic) powody jego rezygnacji z ubiegania się o prezydenturę. Sprawa Jaruckiej była dla niego kołem ratunkowym i posłużyła jedynie za pretekst do honorowej ucieczki. Miodowicz tego wprost nie stwierdził ale z jego wypowiedzi wynikało że to koło ratunkowe zostało mu litościwie podrzucone, w przeciwnym razie z tajemniczych powodów , dalsze uczestniczenie w wyścigu do prezydentury mogłoby się dla Cimoszewicza skończyć o wiele gorzej. W świetle tego co ujawnił Miodowicz można się domyślać że były jakieś haki na Cimoszewicza jednak nie zostały one ujawnione, ponieważ zrejterował on z pola walki , w kompromitującym stylu oczyszczając pole Tuskowi. Przypomnijmy sobie jak mało przekonujące (wręcz błahe) wydały nam się powody nagłej rezygnacji Cimoszewicza i jego ucieczki do puszczy , lakoniczny komunikat do mediów i osłupienie w jakie wprawił swój sztab wyborczy . Jeśli powody takiego zachowania nie straciły nic na aktualności to można być pewnym że powstrzymują one Cimoszewicza przed ponownym kandydowaniem o wiele skuteczniej niż krytyczny stosunek do lewackiego kierownictwa SLD.

    • Co do sprawy JK – zgoda. Nie jest ona przygotowana do twardej walki. Co do jej fundacji – znam jej byłego szefa i wiem, że nie ma się do czego przyczepić. Była ona badana z góry na dół wielokrotnie.

      WC natomiast składał już wielokrotnie oświadczenia lustracyjne, majątkowe i inne. Miodowicz może sobie pieprzyć do woli. Fałszywka Jaruckiej została podrzucona przez Brochwicza – to Miodowicz dał się zrobić. WC ma specyficzny charakter, tak że uważam, że jego motywy, i w 2005 i teraz są całkowicie osobiste.

      • spieprzaj dziadu on 25/10/2009 at 14:53 said:

        Uważam Cimoszewicz za uczciwego człowieka i bardzo żałuję że nie chce kandydować.
        Być może – jak sugerują to niektórzy – nie jest to jego ostatnie słowo i zmieni zdanie.
        Intrygują mnie jednak słowa Miodowicza, zwłaszcza te o „prawdziwych” powodach jego ówczesnej rezygnacji. Brzmią zagadkowo i obawiam się że może się za tym coś kryć.

  3. Roman Strokosz on 25/10/2009 at 16:17 said:

    Bezprzedmiotiwym jest rozpatrywanie czy Jolanta Kwasniewska i dlaczego oraz Cimoszewicz i dlaczego itd itp? Oni przeciez sami oficjalnie zajawili ze NIE ! , wiec po co to roztrzasac. To decyzja doroslych i swiadomych ludzi. Jelei sa watpliwosci i pytania , AZRAELU zapros wymienionych na cos rodzaju internautowego press conference. Mozemy wyjsc ( kto moze na SKYPE i bedzie ciekawiej i bardziej rzeczowo.

    PiS i oboje Kaczynscy dosc solidnie rozczarowali sie, bowiem sadzili, ze pogoda aferowa wokol PO i TUSKA przyblizy ich do suckesu w 2010 i 2011 roku. Jakies pol roku temu chcieli oboja nas nabrac jakiej metamorfozy i PiS i Prezia Jareczka.Nie udalo sie!. Nie wytrzymali nawet 2 kolejnych tygodni by nie pokazac ponownie swojego prawdziwego oblicza.Nikt swiadomy dwa razy curografu nie podpisuje, takj wiec i PiS i Kaczysncy nie moga liczyc na nagly wzrost popularnosci i zaufania spolecznego. I tu w tej dziedzinie cudow nie ma i nie bedzie.
    Nawiasem mowiac dziwie sie Jaroslawowi Kaczynskiemu. Zadziwiajacym jest, na ile jest on prymitywnym czlowiekiem, do ktorego swiadomosci zaden sygnal nie dociera. Niskie notowania w osrodkach badan publicznych, coraz mniejszy posluch we wlasnej partii,zadziwiajaco niski poziom intelektualnyn i ma dalej takie wielkie aspiracje powrotu do wladzy??????? Sam siebie coraz bardziej kompromituje i przy okazji ciagnie jeszcze szybciej na dno swojego brata Lecha Professora .Chyba spoleczenstwu polskiemu samemu wstyd, ze kiedys w niedalekiej przeszlosci dokonalo tak kompromitujacego wyboru.
    Lepiej przejdzmy do innego tematu.

  4. Deel on 25/10/2009 at 19:46 said:

    Kandydaci na najwyższy urząd powinni posiadać stosowne kwalifikacje. W moim odczuciu może to być np. pełnienie, z ogólnym pożytkiem, funkcji ministerialnej, lub parlamentarnej.Pani JK, nigdy takiej funkcji nie pełniła.
    Co więcej, osoby pełniące te funkcje w czasach trudnych, automatycznie zyskują jeszcze więcej. To dlatego Tusk próbując rozpaczliwie ratować co się da w czasach kryzysowych, odsuwając kolegów /może i niesłusznie/, „rośnie”, i popierająca go /może niechętnie/ partia, zyskuje też. Natomiast ci, którzy bezpiecznie schowani po kątach odszczekują, pchają kij w szprychy, itp. spadają coraz bardziej. Po prostu, „psujów” nikt nie lubi.

  5. kropka.i on 26/10/2009 at 08:24 said:

    Jest tylko jeden problem, jeżeli te 25% zagłosuje a pozostałe 75% nie. Jak sądzę taktyka jest taka aby te 75% zniechęcić.

  6. Teresa Stachurska on 26/10/2009 at 09:14 said:

    kropka.i,

    otóż to.

  7. John Cooper on 26/10/2009 at 09:20 said:

    Gospodarzu nie zgadzam się!

    Premier Kaczyński ma tylko chwilową przerwę. Kamiński też.

    Zresztą według sondaży, które robią w PiSie, jasno wynika, że to oni posiadają 60% procent poparcia wśród społeczeństwa ;)

  8. A nie takie się rzeczy zdarzały, nie takie, szczególnie gdy ludzie przestawali ufać prawdom objawionym ekonomicznej samoregulacji. Łaska wyborcy wtedy na bardzo pstrym koniu jeździ.

    Prawdopodobieństwo, że PiS o własnych siłach wróci w istocie duże nie jest, ale czy prawdopodobieństwo kompromitacji rządu, którego jedyną gwiazdą jest Tusk, jest równie małe? Nasz wyborca cyklicznie się odwija, ze nie zważa na to, co przychodzi w zamian. Skąd się wziął PiS jeśli nie z serc polskiego wyborcy?

    Temu rządowi się poszczęściło, bo mamy wyjątkowo jak na Europę prymitywną gospodarkę i niewyrafinowany system finansowy,a zarazem jesteśmy już, bogu dzięki, w strukturach zachodniego świata. Nasi inwestorzy i bankierzy o mortgage-backed-securities po prosty nie słyszeli i żadna chwała na nich za nieinwestowanie w nie nie spływa.

    A jeśli kryzys będzie mieć drugie dno? Ten w 1929 miał, i to jaki. Wtedy się prezydent z Bugajem podszyje pod wiedzę i zdolność przewidywania, prezes wróci, Ziobro będzie w telewizji cały dzień polszczyznę kaleczył, a CBA przez pomyłkę napadanie na wycieczkę szkolną.

    Dopóki nie ma nieprawicowej alternatywy dla prawicy, grozi nam Wasserman.

    DO szpiku kości jestem wdzięczny Azraelu za dołączenie mnie do listy Twoich faworytów (Ostatnie dni prezydenta).

    Polecam notkę, w której prezydent leci do Nowego Jorku i rozważa paliwa alternatywne i globalne ocieplenie (Tytuł notki: „Jeszcze 455″)

  9. Teresa Stachurska on 26/10/2009 at 12:45 said:

    http://www.eioba.pl/a111899/spelniony_sen_lenina_i_che_guevary :

    Za sprawą swojego burmistrza, Marinaleda przyciąga uwagę dziennikarzy z całego świata. 53-letniemu profesorowi literatury hiszpańskiej udało stworzyć się demokratyczny socjalizm.

    W czasach, gdy okoliczne miejscowości trawi niemal 25-procentowe bezrobocie, mieszkańcy Marinaledy mają zapewnioną pracę oraz dach nad głową. Wszystko za sprawą Sancheza Gordillo – burmistrza, który od ponad 20 lat wybierany jest w demokratycznych wyborach. To jemu przypisuje się stworzenie demokratycznej, nieznającej bezrobocia wspólnoty. Miasteczko, którym zarządza jest niewielkie. Wciąż jednak ustawiają się kolejki chętnych do zamieszkania w jego socjalistycznej utopii. Sam Gordillo przyznaje, że udało mu się stworzyć system, o którym marzyli wszyscy lewicowi przywódcy. Dokonał tego, co nie udało się Marksowi, Leninowi, czy Che Guevarze.

    Każdy bezrobotny mieszkaniec Marinaledy, ma prawo do pracy w spółdzielni za wynagrodzenie w wysokości 1128 euro miesięcznie. Wszyscy pracownicy spółdzielni, niezależnie czy pracują w fabryce konserw, przy porządkowaniu ulic, czy też jako nocni stróże, zarabiają dokładnie tyle samo. Nie są to sumy zawrotne, ale jak podkreśla burmistrz-socjalista: „Tyle, ile niezbędne jest do życia. Ani mniej, ani więcej”. Dodatkowo osoby mieszkające w mieście dłużej niż 2 lata, mają możliwość wynajęcia 90-metrowego mieszkania za jedyne 15 euro miesięcznie! Jedynym warunkiem jest 450 dni pracy własnej przy budowie domów. Domów – nie domu, bo budują wszyscy i nikt do końca nie wie, w którym lokum ostatecznie zamieszka. Miasto ma zapewnione darmowe materiały na budowę kolejnych mieszkań (25 tys. funtów na rodzinę). Według przepisów domy przechodzą na własność spółdzielców dopiero po spłaceniu tej kwoty, czyli za dwa pokolenia.

    Ta idealna hybryda socjalizmu nie powstała jednak w ciągu kilku lat. W 1975 roku upadła dyktatura generała Franco. Tysiącom biednych hiszpańskich wieśniaków nie wystarczył sam powrót do demokracji. Przyszły burmistrz Marinaledy wpadł na pomysł zawłaszczenia środków produkcji, przez lud pracujący. Wraz z grupą towarzyszy zajęli 1200 hektarów ziemi należących do lokalnego arystokraty – Księcia Infatado. Naturalnie nie było to proste, jak rozkręcenie długopisu. Walki pomiędzy chłopami, a właścicielem ziem trwały 12 lat. Ostatecznie skończyło się na kapitulacji arystokraty oraz na wieczystej i bezpłatnej dzierżawie ziem, na rzecz spółdzielni. Dziś, po doprowadzeniu użytków rolnych do przyzwoitego stanu, na polach uprawia są karczoch, paprykę, fasolę oraz brokuły. W celu przetwarzania płodów, 8 kilometrów za miastem powstała duża przetwórnia spożywcza, El Humoso.

    W zaledwie 3-tysięcznym miasteczku są 3 baseny, piękny park i nowoczesne boisko do piłki nożnej. Miasto zaoszczędza aż 350 tysięcy euro rocznie na braku policji. Porządku pilnują sami obywatele miasta, którzy wiedzą o sobie niemal wszystko. Ulice Marinaledy świecą czystością. Jedna z nich nosi nazwę Ernesta Che Guevary. Mieszkańcy są dumni ze swojej małej ojczyzny. Ich burmistrzowi doskonale udało się zapewnić równość społeczną, stosunkowo ubogiego społeczeństwa. Oprócz spółdzielni w mieście nie ma gospodarki centralnie planowanej. Obowiązuje – znany z kapitalizmu, wolny rynek.

    System sprawowania władzy przez Sancheza łączy w sobie cechy komunizmu: państwo opiekuńcze, z rozbudowanymi świadczeniami socjalnymi, upaństwowionymi środkami produkcji, brakiem klas społecznych z cechami czysto demokratycznymi: wybory władz przeprowadzane są cyklicznie i pod kontrolą społeczną, każdy obywatel ma możliwość uczestniczenia w życiu politycznym, a życie polityczne opiera się na rywalizacji różnych grup politycznych. Jednak i tak zawsze wygrywa Gordillo. Winston Churchill – wybitny premier Wielkiej Brytanii podczas II Wojny Światowej, powiedział za życia: „Demokracja jest najgorszą formą rządów, z wyjątkiem wszystkich innych, które kiedykolwiek były wypróbowane”. Dlatego warto eksperymentować z doktrynami politycznymi. Najlepszym tego przykładem jest właśnie Marinaleda.

    Fenomen Gordillo polega na tym, że po dojściu do władzy, nie zapomniał socjalistycznego hasła: „wszyscy są równi”. Nie podzielił losu świń z satyry politycznej Orwella, które tuż po przejęciu władzy dopisały po przecinku: „wszyscy są równi, ale niektórzy równiejsi”. Pozostali socjaliści, dochodząc do władzy stawali się przeważnie krwawymi tyranami. Burmistrz z Andaluzji pomimo 20-letniej kadencji nadal cieszy się ogromną sympatią oraz rzeszą fanatycznych wielbicieli. Traktuje siebie na równi z innymi. „Jeśli chodzi o bogactwo, to nie mam nic poza spółdzielczym domem, nawet samochodu” – mówi Gordillo. I nie są to czcze słowa. Nie faworyzuje członków spółdzielni w kolejce po nowe świadczenia. W pełni połączył socjalny charakter miasta, z podstawowymi zasadami demokracji. Zarzuca się mu jednak, że zbyt uzależnił miasto od swojej osoby. Ale czy to istotne skoro na ich głowie pozostają tylko problemy miłosne? Bo jedzenie, pracę i mieszkanie zapewnia ich mała, socjalistyczna ojczyzna.

  10. stary wilk on 26/10/2009 at 13:23 said:

    Scenę polityczną mamy taką, jaką sobie wyhodowaliśmy. My i nasi politycy. Mamy tylko dwie liczące się w rozgrywkach partie: PO i PiS. Może się to nam nie podobać, ale lewica zmarginalizowała sama siebie. Nikt im w tym nie pomagał. Reaktywacja SD nie wypaliła, a nowa Polska Plus może urwać trochę elektoratu obu najważniejszym partiom. Czy im sie to uda, pokaże dopiero przyszłość.

    Nadmuchiwane niczym balony „afery” nie spełnią swego zadania i chyba nie umożliwią powrotu PiSu do władzy. To partia hermetyczna, działająca trochę na zasadach sekciarskich. I dlatego liczyć może jedynie na swoich wyznawców, tworzących ich żelazny elektorat. Czy ci ludzie zdecydują się poprzeć Polskę Plus? Szczerze wątpię. Chyba, że Dorn zechce tworzyć PiS-bis pod swoim kierownictwem, wtedy taka szansa istnieje. Elektorat PiSu jest dość specyficzny i ma swoje wymagania, które trzeba zaspokoić.

    Ludzie reagujący normalnie widzą doskonale co kryje się za wylansowanymi aferami i wiedzą, że celem ich jest destabilizacja państwa, a następnie reaktywacja IV RP. Niewielu tego pragnie. PO daje nadzieję, że jednak nie staniemy się ciemnogrodem wyizolowanym z Europy, daje nadzieję na standardy demokratyczne, czyli dryfowanie w dobrym kierunku. Jest tylko jeden problem. PO musi zmienić koalicjanta, a tego ewentualnego koalicjanta na razie nie widać. Stąd moje pragnienia (myślę, że nie tylko moje), by pojawiła się wreszcie jakaś rozsądna centrolewica, albo i lewica, z którą PO mogłoby budować sensowną koalicję. To byłby najlepszy początek zmian, bo rokowałby dobrze na przyszłość. Tylko w takim duecie można byłoby przystąpić do naprawy państwa i finansów publicznych. Gowino-podobni i rozsądniejsi z PiS znaleźliby swoje miejsce w Polsce Plus, a PiS znalazłby się tam, gdzie jego miejsce – na marginesie polityki.

    Piszesz:
    „bojówki Guzikiewicza są tylko marginesem”
    Nieprawda. Nie są marginesem. Są zbrojnym ramieniem PiSu urządzającym zadymy na ulicach. Mają za zadanie uzupełniać retorykę pisowskich bullterierów, wykazujących, że rząd nad niczym nie panuje. Spełniają znakomicie swoją rolę.

    Tak przy okazji – dlaczego nikt nie podkreśla faktu, że stocznia gdańska nie jest przedsiębiorstwem państwowym, lecz prywatnym? Do tego jeszcze nie polskim, a ukraińskim? Co robi Guzikiewicz ze swoją watahą na ulicach polskich miast?! Dlaczego nie protestuje przed budynkami pracodawcy?

  11. Pingback: Hello world! « Thornkris's Blog

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>