Mokry, śmierdzący kapiszon

Instytut Pamięci Narodowej wydał nowe opracowanie naukowe, pt. „Aparat represji w Polsce Ludowej”. Znajduje się w nim kilkudziesięciostronicowe opracowanie dr Piotra Gontarczyka, poświęcone Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. To publikacja zapowiadana od miesięcy przez prezesa Janusza Kurtykę – a dokładnie od dnia, kiedy były prezydent niezbyt pochlebnie wyraził się o pracy śledczej IPN, w kontekście oskarżenia gen. Wojciecha Jaruzelskiego o działania w związku przestępczym, a o samym prezesie instytutu – w szczególności. Praca Gontarczyka ma więc solenną podbudowę, ale niekoniecznie zgodną z etyką pracy naukowca.

Uzasadnione jest tu przypomnienie, że p. Piotr Gontarczyk był w latach 1998 – 2005 współpracownikiem Rzecznika Interesu Publicznego, sędziego Bogusława Nizieńskiego, tego samego, który bezskutecznie oskarżał Aleksandra Kwaśniewskiego o współpracę z SB. Sprawa została przez Nizieńskiego przegrana przed Sądem Lustracyjnym, a prezydent uznany – nie po raz pierwszy – za niewinnego. Jednym słowem sąd, jako instytucja demokratycznego państwa prawa oczyściła prezydenta z oskarżeń. Nie w oczach jego politycznych przeciwników i hunwejbinów lustracyjnych.

Opracowanie, jakie zamieścił Piotr Gontarczyk w zbiorczej publikacji IPN, prawie wyłącznie opiera się o materiały, które były podstawą wyroku w roku 2000. Ale funkcjonariusz IPN postanowił je w swoim opracowaniu twórczo zinterpretować, to co jest dostępnie w niewielkiej ilości, rozwlec na ponad 50.stronach artykułu. Po dogłębnej kwerendzie dodane są pewne materiały, ale jeszcze o mniejsze wartości, niż te z lat poprzednich. Gontarczyk w związku z tym zamiast rzetelnej analizy materiałów prowadzi coś w rodzaju procesu poszlakowego, a nie dowód oparty o potwierdzone krzyżowo i bezwzględnie wiarygodne zapisy. Poza wpisem ewidencyjnym Gontarczyk nie znalazł żadnych raportów, oświadczeń, donosów, czy choćby notatek funkcjonariuszy. Całość dowody tego opracowania zasadza się na jednej informacji o zamieszkaniu Kwaśniewskiego, a przede wszystkim o tym, że przecież nieprawdą jest, że członkowie PZPR nie byli werbowani przez służby specjalne PRL.

Można sobie zadać pytanie, o co w związku z tym chodzi IPN, Gontarczykowi i Januszowi Kurtyce, który legitymuje takie opracowania? Otóż instytucja ta dalej tkwi w formule zakreślonej przez czasy tak zwanej IV RP. Jest to instytucja, w części zajmującej się lustracją i ściganiem peerelowskich przestępców (w stylu trochę orwellowskim, a więc przestępców myśli…), realizująca konkretne zadania polityczne, mające być walką o pamięć historyczną i narzędziem walki. Problemem jest tylko to, że kiedy w przypadku książki o Lechu Wałęsie, autorstwa spółki Cenckiewicz/Gontarczyk zręczna kompilacja kserokopii materiałów, fałszywek i własnych, równie odkrywczych, opinii dała pewne rezultaty, to w przypadku materiału o Aleksandrze Kwaśniewski zostały już tylko konfabulacje i czysta, pardon, brudna publicystyka.

IPN pod okiem i ręką Janusza Kurtyki jest z jednej strony podobny do orwellowskiego Ministerstwa Prawdy z „Roku 1984”, z drugiej strony, bliski jest esbeckim metodom i stylowi działania. Tylko, że wtedy fałszywki miały lepszą jakość…

Azrael

Lobbysta, czy urzędnik?

Osoby znające dr Janusza Kochanowskiego nie tylko z racji sprawowanej funkcji, twierdzą, że jest to człowiek ciekawy, inteligentny, dowcipny, ale i ambitny, wręcz próżny. Dość ścisłe ramy jego urzędu, Rzecznika Praw Obywatelskich, i praktyka jego sprawowania przez poprzedników (osoby z większym, niż Kochanowski dorobkiem naukowym i prestiżem) są dla niego chyba ciężarem.

RPO dał się poznać, jako człowiek traktujący i swoje obowiązki i prawa obywatelskie dosyć wybiórczo. Ma oczywiście pełne prawo do prezentowania swoich poglądów, odrębnych od zadań swego mandatu, co czynił wielokrotnie. Ma prawo również do autonomicznych decyzji w ramach swego niezawisłego urzędu. Nie ma jednak prawa do robienia rzeczy, jako urzędnik państwa, który ma stać na straży swobód obywatelskich, niegodnych państwa polskiego – a przede wszystkim – prawa.

W dniu wczorajszym Kochanowski skierował prokuratury (po 18. dniach odgrażania się, że to zrobi…) zawiadomienie o podejrzeniu dokonania przestępstwa przez minister zdrowia Ewę Kopacz. Nie dotyczy to jednak głównie tego, że nie ma w aptekach szczepionek przeciwko nowej grypie A/H1N1, ale że Ministerstwo Zdrowia nie ma planu walki z epidemią grypy. Wydaje się, że tego rodzaju sformułowany zarzut jest strzałem w stopę, bo trudno sobie wyobrażać, aby ministerstwo nie miało planu działań w sytuacjach kryzysowych, jak również aby również inne instytucje nie działały zgodnie z procedurami.

Continue Reading →