Kilka słów o krzyżach w szkołach

Pomimo, że minęły już prawie dwa tygodnie od wyroku ETPC w Strasburgu, dotyczące krzyży w szkołach (obywatelka Włoch kontra państwo), dyskusja nie ucicha w Polsce na ten temat. To chyba dobrze, bo jak już pisałem, w naszym pięknym, katolickim w założeniu kraju, nie przeprowadzono poważnych dyskusji światopoglądowych. A przede wszystkim dyskusji, na ile prawo jest w nim wiążące i obowiązujące – wszystkich obywateli, a przede wszystkim urzędników państwowych, a do takich zaliczamy nauczycieli.

Niezależnie od tego, czy urzędnik państwa jest katolikiem, czy wyznaję inną wiarę, czy jest może agnostykiem, lub ateistą, obowiązkiem jego jest przestrzeganie prawa, a przede wszystkim konsensu, jaki władza zawarła w imieniu państwa i obywateli z instytucjami wyznaniowymi. Oznacza to, że urzędnik państwowy nie może łamać praw jednej grupy obywateli, działając w imieniu innej, nawet jeżeli stanowi ona większość. Ta prawnie narzucona bezstronność nakazuje, aby symbole religijne, kojarzone z określoną religię, nie znajdowały się w przestrzeni pełnej jurysdykcji państwa – poczynając od Sejmu i Senatu, poprzez urzędy państwowe, na szkołach kończąc. Nie oznacza to wcale, że ma to oznaczać rugowanie krzyża z przestrzeni publicznej, a tym bardziej zakaz prywatnego eksponowanie wiary przez obywateli.

To jest właśnie logicznie rozumiane prawo wolności DO KRZYŻA… a nie zakaz umieszczania krzyża w przestrzeni społecznej.

Jak słusznie zauważa w swoim ostatnim artykule w „Rzeczpospolitej” znakomity prawnik, a jednocześnie znawca zagadnień społecznych, profesor Wojciech Sadurski, liberalno-demokratyczna koncepcja państwa nie jest podstawą do zepchnięcia religii do sfery prywatnej. Istnieje niezbywalne prawo obywatela, w ramach prawa państwowego do demonstrowania swojego przywiązania do wiary. Jest to właśnie prawo „do krzyża”.

Jak zauważa Sadurski, wyrok Trybunału w Strasburgu oznacza z jednej strony wezwanie do przestrzegania zasady neutralności światopoglądowej państwa, co oznacza, że nie może ono dawać sygnału, że wspiera określoną religię kosztem innych wyznań – i kosztem praw innych obywateli. W myśl doktryny państwo swoim reżimem, narzędziami przymusu, działało by w interesie tylko części obywateli.

Z drugiej natomiast strony szkoła jest miejscem kształtowania postaw obywatelskich i poglądów młodzieży, która nie do końca jest świadoma praw społecznych i nie jest gotowa do refleksji wykraczających poza aksjologię, jaką chce narzucić religia, w przypadku Polski, religia katolicka. Szkoła publiczna, co zauważa Wojciech Sadurski, jest afirmacją państwa i dlatego wszelkiego rodzaju ingerencje niezgodne z prawem nie powinny w nich występować.

Konkluzją tego toku myślenia jest to, że szkoła, klasa szkolna, podobnie jak urząd państwowy, nie należy do otwartej, zróżnicowanej sfery publicznej. Dlatego w myśl tolerancji krzyża w tej przestrzeni nie powinno być – chyba, że dana społeczność, w wyniku konsensusu, wyraża na to zgodę.

I tak się stało w jednej z warszawskich szkół, gdzie rodzice – w większości wierzący – zgodzili się z tymi niewierzącymi, lub wyznającymi inną wiarę niż katolicyzm, że krzyż na stałe zawiśnie w klasie, gdzie odbywa się katecheza, w innych klasach natomiast krzyż został zdjęty.

Polskie prawo jest precyzyjne i daje obywatelom prawo do występowania do instytucji państwa o przestrzeganie swoich praw obywatelskich. Jeżeli jednak to nie pomoże, to trzeba pamiętać, że Polska, jako członek Rady Europy musi przestrzegać Europejską Kartę Praw Człowieka. Oznacza to, że polski obywatel ma prawne narzędzia do ochrony swoich praw – także praw moralnych i niezależności od religii.

Azrael

————

„Rzeczpospolita”, 24-11-2009, „Skrzyżowania”


3 Comments

  1. Bardzo mi się podoba przedostatni paragraf,w którym możliwy jest kompromis między różnymi przedstawicielami stron. I na takiej zasadzie powinno współpracować i szanować racje stron. Nie może być prowadzone w stylu p.europoseł Senyszyn, która otwarcie atakuje istotę krzyża w PL, co z pewnością nie przyczynia do normalizacji sytuacji w Polsce. Osoba pani Senyszyn jest wykorzystywana jako idealny wzorzec wroga katolicyzmu przez prawicowe (ultra*) środowiska, co też może być użyte jako narzędzie w kampaniach wyborczych. Mam tu na myśli PiS (powiązany z srodowiskiem RM), bo w końcu PO z PSLem będą zmuszeni do podjęcia takich, zdaniem niektórych, radykalnych decyzji.

    Dla mnie jest to dosć oczywista sprawa, ponieważ państwo jest laickie i dlatego jestem za usunięciem krzyży z urzędów i szkół. Jestem katolikiem i zdaję sobie z tego sprawę, że takie kroki mogą wyrzadzić szkody, ale jestem również obywatelem i domagam przestrzegania praw w PL.

    Odpowiedz
  2. stary wilk

    Skoro jesteśmy przy tematyce religijnej, to warto odnotować, że jednak będziemy świętować Trzech Króli w styczniu. Kosztem dodatkowych dni wolnych za święta przypadające w sobotę i niedzielę, co oznacza, że jednak PO umie pogrywać. Summa summarum „katolicka większość” odniosła pyrrusowe zwycięstwo.

    Odpowiedz
  3. Apps

    @bobiko: Gdyby nie Senyszyn, chyba nikt z osób publicznych ze strachu nie pisnąłby publicznie słówka za wyrokiem Trybunału. Twoje słowa świadczą o tym, że jednak pozycja p. Życińskiego jakby bardziej ci leży. Czyli: ma być wszędzie krzyż, chyba że się jakoś dogadamy. A obecnie obowiązujące prawo mówi co innego: w miejscach urzędowych ma nie być krzyża (ani półksiężyca, ani pacyfy, etc.), chyba że wszyscy dogadamy się inaczej. Zaznaczam: wszyscy. Tylko tyle, i aż tyle.

    Odpowiedz


Add Your Comment