
Już podliczono, że właśnie powołana nowa, specjalna komisja do wyjaśnienia tak zwanej afery hazardowej, jest ósmą tego rodzaju instancją sejmową. To jak na warunki demokracji parlamentarnej, która powinna odkrywać, wyjaśniać i piętnować nieprawidłowości życia politycznego naszego kraju, wynik nie najciekawszy. W kolebce demokracji, choć jakby się przyjrzeć z bliska, dość specyficznej, Stanach Zjednoczonych, liczba działających komisji Kongresu i Senatu idzie w dziesiątki. Część z nich ma nawet status stałych komisji śledczych. I choć od czasu uruchomienia pierwszej komisji minęło niespełna siedem lat, żadna z nich nie zrealizowała w pełni swoich założonych celów.
Panuje opinia, że komisja rywinowska „przeorała” polską scenę polityczną i zmieniła spojrzenie na zasady funkcjonowania organów państwa, ich relacji z mediami i biznesem, a także w pełni odkryła patologie podskórne działań polityków i lobbystów. Jest to jedna z największych bzdur, jakie słyszę, coś w rodzaju swoistego mitu miejskiego, a właściwie sejmowego. Tamta komisja, sprawnie zarządzana i kierowana przez Tomasz Nałęcza zdrapała tylko wierzchnią warstwę gliny i błota z ugoru politycznego, wcale nie naruszając głębi gleby i działających w niej robaków, pasożytów, kretów… i innych żywotnych – także żywotnych, splecionych ze sobą interesów polityków, biznesmenów i mediów. Komisja rywinowska zmieniła doraźny układ sił politycznych, pozwoliła obozowi postsolidarnościowemu dojść do władzy, ale nic nie zmieniła w strukturze i mechanizmach politycznych. A jak pokazała praktyka, czyli skandaliczny tryb przyjęcia tak zwanego raportu Ziobry przez Sejm, oraz wyroki sądowe uniewinniające i oczyszczające Aleksandrę Jakubowską i Leszka Millera – również nic nie wyjaśniła i nie odkryła. Tak zwana „grupa trzymająca władzę” ma się dobrze, teraz trzyma media. Miałem niewątpliwą przyjemność odbyć swego czasu długą rozmowę z byłym premierem, Leszkiem Millerem – i wiem, że sedno sprawy Rywina, „i czasopism”, a przede wszystkim problemu TVP, nie zostało nawet naruszone…
Nowa komisja ma wyjaśnić aferę związaną z lobbingiem hazardowym i jego oddziaływaniem na najwyższe szczeble władzy. Takie było założenie inicjatywy powołującej komisję, z którą wyszedł sam premier Donald Tusk. Wyszedł, bo inaczej nie mógł uczynić, tak mu podpowiadał polityczny marketing. Doskonale jednak sobie zdaje sprawę, że mogłaby to być komisja przeznaczona do „łapania króliczka”, czyli jego samego. I doskonale sobie zdaje sprawę, że jest to być może ostania szansa dla Prawa i Sprawiedliwości, żeby rozegrać wyścig prezydencki na swoich warunkach, spychając Platformę Obywatelską do defensywy, a samego premiera ustawiając w centrum afery i czyniąc z niego głównego podejrzanego – „szefa szefów”.
Dlatego też PO skorzystała z warunków, jakie jej daje arytmetyka sejmowa i w pracach komisji i w głosowaniu na sali plenarnej udało się jej rozciągnąć okres prac komisji na czas od roku 2001 i zakresem objąć rządy lewicy i PiS. SLD i PiS chciało oczywiście ograniczyć śledztwo komisji tylko do obecnej kadencji sejmowej, czyli literalnie do afery wykrytej przez Mariusza Kamińskiego.
Oznacza to, że w założonym czasie prac komisji, czyli do 28 lutego 2010 roku, siedmiu członków komisji miałoby do przejrzenia setki tysięcy stron materiałów, stenogramów, opinii i analiz. A gdzie czas na konsultacje, zeznania powoływanych świadków, opinie specjalistów, być może decyzje o odtajnieniu materiałów? Jakby na to nie patrzeć, na efektywną działalność komisji, przy pełnej mobilizacji jej członków, zostaje nie więcej niż 90 dni. Według mnie o cały kalendarzowy rok za mało…a wybory prezydenckie właśnie za rok…
Platforma wykorzystała swoją pozycję dominującą i już na starcie jest wiadome, że komisja nie wyjaśni w założonym czasie niczego. Opozycja natomiast, głównie pisowska będzie robiła wszystko, aby wykazać, że strona koalicyjna prowadzi obstrukcję i rozmywa prace komisji. I będzie miała oczywiście rację, jak racją jest to, że dla PiS i SLD komisja hazardowa to miejsce rozgrywania swoich politycznych planów. I tak narracje obu stron mają wspólne korzenie, przy innych celach politycznych.
Już dziś, słuchając wypowiedzi i opinii obu stron (koalicyjnej i opozycyjnej) widać i słychać wyraźnie, że będzie to komisja najbrutalniejsza i najbardziej obserwowana przez media, ponieważ będzie ona miała najsilniejszy z dotychczasowych komisji podtekst polityczny. Choć istnieje jeszcze jeden scenariusz, polegający na tym, że uchwała sejmowa, powołująca komisję, zostanie zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego, jako niezgodna z ustawą zasadniczą, a konkretnie z artykułem 111, pkt 1. tejże;
Art. 111.
1. Sejm może powołać komisję śledczą do zbadania określonej sprawy.
I może się okazać, że cała sejmowa „msza”, medialny spektakl rozgrywający się od dni kilkunastu, zostanie przez panów w togach sędziowskich rozbity w pył, jeżeli uznają oni, że zakres i formuła prac komisji nie odpowiada fundamentom polskiego prawa. Czyli kompromitacja polskiego Sejmu, nie pierwsza i nie ostatnia.
Komisje sejmowe w polskim Sejmie to ciała nie mające realnego wpływu, jak do tej pory, na poprawę jakości polskiej polityki. Ostatnie dwie ważne komisje – do sprawy wyjaśnienia śmierci posłanki SLD, Barbary Blidy i komisja ds. wyjaśnienia kulis śmierci i działania organów państwa w sprawie Krzysztofa Olewnika, rokują pewne nadzieje. Ale ich tryb procedowania i problemy natury prawnej każą czekać na ich wyniki jeszcze długie miesiące. I bez perspektywy, że wszystko zostanie wyjaśnione do końca.
A komisja hazardowa, jeżeli po ukonstytuowaniu się i uzyskaniu stempla legalności TK zacznie działać – będzie pracowała jeszcze dłużej, niż dwie wspomniane.
Azrael
———–
Tekst ukazał się w portalu mojeopinie.pl




I właśnie o to chodzi. Po tym, jak TVP zakończyła transmitowanie przelewania z pustego w próżne/tzw „obrad plenarnych”/, właśnie to ma być miejsce, gdzie gdzie odbywać się będzie przedwyborczy magiel. To dla „polytyków” dobra wiadomość. Ale jest i zła, a mianowicie, nikt nie będzie się tym interesował.
Znacie Państwo – http://radiownet.pl/radio/wpis/435/ ?
ja się trochę interesuję polityką … tak z czystej interesowności bo patrzę jak się ma giełda i kurs dolara a zwłaszcza euro … i czytając internetowe wiadomości albo słuchając tzw. ekspertów lub dziennikarzy jestem zniesmaczona brakiem „odrobionej lekcji” … ja się nie nadbiorę na te komisje czysto polityczne … ale może ktoś tak … tylko kto? … ja jestem „za mądra” a inni się nie interesują … ciekawe ile nas te komisje kosztują … ile dobrych spraw można by było w tym czasie załatwić …
Też się nie nabiorę…
Alain Badiou : „…Lecz oto pojawia się nadzieja: na pierwszym planie, mocno skoncentrowani, ci Sarkozy’owie, Paulsonowie, Merkelowe, Brownowie i inni Trichetowie o mrocznym spojrzeniu, niczym w filmie katastroficznym; mała eskadra możnych, gasząca monetarny ogień, wrzuca w centralną Dziurę tysiące miliardów. Później będziemy się zastanawiać (w felietonach, które się pojawią), skąd oni je biorą, skoro w odpowiedzi na najskromniejsze żądanie biednych od wielu lat wywracali kieszenie, twierdząc, że nie mają nawet miedziaka. Na razie jednak jest to mało istotne. „Ocalić banki!” – ten szlachetny, przepełniony humanizmem i demokratyczny okrzyk wydobywa się ze wszystkich politycznych i medialnych piersi. Ocalić je za wszelką cenę! Dobrze, że o tym wspomnieli, gdyż cena ta jest niemała…” – (nie tylko) http://lewica.pl/?id=20343
Pani Tereso,
to trochę nie tak…
Ocalić banki to również oznacza ocalić tysiące drobnych inwestorów przed utrata często wszystkich oszczędności, to zapobiegniecie bankructwa tysięcy ludzi w tych bankach zadłużonych.