Ja, bezgrzeszny, kamieniem nie rzucę

Im dalej brniemy w sprawę senatora PO, Krzysztofa Pisiewicza, tym więcej wątków dyskusji nam się otwiera. A to sprawa odpowiedzialności polityka, obranego przez wyborców przed nimi, na ile media mogą wchodzić w prywatne życie ludzi polityki, pytania o legalność używania narkotyków i odpowiedzialność z tego tytułu…. No i na końcu pytanie ćwiczone już przy dalej trwającej sprawie Romana Polańskiego, czyli, czy celebrytom i ludziom sztuki wolno więcej, czy mniej, i o ile.

Dyskusje są oczywiście prowadzone doktrynalnie i z poziomu piedestału, z jakiego komentator przemawia, co prowadzi do groteski. Bo jeżeli naczelny Superaka, który ujawnił sprawę i filmy pisze i mówi o misji niesienia informacji o politykach wyborcom, to mój rechot z tego odbija się od ścian. Pan redaktor ma misje, ale polegają one, z jednej strony, na tym, aby zarabiać pieniądze dla wydawcy, w dowolny sposób, z drugiej strony dostarczać czytelnikom, sprofilowanym na tego rodzaju gazety skandalu, krwi, plotek, gołych d* – również w dowolny sposób, za wszelką cenę.

Jak słyszę, że „autorytet moralny gazety „Fakt” (tak, tak!) redaktor Warzecha, swoim napuszonym i z lekka stentorowym głosem obwieszcza, że senator Piesiewicz jest sam sobie winny, a nie winni są szantażyści, którzy zrealizowali prowokację w jego domu – to już wiem, że takie wartości, jak etyka, nie tylko dziennikarska, prawo do prywatności, czy ważenie wartości człowieka nie tylko na podstawie nagrań z ukrycia, są dla niego pojęciami abstrakcyjnymi. Pan Warzecha zauważył wczoraj w programie telewizyjnym, że polityk zawarł z wyborcami umowę społeczną, w związku z tym im wolno wchodzić w jego życie prywatne, a on musi je pokazywać. Na szczęście drugi obecny w programie dziennikarz, Paweł Wroński zauważył, że tenże Warzecha, jak autorytet i dostawca kontentu informacyjnego poddany jest również takim samym procedurom, ponieważ jest uważany za osobę zaufania publicznego (na szczęście tylko dla czytelników ‘Faktu”…).

Prawo do prywatności jest prawem obywatelskim, jeszcze ważniejszym, niż prawo własności. Do czasu, kiedy posiadacz tego prawa nie łamie prawa innych ludzi. Osobistych i ustalonych przez społeczeństwo. Być może Piesiewicz to prawo złamał, namawiając do kokainy. I o tym fakcie wyborca powinny być poinformowany, ale powinny to zrobić organy państwa – a nie tabloid, w formie wyjątkowo brutalnej. Tu zresztą rodzi się dalsze pytanie – na ile wyborca powinien być świadomy, jak jego wybraniec postępuje w życiu prywatnym? Pisze się ostatnio o dwóch modelach mediów; we Francji przestrzega się prywatności polityków i uznaje się ich wizerunek za dobro publiczne – koronnym przykładem jest nieślubne dziecko francuskiego prezydenta Françoisa Mitterranda, który przez ponad 20 lat ukrywał to, że ma nieślubną córkę, a media mu w tym pomagały – aż do jego śmierci. Drugim, skrajnym przykładem jest Wielka Brytania, gdzie każdy, najmniejszy skandal jest podawany społeczeństwu na tacy. Nawet rodzina królewska jest poza ochroną.

Oczywiście, państwo ma również inklinacje do tego, aby wiedzieć o społeczeństwie i obywatelach jak najwięcej, o czym świadczą zapędy kontrolowania obywateli, pod pozorem zapewnienia bezpieczeństwa. Przykładem jest tego projekt MSWiA powołania rejestru zakazanych stron, w ramach noweli do ustawy hazardowej, co zmusiłoby operatorów internetu do zbierania informacji o internautach (a jest to już ponad 50% obywateli) – a także do ich udostępniania na niezbyt jasnych zasadach.

Wracając do sprawy senatora Piesiewicza; Jako liberał i libertyn uważam, że dopóki senatorowi nie zostanie udowodnione przestępstwo, dopóty może on pełnić dalej swój mandat parlamentarny. A ponieważ sam wyznaję zasadę, za Ernesto Sabato, że „moralność jest sumą moich przyzwyczajeń”, tego samego oczekuję od Krzysztofa Piesiewicza i liczę, że również tak jak ja, pozostanie on wolnym człowiekiem, który lubi łamać konwenanse. A zdrową moralnością i etyką katolicką publiką „Super Expressu” nie powinien się przejmować.

Azrael


7 Comments

  1. Roman56PL

    Imunitet parlamentaqrny stal sie parasolem ochronnym dla lobuzerii cwaniactwa, chamstwa i dewiacji.
    Jezeli ktos zostal wybrany do pelnienia tej zaszczytnej i odpowiedzialnej funkcji, wysoko oplacanej z wieloma preferencjami, to jego prywatnosc na okres kadencji zamyka sie za drzwiami wlasnego domu, a w innych miejscach w kabinie szalety publicznej. W kazdym innym miejscu jest postrzegany i ocenianay, jako ten z wyboru i danego zaufania.
    Niestety mamy coraz wiecej przykladow chamstwa cwaniactwo, seksualnego zboczenia, naduzyc imunitetu w ndrodze do un ikniecia odpowiedzialnosci cywilnej czy nawet i kqrnej. Ponownie powtarzam, ze w w moim odczuciu w Sejmie powinno zasaidac conajwyzej 2-ch poslow z kazdego wojewodztwa, plus 15 mandatow dla organizacji pozarzadowych. W Senacie powinno byc tylu senatorow , ile jest wojewodztw.
    prosze sobie policzyc oszczednosci budzetowe, prosze sobie wyobrazic, jak ostrej weryfikacji mozna poddac kandydatow na poslow/ senatorow w kampanii wyborczej z zaostrzeniem kryteriow moralno-etycznych, kwalifikacyjnych.
    Przy zaostrzopnej dyscyplinie i wymogach , pewien jestem, ze sala obrad plenarnych sejmu nie swiecila by pustkami podczas obrad, bowiem obecnie poslowie dziwnie nie maja czasu na obrady plenarne. Sa w kawiarenkach na spotkanich, zajeci innymi nieposelskimi sprawami, w nadmiarze wedruja po swiecie w przedziwnych misjach- a to wszystko z kasy polskiego podatnika.
    Jestem bardzo zadowolony, ze jednak w Polsce ma ktos odwage ujawniac takie sprawy. Takich Poslow i Senatorow wykorzystac do przelomowych decyzji reorganizacyjnych i dyscyplinujacych w polskim parlamencie.
    Polska jest zbyt malym krajem i niezbyt bogatym, by pozwalac sobie na takiego rozmiaru tolerancje i rozrzutnosc ( niegospodarnosc) srodkow budzetowych.To delikatnie nazywa sie marnotrawstwo , a ja nazywam najwyklejszym pochuizmem tych, ktorzy daawac powinni pozytywny przyklad innym

    Odpowiedz
  2. Jolinek51

    nie oceniam bo nie wiem jak było … może go wrobili a może dał się wrobić … ale zgadzam się z Najsztubem za to, że płacił szantażystom jako polityk jest skończony …

    Odpowiedz
  3. poltiser

    @Roman56PL

    Dosadnie acz dokładnie…
    Mam wiele sympatii dla tego jak sprawy widzisz Azraelu ale Roman56PL ma rację: nie stać nas ani tak naprawdę nikogo we współczesnym świecie na takie marnotrawstwo.
    Chyba, że aspirujemy do tworzonej przez Kadafiego AU zamiast EU…
    ;-)
    Ja wiem, że Ruch Egzekucyjny przegrał i było to dawno temu, ale koszty tej przegranej płacimy ciągle i w każdym pokoleniu…
    Serdecznie pozdrawiam.

    Odpowiedz
  4. Deel

    Osoba publiczna ma prawo do prywatności, ale musi brać pod uwagę, że ktoś z zemsty, czy za pieniądze zechce tę prywatność wywlec na widok publiczny. Dziwię się, że zainteresowany będąc adwokatem, ulega szantażystom. Podejrzewam więc, że pełniąc funkcję ministra sprawiedliwości, i nadzorując śledztwa np przeciw mafii, również ulegnie szantażowi, tyle, że nie za śmieszne pół miliona. Reasumując, jeśli lubisz, przebrany w damskie fatałaszki uganiać się za k….mi, wciągając przy okazji kreskę, to nie pchaj się między senatory. Pozostań obywatelem, a ja pierwszy stanę w obronie twej prywatności. A pytanie o to, czy „artystom wolno więcej”, pozostawiam bez odpowiedzi. Nie umiem zejść na poziom tego pytania.

    Odpowiedz
  5. Problem w tym, że Piesiewicz w sukience ma mimo wszystko więcej wiarygodności od Ziobry w garniturze. Nawet jak się napije. Ziobro co prawda nic nie bierze, ale jak się go czasami posłucha, to można wyrazić z tego powodu szczery żal. Może lepiej gdyby brał?

    Odpowiedz
  6. guziec

    Witam,
    z problemem ile komu wolno zaczęła, o ile mnie pamięć nie myli jedna pani dziennikarka. Zostało to zresztą ochoczo podchwycone przez naszych ,,rewolucjonistów” i praktycznie do tej pory chętnie jest wykorzystywane. Wszystkim powinno być wolno tyle samo, ale to utopia. Niestety w Polsce nie jednakowe traktowanie obywatela przez prawo stało się prawem, jak by to kuriozalnie nie brzmiało. Myślę, że ta pani ma w tym swój udział. Nazywa się Ewa Milewicz. ,,Wam wolno mniej”, czy jakoś tak to było, prawda Pani Ewo?

    Odpowiedz
  7. stary wilk

    Fałsz i zakłamanie są ogromne zarówno w polityce, jak i w usłużnych mediach. Nie ma znaczenia jaka to stacja, „misyjna” czy może komercyjna. Niemal wszystko zaczyna przypominać śmierdzący syf. Wleźliśmy w błoto i obrzucamy się nim z lubością. Na tym tle rzeczywiście Platforma prezentuje się zadziwiająco świeżo (mimo licznych wpadek), choć nie jest to partia z mojej bajki. Jestem zdeklarowanym liberałem, wrogim socjalizmowi i tylko tolerującym z musu tzw. „społeczną gospodarkę rynkową”.

    Waracając do Piesiewicza i nagonki na niego powiem, że tu nic nie jest jasne. To, co obserwujemy od dawna, pozwala mi wyrazić zdanie, że mogła to być zwyczajna granda, połączona być może z wredną prowokacją. Mogła mieć na celu jedynie wyekstrahowanie faceta z gotówki, ale mógł być też cel polityczny. Taki smaczny kąsek poddany żądnej krwi gawiedzi na tacy mógłby wreszcie może obniżyć Platformie te cholerne słupki sondażowe. Niedawno jeden z tych nienagannych moralnie (P. E. Peron Gosiewski) raczył obwieścić, że sposób bycia posła Piesiewicza jest charakterystyczny dla całej Platformy. Mane, tekel, fares. Wyrok został wydany, zanim jeszcze cokolwiek w tej sprawie wyjaśniono. Rzucono błotem, bo na pewno coś się przylepi i korzyść dla rzucającego (i jego formacji) murowana. Inaczej już nie potrafią. Obejrzałem film z Piesiewiczem w roli głównej i zastanawiam się czy nie podano facetowi pigułki gwałtu. Jest kompletnie nieprzytomny i bezwolny niczym szmaciana lalka. A przecież amfetamina czy kokaina działa zupełnie inaczej. W takim stanie wszystko można było z facetem zrobić i nagrać co potrzeba. Stawiam wagon orzechów przeciwko zgniłemu jajku, że dał się wmanewrować i chyba niewiele ryzykuję. Potwarz i pomówienia mamy dziś na porządku dziennym. Stały się niemal podstawą informacji i niestety polityki. Zero refleksji. The show goes on. Na pewno artyście nie „wolno więcej”. Nie ma równych i równiejszych, chyba że tych równiejszych sami wstawimy na piedestał. Każdy też jest odpowiedzialny za siebie i to co robi. Zwłaszcza, jeśli jest osobą publiczną. Moim zdaniem Piesiewicz padł jednak ofiarą (choć na pewno trochę na własne życzenie) i jego dalsza działalność w polityce jest skończona. Gorzej, że przy okazji wypadek ten wykorzystuje się również w sposób wybitnie podły. Czyżby to zaczynała być nasza polska specjalność?

    My, widzowie i obserwatorzy, powinniśmy zażądać zmian choćby poprzez bojkot tego cyrku. Przecież dziś uczciwy człowiek nie ma w starciu żadnych szans. Prowokacja lub pomówienie zbiorą żniwo, zanim ktokolwiek zdąży się obronić. Oglądaliśmy już niejeden taki spektakl. Ot, choćby taki amant Tomek, który dwa lata pracował nad posłanką PO, by ją skorumpować. Czy skorumpował? Nie wiadomo, bo to jego słowo przeciwko jej. Pewnie tylko oni oboje wiedzą, czy to była pożyczka czy łapówka. Nic nie ma dla tłumu znaczenia, bo tłum z reguły nie myśli. Idzie za przewodnikiem stada. I na takich przewodników kreują się niektórzy politycy (vide J.K.) czy media w niemal całej swojej masie. To po prostu ohyda.
    To, co obserwuje się w polskich (czy też polskojęzycznych, cytując genialnego stratega) mediach przyprawia o torsje. Scena polityczna takoż. I co tu gadać o działalności pro publico bono.

    Odpowiedz


Add Your Comment