
Od dnia dzisiejszego Polska jest jest już pod jurysdykcją Traktatu Lizbońskiego, zwanego też Traktatem Reformującym. To ważne przypomnienie, że TL nie jest dokumentem skończonym i pełnym, bez znajomości innych aktów prawnych i nie będzie pełny, bez przepisów wykonawczych, zarówno na szczeblu całej Unii Europejskiej, jak i poszczególnych państw.
Najważniejszą zmianą, jaką wprowadza Traktat Lizboński nie jest to, że wprowadzone zostają funkcje przewodniczącego Rady Europejskiej, zwanego (umownie) unijnym prezydentem, oraz wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej i obronnej, zwanego ministrem spraw zagranicznych. To tylko symbole unijnej jedności, ale o znaczeniu dość ograniczonym. Dalej najważniejszą rolę będą odgrywały spotkania wszystkich przywódców unijnych, a w sferze realnej polityki, największą rolę będą ogrywali silni przywódcy silnych państw UE. I Polska tę możliwość poza formalnego oddziaływania na struktury Unii ma, pod warunkiem, że potrafi, po pierwsze, odbudować relacje i przywództwo w krajach regionu, po drugie, będzie potrafiła odbudować i wzmocnić relacje z Niemcami i Francją, a po trzecie – znormalizuje stosunki z Rosją. I przestanie się oglądać na Stany Zjednoczone.
Najważniejszą formalną zmianą w Unii Europejskiej jest to, że stanie się ona podmiotem prawa międzynarodowego (otrzyma osobowość prawną). Drugą ważną sprawą jest to, że wzrasta rola Parlamentu Europejskiego, a więc również jego szefa (Jerzego Buzka, który będzie sprawował swoją funkcję 2,5 roku – pół kadencji). To właśnie Europarlament będzie decydował o budżecie całej UE i poszczególnych stref aktywności, a także o polityce energetycznej, współpracy transgranicznej, ochronie danych osobowych – choć głos zatwierdzający będzie miała Komisja Europejska i zgromadzenie państw unijnych. Ale z kolei ograniczono w wielu wypadkach prawo veta.
Wbrew pozorom zwiększy się rola parlamentów poszczególnych państwa, które będą oceniać propozycje prawne, legislacyjne Komisji Europejskiej. I jeżeli ponad połowa parlamentów krajów unijnych wypowie się o projekcie negatywnie, projekt upadnie.
Cześć środowisk w Polsce, jak choćby politycy Prawa i Sprawiedliwości, skupieni wokół Antoniego Macierewicza, negują i kontestują prawo unijne, jako nadrzędne wobec prawa polskiego. Miałem wątpliwą przyjemność słuchania enuncjacji posła Karola Karskiego, który twierdzi o prymacie Konstytucji RP nad prawem Unii Europejskiej. A chodzi o to, czy prawo unijne jest zgodne z zapisami polskiej ustawy zasadniczej. To subtelne różnice, które dla takich, jak poseł Karski nie do odróżnienia…
Oczywiście, gdzieś w tle są przywoływanie dyskusje i lamenty na temat ograniczenia polskiej suwerenności. Tak jakby Polska, przystępując 1. mają 2004 do Unii Europejskiej nie ograniczyła już i nie scedowała części swojej suwerenności na rzecz wspólnoty unijnej.
Suwerenność jest kategorią polityczno–prawną i w przebiegu dziejów pojęcie to zmieniało swoje znaczenie i kontekst. We współczesnym świecie państwo nie ma pełnej suwerenności, można tylko się zastanawiać, jaka jej część została oddana we władanie innym i czy zostało to zrobione dobrowolnie – i za jaką cenę, lub za jakie inne korzyści. Tak jak stało w przypadku Polski, która dobrowolnie podpisała następną iterację Traktatu z Maastricht – czyli Traktat Nicejski.
Polska, jako państwo – nie jest i nie była nigdy w pełni suwerenna. Gdyby tak było – oznaczałoby to, że nie jest uczestnikiem życia międzynarodowego, w żadnym zakresie. Polska jest członkiem szeregu międzynarodowych organizacji, na rzecz których oddaliśmy duża część naszej suwerenności. Dobrowolnie i z wielką dla nas korzyścią.
Przed rokiem 1989, Polska nie była krajem suwerennym. Jest to oczywiste, większość naszych interesów była scedowana (niedobrowolnie) na innych uczestników życia międzynarodowego. Stopień samowładztwa – czyli samodzielności politycznej przy podejmowaniu decyzji o charakterze zarówno wewnętrznym, jak i zagranicznym – był mocno ograniczony. W wyniku przemian Okrągłego Stołu nie można powiedzieć, że nasz kraj odzyskał 100% suwerenności – on uzyskał tylko jej inny zakres, zakres dla Polski bardziej satysfakcjonujący. Do czasu, kiedy nie okazało się, że Polska w myśl interesu swojego i swoich obywateli – musi znów tą wolność ograniczyć – i przystąpić do wspólnoty państw Europy. I wzmocnić Partię Zagranicy.
Smutne jest to, że Polska samoistnie ograniczyła wewnętrzną suwerenność i prawa prawa obywatelskie, ponieważ przyłączając się do tak zwanego protokołu brytyjskiego, w naszym kraju nie działa w pełni Karta Praw Podstawowych. Tu właśnie dobitnie widać, jak nasze prawa zostały ograniczona ze względów ideologicznych i klerykalnych.
Warto o KPP walczyć.
Azrael
———-
Tekst opublikowany na portalu MojeOpinie.pl




Nie sądzę, żeby UE była ograniczeniem wolności naszego Kraju w stopniu większym niż tę wolność „dobrowolnie” ogranicza Konkordat, a i praktyka prawna nie ta sama.
W efekcie rosnących wpływów regionalnych grup interesów, wbrew woli tradycyjnych Mocarstw – myślę,że mrzonki neoendeckich anarchistów, którym się marzy restauracja sarmackiej samowoli na terenie Europy i świata, to nie tylko polityczne ale i gospodarcze samobójstwo, chyba, że wzorem kilku afrykańskich kacyków wolelibyśmy, jako długo-planowe wyjście z sytuacji przymusowej, „opiekę” komunistycznego kapitalizmu chińskiego, który przez ocean i góry nie wydaje się aż taki straszny… tylko gdzie w ich systemie nasi socjal-populiści znajdą tak oczekiwany raj dla klienteli urzędów zatrudnienia…
Europa jednoczyła się w przeszłości kilkakrotnie, najczęściej przy użyciu siły, obecnie jednoczy się inaczej i MOŻEMY tym razem mieć nad tym procesem częściową kontrolę, jak wszyscy uczestnicy…
Oby okazja nie została zmarnowana. Zamiast się kłócić należałoby szkolić kadry dyplomatów, prawników, tłumaczy, wysyłać ludzi na staże i szkolenia, żeby wykorzystać ciągle jeszcze rosnącą koniunkturę
Pozdrawiam…
Dosc ciekawy punkt widzenia, ale czy aby nie za wczesnie na takie analizowanie Traktatu Lizbosnkiego? Czy aby nie nastepuje ten moment w ktorym przekonujemy sie o niedoskonaloasci Konstytucji RP?
W koncu ostatni nader wzki problem to relacje Kosciol Panstwo!. Chyba juz pora najwyzsza purpuratowi w Polsce pokazac jego miejsce prawa i obowiazki w mysl rodzialu kosciola od Panstwa przy zachowaniu swieckieg9o charakteru polskiej panstwowosci?
Całe szczęście, że prawo UE nie reguluje spraw ideologicznych (w zakresie szeroko rozumianej demokracji) i tradycji państw…
Krzysztof Skowroński rozmawia z Józefem Oleksym – http://www.radiownet.pl/radio/wpis/1781/