
Temat in vitro nie jest w Polsce problemem medycznym. Wskazania medyczne, lecznicze tej metody sztucznego zapłodnienia, są w naszym kraju na samym końcu, po zagadnieniach ideologicznych i politycznych. Debata o zapłodnieniu pozaustrojowym toczy się obok środowiska lekarskiego i naukowego, a dodatkowo z całkowitym pominięciem opinni tych najbardziej zainteresowanych, czyli kobiet i par, które nie mogą mieć dzieci w drodze zapłodnienia drogą naturalną.
Platforma Obywatelska, a właściwie jej szef, Donald Tusk, dodatkowo także premier rządu, który jest odpowiedzialny za politykę zdrowotną państwa wobec obywateli, jak zwykleumywa ręce. Jak przy wszystkich sprawach trudnych. Jak pamiętamy, Donald Tusk po zakończeniu prac tak zwanej komisji Gowina, mającej opracować regulacje prawne dotyczące zagadnień bioetycznych, której nie udało się znaleźć konsensu, zezwolił na pracę nad dwoma równoległymi projektami poselskimi – właśnie Jarosława Gowina i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Projekt posłanki Kidawy-Błońskiej dopuszcza możliwość tworzenia zarodków nadliczbowych, ich mrożenie i selekcję przed implantacją do organizmu kobiety. Według jej projektów metoda in vitro ma być dostępna również dla par żyjących w konkubinacie. Jej propozycja jest również bardziej dopracowana pod względem prawnym, ponieważ od razu znalazły się w niej projekt ustawy bioetyczne, nowela ustawy o pobieraniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów oraz nowela kodeksu rodzinnego. Projekt autorstwa Jarosława Gowina, zakładający mnożenia i mrożenia zarodków, prowadzi do tego, że kobieta za każdą próbą zapłodnienia będzie musiała przechodzić terapię hormonalną. Jednocześnie jego projekt zakłada zakaz diagnostyki preimplatacyjnej, że może prowadzić do znacznych uszkodzeń płodów i zwiększonej liczby poronień.
Donald Tusk nie potrafi opowiedzieć się za jednym projektem, posłanki Kidawy-Błońskiej, ponieważ naraziłoby to go na konflikt z Kościołem Katolickim. To jest dla niego nie do pomyślenia, w kontekście zbliżających się wyborów. Takie postawienie sprawy oznacza, że projekt Jarosława Gowina (projekt posła PiS, Bolesława Piechy nie ma szans) zostanie poparty nie tylko przez część posłów PO, ale również przez posłów PiS i PSL. Nie muszę chyba specjalnie pisać, co to oznacza dla kobiet, dla dziesiątków tysięcy par, szczególnie tych, które nie będzie stać na wyjazd za granicę…
W dniu 9. grudnia obradowała wspólna komisja rządu i Komisji Episkopatu Polski, pod kierownictwem szefa MSWiA Jerzy Millera (konserwatysty, z bloku Jarosława Gowina) i Sławoja Leszka Głódzia. Hierarchowie wyrazili zniecierpliwienie tym, że – uwaga! – projekty o ZAKAZIE stosowania metody in vitro nie weszły pod obrady Sejmu. I KEP nie prezentuje tu stanowiska, że jeden z projektów jest lepszy, inny natomiast gorszy – nie, polski Kościół Katolicki, zresztą nie po raz pierwszy, prezentuje stanowisko, że państwo polskie, będące w Unii Europejskiej XXI wieku, powinno zakazać całkowicie tej metody leczenia. Biskupi polscy jasno dają znać, że nie chcą, aby in vitro zostało w Polsce uregulowane – i wywierają wpływ na rząd. Takim wpływem ma być specjalny dodatek, umieszczony w katolickich gazetach i tygodnikach (w nakładzie ponad 500 tyś. egzemplarzy), gdzie o metodzie in vitro będą się wypowiadać tacy fachowcy, jak wspomniany arcybiskup Sławoj Głódź, a nawet przewodniczący KEP, arcybiskup Michalik. In vitro zostanie w nim przedstawione z jednej strony jako „medyczny eksperyment”, z drugiej natomiast jako zbrodnia, równa aborcji.
Kościół Katolicki nie ma żadnych argumentów przeciwko stosowaniu metody in vitro, poza ideologicznymi. W związku z tym gotowy jest do szantażu moralnego i do czystej manipulacji, twierdząc, na podstawie niesprawdzonych, niezweryfikowanych i nie popartych żadnymi badaniami opinii, że zapłodnienie pozaustrojowe może prowadzić do wad wrodzonych, nowotworów, a nawet niższej inteligencji dzieci zrodzonych tą metodą. Na szczęście odpowiedzią na te bzdury są tysiące dzieci i dorosłych już ludzi, które są poczęte, dla szczęścia i miłości swoich rodziców. Dobrze by było, aby to nagłaśniać, pokazywać i promować.
Temat in vitro jest ważny nie tylko społecznie, ale również politycznie i światopoglądowo. Dla dużej części liberalnych wyborców, którzy głosowali na PO, podejście i stanowisko tej partii (i rządu)do sprawy in vitro – czyli sprawa dawania życia i szansy na dziecko dla tak wielu par – jest prawdziwym testem na to, na ile partia ta jest pro społeczna i pro obywatelska.
Donald Tusk musi sobie zdać sprawę, że w tej sprawie nie może być kompromisu społecznego i politycznego – a na pewno nie na warunkach dyktatu Kościoła Katolickiego.
Kościół Katolicki stoi na twardej pozycji ideologicznej i nie może dopuścić do rozplenienia się poglądu, że dawcą życia jest nie Bóg, tylko istota ludzka. Dlatego akt sztucznej prokreacji, który można, interpretując naukę Kościoła, traktować jako realizację boskiego planu powołania życia, próbuje się zrównać z aborcją i eutanazją. Akt pokonania choroby, jaką jest bezpłodność, zaliczony zostaje do grzechów.
Na początku działania rządu Donalda Tuska minister Ewa Kopacz obiecała, że zabiegi in vitro będą refundowane (podobny projekt złożyła teraz do Sejmu była już posłanka SLD, Joanna Senyszyn). Jest to zgodne z odczuciami społecznymi, ponieważ metoda in vitro nie jest zabiegiem na życzenie, lecz metodą leczenia. W związku z tym państwo powinno się wywiązać z obowiązku sformułowania prawa zapewniającego kobietom, parom, niezależnie od rodzaju związku, w jakim pozostają, pełny i równy dostęp do sposobów leczenie bezpłodności. Rząd ma obowiązek działania zgodnie z interesem ogólnospołecznym, dbając o prawa i interesy wszystkich obywateli.
Państwo ma obowiązek takiego stanowienia prawa, aby zapewnić obywatelom, kobietom, parom, niezależnie od rodzaju związku, w jakim pozostają, pełny i równy dostęp do sposobów leczenie bezpłodności. Rząd ma obowiązek działania zgodnie z interesem ogólnospołecznym, dbając o prawa i interesy wszystkich obywateli.
Jak słusznie zauważył katolicki publicysta, Adam Szostkiewicz, wprowadzenie pod wpływem Kościoła Katolickiego zakazu in vitro byłoby „kolejnym przejawem klerykalizacji państwa i prawa oraz przymusowej katolizacji społeczeństwa. I kolejnym przykładem, jak toksyczny może być kościelny monopol na etykę”.
Nadrzędnym dokumentem w państwie demokratycznym jest Konstytucja. W polskiej ustawie zasadniczej zapisane jest prawo do wolności sumienia (art. 53.), w związku z tym regulacji leczenia metodą in vitro nie powinna być przedmiotem targów z Kościołem Katolickim. Uleganie przez polityków szantażowi politycznemu Kościoła, to przykład, że politycy nie rozumieją wymogów demokracji i odpowiedzialności za dobro obywateli. Politycy, wybrani przez obywateli, mają obowiązek tworzenia prawa swobód obywatelskich i wolności wyboru. Próba kompromisu z Kościołem Katolickim, kosztem zdrowia setek tysięcy obywateli, a także ograniczenia ich prawa do ochrony zdrowia (art. 68., pkt 1. i 2. Konstytucji RP), to zanegowania zasad demokracji.
Azrael
* Opracowano na podstawi materiałów autora.
Materiał opublikowany na portalu MojeOpinie.pl









„Kościół Katolicki nie ma żadnych argumentów przeciwko stosowaniu metody in vitro, poza ideologicznymi.” – Jest jeszcze gorzej. Kościół nie ma jakichkolwiek sensownych argumentów ideologicznych. Stąd pewnie sprawa rozstrzygnie się ze zmianą władzy na piotrowym tronie – kolejny papież w tych samych księgach, na które powołują się dzisiejsi biskupi i proto Jezus – red Terlikowski – nie chcąc się dalej kompromitować odkryje i wyczyta, że jednak in vitro może być stosowane. Już to wiele razy przerabialiśmy tą lekcję wycofywania się rakiem i udawania że nic się nie stało (nie tylko nasza reprezentacja w piłkę nożna stosuje „nic się nie stało”) – parę lat temu nieomylny kościół zrehabilitował Galileusza ostatnio zgodził się nawet z Darwinem olewając spory fragment teologii, za który jeszcze trzysta lat temu gotów był przelewać krew… heretyków. Co więcej, spożywanie mięsa w czasie wigilii, za które naszym babciom i ojcom groziły męki piekielne, dzisiaj jest dopuszczalne. Tak więc pewnie sam Jezus jest zdezorientowany co do polityki swego kościoła – i nie raz nie dwa może być zaskoczony.
Czy jest ktoś w stanie mi wytłumaczyć jak to jest z tym KK który walczy z aborcją bo przez nią traci kasę za chrzty komunie i zgony.
A Rodzicom którzy chcą przysporzyć mu kasy nawet mając trudności z urodzeniem klienta kościoła mówi nie bo jakieś zarodki są ważniejsze jak żywy klient którego można strzyż nazywając go owieczką
Z powodu przeprowadzki Sławoja Leszka Głódzia, w Gdańsku odbyła się parapetówa.Udział wzięli…no szkoda słów!!!
„Próba kompromisu z Kościołem Katolickim, kosztem zdrowia setek tysięcy obywateli, a także ograniczenia ich prawa do ochrony zdrowia (art. 68., pkt 1. i 2. Konstytucji RP), to zanegowania zasad demokracji.”
Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym poglądem (z którym zgodzić bym się chciał – i to jak!). Jest dokładnie odwrotnie. Parszywe kompromisy i niechęć do niepopularnych decyzji są (niestety) nieuniknionym produktem ubocznym funkcjonującej demokracji. Tak jak tutaj. Projekt Gowina ma szanse BO Tusk w ten sposób rozumie wolę szeroko pojętego elektoratu. Gdyby eleodzić brak konfktorat życzył sobie konfliktu z kościołem i był gotów nagrormizmu – decyzje były by inne.
W demokracji musi byc szanowane zdanie mniejszosci, jest to straszna glupota czesto ale takie sa zasady. Churill mial racje mowiac iz demokracja to najgorszy ustroj ale nic lepszego do tej pory nie wymyslono
Mam wrażenie, że nie doceniamy roli jaką zawsze sprawował w Polsce KK, politycznego hegemona, który od upadku ruchu egzekucyjnego nie miał żadnej skutecznej przeciwwagi w życiu politycznym Kraju. Trudno jest walczyć z tradycją, która nie miała konkurencji przez tak długi czas. W swojej historii katolicyzm w Polsce stawał się coraz mniej tolerancyjny. Długi czas pełnił rolę integracyjną i to nie pozwala wielu, ludziom przywiązanym do tradycji, zrozumieć konieczności oddzielenie Kościoła od Państwa. Pomijam dla prostoty argumentu zwykłych karierowiczów…
Dlatego obraz tej polityki nie jest klarowny a Kościół, de facto, nowa partia hegemonistyczna, rządzi pośrednio, bez wybieralnej reprezentacji w Sejmie, ale za to skutecznie rękami przestraszonych polityków. Nie mając bezpośredniej reprezentacji KK nie podlega bezpośredniej krytyce. To nie jest sytuacja ani jasna ani klarowna, nie ma też przewidywalnych reguł gry.
Warto się nad tym zastanowić.