Życzenia noworoczne

Azrael

Egzekucja w Chinach a pragmatyka życia

Europejczycy, Amerykanie, Biali, generalnie ludzie demokracji mają problem z Chinami, ChRL. Ten problem to dualizm albo nawet wieloznaczność stosunku naszego do tego kraju, narodu i jego władzy. Z jednej strony chcielibyśmy pokazać naszą wyższość białego, podbudowaną demokracją i prawami człowieka, nie mówiąc już o wartościach chrześcijaństwa, zderzamy się z wielowiekową, starszą niż chrześcijaństwo, bogatą, potężną i ponętną kulturą Chin. Chcielibyśmy uczyć Chińczyków naszych praw i prawodawstwa, ale oni są krajem już 1,5 miliardowym i za nic mają nasze uwagi. Nawet wobec Tybetu. I jeszcze do tego nasz wolny, kapitalistyczny i konkurencyjny (ale tylko w założeniach…) rynek ekonomiczny rośnie trzy- albo i czterokrotnie słabiej niż scentralizowana i ponoć niewydolna gospodarka państwa totalitarnego. No, a ostatnie dwa lata to już pełen dramatyzm, zresztą nie tylko w sferze ekonomicznej. Sprawa Tybetu w roku 2008 pokazała państwom rozwiniętej demokracji (?), jak się Chińczycy z nami liczą. My się z nimi liczymy tak bardzo, że po długich tygodniach protestów w związku z rozruchami i przelewem krwi w Tybecie, wszyscy wielcy wolnego świata zasiedli na stadionie w Pekinie, odwzajemniając wcześniej głębokie, acz tylko kurtuazyjne ukłony chińskiego prezydenta…

Właśnie w Chinach dokonano egzekucji na europejskim przemytniku narkotyków. Wina została mu udowodniona, złapano go na gorącym uczynku, prawo chińskie jest jednoznaczne – za handel narkotykami lub próbę ich przemycenia do Chin grozi kara śmierci. Może nam się to nie podobać, ale w krajach Dalekiego Wschodu kara śmierci dalej jest stosowana, szczególnie za przemyt narkotyków.

Continue Reading →

Łajdactwo uprawnione

Nie od dziś wiadomo, że nasze dziennikarstwo stoi korporacją. Polscy żurnaliści tworzą klakę, lobbing. Lojalność zawodowa i środowiskowa to rzecz ważna i cenna. Korporacja dziennikarska jest jednak dość specyficznym środowiskiem. W sprawach natury światopoglądowej dziennikarze różnią się od siebie diametralnie. I nie ukrywają swoich poglądów specjalnie, niejednokrotnie w swoich publikacjach czy programach w mediach elektronicznych dają temu wyraz. Ale ta lojalność i te wsparcie bywa bardzo wybiórcze.
Wczoraj media poinformowały, że w ramach „odzyskiwania” radia publicznego przez koalicję PiS/SLD ( a właściwie nie tyle SLD, co Stowarzyszenie „Ordynacka”) szefowa programu III Polskiego Radia, Magda Jethon została zastąpiona przez Jacka Sobalę. Stało się to w momencie, kiedy Trójka osiągnęła słuchalność na poziomie 8,1 proc. w grupie słuchaczy między 25 a 45 rokiem życia, a samo odwołanie odbyło się telefonicznie, bez podania przyczyn. Przyczyny oczywiście są – to podział tortu medialnego przez polityczne grupy wpływów.

Sobala to nie jest ktoś przypadkowy, ani osoba nieznana. To człowiek, który jest rzucany przez PiS na front medialny do wykonywania zadań. Kiedy w 2006, przy wydatnej pomocy szefowej KRRiT, Elżbiety Kruk, oczywiście nominantki PiS, partia ta przejęła władzę w Polskim Radiu, Sobala został szefem Radia BIS. Jego „reforma” polegała na wyrzuceniu z tej stacji kilku osobowości radiowych, spłaszczeniu oferty muzycznej i w efekcie odejściu od stacji młodych słuchaczy. Po wykonaniu tego zadania Sobala przerzucony został na front Programu I PR, gdzie obok innego nominanta PiS, Marcina Wolskiego, na zlecenie Prezesa PR, Krzysztofa Czabańskiego (zgadnijcie, z kim związanego…?) czyścił radio „ze złogów”, doprowadzając tę stację do najgorszych wyników słuchalności w historii. Jak widzimy – towarzysz oddany i zdolny…

Continue Reading →

Odwieczne prawdy sondaży

Znów się pojawił sondaż, który wzbudził poruszenie. To ten zamówiony przez „Rzeczpospolitą” i zrealizowany przez GfK Polonia, mówiący, że Polacy Donalda Tuska nie kochają. Już ponad 81% badanych uważa, że jego rząd nie spełnił oczekiwań, a aż 33% respondentów sądzi, że rok 2009 był gorszy od poprzedniego pod względem politycznym. I już zapomniano, że kilka dni temu ten sam ośrodek opinii publicznej przekazał w kolejnym specjalnym i unikalnym sondażu, że PO znów ma ponad 50% społecznego poparcia…

O sondażach, ich metodologii, wpływie na opinie publiczną napisano już doktoraty i habilitacje, więc nie ma specjalnie nad czym się rozwodzić, tym bardziej, że najdalej jutro ukaże się następny sondaż, też robiony równie profesjonalnie, który pokaże zgoła inne wyniki. Będzie on robiony na równie „reprezentatywnej” próbie i równie „profesjonalnymi” metodami, z tym, ze zostanie zamówiony, powiedzmy przez stację telewizyjną XYZ. I znów domorośli komentatorzy rzucą się na nie, i znów wysnują daleko idące wnioski dotyczące nie tylko poparcia dla poszczególnych partii, polityków, rządu, ale również znajdą metodą ekstrapolacji tych sondaży na wyniki wyborów za rok, za dwa, a może i za lat pięć.

Przytomnie z komentujących zachował się jedynie prof. Ireneusz Krzemiński, który zadał sobie trud sprawdzenia, że rząd Tuska w tendencji dwuletniej jest w dalszym ciągu najlepiej ocenianym rządem z ostatnich kilku, a poza tym to nie są wyniki WYBORCZE, tylko przedstawienie poglądu, czy się kogoś lubi, czy jednak może nie. I tak odczytując ostanie dwa sondaże, widzimy dokładnie, że może Donalda Tuska już respondenci sondaży nie lubią, jak kiedyś, ale nie na tyle, aby polubić Prawo i Sprawiedliwość, Jarosława Kaczyńskiego i jego brata. Co to, to jednak nie…

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 24 – 31 grudnia

Rozterki Świętego Mikołaja


Ach, Święta Bożego Narodzenia, życzenia, przysmaki świąteczne, kolędy, choinka, Święty Mikołaj, śnieg, prezenty oraz szal obdzielania się prezentami.

USA to kraj rożnych wyznań. Aby być politycznie poprawnym i nie obrazić nikogo, od kilku lat zaprzestano używania zwrotów typu „Merry Christmas”(Wesołych Świąt Bożego Narodzenia) i zamienione je na „Happy Holidays” (Wesołych Świąt). Zaprzestano nawet emitowania filmów o narodzeniu Chrystusa. Tak jak kiedyś przynajmniej na dwóch programach można było obejrzeć filmy typu „Jezus z Nazaretu” czy „Król Królów” , to teraz aby nikogo nie obrazić nie pokazuje się ich, za to przez cały dzień pokazują football. Czy naprawdę jest tak trudno zmienić program? Jest przecież przynajmniej sto innych programów do wyboru.

Świętą Bożego Narodzenia w USA, to tak naprawdę tylko jeden dzień, Dzień Bożego Narodzenia, kiedy to rano dzieci znajdują prezenty pod choinka, a rodziny zbierają się po południu na obiad, składający sie z indyka oraz szynki. Święta to przede wszystkim bonanza przedświątecznych zakupów. Prawdziwy szal pozbawiający ludzi myślenia oraz kasy. Mimo tzw. kryzysu, wymagania w stosunku do prezentów są duże. Dzieci, małolaty czy dorośli już nie chcą np. rowerka, lalki, książki czy zegarka etc. Życzenia są o wiele bardziej wyrafinowane, najchętniej dostaliby samochodzik typu BMW, nowy komputer lub telewizor, ale większy, nowy IPod, buty firm typu Puma, czy nowa wersja telefonu, jeszcze jednego. Wszędzie promocje i mnóstwo ludzi popychających się i kupujących coś co im tak naprawdę nie jest potrzebne. Miejsce, w którym pracuje organizuje gwiazdkę dla nieco starszych biednych dzieci. Przed świętami, wywieszona jest lista życzeń przygotowana przez owe dzieci zawierająca dokładny opis prezentów, nie jednego, ale kilku. Żaden z tych prezentów nie jest poniżej 150 dolarów.

W USA, prezenty daje się prawie każdemu kogo się zna: rodzinie, przyjaciołom, bliższym i dalszym znajomy oraz obowiązkiem jest danie prezentów w pracy. I to nie tylko przełożonemu, czy sekretarce, czy tzw. word processor, ale każdemu z kim się ma do czynienia. Jest to tak stresujące oraz meczące, że często odbiera cala radość świat. Ludzie oczekują prezentów, kartka z życzeniami już nie wystarcza. Co roku zastanawiam się co zrobić; dać czy nie dać; jak również komu i co. Można przyjąć metodę zignorowania wszystkich i po prostu nikomu nie kupić. Ale metoda ta się nie sprawdza. Zawsze sobie myślę, jakby było milo gdyby był jeden uniwersalny prezent, który zadowoliłby każdego. Amerykanie uwielbiają dawać tzw. “duperele”, z którymi nie wiadomo co zrobić, im więcej tym lepiej, oby tylko dać. Jest jedna ciekawa forma prezentów w postaci tzw. gift cards, czyli kart kredytowych opłaconych z góry. Osoba, która dostaje taki prezent może kupić sobie co chce. I jest to idealne rozwiązanie z jednym małym problemem, że osoba otrzymująca dokładnie wie ile na nią wydaliśmy. Dawanie i otrzymywanie prezentów jest mile, ale przerost wszystkiego spowodował, ze nie potrafimy się cieszyć z rzeczy i ciągle domagamy się więcej i więcej. I im więcej mamy, tym mniej radości. Prezenty typu książka, płyta czy film już nie wchodzą w rachubę. Coraz mniej osób czyta, wielu osób nie kupuje cd , woli download z Itunes, a filmy to ryzykowne przedsięwzięcie. Gusta są przeróżne, bo trzeba nie tylko wziąć pod uwagę, co dana osoba lubi, ale również wiek, wyznanie, oraz pruderyjność danej osoby. Praca Świętego Mikołaja jest ogromnie stresująca w USA. Także nie dziwie się Świętemu Mikołajowi , ze jak przychodzi to oczekuje, ze pod choinka będą na niego czekały czekoladowe ciastka z mlekiem.

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku.

Wigg

Życzenia świąteczne

Święta to tradycja. Tradycja spotkań rodzinnych (choć moja jest nieduża, w tym roku jeszcze mniejsza), tradycja potraw i radości. Rutyna rodzinna, ale jednak na którą się czeka. Bo dla mnie Święta to odnowienie więzi.

Składam wszystkim odwiedzającym moje blogi serdeczne życzenia zdrowia i pomyślności w Nowym Roku, udanych, spokojnych i rodzinnych Świąt. I spełnienia nie tyle własnych życzeń, co postanowień, bo jak one będą spełnione, to i życzenia i marzenia same się zrealizują.

Szczególnie serdecznie pozdrawiam tych, którzy są poza Polską. Wiem, że jest Was wielu.

Choinkę kupuję od wielu lat w tym samym miejscu, od tego samego sprzedawcy. Dlatego choinka na blogu, dopóki będzie on działał, rok w rok też będzie ta sama… :)


Azrael

Autorytet Kukiz

Autorytetów ci u nas dostatek. Na każdym rogu można je znaleźć, niektórzy przez lata przypisani do jednego miejsca w przestrzeni publicznej, odnajdują się w innej rzeczywistości. Są tacy, którzy stawiania są na piedestał, w przenośni, a nawet w rzeczywistości. Tak właśnie w rzeczywistość ulicy Stalowej został przeniesiony z zaświatów menel Guma, północnopraski pijaczek, z którego artysta i performer Paweł Althamer stworzył pomnik. Zwyczajny pomnik człowieka zwyczajnego, choć trochę zdegenerowanego. No, ale to przecież artystyczna i społeczna prowokacja, udana, jak wszystko, za co się ten ludyczny artysta bierze.

Gorzej, jeżeli próbuje się autorytet wykreować w świecie rzeczywistym, próbuje się z piasku i miałkości ukręcić bicz autorytetu. Tak się dzieje właśnie z Pawłem Kukizem, muzykiem, „szarpidrutem”, jak mówiło lata temu pokolenie +50. Kukiz to rockman „nawrócony”, jak to wielu im się zdarza, choć niewielu czyni to szczerze. Ale jak się da takiego „nawrócić” na nasze, to już jest wielki sukces i eksploatacja takiego odświeżonego autorytetu na „maksa”.

Oczywiście, każdy ma prawo do zmiany poglądów, do zmiany własnego światopoglądu i oceny otaczającej nas rzeczywistości. Każdy również ma prawo do działalności w przestrzeni publicznej i wyrażania własnych opinii, o ile są one rzeczywiście własne i przemyślane. I wartościowe. Problem tylko u nas, w Polsce, że taki świeży autorytet, o taki co stanął na rogu i gardłuje o swojej przemianie, staje się niemalże autorytetem moralnym. Moralnością nie swoją, ale tych, co wiedzą, jak można nośne nazwisko, skorelowane z kontrowersyjnym wizerunkiem wykorzystać. A to grozi natychmiast tym, że wiarygodność zdobyta w jednej odsłonie i przestrzeni, ustępuje innej, w jakiej oblicze nowego autorytetu jest aktualnie wykorzystywane.

Paweł Kukiz to zespół „Piersi” i „Aha RL”, to piosenka „Hela” i parodia utworu „Paranoid” Black Sabath, czy prześmiewczy i dosadny „ZChN zbliża się”. To luz i bezkompromisowość, ostre poglądy wypowiadane niezbyt składnie, ale za to z emfazą. No i znalazła się grupa osób i środowiska, które postanowiły, że Paweł Kukiz może stać się właśnie nowym autorytetem. Autorytetem głośnym z zasady i nośnym społecznie. Może nawet na skalę Jurka Owsiaka.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 17. grudnia

100 terrorystów


Gdzie umieścić terrorystów po zamknięciu Guantanamo? Wybór padł na małą mieścinę Thomson w stanie Illinois. Thomson to senne małe miasteczko liczące sobie 600 mieszkańców, 150 mil na zachód od Chicago. Nic tam nie ma, oprócz pustego obecnie wiezienia przeznaczonego dla szczególnie niebezpiecznych przestępców. Procent bezrobocia w miasteczku wynosi 10.5%. Jedyne miejsca zatrudnienia to Restauracja Sunrise, fryzjer, bar oraz dwa sklepy. Do tej pory miasteczko słynęło z uprawy melonów. Obecnie większość mieszkańców Thomson to emeryci po 80-tce.

Continue Reading →

Ja, bezgrzeszny, kamieniem nie rzucę

Im dalej brniemy w sprawę senatora PO, Krzysztofa Pisiewicza, tym więcej wątków dyskusji nam się otwiera. A to sprawa odpowiedzialności polityka, obranego przez wyborców przed nimi, na ile media mogą wchodzić w prywatne życie ludzi polityki, pytania o legalność używania narkotyków i odpowiedzialność z tego tytułu…. No i na końcu pytanie ćwiczone już przy dalej trwającej sprawie Romana Polańskiego, czyli, czy celebrytom i ludziom sztuki wolno więcej, czy mniej, i o ile.

Dyskusje są oczywiście prowadzone doktrynalnie i z poziomu piedestału, z jakiego komentator przemawia, co prowadzi do groteski. Bo jeżeli naczelny Superaka, który ujawnił sprawę i filmy pisze i mówi o misji niesienia informacji o politykach wyborcom, to mój rechot z tego odbija się od ścian. Pan redaktor ma misje, ale polegają one, z jednej strony, na tym, aby zarabiać pieniądze dla wydawcy, w dowolny sposób, z drugiej strony dostarczać czytelnikom, sprofilowanym na tego rodzaju gazety skandalu, krwi, plotek, gołych d* – również w dowolny sposób, za wszelką cenę.

Jak słyszę, że „autorytet moralny gazety „Fakt” (tak, tak!) redaktor Warzecha, swoim napuszonym i z lekka stentorowym głosem obwieszcza, że senator Piesiewicz jest sam sobie winny, a nie winni są szantażyści, którzy zrealizowali prowokację w jego domu – to już wiem, że takie wartości, jak etyka, nie tylko dziennikarska, prawo do prywatności, czy ważenie wartości człowieka nie tylko na podstawie nagrań z ukrycia, są dla niego pojęciami abstrakcyjnymi. Pan Warzecha zauważył wczoraj w programie telewizyjnym, że polityk zawarł z wyborcami umowę społeczną, w związku z tym im wolno wchodzić w jego życie prywatne, a on musi je pokazywać. Na szczęście drugi obecny w programie dziennikarz, Paweł Wroński zauważył, że tenże Warzecha, jak autorytet i dostawca kontentu informacyjnego poddany jest również takim samym procedurom, ponieważ jest uważany za osobę zaufania publicznego (na szczęście tylko dla czytelników ‘Faktu”…).

Prawo do prywatności jest prawem obywatelskim, jeszcze ważniejszym, niż prawo własności. Do czasu, kiedy posiadacz tego prawa nie łamie prawa innych ludzi. Osobistych i ustalonych przez społeczeństwo. Być może Piesiewicz to prawo złamał, namawiając do kokainy. I o tym fakcie wyborca powinny być poinformowany, ale powinny to zrobić organy państwa – a nie tabloid, w formie wyjątkowo brutalnej. Tu zresztą rodzi się dalsze pytanie – na ile wyborca powinien być świadomy, jak jego wybraniec postępuje w życiu prywatnym? Pisze się ostatnio o dwóch modelach mediów; we Francji przestrzega się prywatności polityków i uznaje się ich wizerunek za dobro publiczne – koronnym przykładem jest nieślubne dziecko francuskiego prezydenta Françoisa Mitterranda, który przez ponad 20 lat ukrywał to, że ma nieślubną córkę, a media mu w tym pomagały – aż do jego śmierci. Drugim, skrajnym przykładem jest Wielka Brytania, gdzie każdy, najmniejszy skandal jest podawany społeczeństwu na tacy. Nawet rodzina królewska jest poza ochroną.

Oczywiście, państwo ma również inklinacje do tego, aby wiedzieć o społeczeństwie i obywatelach jak najwięcej, o czym świadczą zapędy kontrolowania obywateli, pod pozorem zapewnienia bezpieczeństwa. Przykładem jest tego projekt MSWiA powołania rejestru zakazanych stron, w ramach noweli do ustawy hazardowej, co zmusiłoby operatorów internetu do zbierania informacji o internautach (a jest to już ponad 50% obywateli) – a także do ich udostępniania na niezbyt jasnych zasadach.

Wracając do sprawy senatora Piesiewicza; Jako liberał i libertyn uważam, że dopóki senatorowi nie zostanie udowodnione przestępstwo, dopóty może on pełnić dalej swój mandat parlamentarny. A ponieważ sam wyznaję zasadę, za Ernesto Sabato, że „moralność jest sumą moich przyzwyczajeń”, tego samego oczekuję od Krzysztofa Piesiewicza i liczę, że również tak jak ja, pozostanie on wolnym człowiekiem, który lubi łamać konwenanse. A zdrową moralnością i etyką katolicką publiką „Super Expressu” nie powinien się przejmować.

Azrael

Performer Jan Rokita

Już kilkakrotnie pisałem – admiratorem Jana Marii Rokity nie byłem nigdy i już zapewne nie zostanę. Nie trafiają do mnie zachwyty nad jego wiedzą, oczytaniem, analitycznymi umiejętnościami, może dlatego, że jako racjonalny warszawiak generalnie sceptycznie patrzę na wydumany intelektualizm Krakówka. Warszawiacy cenią sobie raczej dynamizm, przebojowość, skuteczność, pragmatyzm – niż intelektualne dysputy przy kawiarnianym stoliku, lub światłe słowa wypowiadane zza stołu z zielonym suknem. Podejrzane dla mnie zawsze było to, jak tak doskonale przygotowany polityk, wiele razy wybierany do Sejmu – raz tylko, krótko sprawował urząd państwowy – za to krążył po różnych formacjach, niczym… Antoni Macierewicz. Zachwyty prawej strony sceny politycznej nad Janem Marią Rokitą płynęły zewsząd. Wszyscy, począwszy od premiera Jarosława Kaczyńskiego, przez Jarosława Gowina, na komentatorach takich jak Maciej Rybiński kończąc – wychwalają jego postawę patriotyczną. Tylko dlaczego nic z tego na dłuższą metę nie wynikało.

Od czasu dramatycznego, ale jakże groteskowego odejścia Jana Marii Rokity z polityki, w trakcie jakże słynnego i historycznego pierwszego programu Konrada Piaseckiego „Piaskiem po oczach” w TVN24, były „prawie premier” stacza się coraz bardziej w stronę tabloidowego nurtu politycznego. Dzielnie sekunduje mu w tym żona, Nelly, ale Jan (który zgubił po drodze drugie imię, Maria, a nawet trzecie – Władysław…) sam dokłada cegiełki. Nie pomogła mu specjalnie pozycja i rola publicysty w gazecie „Dziennik”, sowicie wynagradzanego przez Axel Springera. A już na pewno nie pomógł mu incydent w Monachium, gdzie nasz bohater stał się jednocześnie twórcą i tworzywem polityczno-kryminalnego performancu. Słynna awantura na pokładzie samolotu Lufthansy, której efektem jest głównie dzwonek w telefonie komórkowym („Ratunku, biją mnie Niemcy!”) przeniosła ex-polityka i naszego intelektualistę w świat tabloidów i marginesu politycznego. Od tego czasu rzadziej był zapraszany do mediów jako komentator, a jego wypowiedzi jako byłego polityka i kabareciarza „na stojaka” przestały mieć znaczenie ważnych opinii. Za to jego żona wypłynęła na szerokie wody polityczne i jest traktowana jako twarz rodziny. Warto poszukać w internecie zestawienia cytowań i okaże się że opinie (sic!) pani posłanki PiS są częściej przytaczane – choć, podobnie jak słowa Lecha Wałęsy, muszą być raczej tłumaczone na język zrozumiały dla odbiorców…

Continue Reading →

Podwójne życie senatora

Trudno jest komentować sprawę senatora Krzysztofa Piesiewicza, ponieważ właściwie nie bardzo wiadomo, do jakiej kategorii ją zaliczyć. Nie jest do końca jasne, czy jest to skandal obyczajowy, na miarę afer Profumo, czy Berlusconiego, czy czysta sprawa afery kryminalnej, szantażu, celem wymuszenia okupu, czy afera medialna, czy może jednak polityczna? Wydaje się, że wszystkiego mamy to po trochu, a całość jeszcze nie jest przed nami odkryta.

Patrzymy na senatora jako na postać wieloznaczną. Jest to wybitny prawnik, obrońca w wielu sprawach działaczy „S”, zaangażowany w sprawę wyjaśnienia śmierci księdza Popiełuszki. Jest to również artysta, a właściwie humanista, ponieważ to jego scenariusze nadawały głębi filmom Krzysztofa Kieślowskiego i nie były to proste interpretacje Dekalogu, czy innych przesłań płynących z wiary. No i na końcu również polityk, i choć bez specjalnego znaczenia formalnego, to jednak jego wypowiedzi, opinie miały wagę znaczną, jak choćby te na tematy lustracyjne.

Nie wiem, czy jednak ta publiczna postać jest do końca znana i czy wiemy o nim wszystko. Jednak próba jego oceny tylko poprzez ujawnione filmy mogłaby być najgorszą metodą.

Czy jest to skandal obyczajowy? W pewnym sensie tak, jest to upadek senatora, ale to co zastało ujawnione stało się w pewnym sensie poza nim. Dokonano na nim manipulacji poza jego świadomością i zrobiono to w jego domu, miejscu, gdzie prywatność jest rzeczą świętą, jeżeli nie krzywdzi się innych. Piesiewicz nie zapraszał „Super-Expressu” do siebie, nie nagrywał się sam telefonem komórkowym, nie wysyłał do mediów nagrań i nie był motywatorem tabloidów, jak to czynił swego czasu Kazimierze Marcinkiewicz. Wina tu nie leży po jego stronie. Chyba, że zostanie udowodnione, że substancja, jaką zażywał, była kokainą i że to on był inicjatorem zdarzeń. To jednak będzie trudne do udowodnienia, bo w żadnej mierze za wiarygodne nie można uznać zeznań szantażującej go grupy, a nawet opublikowanych filmów.

Continue Reading →

Zadania polskiej polityki zagranicznej – przyczynek

Czasem wydaje mi się, że moje poglądy na temat polskiej polityki zagranicznej i zadań Polski na najbliższe kilka lat mocno odbiegają od opinii tak zwanych autorytetów. Szczególnie, że te autorytety bardzo często wchodzą na poziom agregacji i abstrakcji tak wielkiej, i tak nie przystającej do bieżącej polityki naszych sąsiadów i całej Unii, że aż dziwne jest to, że znajdują one miejsce w debacie. Im większy poziom abstrakcji i oderwania od rzeczywistości, tym mniejsze możliwości przełożenia tego na język praktycznej polityki. Takim przykładem jest pseudonaukowy spór o tym, czy polska polityka powinna być prowadzona w duchu jagiellońskim, czy może piastowskim, ze wszystkimi tego rodzaju odniesieniami do czasów historycznych. Ma to takie znaczenie, jak rozpatrywanie znaczenia bitwy pod Kircholmem na nasze aktualne stosunki ze Sztokholmem…

Z tym większą przyjemnością wysłuchałem wczoraj opinii, które nie tylko są zbieżne z moimi, ale dodatkowo podbudowane są autorytetem i wiedzą na temat stosunków międzynarodowych. Wczoraj, w tak znienawidzonym przez obecnego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego PKiN odbyła się konferencja, „Polska w Unii Europejskiej 2009-2014. Wyzwania polityki wewnętrznej i zewnętrznej”, zorganizowana przez Ośrodek Badań nad Przyszłością Collegium Civitas, kierowany przez Edwina Bendyka, i przez europosła Wojciecha Olejniczaka, przy współpracy z Centrum Politycznych Analiz. W ramach konferencji odbyły się dwa panele, jeden dotyczący wyzwań polityki wewnętrznej, drugi natomiast wyzwań polityki zewnętrznej dla Polski w Unii Europejskiej 2009-2014. I  właśnie ten drugi panel, w którym udział wzięli Jerzy Szmajdziński – wicemarszałek Sejmu, Marek Siwiec – poseł do PE z ramienia SLD i profesor dr hab.  Wawrzyniec Konarski, politolog z SWPS i UW, wzbudził moje większe zainteresowanie . A opinie ostatniego panelisty były najciekawszą, przynajmniej dla mnie, wypowiedzią tego spotkania.

Continue Reading →

Grand Tomasz Lis

Coroczne nagrody Grand Press i Dziennikarza Roku miesięcznika branżowego „Press” budzą duże emocje i szeroki oddźwięk w środowisku. Bo to właśnie środowisko, redakcje radiowe, telewizyjne, prasowe, a także internetowe, zgłaszają kandydatów i wybierają nagrodzone programy i ich twórców. Jest to więc konkurs społeczności dziennikarskiej, tej oficjalnej, ponieważ publicyści i autorzy niezależni od mainstreamu medialnego w dalszym ciągu są niezauważani. Przynajmniej oficjalnie, bo już nieoficjalnie dziennikarze obywatelscy i blogerzy są i czytani, i stanowią inspirację, do czego dziennikarz z „cenzusem”, ale za to z wątpliwą czasem etyką, rzadko się przyznają.
Dziennikarstwo jest w impasie, wynika to nie tylko z konieczności konkurencyjności i poddania się presji rynku, braku standardów zawodowych i etycznych, ale również z bezpardonowej walki pomiędzy redakcjami, wydawcami, czy nawet całymi grupami medialnymi, jak to jest w przypadku „Agory” i „PressPubliki”.

Wielu dziennikarzy (a nawet całe redakcje), zdolnych, o znakomitych piórach i takich samych horyzontach daje się „wpuścić w kanał” bieżącej nawalanki politycznej i wykorzystać do obszczekiwania. Albo przeciwników politycznych redakcji albo redakcji konkurencyjnych gazet. I każda redakcja ma takich szczekających. Obszczekiwanie się to zresztą ulubiona zabawa polskich dziennikarzy. Szczególnie lubią to robić ci, którzy chcieliby uchodzić za “niezależnych”.

Dobry dziennikarz, a właściwie dobry publicysta, który chce być opiniotwórczy, musi mieć własne zdanie i własne poglądy, które może poddać krytyce i przedyskutować. Muszą one jednak być przemyślane, logiczne i spójne. Bo to, że ktoś ma „oryginalne” poglądy, nie oznacza jeszcze tego, że są one rozsądne i warte uwagi. Świadczy o tym postać o najbardziej rozdętym ego w polskim dziennikarstwie – Łukasza Warzechy.

Continue Reading →

Ideologia in vitro

Temat in vitro nie jest w Polsce problemem medycznym. Wskazania medyczne, lecznicze tej metody sztucznego zapłodnienia, są w naszym kraju na samym końcu, po zagadnieniach ideologicznych i politycznych. Debata o zapłodnieniu pozaustrojowym toczy się obok środowiska lekarskiego i naukowego, a dodatkowo z całkowitym pominięciem opinni tych najbardziej zainteresowanych, czyli kobiet i par, które nie mogą mieć dzieci w drodze zapłodnienia drogą naturalną.

Platforma Obywatelska, a właściwie jej szef, Donald Tusk, dodatkowo także premier rządu, który jest odpowiedzialny za politykę zdrowotną państwa wobec obywateli, jak zwykleumywa ręce. Jak przy wszystkich sprawach trudnych. Jak pamiętamy, Donald Tusk po zakończeniu prac tak zwanej komisji Gowina, mającej opracować regulacje prawne dotyczące zagadnień bioetycznych, której nie udało się znaleźć konsensu, zezwolił na pracę nad dwoma równoległymi projektami poselskimi – właśnie Jarosława Gowina i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Projekt posłanki Kidawy-Błońskiej dopuszcza możliwość tworzenia zarodków nadliczbowych, ich mrożenie i selekcję przed implantacją do organizmu kobiety. Według jej projektów metoda in vitro ma być dostępna również dla par żyjących w konkubinacie. Jej propozycja jest również bardziej dopracowana pod względem prawnym, ponieważ od razu znalazły się w niej projekt ustawy bioetyczne, nowela ustawy o pobieraniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów oraz nowela kodeksu rodzinnego. Projekt autorstwa Jarosława Gowina, zakładający mnożenia i mrożenia zarodków, prowadzi do tego, że kobieta za każdą próbą zapłodnienia będzie musiała przechodzić terapię hormonalną. Jednocześnie jego projekt zakłada zakaz diagnostyki preimplatacyjnej, że może prowadzić do znacznych uszkodzeń płodów i zwiększonej liczby poronień.

Donald Tusk nie potrafi opowiedzieć się za jednym projektem, posłanki Kidawy-Błońskiej, ponieważ naraziłoby to go na konflikt z Kościołem Katolickim. To jest dla niego nie do pomyślenia, w kontekście zbliżających się wyborów. Takie postawienie sprawy oznacza, że projekt Jarosława Gowina (projekt posła PiS, Bolesława Piechy nie ma szans) zostanie poparty nie tylko przez część posłów PO, ale również przez posłów PiS i PSL. Nie muszę chyba specjalnie pisać, co to oznacza dla kobiet, dla dziesiątków tysięcy par, szczególnie tych, które nie będzie stać na wyjazd za granicę…

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 11. grudnia

Jak pojmać Tygrysa


Tiger Woods, od trzynastu lat ulubieniec USA, ulubieniec sponsorów zarabiających na nim krocie, ulubieniec samego Prezydenta Obamy, któremu Woods dal kilka rad jak nie należy z siebie zrobić głupca kiedy jest się osoba publiczną, właśnie „głupcem” się okazał. Woods, ikona sportu, bezkonkurencyjny gracz golfa, przykładny maź, ojciec, prawdziwy chodzący ideał, przynajmniej do niedawna. A jednak okazał się naiwniakiem jak większość sportowców czy sławnych ludzi, którzy tylko dlatego, że maja dużo kasy myślą, iż wolno im wszystko bez żadnych konsekwencji. Tiger Woods jest jednym z najlepszych graczy golfa, do tego jest przecież Afroamerykaninem. Z tego powodu uważał, że należy mu się sława, pieniądze jak również prywatność cokolwiek by nie robił, nawet jeżeli zdradzał swoją żonę z całkiem dużą ilością przeróżnych kobiet. Woods vel Casanova w przeciągu zaledwie trzech lat małżeństwa miał jak się okazuje romanse z dziewięcioma kobietami. Owe panie bardzo chętnie dzielą się szczegółami romansu z golfistą, sprzedając taśmy z nagraniami oraz opisując intymne sytuacje pomiędzy sportowcem a nimi.

A wszystko zaczęło się od wypadku. Według zeznań Woods wyjechał ze swojej prywatnej rezydencji, zahaczył o cały rząd krzaków, przejechał krawężnik, zniszczył hydrant a potem tak uderzył w drzewo, że rozwalił cały przód samochodu. Według jego relacji, po wypadku, Woods nie mógł wydostać się z samochodu i wtedy jego zona za pomocą metalowego kija do golfa próbowała go uwolnić uderzając w tył samochodu, dokonując całkiem dużych szkód. Według wyliczeń, straty wynoszą ponad 20,000 tysięcy dolarów. Ale Tiger Woods kłamał. Tak jak wielu innych przed nim, nie potrafił powiedzieć prawdy. W rzeczywistości, najpierw jego żona metalowym kijem od golfa rozwaliła mu tył samochodu po tym jak się dowiedziała się o jego licznych romansach po czym Woods, który prawdopodobnie już pojął rozmiar potencjalnego skandalu postanowił odjechać i tak chaotycznie prowadził, że uderzył w drzewo. Woods odmówił rozmowy z policją oraz mediami zasłaniając się prawem do prywatności. Woods wynajmie prawnika, który zajmie się legalna częścią tego incydentu, ale z mediami to tak łatwo mu się nie udało.

Continue Reading →

Manipulacje Antoniego Dudka

Są daty, rocznice polskiej historii współczesnej, które wzbudzają gorące dyskusje, które nigdy nie kończą się porozumieniem, konsensusem, czy nawet zrozumieniem racji drugiej ze stron. Dotyczy to między innymi rocznicy Okrągłego Stołu, Powstania Warszawskiego, inwazji wojsk sowieckich we wrześniu 1939 roku, czy zbliżającej się rocznicy stanu wojennego.

W wielu wypadkach rocznice te są wykorzystywane nie tylko do przypomnienia historii, czy do rzetelnej dyskusji politycznej, ale do realizowania polityki bieżącej, lub do załatwiania interesów określonych grup, czy instytucji. Z czymś takim mamy właśnie do czynienie w tej chwili, kiedy dr Antoni Dudek, z okazji zbliżające się daty 13. grudnia, postanowił się podzielić swoimi „naukowymi osiągnięciami”, które jakoby miał doszczętnie obciążyć generała Wojciecha Jaruzelskiego i postawić go w rzędzie zdrajców Polski – zapewne wyżej targowiczan…

Grudniowy „Biuletynu IPN” (dostępny już w sieci) ma opublikować pełen zapis rozmowy, z nocy 8 na 9 grudnia 1981 r. jaką Wojciech Jaruzelski przeprowadził z dowódcą wojsk Układu Warszawskiego marszałkiem Wiktorem Kulikowem. Uwaga ważna – nie jest to zapis rozmowy, nie jest to też stenogram, lecz są to notatki adiutanta Kulikowa, gen. Wiktora Anoszkina, sporządzone na jego prywatny użytek. Zostały one pozyskane przez polskiego reżysera Dariusza Jabłońskiego, zbierającego materiały do filmu dokumentalnego o płk. Ryszardzie Kuklińskim i przekazane do dyspozycji IPN. I dopiero teraz (choć cześć tych zapisków znana jest od lat, były one częściowo już publikowane) nabierają one znaczenia NAUKOWEGO, po opublikowaniu ich w biuletynie ipeenowskim. Dlaczego ma to znaczenie, i dlaczego teraz następuję ta publikacja – o tym później.

Według Antoniego Dudka z zapisków generała Anoszkina wynika, że Jaruzelski miał prosić Rosjan (Kulikowa) o pomoc militarną w przypadku, gdyby opór przeciwko stanowi wojennemu – miał być zbyt silny w stosunku do możliwości sił bezpieczeństwa i wojska. Jeżeli się jednak głębiej wczytamy w materiał, nie znajdziemy tam potwierdzenia, że chodziło o pomoc stricte militarną, a raczej o pomoc wojskową, w sensie zaopatrzeniowym. Potwierdza to również generał Florian Siwicki, ówczesny minister obrony narodowej, który mówi o pomocy gospodarczej i politycznej. Poza tym generałKulikow nie był władny podjąć takiej decyzji samodzielnie, nie miał żadnych umocowań politycznych.

Continue Reading →

Martwa idea POPiS-u

Co jakiś czas powraca w mediach, czy na polskich salonach politycznych dyskusja o tym, jaka to wspaniała miała być idea porozumienia dwóch partii postsolidarnościowych, Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej. Porozumienie tych dwóch formacji, w skrócie POPiS, miało wcielić w życie idee tak zwanej IV RP, czyli publicystycznego pomysłu politologa Roberta Matei. Sierot po POPiS-ie jest w dalszym ciągu wielu, tylko, że ich wynurzenia są zgoła inne, niż jeszcze kilka lat temu.

Chyba najbardziej paradoksalną sprawą jest to, że obie partie i PO, i PiS prezentują się jako partie prawicowe, jednocześnie odwołując się do czysto socjalistycznego i socjalnego ruchu związkowego, a później politycznego, który u zarania swojej działalności chciał socjalizm reformować, nie myślał o zmianie systemu politycznego, a ryt niepodległościowy i antykomunistyczny nadali mu działacze innych nurtów politycznych, co ciekawe, również początkowo o proweniencji lewicowej. To coś takiego, jak w przypadku amerykańskiego ruchu neokonserwatywnego, którego początki tkwią w… lewicy trockistowskiej. Tak daleko nasze partie „prawicowe” nie doszły, ale chcą być postrzegane jako ideowa prawica, choć obie z konserwatyzmem, liberalizmem i chadecją mają związki bardzo luźne.

Prawicowy, coraz bardziej prawicowy dziennikarz, Igor Janke wydał książkę, stanowiącą wybór jego felietonów i publikacji z ostatnich kilku lat, nosi ona tytuł, „PO-PiSowa kronika upadku”. Mówi to już samo przez się, o czym ten wybór traktuje, ocena tego, co się stało w ciągu ostatnich 4. lat zawarta jest w tytule. Janke pisze, w przedmowie, że „koalicja PO-PiS to był tylko sen, z którego trzeba szybko się obudzić”, a minione 4. lata podzieliły tylko elity polityczne – w sposób nieodwracalny. To słuszna diagnoza, ale spór o idee POPiS-u i jego upadku toczy się teraz, kto za to ponosi winę. I tak, jak głębokie są podziały pomiędzy działaczami obu partii, tak również głęboki – i nierozwiązywalny – jest spór, kto za to ponosi odpowiedzialność.

Continue Reading →

Podać rękę Polańskiemu

Sytuacja, w jakiej się znalazł polski reżyser (bo od czasu Oskara za „Pianistę” jest znów NASZYM reżyserem, tak jak wcześniej był amerykańskim, francuskim, a dla wielu żydowskim…) budzi dość skrajne emocje i równie skrajne opinie. Od głosów pełnego i bezwzględnego potępienia i żądania, aby Polański poddał się  bezwarunkowej karze, stawił się przed sądem w Los Angeles dobrowolnie, a następnie udał się do więzienia, czyli pokajał się, aż do głosów, pełnych oburzenia, iż z Polańskiego, ze względu na jego pozycję, a może i pochodzenie, zrobiono kozła ofiarnego i wykorzystano jego osobę jako modelowy przykłada pedofila. Złapanego na gorącym uczynku – wprawdzie po 30. latach, a zawsze…

Oceny i opinie moralne, społeczne i prawne są jednak czysto subiektywne. Bo jeżeli się bierze pod uwagę stronę prawną, w jakiej znalazł się Polański, to komentatorzy też biorą pod uwagę otoczenie, w jakim sami oni się znajdują. Jest prawdą, o czym pisze m.in. redaktor Stefan Bratkowski w Studio Opinii, że kraje europejskie znają i stosują instytucję przedawnienia, ze względu na to, że nauka wykazuje, że człowiek, z biegiem lat zmienia się i nie jest tym samym, kiedy popełniał przestępstwo, jeżeli nie jest oczywiście zwyrodnialcem. Jest faktem, że Polański swoim życiem dowiódł, że pedofilem nie jest i nie był w czasie, kiedy obywał stosunek z 13-letnią… dziewczynką, czy kobietą?… O tym dalej.
Bratkowski wskazuję, że kultura prawna krajów europejskich zabrania wydawania ściganego sądom państw, który nie gwarantuje mu sprawiedliwego sądu. I też ma tu rację, tym bardziej, że ze strony sądu amerykańskiego nie możemy doszukać się dobrej woli. Problem polega jednak na tym, że list gończy został wydany, a kultura prawna Szwajcarów uległa naciskowi interesów prawnych i biznesowych, pomiędzy USA i Szwajcarią. A ponieważ Polański nie jest obywatelem tego kraju, dlatego jego wartość (także w związku z oskarżeniami, jakie na nim ciążą) jest niezbyt duża. A więc nasze poczucie tego, że Polańskiemu dzieje się krzywda, bo nasza kultura społeczna i prawna nie pozwoliłaby na wydanie go Amerykanom uległa brutalnym interesom.

Continue Reading →

Tragedia na Uralu

Miałem zatytułować ten artykuł, jak zwykle, „Czytanki (nie)oszołomów”, ale to zupełnie inny temat. Wyjątkowy, przejmujący
Dwa odcinki reportażu Polaka mieszkającego w Permie, Gabriela Michalika, opisujące tragedię i to co się po niej stało,w klubie „Chromaja Łoszadź”. Napisany z wyjątkowym talentem.

Tym razem bez żadnego komentarza, jak się pojawią nowe części, zapewne je zamieszczę.

—————————————————————–

Tragedia na Uralu


Jestem tu. Marznę przed klubem „Chromaja Łoszadź” w Permie i wiem mniej niż moja przyjaciółka, która te same zdarzenia śledzi za pośrednictwem telewizji w Środkowej Azji.

Bywałem w tym klubie rzadko. Tłok, hałas, rozbrykana klientela w rodzaju 15-20 latków zajeżdżających przed knajpę hummerami. Ale wczoraj chciało tam być pół miasta. Kto dostał zaproszenie na ten wieczór, mógł się uznać za VIP-a. Świętowano ósme urodziny klubu.

Ktoś dla kawału zapalił racę. Od niej zajęły się fajerwerki zmagazynowane w lokalu. Miały być odpalane na zewnątrz. Wybuchły w środku. Spaliło się 112 osób. Sto a może dwieście (oficjalne i nieoficjalne komunikaty nie są zgodne) cierpi w szpitalach. Umierają. Co chwilę serwisy podają nową, większą liczbę ofiar śmiertelnych.

Podobno w klubie było dwa razy więcej osób niż pozwalały przepisy. Właściciel naruszył wszystkie wymagania przeciwpożarowe. Łamał je przez lata budując i urządzając knajpę, złamał je szczególnie tragicznie wczoraj: składając w klubie fajerwerki.

* * *

Continue Reading →

Cynizm uprawniony

Wielu ludzi dotkniętych władzą staje się cynikami. Myślę, że większość ludzi władzy, od decyzji których zależy to, czy zrealizują swoje plany, lub plany swojej formacji politycznej, wie doskonale, że nie ma prostej drogi do dojścia do celu. Słowo „kompromis” jest na pierwszym miejscu przed słowem „prawda” w arsenale polityka.

Komisja hazardowa rozgrzewa…samych zainteresowanych, media elektroniczne i garstkę obserwatorów. Tak, garstkę, ponieważ szerszy ogół społeczeństwa jest sprawą zainteresowany mniej niż umiarkowanie. Pokazują to zresztą ostatnie sondaże, które wprawdzie są dość mało miarodajne, co do reprezentatywności badanych i zakresu badania, ale pokazują trend, a właściwie stałość poglądów – Platforma Obywatelska cały czas oscyluje wokół 50% poparcia społecznego…Afera hazardowa, „grzana” przez media już prawie od 2. miesięcy, nie działa ani wprost, ani w sposób skumulowany na wyniki sondaży.

Komisja sejmowa, jaką powołano do rozwikłania tej sprawy, jest pod całkowitą kontrolą Platformy Obywatelskiej, a jej koalicjant, PSL, nie miesza się do tego, uznając, że do problem PO, jak sobie sprawę rozwiąże. Marszałek Franciszek Stefaniuk wyraźnie to zaakcentował, że on i jego formacja nie będzie się mieszać w przedstawienie, jakie tworzą PO i PiS, i opuścił salę obrad przed głosowaniem nad odwołaniem ze składu komisji pisowskich posłów Wassermana i Kempy. PO nie ma innej możliwości, niż trzymanie całej komisji i sprawy afery hazardowej „za twarz”, ponieważ partie opozycyjne, przy całej retoryce wielkich słów posła Bartosza Arłukowicza z SLD i polityków PiS – zrobiłyby wszystko, aby przejąć władzę w komisji i wykorzystać ją dla własnych celów politycznych.

Odwołanie Zbigniewa Wassermana i Beaty Kempy z prac komisji było zagraniem cynicznym. Cynicznym, ale w pełni uprawnionym prawnie, ponieważ szef komisji, poseł Sekuła miał w ręku opinie prawne biura Sejmu. I o tym i Kempa i Wasserman wiedzieli, przeglądając depesze papowskie nie znalazłem nigdzie ich opinii o tym, że zostało złamane prawo. Jest faktem, że uczestnictwo Kempy w pracy komisji ds. wyjaśnienia śmierci Barbary Blidy PO nie przeszkadzało, choć była ona wiceministrem w resorcie, który w sprawę był zamieszany, a jej były szef Zbigniew Ziobro, będzie jeszcze zeznawał przed komisją – a teraz jednak przeszkadza…

Continue Reading →