
Co jakiś czas powraca w mediach, czy na polskich salonach politycznych dyskusja o tym, jaka to wspaniała miała być idea porozumienia dwóch partii postsolidarnościowych, Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej. Porozumienie tych dwóch formacji, w skrócie POPiS, miało wcielić w życie idee tak zwanej IV RP, czyli publicystycznego pomysłu politologa Roberta Matei. Sierot po POPiS-ie jest w dalszym ciągu wielu, tylko, że ich wynurzenia są zgoła inne, niż jeszcze kilka lat temu.
Chyba najbardziej paradoksalną sprawą jest to, że obie partie i PO, i PiS prezentują się jako partie prawicowe, jednocześnie odwołując się do czysto socjalistycznego i socjalnego ruchu związkowego, a później politycznego, który u zarania swojej działalności chciał socjalizm reformować, nie myślał o zmianie systemu politycznego, a ryt niepodległościowy i antykomunistyczny nadali mu działacze innych nurtów politycznych, co ciekawe, również początkowo o proweniencji lewicowej. To coś takiego, jak w przypadku amerykańskiego ruchu neokonserwatywnego, którego początki tkwią w… lewicy trockistowskiej. Tak daleko nasze partie „prawicowe” nie doszły, ale chcą być postrzegane jako ideowa prawica, choć obie z konserwatyzmem, liberalizmem i chadecją mają związki bardzo luźne.
Prawicowy, coraz bardziej prawicowy dziennikarz, Igor Janke wydał książkę, stanowiącą wybór jego felietonów i publikacji z ostatnich kilku lat, nosi ona tytuł, „PO-PiSowa kronika upadku”. Mówi to już samo przez się, o czym ten wybór traktuje, ocena tego, co się stało w ciągu ostatnich 4. lat zawarta jest w tytule. Janke pisze, w przedmowie, że „koalicja PO-PiS to był tylko sen, z którego trzeba szybko się obudzić”, a minione 4. lata podzieliły tylko elity polityczne – w sposób nieodwracalny. To słuszna diagnoza, ale spór o idee POPiS-u i jego upadku toczy się teraz, kto za to ponosi winę. I tak, jak głębokie są podziały pomiędzy działaczami obu partii, tak również głęboki – i nierozwiązywalny – jest spór, kto za to ponosi odpowiedzialność.
System polityczny i podział sceny politycznej, który w przybliżeniu możemy przedstawić na dzień dzisiejszy jako układ 2+2 – dwie duże partie i dwie mniejsze (SLD i PSL) jest w jakimś stopniu wynikiem z jednej strony upadku formacji politycznych z lat 90, Unii Wolności i AWS, na gruzach której powstały nowe twory polityczne, dwie partie centralistyczne, PO i PiS, z drugiej strony natomiast jest to efekt afery Rywina, która przy pomocy mediów doprowadziła lewicę do poziomu politycznego marginesu.
System, w jakim w tej chwili działamy, jest de facto systemem dwupartyjnym, wywodzącym się z pnia “Solidarności” i porozumienia Okrągłego Stołu. PO głównie się różni od PiS wizerunkiem partii liberalnej, proeuropejskiej, która przeciwstawia się zamkniętej, populistycznej PiS. Doskonale jednak wiemy, że obie partie, oba środowiska polityczne są tak naprawdę bardzo blisko siebie.
Dwuletnie rządy Prawa i Sprawiedliwości w latach 2005-2007 zdefiniowały na nowo podział polityczny polskiej sceny. Już nie mamy tak jednoznacznego podziału na partie postsolidarnościowe i postkomunistyczne lub populistyczne, już linia podziału nie biegnie jednoznacznie po linii tego, jaki jest stosunek do czasów PRL. Nie ma również już po wyborach 2007 roku podziału, który został stworzony na potrzeby walki politycznej przez Jarosława Kaczyńskiego, czyli podziału na „Polskę liberalną”, a zatem złą, i „Polskę solidarną”, program stworzony dla Polaków przez patriotów z PiS. Ale nie jest on dany raz na zawsze, nawet pomijając obowiązujące przepisy dotyczące finansowania partii politycznych i ordynację wyborczą.
Część politologów i komentatorów politycznych – nie mówiąc o działaczach dwóch największych partii – twierdzi, że najbardziej korzystnym układem politycznym – takim, który może przynieść stabilność, spokój – jest układ dwupartyjny, pod pojęciem którego zakłada się, że te dwie partie to Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość. Twierdzi się, że obie w dalszym ciągu mają szansę poszerzyć swoje bazy i programy – pierwsza miałaby wchłonąć lewicę i zagospodarować centrum, druga natomiast, pozbywając się retoryki populistycznej, pójść w stronę narodowego konserwatyzmu.
Po czasach rządów lewicy, zakończonych aferą Rywina, PO i PiS zmonopolizowały scenę polityczną. Jednak te dwie partie, mające solidarnościową konduitę, nie potrafią się ze sobą za nic dogadać. W czasie kiedy Polska, za przykładem całego Świata, przeżywała okres prosperity, obie partie (i ich przywódcy) nie potrafiły wykorzystać tego okresu do stabilizacji sceny politycznej, a przede wszystkim do zreformowania państwa i podparcia hossy gospodarczej rozsądnymi reformami ekonomicznymi i społecznymi. Planowano reformy – finansów publicznych, reformę systemu emerytalnego, łącznie z reformą ZUS, reformy w sferze administracji publicznej, nie wspominając już o reformach w ochronie zdrowia, szkolnictwie wyższym i podstawowym. A autostrady, budowane przy wykorzystaniu środków unijnych, miały przeciąć nasz kraj we wszystkich kierunkach. Już za samo niewypełnienie tych zadań obie partie powinny zostać usunięte z polskiej polityki.
Przed wyborami w roku 2005 zakładano, że obie partie, PiS i PO, będą rządzić razem – pierwsi w sferze idei i rozliczeń, drudzy w sferze polityki gospodarczej, finansów i polityki zagranicznej. Obie partie miały wspólne idee, wspólne platformy programowe. I tak naprawdę – niewiele się zmieniło. To co różni obie partie – to styl uprawiania polityki, ale także jej treść społeczna.
Obecny podział polega na tym, że Polska dzieli się na tych, którzy nie bacząc na „zagrożenia”, idą w stronę Europy i jej zdobyczy cywilizacyjnych – czyli na tych, dla których przyszłość jest ważniejsza – i na tych, którzy żyją przeszłością, dla których Unia Europejska jest antypolska i antykatolicka, a sensem działania jest rozliczenia przeszłości, dla których dalej dekomunizacja, dezubekizacja i lustracja to tematy najważniejsze.
Jest kilka spraw, które określają miejsce obu partii na scenie politycznej. Jeżeli chodzi o stosunek do religii i wartości katolickich, to jest on zbieżny w obu partiach; wszak Polacy są jeszcze w swojej masie wyznania katolickiego, dlatego obie siły szukają poparcia w instytucjach Kościoła. Także obecność religii w życiu społecznym i nauczaniu obu partiom nie przeszkadza. Poglądy Platformy Obywatelskiej na prawa kobiet, problemy aborcji i zapłodnień in vitro są praktycznie takie same jak konkurenta. Czyli kierunek na nowoczesność – ale tylko tam, gdzie jest to wygodnie i bez wchodzenia w konflikt z zachowawczą częścią społeczeństwa i Kościołem.
Podobnie jest z gospodarką; również polityka zagraniczna, jak pokazało choćby głosowanie w Sejmie na temat traktatu z Lizbony – a wcześniej tryb jego negocjacji – nie różni obu partii.
Platforma, z racji tego, że kieruje się w stronę elektoratu młodszego i bardziej wykształconego, jest bardziej proeuropejska – bardziej patrzy ku przyszłości Polski, ma jednocześnie większe zaufanie do społeczeństwa i jego zdolności rozwojowych, z czego też wynika opcja polityki deregulacji decyzyjności i postawienia na samorządność. PiS natomiast to partia ludzi, w wielu wypadkach wycofanych, zagubionych, nastawionych na „daj”, dla których silne i opiekuńcze państwo to podstawa. Stąd, biorąc także pod uwagę znaną nieufność Jarosława Kaczyńskiego do otaczającego go świata, chęć wzmocnienia instytucji państwa.
Jest wiele rzeczy, które obie partie łączy, jeszcze więcej je dzieli. Obie formacje jednak mają jedną wspólną cechę, która ma nie wiele wspólnego z ideowością; Obie chciałby rządzić niepodzielnie, a ich najważniejszym celem jest walka z konkurencyjną partią. Dlatego właśnie idea POPiS-u nie miała szansy nigdy się zrealizować.
Azrael
——————-
Artykuł ukazał się na portalu MojeOpinie.pl









i dzięki bogu ..
… teraz się nawzajem pilnują ….
I chwała Bogu, bo jak z twojego tekstu wynika „teatr” polityczny w Polsce dzieli się nie 2+2 ale 1+2+2 = Kościół, dwie duże i dwie małe partie. Tak nie jest nawet we Włoszech… dlatego trójpodział władzy i reformy doznały „paraliżu postępowego”. Tu nawet nie chodzi o reformowanie czegokolwiek, ale o proste przestrzeganie istniejącego prawa bez ideologicznych albo religijnych przegięć.
Partia kontrolująca wpływy Kościoła i innych formacji ideologicznych na struktury Państwa jeszcze nie powstała a przykład Trybunału Konstytucyjnego świadczy o tym, że instytucje państwowe nie są w stanie bronić się same przed „pełzającym” zamachem stanu.
To co działa jeszcze w niektórych krajach „Zachodu” broni się siłami obywateli i jeśli samorządy, media, związki zawodowe i stowarzyszenia profesjonalistów jak również indywidualni obywatele Polski nie będą sprzeciwiali się „zawłaszczaniu” państwa, grozi nam kolejny okres rządów Partii Hegemonistycznej, który wbrew pozorom jest celem większości polityków aktywnych w Polsce.
Trudno walczyć z prawie 300 stu letnią tradycją. W odróżnieniu od innych krajów Europejskich, nie mieliśmy „skutecznych” rewolucji ani wojen religijnych, konflikty nie uczyły samodzielności a ciągła walka o niepodległość wprowadziła swoisty „obowiązek posłuszeństwa” i „konieczność obrony wartości narodowych”, co w praktyce oznacza, że grupa „prawych” ma obowiązek mówienia wszystkim co mają robić i myśleć.
Najbardziej niepokoi mnie i dziwi powszechność tej wiary i postawy zwłaszcza wśród dziennikarzy, którzy z definicji powinni być niezależni…
Mam nadzieję, że z czasem ważniejsze będzie dla nas wszystkich to co nas łączy a nie to co nas dzieli.
Zastanawiam sie kto ile i czego musial wypic, by posilic sie na sformulowanie ideii POPiS.
To, co aktualnie dzieje sie w Polsce na scenie politycznej pozwala raczej rpognozowac, ze na prawej stronie umocni sie Platforma Obywatelska, ktora z czasem poddawac sie bedzie autoprzemodelowaniu – wchlaniajac co bardziej wartosciowy zlepek indywidualnosci z PiS .
Prawo i Sprawiedliwosc czeka przyszlosc podobna do SLD w dniu dzisiejszym, tj wielosc wewnetrznych pozialow, brak spojnosci progrqamowej, nadmiernosc konkurujacych miedzy soba liderow partii.
Z lewej strony przy okazji najblizszych wyborow tak prezydenckich jak i parlamentarnych nastapi polaryzacja trendow, ktora sprzyjac bedzie zjednoczeniu w nowy twor polityczny wielu formacji polityczncyh lewicowych i centrolewicowych. W dalekiej perspektywie czasowej mozna prognozowac, ze w Polsce zapanuje system dominacj dwoch wiodacych partii ( nazwijmy to umownie demokratycznej i republikansko chrzescijanskiej) i dopierow woczas zaczniemy obserwowac cos takiego , co sie nazywa tworcza konkurencja programowo ideowa.
To taki moj punkt widzenia na 20 lat do przodu wybiegajacy.
POPiS jaki się marzył Jarosławowi wielkiemu strategowi to Tusk i jego kompańja wyprowadzani o 6:00 w kajdankach w światłach jupiterów i kamer Ziobry Kamińskiego i Święczkowskiego.
Niestety ten wredny wnuczek dziadka z Wermachtu wcześnie się zoriętował co mu Kaczyńscy wraz z Rokitom chcieli zaserwować dlatego taka ich frustracja oraz Jankopodobnym
Cóż moim zdaniem jednak wiele dzieli PO od PiS bo to nie jest TYLKO styl uprawiania polityki to jest AŻ styl. W dzisiejszych czasach partie polityczne nie różnia się tak znacznie jak kiedyś. Czy wyobraża sobie ktoś by w krajach zachodnich np. Niemczech partia prawicowa była pro kościelna, anty homoseksualna? W gospodarce niepodzielnie panuje liberalna myśl. Podstawy wszędzie są takie same a więc koloryt dodaje JAK uprawia się tą politykę. Rządy najgorszego polskiego rządu od 89′ czyli PiS dobrze pamiętam i mam nadzieję iż nigdy nie powrócą. Przynajmniej w takiej formie tzn. w formie Jarosława Kaczyńskiego. Wystarczy czekać na jego przejście na emeryturę a ma on już 60 lat nikt nie jest wieczny
Pozdrawiam i życzę rychłego końca kariery J&L Kaczyńskich
emerytura nie załatwi za wiele … u nas niektórzy politycy to długo mogą …
Mamy sytuację podobną do zmagań Demokratów z Republikanami. Tak naprawdę niewiele różni te partie, zaś wojują z sobą z uporem godnym lepszej sprawy – prawie tak, jakby były krańcowo różne ideologicznie. Z tym że jeśli chodzi o ocenę systemu politycznego, skłanialbym się raczej ku niemieckiej „dwuipółpartyjności” – jeden duży koalicjant, jeden mały, raczej domyślnie przyporządkowany do tego większego. Taki w sumie mamy teraz podział – PO i PSL, PiS i SLD. Tak jak wcześniej było: CDU/CSU i FDP, SPD i Zieloni. Bo jednak nikomu się w Polsce nie udało zdobyć samodzielnej większości.
Nasze rozwiązania ustrojowe pchają nas w kierunku rozwiązań niemieckich, co widać nie tylko po kształtującym się modelu partyjnym. Osłabienie pozycji Prezydenta wobec rządu i parlamentu też byłoby pożądane, bo z nadmiernie rozwiniętym wetem głowa państwa pełni w Polsce głównie rolę destrukcyjną. Inicjatyw ustawodawczych jak na lekarstwo, współpracy z TK nie ma i tylko weto pozwala mu gorliwie wypełniać zadanie, zlecone przez pana prezesa. Ale to kwestia zmiany Konstytucji, czyli dość odległa perspektywa.
PS. Nie wiem, kto jest tak ślepy i naiwny, by dalej liczyć na POPiS. Te partie są za duże, by jedna mogła i chciała ustąpić w czymkolwiek drugiej i zrezygnować z jakiegoś celu na rzecz (obecnie) adwersarza. A do tego jest od groma innych powodów. Chociaż… jeśli w RFN była „wielka koalicja” (co prawda, wymuszona wynikiem wyborow, ale jednak) SPD-CDU/CSU, to i u nas jest szansa. Jednak nie wcześniej niż gdy szefostwo partii przestanie uważać przeciwników politycznych za śmiertelnych wrogów, z ktorymi trzeba za wszelką cenę walczyć i ich zniszczyć. Ośmielę się stwierdzić, iż na drodze do takiego porozumienia stoi przede wszystkim paranoja polityczna kierownictwa PiS.