Archive for Styczeń, 2010

Kanclerz

Kanclerzem w polskiej polityce zwano do tej pory tylko jednego polityka, Leszka Millera, który w roku 1997 stanął na czele superministerstwa  Spraw Wewnętrznych i Administracji, w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza. Teraz kanclerzem pragnie zostać Donald Tusk – i to kanclerzem w pełni tego słowa znaczeniu, takim, który skupia w swoich rękach pełnię władzy. A Polacy, gardłując o demokracji, tęsknią do czasów marszałka Józefa Piłsudskiego, który przecież miłośnikiem demokracji raczej nie był. A Po noweli sierpniowej Konstytucji marcowej, w roku 1926, znalazło to nawet wymiar ustrojowy przypieczętowany niedemokratyczną konstytucją z kwietnia 1935 roku.

Donald Tusk nie ukrywa, że system silnej władzy premiera i rządu jest dla niego celem, ale i środkiem ku wzmocnieniu państwa. Ten sygnał został wysłany do polityków i społeczeństwa, kiedy w ubiegłym roku pojawiły się propozycje zmian w Konstytucji RP, autorstwa PO. I szkoda, że komentatorzy tak krytykujący postawę premiera, oraz jego dość złośliwe uwagi, że woli realną władzę od żyrandoli i mieszkania w Pałacu Namiestnikowskim, nie zauważyli, że było to czytelny sygnał, co Tuska interesuje w rzeczywistości. Piszący te słowa również…

Donald Tusk ogłaszając swoją decyzję o niekandydowaniu na urzęd prezydenta, z jednej strony wyszedł poza wymiar bieżącej polityki, z drugiej strony pokazał, że prezydentura w Polsce nie jest czymś, co może pociągać polityków z krwi i kości, a więc takich, którzy chcą rządzić, mieć realną, sprawczą władzę. Piastując stanowiska premiera, jednocześnie staje się czymś w rodzaju arbitra bieżącej polityki, a także kandydatów w wyścigu prezydenckim. To jego opinie i jego poparcie będzie teraz kluczowe, dodatkowo wzmocnione przez głos i zaplecze organizacyjne Platformy Obywatelskiej. Doskonale odebrał to Andrzej Olechowski, który jeszcze kilka tygodni temu kokietował lewicę, a dzień po ogłoszeniu decyzji przez Tuska, zaoferował swoje niewątpliwe walory polityczne znów na usługi PO. Nie zabrzmiało to jednak godnie…

Read More

Rezygnacja Donalda Tuska – uwagi na marginesie

Posted 29 sty 2010 — by Azrael
Category PiS, Platforma, Polityka, Polska, Społeczeństwo, Tusk, demokracja, rząd

Zostawmy na boku dość płytkie, doraźne dywagacje, kto zastąpi Donalda Tuska w imieniu Platformy Obywatelskiej w wyścigu prezydenckim. Nie dlatego nawet, że są one nudne, ale dlatego, że to co się dzieje w umyśle premiera i jaką ON podejmie decyzję, nie wie nikt, może poza jego żoną, Małgorzatą. Nie wie tego jego otoczenie, minister Tomasz Arabski, czy powiernik i szara eminencja KPRM, Igor Ostachowicz, nie wie tego na pewno także Grzegorz Schetyna. I nie należy również wierzyć Januszowi Palikotowi, że dojdzie dla jakiś prawyborów w ramach partii. Donald Tusk zdecyduje, kto w imieniu i przy poparciu PO będzie kandydował w listopadzie tego roku, a następnie przekona swoich partnerów, że jego pomysł i droga jest najlepsza. I tak będzie ze wszystkimi decyzjami w PO, do czasu, kiedy nie okaże się, że się pomylił. A władcy absolutni zawsze kiedyś się mylą…

Ciekawszym zadaniem jest rozbiór tego, co stało za decyzją Donalda Tuska zrezygnowania się z ubiegania o fotel prezydencki i ciepłą, najprawdopodobniej 10-letnią, posadę. Wydaje się, że decyzja została podjęta pod wpływem wielu czynników, które składają się na bardzo logiczną całość.

Jest oczywiste, że Donald Tusk patrzy w sondaże i kieruje się także (ale nie głównie) politycznym PR. To naturalne w przestrzeni politycznej XXI wieku i jeżeli ktoś mówi, że jego motywacją i jego celem jest tylko dobro narodu i społeczeństwa, to znaczny, że mamy do czynienia z idiotą, lub łgarzem, a zapewne z jednym i drugim. Polityczny PR i umiejętność narracji politycznej to kanon na szczeblu wielkiej polityki. Donald Tusk ma wyniki sondażowe niezmiennie znakomite, od wielu lat i nic nie jest ich wstanie pogorszyć. Ani ataki opozycji, ani kryzys gospodarczy, ani tak zwana afera hazardowa, sprowokowana przez jego współpracowników i wywołana przez Mariusza Kamińskiego i jego CBA. Słupki stoją, poparcie niemalże constans, droga ku Pałacowi Namiestnikowskiemu prosta i pozbawiona przeszkód.

Read More

No, to się porobiło…

Posted 28 sty 2010 — by Azrael
Category PiS, Platforma, Polityka, Polska, Tusk, demokracja, rząd

Żółte i czerwone paski na ekranach telewizorów – „Donald Tusk nie kandyduje”. Oczywiście na stanowisko Prezydenta RP. Woli funkcję premiera, a właściwie nie tyle woli, co wybiera poważniejsze zadania, no jak podała IAR „… wymaga tego jego nowy plan polityczny, zakładający utrzymanie stabilności rządu i wzmocnienie instrumentów władzy. Tusk dodał, że PO przygotowała zbyt wiele projektów, by narażać je na szwank.” I dodatkowo - „Nie chcę uczestniczyć w wyścigu, którym jest pałac i zaszczyt – powiedział premier. Chcę być poważnym partnerem dla Polaków”.

Ciekawa deklaracja, ale wcale nie zamykająca spekulacje, o jego kandydowaniu, ale je na nowo otwierająca.

Read More

Zapisy zza Atlantyku – 28. stycznia

Posted 28 sty 2010 — by Azrael
Category Biznes, Polityka, USA, Zza Atlantyku

Finansowy thriller

Jeżeli chodzi o pieniądze, to ciekawym faktem jest to, że mimo tak wielu poświęca całe swoje życie na to aby zarobić i mieć jak najwięcej, to większość ma problem ze zrozumieniem wartości, wpływu oraz znaczenia pieniądza. Kryzys finansowy w USA ukazał, że nawet bankowcy oraz finansiści, czyli ci co powinni być biegli w znajomości balansowania aktyw oraz zadłużeń, nie gwarantuje, ze zasady logicznego podejmowania decyzji został użyty. CEO dużych banków, oraz instytucji finansowych zlekceważyli sobie fundamentalne w założeniach balansowania aktywów i wydatków, inwestując w coraz to bardziej ryzykowne instrumenty finansowe o dużych profitach zapominając, że prędzej, czy później konsekwencje owych manipulacji dadzą o sobie znać. Kiedy doszło do upadku, to pieniądze podatników zostały wydane, aby uratować owe instytucje. CEO owych firm bez żadnego problemu nadal uważają, że owe pieniądze im się należały i że mogą ponownie je wydawać, tak aby oni czerpali profity. Ludzie ponarzekają, a biznes będzie jak zawsze. Tak naprawdę, to wszystko się odbywa za zamkniętymi drzwiami. Wall Street opłaci lobbistów, przekupi polityków. Politycy, którzy z gniewem zgadzają się ze społeczeństwem, że Wall Street to złodzieje, po wyłączeniu kamer, zrobiła dokładnie to co Wall Street chce. Tylko sytuacja jest trochę inna. Naród jest naprawdę wściekły na Wall Street, a rząd utworzył komisję z Elizabeth Warren na czele, której zadaniem jest znalezienie regulacji tak, aby bronic konsumenta. CEO Goldman Sach zapytany przez owa komisje o to, jakie były największe zaniedbania jego samego, jego firmy, oraz za co chciałby przeprosić, powiedział, że jego firma przyczyniła się tylko w pewnym stopniu do manipulacji a zarazem kryzysu. Wspomniana, Elizabeth Warren, profesor z Harvardu, która jest przewodnicząca tej komisji uważa, że nie można czekać z regulacja Wall Street. Jeżeli Kongres nie zatwierdzi proponowanych regulacji, Wall Street będzie kontynuowała swoją działalność opartą na wzbogacaniu bogatych. Tylko, Kongres, w dużej części jest opłacany przez Wall Street. Około roku 1980, Wall Street zauważyło, że można manipulować i zmieniać zasady gry jeżeli wie się kogo można opłacić i jak manipulować regulacjami, aby nie regulowały działalności finansowej. Od tamtego czasu, podział klasowy pomiędzy 1% bardzo bogatych i resztę wzrósł tak bardzo, że ta mała grupa ludzi uważa się za nietykalnych. I nie ma się co dziwić. Pieniądz rządzi wszystkim i każdego można kupić. Siedem agencji, które miały kontrolować system finansowy nie zrobiło nic. Każda agencja działała w innym kierunku, a lobbiści z ogromnym sukcesem tak manipulowali tymi agencjami oraz politykami, że żadna regulacja nie została zatwierdzona, a rynek ulegał zmianom na korzyść działalności Wall Street. Elizabeth Warren uważa, że teraz kiedy jest tak ogromne oburzenie należy wykorzystać sytuację i nałożyć regulacje na działalność instytucji finansowych aby nie Wall Street, ale przeciętnego obywatela prawa wygrały w Kongresie. Jeżeli do tego nie dojdzie, to to co wydarzyło się w 2008 roku powtórzy się a konsekwencje będą o wiele gorsze powodując, że duży procent obywateli USA będzie jeszcze biedniejsza. Elizabeth Warren ma wielu przeciwników, głównie z partii Republikanów, którzy uważają, że banki powinny się same regulować, a socjalistyczny rząd Baracka Obamy nie ma prawa narzucać praw jak owe instytucje działają. Czyli biznes jak zawsze. Banki maja prawo dawać pożyczki tym, których na to nie stać; manipulować pożyczkami z wysokim ryzykiem i robić tak aby ich profity i bonusy były jak największe. A że ktoś straci dom, prace czy środki do życia jest nieistotne.

Read More

Standardy nade wszystko

Posted 26 sty 2010 — by Azrael
Category Państwo, Piskorski, Polityka, Polska, Prawo, Tusk, demokracja, wybory

Prokuratura warszawska postawiła szefowi Stronnictwa Demokratycznego, Pawłowi Piskorskiemu zarzut karny posługiwania się sfałszowanym dokumentem. Nie dokumentem, ale jego kopią. Kopią, z której grafolog, biegły sądowy wyczytał, że znajduje się na niej sfałszowany podpis. Czwarty biegły, poprzednich trzech tego nie stwierdziło. Zarzut postawiono po 12 latach od sporządzenia umowy (fałszywki?) pomiędzy Pawłem Piskorskim, a antykwariuszem, na sprzedaż antyków (w tym polerowanych angielskich lasek…).

Zarzut postawiła prokuratura, niezależna (sic!), pozostająca pod nadzorem prokuratora generalnego, będącego nominantem partii rządzącej, Platformy Obywatelskiej. Szef tej partii będzie prawdopodobnie kandydował w wyborach prezydenckich w tym roku, a oskarżony Piskorski stoi na czele partii, która jest zapleczem politycznym i organizacyjnym niegdyś partnera kandydata partii rządzącej, a obecnie rywala, dr Andrzeja Olechowskiego. Także inkryminowany Paweł Piskorski był nie onegdaj bliskim współpracownikiem Donalda Tuska.

Tyle opisanie sprawy, pokazującej, jak rządząca partia i podległe jej służby gorliwie i bezstronnie zajmują się ściganiem przestępców, nie oglądając się na nic. Etos walki z przestępczością i korupcją jest wielce godny pochwały i zachwytu… ale…

Paweł Piskorski wrócił do polityki krajowej rok temu. Immunitetem nie był objęty już dawno, a nawet jeżeli by był, to zapewne by się go zrzekł, gdyby mu postawiono zarzuty. Jednak do czasu, kiedy nie zaangażował się politycznie, najpierw w odbudowę SD, później w kampanię A. Olechowskiego, organy państwa nim się nie interesowały. Wcześniej, kiedy rządziły SLD i PiS, również Piskorski mógł chodzić swobodnie nie gnębiony nalotami CBA, czy wezwaniami do prokuratury. Więcej – organy administracji i finansów państwa, a nawet NSA uznały, że Piskorskiemu i jego działaniom finansowym nie można nic zarzucić. Jeżeli nawet były jakieś przesłanki popełnienia czynów niezgodnych z prawem, to albo się one już przedawniły albo nie zostały podjęte żadne działania w celu ich wyjaśnienia. Wszystkie te sprawy, łącznie z wyjątkowym szczęściem Piskorskiego w kasynie zostały, jak się wydawało, zamknięte.

Read More

Testament rzucony w błoto

Posted 25 sty 2010 — by Azrael
Category Państwo, Polityka, Polska, Rosja, Społeczeństwo, Ukraina, demokracja

-

Gdzie jest granica politycznej uległości, pragmatyzmu politycznego? Gdzie bieżąca polityka zagraniczna powinna nie zwracać uwagi na polityczne zaszłości? Co to jest polityka gestów historycznych?

Wiktor Juszczenko, odchodzący prezydent Ukrainy w trakcie obchodów Dnia Jedności uznał Stepana Banderę narodowym bohaterem Ukrainy. Juszczenko, dla części środowisk politycznych w Polsce główny symbol „pomarańczowej rewolucji” i przemian demokratycznych, złożył hołd skrajnemu nacjonaliście ukraińskiemu, a także twórcy OUN/UPA, organizacji nie tylko faszystowskiej, ale również kolaborującej z hitlerowcami.

Organizacja tego przestępcy (skazanego w Polsce międzywojennej na karę śmierci za współudział w zamordowaniu ministra spraw wewnętrznych, Bronisława Pierackiego), kolaboranta hitlerowskiego, jest odpowiedzialna za mordy na ludności polskiej i żydowskiej na kresach wschodnich państwa polskiego. I nie ma tu znaczenia, że w czasie, kiedy bandy ukraińskie, pod dowództwem Romana Szuchewycza dokonywały zbrodni, Bandera był więźniem w niemiecki obozie koncentracyjnym. To właśnie on był twórcą i ideologiem ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, który dokonywał eksterminacji ludności polskiej.

Wielokrotnie słyszałem, że polska polityka wschodnia powinna się kierować zaleceniami Redaktora, Jerzego Giedroycia. Najbardziej popularne jest hasło – na Wschodzie, w relacjach z Ukrainą realizujemy testament Redaktora. Mam nieodparte wrażenie, że od kilku lat, polska polityka wobec Ukrainy (a także Rosji) nie realizuje żadnego testamentu tego wielkiego Polaka, lecz wykorzystuje to hasło czysto utylitarnie, nie odnosząc się do idei polskiego myśliciela z Maisons-Laffitte. Giedroyc, rozumiejąc i popierając aspiracje ukraińskie do tworzenia własnego państwa, był jak najdalej od nacjonalizmu – także polskiego. Zarówno, jak i Adolf Bocheński kategorycznie mówili i pisali i Ukrainie jako pełnej demokracji, państwie otwartym. Wolna Ukraina poza tym była dla Giedroycia kluczem do współpracy z Rosją, która uważana była przez niego za naszego głównego partnera. Niestety, dla polskiej polityki zagranicznej, prowadzonej na tym kierunku przez Lecha Kaczyńskiego, wolna Ukraina była traktowana nie jako uzupełnienie naszych relacji z Rosją, lecz jako przeciwwaga do „rosyjskiego imperializmu”. W ramach tego „realizmu” popierano Juszczenkę, który kokietował stale ukraińskich nacjonalistów. Polacy mieli „oderwać” Ukrainę od rosyjskich wpływów, za cenę niepamięci…

Read More

Nie będzie efektu Rywina

Posted 22 sty 2010 — by Azrael
Category PiS, Platforma, Polityka, Polska, Popaprańcy, Społeczeństwo, Tusk, demokracja

Nie da się uciec od sejmowej komisji hazardowej. Telewizyjne stacje informacyjne, niektóre stacje radiowe i dzienniki zachowują się tak, jakby w Polsce i na całym Świecie nie działo się nic ważniejszego, niż przesłuchania Mariusza Kamińskiego, Jacka Cichockiego, czy Zbigniewa Chlebowskiego. Internet jest również pełny analiz i opracowań, komentarzy i domniemań o tym, kto był zamieszany w lobbing na rzecz takich, a nie innych zapisów ustaw, a przede wszystkim – kto dopuścił do przecieku informacji do podejrzanych (?) i objętych akcją CBA. Niestety, w te rozgrywki i dmuchane analizy bawią się również poważni publicyści, a nie tylko anonimowi internauci.

Warto pamiętać o dwóch sprawach; Po pierwsze – głównym zadaniem komisji nie jest to, kto i kiedy dopuścił do wycieku informacji o prowadzonym śledztwie CBA. Zadanie komisji jest określone dużo szerzej, ma ona się zająć wszelkimi aspektami przygotowania, prowadzenia prac projektowych (legislacyjnych) nad ustawami hazardowymi. Po drugie – prawą ewentualnego wycieku informacji zajmuje się prokuratura. I tam znajdzie się rozwiązanie sprawy, a nie przed komisją śledczą. Komisja śledcza może być w tym przypadku ciałem doradczym dla prokuratury, ale już widzimy, że jej prace od strony prawnej, a także ustalenia faktycznego przebiegu zdarzeń, a przede wszystkim, problemów związanych z procesem legislacyjnym, zakończą się klęską.

Nie interesują mnie żadne kalendaria Jacka Cichockiego, Mariusza Kamińskiego, czy premiera Donalda Tuska, jak również billingi telefoniczne, czy analizy podsłuchów, rozbieżności w materiałach, notatkach. Dopóki te dokumenty nie nabiorą mocy dowodowej, a nie wiemy, czy w ogóle nabiorą (prace prokuratury są wyjątkowo szczelne, co jak na polskie warunki jest ewenementem…), dopóty ich wartość jest czysto hipotetyczna.

Rozsądni obserwatorzy prac komisji sejmowej zdają sobie doskonale sprawę, że rozgrywający się dzień w dzień spektakl medialny jest tak naprawdę rozgrywką polityczną. Głównym celem działania komisji sejmowej nie jest wyjaśnienie ani spraw związanych z legislacją, czy lobbingiem środowisk firm hazardowych, nie jest również sprawa wyjaśnienia, na ile politycy PiS i PO ulegali wpływom różnych grup interesów branży hazardowej, nie jest również ważne kto był na początku łańcuszka przeciekowego, czy doszło do korupcji, czy nie. Spektakl dotyczy tego, czy uda się „dorwać króliczka”, czyli premiera Donalda Tuska, a szerzej, czy uda się powtórzyć scenariusz znany z komisji Rywina.

Read More

Powrót Kanclerza

Posted 21 sty 2010 — by Azrael
Category Polityka, Polska, SLD, demokracja, lewica

Do Leszka Millera mam słabość. Uznaję jego zasługi w tworzeniu silnej formacji lewicowej w czasie, kiedy przejął ster z rąk Aleksandra Kwaśniewskiego. To właśnie Leszek Miller osiągnął największy sukces wyborczy, w historii lewicy, a wcześniej zbudował silną organizację, Sojusz Lewicy Demokratycznej. To on zdmuchnął ze sceny AWS. I to on również pozwolił na upadek lewicy, dopuszczając do rozdmuchania sprawa Rywina. Afera Rywina odchodzi jednak w niepamięć, zresztą Miller ma mocne argumenty na to, że była on mocno dęta i wcale on, ani jego najbliższe otoczenie nie maczało w tym palców. A kto za tym stał, Leszek Miller mówi po cichu, szeptem, ale jest to szept teatralny…

Z drugiej strony mam pretensje do Leszka Millera, że w imię pragmatyzmu politycznego zawrócił projekt partii socjaldemokratycznej, jaką tworzył Kwaśniewski, w kierunku partii socjalnej, z dość dużym rysem populizmu. Ostatnio jednak okazuje się, że Miller jest najbardziej liberalnym politykiem lewicowym w Polsce, jego pomysły i poglądy na gospodarkę lokują go w samym centrum liberalizmu. Śmiało można powiedzieć, że jeżeli komuś najbliżej doTony’ego Blaira, to właśnie Leszkowi Millerowi.

Moja słabość do Millera wynika również z tego, że jest to nie tylko polityk, ale również człowiek, który potrafił przeskoczyć własny życiorys i uwarunkowania środowiskowe i z betonu pezetpeerowskiego przekształcił się w polityka europejskiego, wręcz entuzjastę Unii Europejskiej.
Miller to postać nietuzinkowa, inteligentna i zasłużona w polskiej polityce. Wielu zarzuca mu cynizm, co jest niewątpliwie prawdą, ale tylko częściową. Mam wrażenie, że cynizm Millera kończy się ta, gdzie zaczyna się prawdziwy interes państwa i społeczeństwa. Miller więcej rozumie ze znaczenia i roli nowoczesnego patriotyzmu, niż wielu tak zwanych „genetycznych patriotów”.

Read More

Zapiski zza Atlantyku – 21. stycznia

Posted 21 sty 2010 — by Azrael
Category Państwo, Polityka, Społeczeństwo, USA, Zza Atlantyku, demokracja

Magic Obama


Stan Massachusetts był zawsze stanem należącym do Demokratów. Edward Kennedy, brat zabitego Johna Kennedy’ego, który poświecił calą swoją karierę polityczną na to, aby doszło do reformy służby zdrowia, zmarł w zeszłym roku, zostawiając puste miejsce senatora w stanie Massachusetts. Każdy stan ma dwóch senatorów. W momencie kiedy jedno miejsce ulega zwolnieniu, obie partie maja prawo się o nie ubiegać. Dla Demokratów utrzymanie tego miejsca było krytyczne. Wygrana przedstawiciela partii Republikanów jest równoznaczna z upadkiem reformy służby zdrowia, nad którą Kongres pracował przez ostatni rok. We wtorek wyborcy zadecydowali, że nie chcą Marty Coakley z partii Demokratów, i wybrali Scotta Browna, Republikanina na senatora stanu Massachusetts. Brown to nietypowy Republikanin; raczej niezależny kandydat, ale propagujący politykę Republikanów. Wygrana Browna to cios dla rządu, dla Prezydenta Obamy, oraz reformy w służbie zdrowia.

We wtorek, 20 stycznia mija rok odkąd Obama przejął stanowisko Prezydenta USA. Rok 2009 był trudnym rokiem. Założeniem Prezydenta Obamy, oraz Demokratów było przeprowadzenie reformy służby zdrowia jak najszybciej, a następnie skoncentrowanie się na bezrobociu, wycofaniu wojsk oraz budżecie. Trwająca cały rok debata nad służbą zdrowia spowodowała, że ważne sprawy dla przeciętnego Amerykanina zeszły na drugi plan. Nadal instytucje finansowe zarabiają i nagradzają się bonusami, a politycy trwają w impasie przekrzykując się nawzajem jaka ta druga partia jest zła.
Prezydent Obama przybył do Massachusetts, aby pomoc Coakley przed samymi wyborami, ale sama Coakley zbyt dużo nie zrobiła aby przekonać wyborców, że była właściwym kandydatem. Obywatele Massachusetts, którzy maja ubezpieczenie gwarantowane przez stan są przeciwko reformie służby zdrowia i poparli Browna. Ostatni rok, pokazał jak skorumpowani i bezsilni są politycy. Demokraci mimo przewagi w Kongresie nie byli w stanie jako grupa stanąć na wysokości zadania aby postawić na swoim. Republikanie swoim hasłem „Nie” wygrali w pewnym sensie gdyż do reformy nie doszło i podzielili Demokratów. Według Republikanów upadek reformy jest również przegrana Prezydenta Obamy. Problem obecnego rządu jest taki, że przeciętny obywatel, którego pensja wystarcza tylko na opłaty na życie nie jest zainteresowany aż tak bardzo reformą służby zdrowia. Jest zmęczony słuchaniem polityków, którzy twierdzą, że wiedza czego obywatel USA potrzebuje; jest zmęczony tym, że banki oraz instytucje finansowe, które zrujnowały system finansowy i które otrzymały pomoc od państwa dają sobie bonusy wysokości setek tysięcy dolarów; jest zmęczony cięciami w komunikacji miejskiej, zwiększającymi się podatkami oraz skandalami i korupcją rządów stanowych, które doprowadziły do tego, że musi minąć kilka lat aby cokolwiek mogło ulec zmianie. Stan Illinois ma największy podatek od sprzedaży, do tego podatek stanowy i podatek federalny. Gubernator już zapowiedział ponowne zwiększenie podatku stanowego oraz cięcia w programach socjalnych. W autobusach informują, że od 7 lutego mniej autobusów oraz kolejek miejskich będzie funkcjonowało, gdyż nie ma pieniędzy. W mieście Chicago około 70% ludności korzysta z komunikacji miejskiej.

Read More

Koalicja PiSoLewu

Posted 19 sty 2010 — by Azrael
Category PiS, Polityka, Polska, Popaprańcy, SLD, lewica

Mała sensacja: Polityk Prawa i Sprawiedliwości, do tego kojarzony raczej z konserwatystami, Michał Kamiński, nie wyklucza możliwości zawarcia koalicji z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Okazuję się, że młody europoseł z PiS widzi swoją współpracę z Wojciechem Olejniczakiem, czy Grzegorzem Napieralskim, jako bardziej realną, niż z PO.
Kamiński lepiej ocenia politykę zagraniczną czasów Kwaśniewskiego i Millera, niż obecnego rządu, a o komunizmie przecież można zapomnieć…

Tak, to jest mała sensacja. Oczywiście dla tych, którzy wierzą, że PiS jest partią prawicową, a myśl polityczna wywodzi się z konserwatyzmu, a może z myśli piłsudczykowskiej. Dla mnie PiS był i jest dalej partią bez wyraźnej i spójnej linii programowej, bo to, co niektórzy chcą widzieć, jako program IV RP, jest naprawdę tylko zbitką pomysłów Jarosława Kaczyńskiego, Ludwika Dorna i kalkami z różnych przeczytanych książek i opracowań. A w swej retoryce i spojrzeniu na państwo obie formacje niewiele się od siebie różnią, jeżeli odrzucimy sprawy związane z rolą Kościoła Katolickiego w życiu społecznym.

Jarosław Kaczyński jest w stanie dogadać się z każdym, kto byłby gotowy do zaakceptowania jego dominacji. Twarde idee i pryncypia, jakie prezentuje oficjalnie, zawsze mogą ulec pragmatyzmowi, czyli chęci zdobycia władzy. Przećwiczono to z LPR i Samoobroną Andrzeja Leppera (choć to był „człowiek marnej reputacji”), przez prawie dwa lata rządów koalicyjnych, ponieważ tak nakazywała „mądrość etapu”. Bo tak nakazywał imperatyw rządzenie absolutnego, kiedy brat Lech został prezydentem.

Wydawałoby się, że obie formacje różni wszystko, począwszy od źródeł, poprzez styl, na aksjologii kończąc. Nic bardziej błędnego. Podejście do uprawiania polityki, a także mentalność elektoratów obu partii jest bardzo bliska sobie. SLD przestało, za czasów Grzegorza Napieralskiego, być partią socjaldemokratyczną i liberalną, a stało się partią socjalną i lewacką. Z drugiej strony mamy do czynienie z populistami, którzy również mentalnie tkwią w idei postkomunizmu. To są dwa strumienie, jeden czerwonawy, drugi czarno-brunatny, które mogą się ze sobą połączyć, dając kolor… no, powiedzmy, brązowy…

Koalicja jest możliwa, wystarczy, że obaj cyniczni szefowie partii ustalili by katalog spraw, o których się nie mówi i które zamyka się w sejfie, jak jakieś parytety, sprawy aborcji, zapłodnień in vitro, czy wreszcie lustracji. Na wszystko przecież można przymknąć oko, a nos zatkać…

Propozycja Kamińskiego, wypowiedziana całkowicie poważnie w wywiadzie dla dziennika „Polska The Times”, jest tak naprawdę policzkiem dla lewicy, dla SLD. Pokazuje, że nikczemność i degeneracja lewicy posunęła się tak daleko, że brana jest pod uwagę jako partner nawet przez Jarosława Kaczyńskiego. Bo przecież Kamiński nie wypowiedział swoich uwag, ot tak, bez zastanowienia…

Azrael

Koniec polityki wschodniej Lecha Kaczyńskiego

Posted 19 sty 2010 — by Azrael
Category Polityka, Polska, Rosja, Społeczeństwo, demokracja, wybory

Znamy wyniki pierwszej rundy wyborów prezydenckich na Ukrainie, które dały bardzo wyraźną, ponad 10-punktową przewagę lidera Partii Regionów, Wiktora Janukowycza nad Julią Tymoszenko. Ubiegający się o reelekcję przyjaciel Lecha Kaczyńskiego, Wiktor Juszczenko uplasował się na piątym miejscu, z poparciem niewiele ponad 5%. Wygląda na to, że Janukowycz w drugiej rundzie wygra z obecną premier i zostanie prezydentem Ukrainy na następne 5 lat. Ponieważ w praktyce ukraińskiej pozycja prezydenta jest mocniejsza, niż w Polsce, prawdopodobnie zostanie rozwiązany wkrótce parlament i rozpisane zostaną przedterminowe wybory. To może oznaczać, że Janukowycz przejmie pełnię władzy u naszego wschodniego sąsiada.

„Niebiescy” Janukowycza, w przeciwieństwie do „pomarańczowych” zachowali jedność i homogeniczność postaw politycznych. Wbrew obiegowym opiniom nie jest to partia Moskwy, kojarzona z zakulisowymi wpływami Rosji. To raczej Julię Tymoszenko oskarżano o uleganie wpływom Kremla, szukano jej powiązań nieformalnych z rosyjskimi sferami biznesowymi i siłami specjalnymi. Janukowycz to przede wszystkim polityk związany ze sferami biznesu, oligarchów, którzy wcale niezbyt chętnie widzieliby zwiększenie rosyjskich wpływów na Ukrainie. I patrząc z zewnątrz, Janukowycz jest politykiem autonomicznym, któremu na pewno będzie zależało na utrzymaniu integralności terytorialnej Ukrainy, ale jednocześnie na zrównoważeniu jej pozycji wobec Rosji i reszty Europy. Już wiemy, że priorytetem dla niego będzie wejście do Unii Europejskiej, ale niekoniecznie do NATO. I jest to całkowicie zrozumiałe, biorąc pod uwagę obecność na Krymie floty rosyjskiej, a także znacznej rosyjskiej mniejszości.

Read More

Ten trzeci

Posted 18 sty 2010 — by Azrael
Category Państwo, PiS, Platforma, Polityka, Polska, Popaprańcy, demokracja, wybory

Zadziwiające jest to, że choć Włodzimierz Cimoszewicz, senator niezależny, ale kojarzony z lewicą, od wielu miesięcy powtarza, że w wyborach prezydenckich na jesieni tego roku startować nie zamierza, w dalszym ciągu jest przez niektóre sondażownie umieszczany w rankingach. A jak nie jest już umieszczany, to i tak jego „waga” polityczna jest brana pod uwagę.

Cimoszewicz wyraźnie i jednoznacznie odciął się od lewicy, ale tylko tej, którą reprezentuje Grzegorz Napieralski. Nie odcina się od kandydata SLD, Jerzego Szmajdzińskiego, ale również go nie popiera. Z drugiej strony jest nęcony przez Donalda Tuska, za pomocą stanowiska szefa rady doradczej do spraw zagranicznych, ciała o kompetencjach i prerogatywach bliżej nieokreślonych, bo nigdzie nie ujętych ustawowo. Snuje się domysły, że może to być przykrywka do ściślejszej współpracy obu polityków, pojawiały się enuncjacje, że Cimoszewicz może zająć miejsce przyboczne obok Tuska, zamiast Jana Krzysztofa Bieleckiego i Grzegorza Schetyny. Być może nawet jako premier, bo wyborze Donalda Tuska na Prezydenta RP.

Zastanawiająca jest w dalszym ciągu popularność tego polityka, który praktycznie nie ma na szczeblu centralnym żadnego zaplecza politycznego. Jest pożądany zresztą nie tylko przez Platformę Obywatelską, ale również przez Andrzeja Olechowskiego, choć ten tego tak wyraźnie nie werbalizuje.

Kiedy w lipcu ubiegłego roku przeprowadzałem wywiad z dr Andrzejem Olechowskim, zasugerowałem mu, że być może dobrze by było, aby jego projekt polityczny, kandydaturę poparli zarówno były prezydent Aleksander Kwaśniewski, jak i drugi „były” – Lech Wałęsa. Olechowski stwierdził, że nie wyobraża sobie takiego scenariusza. Ale w Polsce, gdzie polityka podziału na postkomunistów i postsolidarnościowców właśnie się kończy, wszystko okazuje się możliwe. Oto sam Andrzej Olechowski sugeruje, że na wiosnę okaże się, kto, i przez kogo popierany zostanie kandydatem na prezydenta w kontrze do kandydatów Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości. A tym, który wskaże (namaści?) tego kandydata, będzie Aleksander Kwaśniewski…

Read More

Demokracja made in PiS

Nie można powiedzieć, aby projekt Konstytucji przedstawiony przez Jarosława Kaczyńskiego, tak zwanej Konstytucji IV RP, specjalnie rozpalił komentatorów, polityków, czy dziennikarzy i publicystów. Wszyscy oni doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to co zostało zaprezentowane na konferencji przez szefa Prawa i Sprawiedliwości, to nic innego jak zagranie polityczne, będące odpowiedzią na analogiczne działania Donalda Tuska z przed kilkunastu tygodni. To działanie marketingowe i wyborcze, skierowane ku elektoratowi PiS i Lecha Kaczyńskiego, mające pokazać, że myśl polityczna o IV RP nie umarła, że te „wartości”, państwo socjalne, silny prezydent i integralność państwa (także integralność władzy), nie zostały zapomniane.

Na projekt i pomysły Kaczyńskiego spadła lawina krytyki. Jedni porównywali zawarte w projekcie zapisy do tego, co można było znaleźć w Konstytucji (quasi faszystowskiej) z roku 1935, inni doszukują się pomysłów rodem z czasów PRL. Rzeczywiście, jeżeli popatrzymy na pomysły Kaczyńskiego, na rolę kontrolną prezydenta w stosunku do sądownictwa (prezydent miałby zostać przewodniczącym rady sądownictw), czy administracji państwa (zwierzchnik Służby Cywilnej), to widać wyraźnie, że miałby to być rola nadarbitra państwa. Zresztą Jarosław Kaczyński nie ukrywa specjalnie, że funkcja prezydenta miałby być de facto wyłączona z roli władzy wykonawczej. Ale za to głowa państwa dostałaby w ręce narzędzie rządzenia za pomocą dekretów i praktycznie swobodne prawo do odwoływania się do obywateli poprzez referenda. Ponad głową parlamentu i rządu. Poza tym prezydent miałby bardzo niejasno określone prerogatywy blokowania wyborów premiera i członków rządu. Z jednej strony brak władzy wykonawczej – z drugiej faktyczna władza, bez żadnej kontroli.

W projekcie można zauważyć pewną fascynację Jarosława Kaczyńskiego gaullizmem. Można było to już zauważyć przy pierwotnym projekcie Konstytucji, z roku 2005, którego współautorem, co się teraz przemilcza, był Kazimierz Michał Ujazdowski, uważany obecnie w PiS za politycznego renegata.

Read More

Znaki

Posted 15 sty 2010 — by Azrael
Category CBA, Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy, Prawo, Tusk, rząd

Jest stare powiedzenie – przypadków nie ma, są tylko znaki. Można to sparafrazować również w ten sposób: Przypadków nie ma – jest za to potrzeba

Rewizja w domu szefa Stronnictwa Demokratycznego, a jednocześnie partnera politycznego Andrzeja Olechowskiego, kandydata na prezydenta RP, jaka odbyła się dwa dni temu, przypadkiem nie jest, jest za to sygnałem, pokazującym i Piskorskiemu, i Olechowskiemu, aby mieli się na baczności. Choć może nie tylko był to sygnał dla przeciwników politycznych Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska.

Paweł Piskorski kryształowym politykiem nie jest („polityka to w krysztale pomyje…”), ciążą na nim podejrzenia, że jego działalność polityczna i publiczna miała drugi tor, biznesowy, nie zawsze albo nawet nigdy za bardzo prosty i przejrzysty. Sprawyró żnego rodzaju transakcji i operacji finansowych ciągną się za nim od lat 90. ubiegłego wieku. Także w czasie kiedy pełnił funkcję prezydenta Warszawy, mówiło się o co najmniej niejasnych sprawach związanych z przetargami. Układ warszawski i afera mostowa to dwa tego rodzaju elementy. Potem doszły jeszcze sprawy niejasnych transakcji zakupów lasów w zachodniopomorskim i dopłat unijnych…

Ale wszystkie te sprawy, łącznie z wyjątkowym szczęściem w kasynie zostały, jak się wydawało, zamknięte. Prokuratura nie interesowała się się tym do dobrych kilku lat, zarówno wtedy, gdy Piskorski był europosłem, a nawet kiedy już wrócił z Brukseli. Teraz jednak, kiedy został szefem SD, jednocześnie podjął wspólnie z Andrzejem Olechowskim wysiłek wyborczy, a wyniki sondażowe Platformy Obywatelskiej i samego Donalda Tuska okazały się niestabilne, prokuratura i służby zaczęły się znów Piskorskim interesować. No i właśnie – czy aby na pewno ta zbieżność jest przypadkowa? CBA, jak przytomnie wskazują niektórzy komentatorzy, jest jedyną służbą specjalną, którą można użyć niemalże „na telefon”, a że podlega ona bezpośrednio premierowi, telefon mógłby pochodzić z Alej Ujazdowskich, z KPRM. Dlaczego nie użyto CBŚ, czy ABW? Czy poszukiwanie jednej umowy notarialnej wymaga zaangażowania takich środków i takiego rozgłosu?

Read More

Incitatus IV RP

Jak opublikowała dzisiaj „Gazeta Wyborcza” (na podstawie badań agencji PBS DGA), Lech Kaczyński nie ma praktycznie żadnych szans w wyborach prezydenckich, choć jego twardy elektorat pozwoli mu na wejście do II rundy wyborów. Pod warunkiem wszakże, że Lech Kaczyński wystartuje w nich, a jego przeciwnikami w I rundzie będzie kilku kandydatów, którzy będą sobie podbierali głosy. Prawdopodobnie tak będzie, ponieważ na dzień dzisiejszy należy się spodziewać kandydowania Donalda Tusk, Andrzeja Olechowskiego, Jerzego Szmajdzińskiego, Tomasza Nałęcza… no i może jednak Włodzimierza Cimoszewicza, który otworzył sobie wiele dróg – a choć deklaruje, że nie będzie kandydował, to jeżeli jednak kraj w potrzebie go wezwie…

Elektorat Lecha Kaczyńskiego jest jednak tak spolaryzowany, że niechętni mu wyborcy oddadzą głos nawet na kandydata „obcego ideowo”, pod warunkiem, że nie będzie to obecny mieszkaniec Pałacu Namiestnikowskiego.

I tak sondaże pokazują, że w II turze głosy mogłyby się rozłożyć następująco:

D. Tusk – L. Kaczyński 69:31

A. Olechowski – L. Kaczyński 68:32

J. Szmajdziński– L. Kaczyński 66:34

To nie porażka – to klęska. Dla Lecha Kaczyńskiego osobiście, ale jeszcze większa dla jego brata, który, jak wszystko wskazuje, od dawna z reelekcji swojego brata zrobił oś polityki Prawa i Sprawiedliwości i trampolinę polityczną, która by mogła mu przywrócić realną władzę w roku 2011.

Read More

Huśtawka, czy zjeżdżalnia?

Posted 14 sty 2010 — by Azrael
Category Państwo, PiS, Platforma, Polityka, Polska, Popaprańcy, Społeczeństwo, Tusk, rząd

Poszczególne gazety, portale internetowe, stacje telewizyjne i radiowe mają swoje ulubione ośrodki badania opinii publicznej, zwane w skrócie „sondażowniami”. W zależności od potrzeb zamawiane są w nich badania, na określony temat, w określonym czasie. Wyniki są przedstawiane, z reguły w aurze niezależnych badań naukowych, a potem są komentowane szeroko przez inne stacje, gazety, portale, aż do momentu, kiedy nie pojawi się następny sondaż, na temat podobny… i tak się kręci.
Nikt się nie pyta o podstawy badania, grupę badaną, metodologię, a już o sprawdzenie trendów w czasie jest wyjątkową rzadkością. Liczy się dziś i jutro – plus ekstrapolacja wątpliwej jakości wyników na bieżącą politykę, realizowana przez równie niezależnych i profesjonalnych komentatorów, jak owe wyniki.

Są oczywiście „sondażownie”, których metody badań są wiarygodne, a wyniki sprawdzalne i potwierdzające się, ale stara, dobra prawda mówi, że w przypadku sondaży ich wyniki analizuje się ex post, czyli po wyborach, ponieważ najlepszym sondażem są same wybory.

Ostatnio pojawiło się kilka sondaży popularności (poparcia?) dla partii politycznych, które musiały doprowadzić do skoku ciśnienia polityków dwóch największych konkurentów na polskiej scenie politycznej, PiS i PO. Pierwszy opublikowany podał, że poparcie dla PO spadło z niemal 50% do 37%, a PiS otrzymał w nim aż 28%, co daje różnicę już tylko 9%. Można by powiedzieć – konkurent już w zasięgu wzroku, a nawet strzału. To musiało Donalda Tusk i innych polityków Platformy mocno zaniepokoić. A Jarosław Kaczyński zapewne rozparł się w swoim fotelu w siedzibie partii na Nowogrodzkiej, przypominając sobie, że jednak ten w Alejach Ujazdowskich, w Kancelarii Premiera, może i bardziej gorący, ale za to bardziej kuszący…

No niestety… następnego dnia ukazały się inne sondaże, z których ewidentnie wynikało, że dystans 20% pomiędzy PiS i prowadzącą PO jest dalej utrzymywany, a wynik wskazuje, że gdyby doszło do wyborów, to partia Donalda Tuska jest bliska uzyskania uzyskania 23o głosów, i jeszcze kilku, dających im prawo do samodzielnego stworzenia rządu. Powietrze z baloników w PiS uszło, a politycy PO odetchnęli. Czy jednak słusznie?

Read More

Zapiski zza Atlantyku – 14. stycznia

Posted 14 sty 2010 — by Azrael
Category Etyka, Kultura, Polityka, Społeczeństwo, USA, Zza Atlantyku, demokracja

“Avatar” – James Cameron rasistą?


Pod koniec filmu „Avatar”, najemnik, były żołnierz, który od samego początku był wrogo nastawiony do tubylców z wściekłością mówi do głównego bohatera „Jak to jest jak się zdradza swoja własna rasę?”. Jack Sully jest biały, najemnik tez jest biały, natomiast tubylcy są niebiescy. Dodatkowo film ukazuje w większości białych jako chciwe i pozbawione wartości moralnych istoty, które aby osiągnąć swój cel podejmują decyzje aby zniszczyć tzw. „święte miejsce” tubylców, którzy żyją zgodnie z natura, szanując każdą istotę oraz energię pochodząca z wszystkiego, co ich otacza.

Film zarobił krocie, ludzie idą kilka razy aby go obejrzeć. Ale film ma również wielu krytyków, którzy oskarżyli reżysera filmu, Jamesa Camerona o to, że jest rasistą. Według nich, Cameron ukazał białego jako dzielnego bohatera ratującego prymitywnych tubylców, którzy reprezentują grupę „nie-bialych” w USA. Według nich „Avatar” jest filmem lub raczej fantazją na temat rasizmu oczami białego. Owi krytycy twierdza, że „Avatar” przekazuje idee, że tylko biały może być „Mesjaszem”, tym który zbawi i uratuje istoty ludzkie przed wyginięciem. Główny bohater, Jack Sully, jest grany przez białego aktora, większość naukowców jest również grana przez białych aktorów, natomiast tubylcy to grani przez czarnoskórych aktorów. Dodatkowo krytycy filmu oskarżający Camerona o rasizm uważają, że jest film jest dobrą parabolą do wydarzeń z przeszłości, kiedy to biali w Ameryce wypędzili Indian. Opinie „nie-bialych” w USA, są takie, że fajnie by było, gdyby chociaż raz Hollywood pokazał, ze „nie-biali” też są wstanie się sami uratować i mogą być tymi, którzy ratują Świat.

Read More

PiS z ludzką twarzą

Posted 11 sty 2010 — by Azrael
Category Państwo, PiS, Platforma, Polityka, Polska, Popaprańcy, Społeczeństwo, demokracja

Jak powiedział inżynier Mamoń (Zdzisław Maklakiewicz) w niezapomnianym filmie „Rejs”, „Najbardziej lubimy słuchać tych piosenek, które już znamy”. No, chyba, że są to stare ramoty…

W ciągu ostatnich dwóch lat wielokrotnie mówiło się o tym, że może powstać partia polityczna, która zneutralizuje działania Prawa i Sprawiedliwości na prawej stronie sceny politycznej. Pierwsza taka przymiarka miała miejsce za czasów rządów Jarosława Kaczyńskiego, kiedy z PiS wyłoniła się partia marszałka marka Jurka, Prawica Rzeczpospolitej. Inne działania to był Ruch Przełomu Narodowego, pod kierownictwem Jerzego Roberta Nowaka, oraz stowarzyszenie Polska XXI Rafała Dutkiewicza, Kazimierza M. Ujazdowskiego i Jarosława Sellina. Wszystkie te byty miały charakter immanentny dla prawicy – czyli były kanapami politycznymi.

Polska prawica, ta konserwatywna i racjonalna, nie ma w tej chwili swojego poważnego przedstawicielstwa. Zresztą brak trwałej reprezentacji konserwatystów na scenie politycznej jest w polskich realiach dość dziwny. Polskie społeczeństwo, myśl narodowa i przywiązanie do tradycji – powinno zaowocować jednak jakąś trwał strukturą partyjną. Prawicy z krwi i kości, formacji o proweniencji konserwatywnej, z liberalnym, rynkowym, minimalistycznie etatystycznym programem, uwolnionej od działalności socjalnej, optującej za pełną prywatyzacją służby zdrowia i szkolnictwa, nastawionej jednocześnie na poprawę bytu społeczeństwa i dobra Narodu, poprzez działania czysto ekonomiczne i rynkowe – nie było takiej w Polsce w minionych latach.

Read More

Ideolog w czerwonych okularach

Posted 10 sty 2010 — by Azrael
Category Etyka, Państwo, Polityka, Polska, Społeczeństwo, demokracja

Sama idea Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, inicjatywy społecznej powołanej do życia 18 lat temu przez Jurka Owsiaka, została opisana milionami słów. Ma ona wielu zwolenników, głównie wśród tych, którzy rozumieją pomoc społeczną jako coś oddawania z siebie. Ma równie wielu przeciwników, dla których przede wszystkim szef WOŚP jest nie do przyjęcia, jako osoba ponoć o relatywistycznym podejściu do wartości i życia społecznego. To krytycy z pozycji ideologicznych, ponieważ w Polsce każdy, kto wychyla się poza pewien przyjęty kanon poprawności ideologi społecznej (niestety, katolickiej), może od razu być potraktowany jako jak wróg moralny społeczeństwa.

Jurek Owsiak został uznany w sondażu jednego z tygodników opinii za człowieka o największym autorytecie. Daleko za nim znaleźli się politycy, księża, czy ludzie kultury. Dlaczego tak się stało? Czy to przymioty osobiste, empatia i rozpoznawalność medialna uczyniła z Owsiaka autorytet? Czy może jednak coś innego?

Otóż zapewne formuła przekazu, język i osobowość Owsiaka ma wpływ na to, że jest on tak oceniany. Jednak najważniejszą sprawą i powodem powodzenia Owsiaka nie są jego przymioty osobiste, lecz to, że odpowiedział on swoją działalnością, zarówno w ramach WOŚP, jak i innego swojego wielkiego projektu, corocznego festiwalu muzycznego „Przystanek Woodstock”, a od kilku już lat także spotkania ludzi kultury, sztuki, polityki i nawet Kościoła Katolickiego z młodzieżą, na potrzeby społeczne. A przede wszystkim są to jego autorskie projekty, które doskonale wypełniają formułę działalności organizacji spoza establishmentu i państwa w krzewieniu idei państwa obywatelskiego.

Read More

Czytanki (nie)oszołomów – 9 stycznia

Jutro, po raz 18. zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Jurek Owsiak znów będzie szalał w telewizji, choć on zawsze, pozytywnie, szaleje. I jak co roku nastąpi głęboka polaryzacja „autorytetów” wobec tego, co Jurek robi. Z jednej strony entuzjaści jego działalności, do których i ja się zaliczam, z drugiej jego gorący przeciwnicy, którzy robią wszystko, aby zdezawuować jego poczynania. Oczywiście, z powodów moralnych, ale i finansowych. Nie chce mi się co rok czytać o tym, wolę patrzeć na dzieci, którym Jurek pomaga, i na tysiące ton sprzętu i medykamentów kupione za pieniądze ze składek.

Znalazłem jednak coś, co trochę na marginesie, ale z wielką swadą, odnosi się do sprawy. To wpis doskonałe blogera ezekiela. Oto on, polecam go gorąco, jak i inne jego materiały.

—————————————————————————————————————————————

Owsiak, świetlówka i moralne wzmożenie


Święta Bożego Narodzenia to czas, kiedy serca napełnione dobrą nowiną, pokrzepione ciepłym słowem i żołądki zasilone wódką nabierają nowej energii do działania. Energia bardzo się przydaje, ponieważ już na początku roku okazuje się, że należy stawić czoła hordzie cywilizacji śmierci. Oto bowiem nadciąga koszmar polskiej prawicy – Jurek Owsiak z tymi swoimi TRZY, DWA, JEDEN, z tymi serduszkami, respiratorami, pompami infuzyjnymi, i z tą rób tą-co-chceta, która infekuje młodzież do tego stopnia, że ta tłucze szyby, pije wódkę i zabija sąsiadów w podarku na osiemnastkę. Wiadomym jest, że róbtacochcetyzm zepsuł, zeszmacił całe pokolenie, działając jak wychowanie bezstresowe, od którego Zachód kaszle, czka i mu bokiem coś wychodzi od wielu, wielu lat. Pokolenie „róbta co chce ta”, to pokolenie, które zabroni swoim dzieciom mówić do siebie „mama” i „tata”, zamiast Bożego Narodzenia ustanowi Święto Świateł, a śpiewanie kolęd zastąpi śpiewaniem „Last Christmas” Georga Michaela, który podczas wykonywania tego utworu jeszcze udawał normalnego człowieka.

Read More