
Już kilkakrotnie pisałem – admiratorem Jana Marii Rokity nie byłem nigdy i już zapewne nie zostanę. Nie trafiają do mnie zachwyty nad jego wiedzą, oczytaniem, analitycznymi umiejętnościami, może dlatego, że jako racjonalny warszawiak generalnie sceptycznie patrzę na wydumany intelektualizm Krakówka. Warszawiacy cenią sobie raczej dynamizm, przebojowość, skuteczność, pragmatyzm – niż intelektualne dysputy przy kawiarnianym stoliku, lub światłe słowa wypowiadane zza stołu z zielonym suknem. Podejrzane dla mnie zawsze było to, jak tak doskonale przygotowany polityk, wiele razy wybierany do Sejmu – raz tylko, krótko sprawował urząd państwowy – za to krążył po różnych formacjach, niczym… Antoni Macierewicz. Zachwyty prawej strony sceny politycznej nad Janem Marią Rokitą płynęły zewsząd. Wszyscy, począwszy od premiera Jarosława Kaczyńskiego, przez Jarosława Gowina, na komentatorach takich jak Maciej Rybiński kończąc – wychwalają jego postawę patriotyczną. Tylko dlaczego nic z tego na dłuższą metę nie wynikało.
Od czasu dramatycznego, ale jakże groteskowego odejścia Jana Marii Rokity z polityki, w trakcie jakże słynnego i historycznego pierwszego programu Konrada Piaseckiego „Piaskiem po oczach” w TVN24, były „prawie premier” stacza się coraz bardziej w stronę tabloidowego nurtu politycznego. Dzielnie sekunduje mu w tym żona, Nelly, ale Jan (który zgubił po drodze drugie imię, Maria, a nawet trzecie – Władysław…) sam dokłada cegiełki. Nie pomogła mu specjalnie pozycja i rola publicysty w gazecie „Dziennik”, sowicie wynagradzanego przez Axel Springera. A już na pewno nie pomógł mu incydent w Monachium, gdzie nasz bohater stał się jednocześnie twórcą i tworzywem polityczno-kryminalnego performancu. Słynna awantura na pokładzie samolotu Lufthansy, której efektem jest głównie dzwonek w telefonie komórkowym („Ratunku, biją mnie Niemcy!”) przeniosła ex-polityka i naszego intelektualistę w świat tabloidów i marginesu politycznego. Od tego czasu rzadziej był zapraszany do mediów jako komentator, a jego wypowiedzi jako byłego polityka i kabareciarza „na stojaka” przestały mieć znaczenie ważnych opinii. Za to jego żona wypłynęła na szerokie wody polityczne i jest traktowana jako twarz rodziny. Warto poszukać w internecie zestawienia cytowań i okaże się że opinie (sic!) pani posłanki PiS są częściej przytaczane – choć, podobnie jak słowa Lecha Wałęsy, muszą być raczej tłumaczone na język zrozumiały dla odbiorców…
Jan Rokita, jak powtarza, jest w konflikcie z państwem niemieckim. Za kapelusz i płaszcz z samolotu i za to, że potraktowano go tak, jak się traktuje awanturującego się pasażera, który do tego zachowuje się arogancko wobec kobiety (niemiecka stewardesa). Po przejściu procedur sądowych, Rokita został skazany na grzywnę w wysokości 3000 euro, od wyroku którego się nie odwołał. Sąd wysyłał kilkakrotnie monity, bez rezultatu, w związku z tym prokuratura niemiecka wydała nakaz aresztowania w celu wykonania tej kary. I wystawiono za nim list gończy. Jeżeli Rokita przekroczy granicę Niemiec, zostanie zatrzymany, poproszony o zapłacenie grzywny, a jak nie – osadzony na 29 dni aresztu.
I tu kończy się lekka opowiastka, a zaczyna żenująca farsa; Otóż Jan Rokita jest nie tylko byłym politykiem i dość drewnianym publicystą, ale również prawnikiem. Sam doskonale powinien zdawać sobie sprawę, że wobec prawa wszyscy są równi i nie ma tu kompletnie znaczenia jego martyrologiczna przeszłość w NZS, posłowanie, publicystyka, ani nawet to, że chciał umierać za Niceę. Więcej – nie ma tu znaczenia nawet to, że jest z Krakowa i to że musi „wyskoczyć” z 12.000 złotych jest dla niego ciężkim, traumatycznym przeżyciem. Ale tam, za granicą na Odrze, nasz bohater prezentował się właśnie, podobnie jak żona, jak potomek i kontynuator tradycji prześladowanych Polaków. Więc nie wymagam tego, aby zapłacił, ale może jednak uda się do Landshut w Niemczech celem odsiedzenia kary, tak aby stacje telewizyjne miały co pokazywać, a on sam mógłby pokazać swą zgnębioną, wychudzoną twarz zza krat…
Jan Rokita od kilku lat podąża drugą stroną tej samej drogi co inny „konserwatysta”, Kazimierz Marcinkiewicz. Obaj są gotowymi postaciami z komedii del arte, z tym, że o ile Marcinkiewicz to Arlekin, to Rokita raczej jest Pierrotem. Bez maski i stroju może zostać zaangażowany do każdej trupy. Może nawet politycznej…
Azrael




„… przeniosła ex-polityka i naszego intelektualistę w świat tabloidów i marginesu politycznego”
Trafił wreszcie tam, gdzie od zawsze jego miejsce, a to niekoniecznie. W Polsce jest dostatek zabawniejszych i – co ważne – mniej szkodliwych błaznów.
Zetknąłem się z felietonami pana Rokity – nuda, miałkość i pustosłowie. On nie ma nic mądrego do powiedzenia. Jego intelektualizm to chyba tylko poza i udawanie.
@Jurgi
Problem bierze się stąd, że wielu ludzi nie odróżnia krasomówstwa od prawdziwej mądrości. Mówiąc wprost, ten człowiek opowiada głupoty, ale robi to piękną polszczyzną, co jednym imponuje a innych znieczula i zaczarowuje.
Z tym Krakówkiem to jednak trochę tabloidyzujesz;). Rokita na szczęście nie jest typowym przykładem faceta toczącego dysputy z za zielonego stołu. To już jest pseudointeletualista. To totalna aberracja, odlot zupełny.
Wiele lat temu, wraz z kolegami z samorządu poszliśmy na spotkanie do URM, gdzie szefował wtedy JMR. Na spotkaniu zjawił się pod koniec, nie wnikając w stan uzgodnień, wygłosił kilka zdań kompletnie niezwiązanych z treścią rozmów, po czym nie żegnając się – wyszedł. Od tamtego czasu uważam Go za wydmuszkę polityczną. Święta idą, może zabłysnąć na choince, a potem się z niej urwać.
Cały wpis jest ironiczny i domyślam się, że sugestia odsiadki wyroku przez Jana Marię wynika z chęci podkręcenia sytuacji. Nie masz Azraelu współczucia dla bohatera monachijskiego nie-lotu, zatem podpowiadasz mu: „Janek, idź na całość, zapakuj się do niemieckiej celi, a my się pośmiejemy”. I to rozumiem, temu pomysłowi przyklasnę, bo Rokity od lat nie znoszę.
Tymczasem poseł Gowin całkiem serio, z zatroskaną jak zwykle miną radzi przyjacielowi-konserwatyście, żeby poszedł do więzienia po to , aby… zawstydzić niemieckich polityków. To jest dopiero kabareciarz! Czy oni obaj pili z jednego gwinta, że tak się zachowują?
Można to jak najbardziej nazwać piciem z jednego gwinta;) Co do Gowina to jak mawia jedna moja znajoma:”albo do zakonu, albo do PiSu innego wyjścia nie ma”.
Mnie Jan Rokita też nie imponował, to już raczej irytował.
PS. Polskie Stoważyszenie Racjonalistów proponuje jak niżej:
W związku ze skandaliczną wypowiedzią profesora, byłego ministra edukacji i obecnego europosła, Ryszarda Legutki, o inicjatywie wrocławskich uczniów uwolnienia przestrzeni szkolnej od krzyży:
Tak naprawdę chodzi o zadymę. Rozpuszczeni smarkacze czują się kompletnie bezkarni. To jest typowa szczeniacka zadyma. Młodzi mają to, co najbardziej lubią: jest zadyma, oni są bezkarni, a przy tym mają poczucie, że walczą ze strasznym smokiem, którego sami sobie wymyśliliśmy. Wymyślamy sobie fikcyjne zagrożenia i później z nimi walczymy. To jest moda. Tak jak kiedyś modne były spodnie o takiej lub innej długości, to teraz w modzie są zadymy o prawa dla homoseksualistów, krzyże w szkołach. Ubolewam nad rolą nauczycieli. W normalnych warunkach nauczyciele powinni ostro zareagować, ale będą się bali.
proponujemy, by w geście protestu przeciwko aroganckiemu językowi, w swej retoryce nawiązującemu do najgorszych wzorców „wychowawczych”, przypomnieć, że istnieją w Polsce szerokie środowiska popierające działania uczniów z Wrocławia.
W związku z tym, proponujemy Ci, byś wysłał/a na mailowy adres profesora Legutki:
ryszardantoni.legutko@europarl.europa.eu
oraz dał DW (do wiadomości, CC) Prezydium Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której to grupy profesor Legutko należy:
timothy.kirkhope@europarl.europa.eu
jan.zahradil@europarl.europa.eu
lajos.bokros@europarl.europa.eu
derkjan.eppink@europarl.europa.eu
valdemar.tomasevski@europarl.europa.eu
list o poniższej treści, lub osobiście zredagował/a podobny protest (nie musi być tłumaczony). Może tysiące listów uświadomią posłowi, że powinien brać odpowiedzialność za swoje słowa:
Panie Profesorze,
jako obywatel/obywatelka III Rzeczpospolitej Polskiej, czuję się obrażony/a i zaniepokojony/a Pana słowami na temat uczniów chcących uwolnić przestrzeń szkoły publicznej od znaków religijnych. Pana słowa o „szczeniackiej zadymie” i „rozpuszczonych smarkaczach” są koszmarnym dowodem na istnienie poważnego problemu w strukturach polskiej edukacji. Jaki autorytet Szkoły może zbudować minister edukacji (co prawda były, ale to zobowiązuje do końca życia), którego język jest językiem lekceważenia i konfliktu z młodzieżą? Przypominam też Panu Profesorowi, że uczniowie w swoim proteście wspierali się stosownym wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, którego autorytet próbuje Pan w ten sposób pośrednio podważyć.
Niniejszym wyrażam swoje oburzenie i żądam publicznych przeprosin trójki wrocławskich uczniów, którzy swoim postępowaniem udowadniają, że odwaga cywilna i poczucie sprawiedliwości wciąż są żywe w naszym Narodzie.
Z poważaniem
……………………………..
Chyba jednak czuwala pewna opatrznosc nad krajem nad Wisla, ze medrzec Jan Maria Rokita nie zostal ani Premierem ani Prezydentem RP.
Mistrz kombinacji i gry poustoslowiamy, nie majacymi niczego wspolnego z podbudowa argumentowana lub udokumentowana. sam na wlasne zyczenie spalil za soba wszystkie mozliwe mosty dla budowania lkariery politycznej.Do tego wszystkiego dolozyl kompromitujace zachowanie w samolocie i dzisiaj lekcewazenie orzeczenia sadu z Bawarii.
Definitywny Koniec J.M.Rokity nastapil i chyba pora odlozyc ad acta do archiwum te postac i okres jego dzialanosci.
Czy jednak nie jest zastanwiajacym, w jakiej orbicie i jakich osobowosci w okresie swojej swietnosci obracal sie Rokita. Toz to dzisiaj te osobowosci dodatkowo dyskredytuje i chyba nie musze przyblizac , jakiego srodowiska to dotyczcy.
Po ewidentnej kompromitacji malzenstwa Rokitow w samolocie Lufthansy na lotnisku w Monachium , Pan Rokita jak gdyby nic sie nie stalo wystepowal w TVN 24 perorujac w swym napuszonym stylu ….!!!!
Panie Janie Maria Rokita powinienes Pan poruszac sie po KRK w kominiarce , po takim obciachu ! A teraz nie chcesz Pan tych 3k euro by zaplacic ….
A pamiętacie z filmu „Vabank 2″ jak sprytne chłopaki od Kwinty wywiozły Kramera do niby-Szwajcarii?
Gdyby tak jacyś spryciarze zapakowali Janka do mercedesa, powieźli ciemną nocą, wysadzili na rogatkach Monachium i dali cynk tamtejszej policji? Kto by się śmiał ostatni? I w jakim języku?
Dla mnie był zawsze cienki jak kompot z desek i zawsze ciekaw byłem skąd takie zainteresowanie jego osobą. Wstydu nam przyniósł za Odrą, gdzie nikogo nie interesuje czy ktoś spał na styropianie czy na łóżku.
Byłem niegdys w Landshut – to piękne miasto w Bawarii. Swego czasu chodził tam do gimnazjum niejaki Heinrich Himmler.
A miejscowa ludność co roku hucznie fetuje kolejną rocznicę ślubu polskiej księżniczki Jadwigi Jagiellonki z miejscowym władcą, co miało miejsce w 1475 roku.
Teraz dojdzie do kolejnego polskiego akcentu?!!!
Jan Maria Władysław Rokita jest znany z tego, że jest znany. Kiedy go widzę i słucham, mam wrażenie, że oglądam serial Andrzeja Wajdy o środowisku krakowskich ci strasznych mieszczan XIX wieku – Z biegiem lat, z biegiem dni. Mieszczaństwo z dulszczyzną i pustosłowiem.
Po przejeciu wladzy w 89 przez partie pod wodza absolwenta szkoly podstawowej nalezalo sie spodziewac zaniku podstawowych charakterystyk cywilizacji w naszym umeczonym karju. Pelzajaca kanibalizacja wdziera do kazdej dziedziny zycia i jest juz widoczna na kazdym poziomie spolecznym. Widzielismy wplyw tego zjawiska na senatorow a teraz nawet na bylego vice premiera. Spodziewajmy sie jeszcze gorszych rzeczy.