
Rosja to nie tylko Kreml, Putin, Miedwiediew, ropa naftowa, gaz ziemny i KGB. To nie tylko Katyń, Miednoje, zsyłki i zniewolenie. Rosja współczesna jest Polakom praktycznie nieznana, związki kulturowe i intelektualne zostały mocno nadszarpnięte. A jest prawdą, że inteligencja polska była w Rosji (i Związku Radzieckim) oceniana bardzo wysoko, a sama Polska była dla Rosjan oknem na Świat.
W sobotę, 14 listopada, odbyła się w Pałacu Staszica w Warszawie trzecie już konferencja polsko-rosyjska środowisk intelektualnych, liberalnych, Polski i Rosji. Głównym organizatorem była Fundacja Centrum Prasowe dla Krajów Europy Środkowo-Wschodniej, kierowana przez red. Stefana Bratkowskiego, a patronat nad tym został objęty m. in. przez redakcję gazety internetowej „Studio Opinii”. Również Ministerstwo Spraw Zagranicznych dołożyło swoją cegiełkę.
Konferencja, pod nazwą „Stół Polsko-Rosyjski” miała dość luźną formę, był to właściwie bardziej dwuczęściowy panel dyskusyjny, z zarysowanymi tematami i hasłami. Moderator , i jak sądzę, również, obok red. Bratkowskiego, główny autor programu, wybitny dziennikarz, długoletni korespondent „Rzeczpospolitej” w Moskwie, redaktor Sławomir Popowski, zadbał o to, aby tematyka była uniwersalna, i jak najmniej zahaczała o bieżącą tematykę polityczną. I udało się uniknąć „bieżączki”, bo poza Jerzym Pomianowskim, praktycznie nikt nie odnosił się do spraw aktualnej polityki. Jerzy Pomianowski wrócił świeżo z Moskwy, z obrad polsko-rosyjskiej komisji ds. trudnych – z dobrymi informacji. Ale o tym innym razem.
Dwa główne zagadnienia panelu zostały zawarte w tematach;
1. „Przeszłość, tożsamość i polityka historyczna”; W tej części padły między innymi pytania, co decyduje o naszej tożsamości, jako wspólnoty dwóch narodów, jakie są doświadczenia polityki historycznej i ich odniesienia do prawdy historycznej, czy historia może zastąpić ideologię i czy warto nią grać w imię politycznych celów.
2. „Polsko-rosyjskie spory o przeszłość”; Tu zastanawiano się, dlaczego polsko-rosyjska debata historyczna jest tak trudna, jak przezwyciężyć kreowany po obu stronach przez polityki historyczne wizerunek „wroga”, czy jest możliwe przeprowadzenie niezależnego dialogu intelektualistów, historyków obu krajów.
Cały materiał konferencji zostanie wkrótce zaprezentowany, w formie wypisów, w związku z tym nie ma sensu na jej analizowanie już teraz. W związku z tym tylko kilka uwag;
W spotkaniu ze strony rosyjskiej brali udział przedstawiciele nurtu liberalnego rosyjskiej inteligencji i nauki – jak prof. Evgeny Yasin, szef Fundacji „Liberalna Misja” określił – będący raczej teraz poza głównym nurtem rosyjskiego establishmentu. Obok niego naszymi gośćmi byli prof. Igor Kliamkin – znakomity socjolog i politolog, dyrektor Instytutu Analiz Socjologicznych i wiceszef Fundacji „Liberalna Misja”, prof. EmilPain – politolog i etnograf. Zajmuje się on badaniem procesów etnopolitycznych, polityki narodowościowej oraz rozwoju świadomości narodowej. Czwartym rosyjskim gościem był prof. Lew Gudkow, znakomity wykładowca socjologii kultury i socjologii politycznej na moskiewskich uczelniach.
Polską stronę reprezentowali m. in. profesorowie Edmund Wnuk-Lipiński, Andrzej Romanowski, publicysta Tomasz Jastrun, wspomniany już Jerzy Pomianowski – a na sali było ok. 100 osób, dla których relacje polsko-rosyjskie i przyjaźń z tym krajem jest ważna.
Kilka opinii, wyrażonych na spotkaniu (za PAP-em)…
Członek Rady Prezydenckiej przy Borysie Jelcynie i jego doradca ws. Czeczenii, politolog prof. Emil Pain powiedział, że uzasadnianie polityki dawnymi wydarzeniami historycznymi jest cechą autorytarnych reżimów. – Praktycznie zawsze przyjściu do władzy reżimów autorytarnych towarzyszy konieczność oparcia się na historii. (…) Putin doszedł do konstatacji o szczególnej historii, ponieważ trzeba było usprawiedliwić szczególną „suwerenną demokrację” – uważaPain. Dodał, że podobną taktykę stosował gen. Francisco Franco w Hiszpanii oraz gen. Augusto Pinochet w Chile.
- Jeśli widzicie polityka, który operuje tradycją, historią, to znaczy, że ma znaczny zasób tendencji autorytarnych. Prześledźcie retorykę Saakaszwilego (prezydent Gruzji), prześledźcie retorykę Lecha Kaczyńskiego – to już wasza sprawa – i zobaczycie, jaki jest dany polityk – dodał rosyjski politolog.
W jego opinii, organizowanie konferencji służących polsko-rosyjskiemu porozumieniu w sprawie historii jest szczególnie ważne dla Rosjan, którzy niewiele wiedzą o Polsce i jej problemach. – Polska bardziej boi się Rosji, bo Rosja jest większa od Polski, Polska bardziej zależy od Rosji ze względu na ropę i gaz, niż Rosja od Polski. Dlatego zrozumiałe jest, że w Rosji o Polsce ludzie nie wiedzą w ogóle nic – tłumaczył profesor.
- Tożsamość narodowa budowana na nieprawdzie historycznej nie może służyć pojednaniu i burzy dobre relacje – powiedział socjolog prof. Edmund Wnuk-Lipiński. Za najważniejsze wydarzenia, określające narodową tożsamość Polski wobec Rosji, profesor uznał agresję ZSRR na Polskę z 17 września 1939 r. i zbrodnię katyńską. – Te dwa wydarzenia, dopóki nie będzie wokół nich dyskusji opartej na prawdzie, będą czynnikiem budowania takich tożsamości i w Polsce i w Rosji, które nie będą sprzyjały pojednaniu – przewiduje socjolog.
Wnuk-Lipiński zauważył, że dla pewnej części Rosjan mówienie o Stalinie jako o zbrodniarzu nadal jest szarganiem świętości. Wyjaśniał, że „niezwykle ważnym elementem rosyjskiej tożsamości narodowej jest mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”, a pielęgnowanie mitu zwycięskiej wojny nad nazistami i jednoczesne potępianie Stalina wywołuje dysonans poznawczy. – Ponieważ ten mit jest nadal żywy w świadomości Rosjan, to wszelka rewizja – choćby tego, że II wojna światowa wybuchła 1 września 1939 r., a nie 22 czerwca 1941 r. (data ataku Niemiec na ZSRR) – jest dla nich zabiegiem bolesnym – wyjaśniał Wnuk-Lipiński.
Znany rosyjski politolog i socjolog prof. Igor Kliamkin zwrócił uwagę, że obecna władza na Kremlu ani rosyjskie społeczeństwo nie mają poczucia winy w związku z sowieckimi zbrodniami z czasów II wojny światowej. – W Rosji nie ma poczucia winy ani z powodu Katynia, ani z powodu okupacji zachodniej Ukrainy, z powodu wprowadzenia wojsk do krajów bałtyckich w 1940 r., ani za liczne wysiedlenia ogromnej liczby osób na Syberię. Ci, którzy rządzą naszym krajem pytają: dlaczego mamy czuć się winni, na nas napadnięto, a myśmy się jedynie bronili i jako zwycięzcy nie musimy czuć się winni – mówił Kliamkin. Zaznaczył, że brak poczucia winy u zwykłych Rosjan bierze się stąd, że nie utożsamiają się oni z rosyjskim państwem, które również wobec nich było represyjne.
- Dopóki Rosja pozostaje krajem niedemokratycznym, perspektyw rozwiązania tych problemów nie ma – uznał Kliamkin i dodał, że zmianom w Rosji nie sprzyjają tamtejsze media. – W ostatnich dziesięciu latach telewizja pokazuje Stalina jako mądrego wodza, wokół którego gromadzą się jacyś źli ludzie jakMalenkow, Kaganowicz czy Beria, którzy go gdzieś popychają, a on żelazną ręką prowadzi kraj tak jak trzeba – dodał.
W opinii b. ministra gospodarki z czasów rządów Borysa Jelcyna, a obecnie rektora Wyższej Szkoły Ekonomiki w Moskwie, prof. Jewgienija Jasina, Rosjanom trudno przyznać się do winy, „ponieważ w Rosji cena życia ludzkiego zawsze była niższa niż w innych krajach Europy”. Wspomniał przy tym niedawną akcję ku pamięci represjonowanych przy głazie sołowieckim w Moskwie, gdzie od rana do wieczora ludzie czytali listę zamordowanych. – Tam wymieniano też liczby, w samej Moskwie w latach 1937-38 rozstrzelano 300 tys. osób – powiedział Jasin. Zwrócił uwagę, że wśród ofiar bylim.in. Polacy, którzy w latach 30. uwierzyli w komunizm i przyjechali do sowieckiej Rosji „budować nowy świat”.
W jego ocenie, obecną ekipę rządu Federacji Rosyjskiej w polityce zagranicznej charakteryzuje „psychologia służb specjalnych”. Jak tłumaczył, władza w Rosji nie chce nawiązywać do idei pojednania między narodami, którą na początku lat 90. próbował wcielić w życie ówczesny prezydent Rosji Borys Jelcyn. – Teraz rosyjscy politycy wolą mówić, że na całym świecie relacje między krajami są egoistyczne i nieprzyjemne. Mówią, że każdy dba o własne interesy i chce krzywdzić sąsiadów – podkreślił rosyjski ekonomista.
Jasin zwrócił także uwagę, rosyjskiej elicie trudno zmienić mentalność wielu Rosjan przywiązanych do komunistycznej tradycji. – To trudne zadanie do spełnienia: jak pozbyć się 7 listopada i święta wielkiej rewolucji październikowej tak, by nie pozbawić swoich współobywateli możliwości dodatkowego wypoczynku i dodatkowego wypicia wódki z tej okazji – powiedział.
Mnie mocno zapadła w głowę wypowiedź polskiego uczestnika, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, Andrzeja Romanowskiego. Stwierdził on, że polsko-rosyjski spór trwa nie od czasów rewolucji bolszewickiej, ani nawet od czasów rozbiorów, ale co najmniej od 300 lat, czyli czasów Piotra I.
Zauważył także, że to co się w Polsce dzieje w sprawie Katynia, wykorzystywanie go do walki politycznej i presji na Rosję i Rosjan – jest nieuczciwe, jeżeli chcemy odbudować kontakty z nimi – nie tylko polityczne, ale przede wszystkim narodowe. Polacy zapominają, że to Rosjanie byli największymi ofiarami stalinizmu, a i inne narody wycierpiały niewspółmiernie więcej. Przypomniał, że Polacy też mają na sumieniu zbrodnie na terenach rosyjskich, jak choćby XVI wieczne mordy wojsk hetmana Jana Tarnowskiego.
Rosjanie, intelektualiści liberalni, zdają sobie sprawę, że zmiana elit w Rosji, za czasów Władimira Putina i prezydenta Dmitrija Miedwiediewa szkodzi wizerunkowi ich kraju. Starają się go zmienić. Zdają sobie sprawę, że rosyjska demokracja, tak zwana demokracja suwerenna, nie jest dobrze odbierana w Europie, także w Polsce. I Rosjanie i Polacy przypominali, że inteligencję obu narodów łączy sympatia i zrozumienie. Nie unikano trudnych tematów, jak choćby sprawy wyzwolenia ziem polskich z pod okupacji niemieckiej. Obie strony stwierdziły, że naród zniewolony, jakim w roku 1945 byli Rosjanie, nie mógł przynieść Polakom wyzwolenia – ale przyniósł ocalenie.
Konferencja warszawska będzie miała na pewno kontynuacje, zapewne w przyszłym roku odbędzie się w Moskwie. Bo dwa narody, polski i rosyjski, ich elity, potrzebują się wzajemnie. I szkoda, że Polska, aspirując do Unii Europejskiej, odwróciła się od Moskwy. Tracimy więcej, niż nam się tylko wydaje.
Azrael




Jeszcze na temat krzyży:
http://kontrowersje.net/tresc/jesli_jakikolwiek_trybunal_zabroni_katolikom_wieszac_krzyz_zapraszam_na_swoje_6_ha_poganskiej_
http://lewysierpowy.blox.pl/2009/11/Bedzie-sie-dzialo.html
Nie moge sie zgodzic z tez, ze z niedemokratyczna Rosja nie mozna rozwinac wspolpracy w wielu dzidzinach np. kultury sztuki a nawet wspolpracy medycznej czy innych nauk.
Poki u sterow Rosjin sa ludzie tacy jak Miedwiediew i Putin,,poki panuje tam absolutna dominacja Jedynej Rasiji jako wiodacej partii ( na wzor i podobienstwo KPZR ) tak dlugo ten kraj bedzie niedemokratycznym. Tylko zawal ekonomiczny moze potezny kraj sprowadzic na przyslowiowe kolana i moze wywolac poczatek pewnych przemian, lecz nie nalezy oczekiwac zadnych rewolucyjnych przemian. Z Rosja trzeba rozmawiac taka, jaka ona jest i slusznym jest preferowanie antyautorytatywnego stylu.Sa kolosalne potrzeby niezwykle korzystne dla polskiej strony ozywienia kontaktow i wspolpracy z Rosja w wielu dziedzinach, lecz jesli na strazy zlych konatktow z Rosja bedzie trwal np. Lech Kaczynski, to zadne starania nie przyniosa rezultatu.
Takie spotkania nie dadzą nic bo ich uczestnicy nie są reprezentatywni dla swoich narodów.
Jeśli wygłaszający przeżute przez media tezy i nudny jak flaki z olejem Wnuk-Lipiński spotyka się z dawnymi członkami ekipy Jelcyna , to wychodzi z tego groteska. Z góry można przewidzieć co każda strona będzie miała do powiedzenia. Lipiński będzie pouczał o nieprawdzie historycznej budowanej na kłamstwie katyńskim , jelcynowcy będą narzekać na brak demokracji w Rosji. Pogadają sobie i nic z tego nie wyniknie.
Bardzo odkrywcza i trafna wydaje mi się konkluzja , że Putin i Miedwiediew szkodzą wizerunkowi swojego kraju bo zmienili elity. Zgadzam się że poprzednie elity były lepsze i dlatego Rosja za czasów Jelcyna cieszyła się większym poważaniem w świecie niż teraz. To przecież widać gołym okiem że z Putinem nikt się teraz nie liczy a Jelcyna szanował cały świat.
Zastanawiam się tylko czy kłopoty Putina i jego zły wizerunek w Polsce to powód, jak chce gospodarz, do naszego zmartwienia. Osobiście uważam że im gorszy ten wizerunek tym lepiej dla nas.