
Do Leszka Millera mam słabość. Uznaję jego zasługi w tworzeniu silnej formacji lewicowej w czasie, kiedy przejął ster z rąk Aleksandra Kwaśniewskiego. To właśnie Leszek Miller osiągnął największy sukces wyborczy, w historii lewicy, a wcześniej zbudował silną organizację, Sojusz Lewicy Demokratycznej. To on zdmuchnął ze sceny AWS. I to on również pozwolił na upadek lewicy, dopuszczając do rozdmuchania sprawa Rywina. Afera Rywina odchodzi jednak w niepamięć, zresztą Miller ma mocne argumenty na to, że była on mocno dęta i wcale on, ani jego najbliższe otoczenie nie maczało w tym palców. A kto za tym stał, Leszek Miller mówi po cichu, szeptem, ale jest to szept teatralny…
Z drugiej strony mam pretensje do Leszka Millera, że w imię pragmatyzmu politycznego zawrócił projekt partii socjaldemokratycznej, jaką tworzył Kwaśniewski, w kierunku partii socjalnej, z dość dużym rysem populizmu. Ostatnio jednak okazuje się, że Miller jest najbardziej liberalnym politykiem lewicowym w Polsce, jego pomysły i poglądy na gospodarkę lokują go w samym centrum liberalizmu. Śmiało można powiedzieć, że jeżeli komuś najbliżej doTony’ego Blaira, to właśnie Leszkowi Millerowi.
Moja słabość do Millera wynika również z tego, że jest to nie tylko polityk, ale również człowiek, który potrafił przeskoczyć własny życiorys i uwarunkowania środowiskowe i z betonu pezetpeerowskiego przekształcił się w polityka europejskiego, wręcz entuzjastę Unii Europejskiej.
Miller to postać nietuzinkowa, inteligentna i zasłużona w polskiej polityce. Wielu zarzuca mu cynizm, co jest niewątpliwie prawdą, ale tylko częściową. Mam wrażenie, że cynizm Millera kończy się ta, gdzie zaczyna się prawdziwy interes państwa i społeczeństwa. Miller więcej rozumie ze znaczenia i roli nowoczesnego patriotyzmu, niż wielu tak zwanych „genetycznych patriotów”.
Miller wrócił do SLD, złożył deklarację do macierzystego koła partii w Łodzi, został przyjęty i już znów jest członkiem partii (pełne prawa uzyska za 6. miesięcy). Odejście Millera po konflikcie z Wojciechem Olejniczakiem i start do wyborów w 2007 z listy Samoobrony – to smutne lata z jego działalności politycznej. Projekt nowej partii Millera, Polskiej Lewicy (której program, na jego życzenie, analizowałem), nie okazał się na tyle skuteczny i nośny, aby uzyskała onapoparcie powyżej błędu statystycznego. Polska Lewica została partią niszową, pozbawioną środków finansowych, poza szefem pozbawioną dostępu do mediów, nie występującą w sondażach, nie mają szans na samodzielne wejście do parlamentu, a jej zdolność koalicyjna z partiami na prawo od niej była żadna.
Powrót do SLD prorokowałem już w połowie ubiegłego roku, jak naturalną drogę, szczególnie ze względu na nieudolne kierowanie tą formacją przez Grzegorza Napieralskiego.
Grzegorz Napieralski wiele mówi o drodze , na jaką powinna wkroczyć polska lewica. Tylko, że Napieralski tylko mówi, jest to tylko retoryczna zabawa. Podjęcie nowych wyzwań i pójście nową drogą wymagałoby determinacji i zdolności intelektualnych – a takowych Napieralskiemu brak. Napieralski, co wiadomo do dawna, zauroczony jest hiszpańską lewicą, PSOE i jej szefem, Zapatero. To jednak tylko zainteresowanie na pokaz, wirtualne, bo w polityce krajowej Napieralski opiera się na elektoracie postpeerelowskim, na związkach zawodowych i chce budować program socjalny. I to jest droga donikąd. Paradygmatem, na jakim powinna się skupić polska lewica – jest otwartość światopoglądowa państwa, współbieżna z głębokim humanizmem i liberalizmem ekonomicznym. Leszek Miller mógłby taki program stworzyć i zrealizować. Tylko, czy „wujowie” partyjni wybaczą mu zdradę i czy jest wstanie podjąć, jeszcze przed wyborami w roku 2011 walkę o przywództwo partyjne?
W SLD rywalizują dwie frakcje – postkwaśniewska i postmillerowska. Nie wiadomo, która wygra, czy Miller będzie wstanie przekonać działaczy do swoich planów i swoich pomysłów, neoliberalizmu i otwartości światopoglądowej. Okaże się to już w tym roku.
Azrael
———————–
Materiał ukazał się również na portalu Wprost.pl





Mam czkawkę od czasu przyjęcia Leszka Millera na audiencji przez Bursztynowego Księcia.
Tak, tak, rozumiem. Było to w interesie Polski.
Podobnie z tolerowaniem wyczynów toruńskiego szamana. J.w.
W SLD jedynie pani Senyszyn ma jaja, reszta to koniunkturaliści i oportuniści.
Czy sa blogowicze, ktorzy pamietaja w jakiej sztuce do konca swych dni grala Mieczyslawa Cwiklinska? Dla przypomnienia ” Dzrewa umieraja stojac”. Przypominam tu Mieczyslawe Cwiklinska, bo jakos koniec jej wielkiej kariery artystycznej wlasnie byl juz taki nieco przypominajacy skrzywiony slup przy drodze,ktory z racji sympatii i sentymentu zal bylo usunac.
Leszek Miller okres swej swietnosci ma juz daleko za soba i cokolwiek dzisiaj nie czyni, gdziekolwiek nie stara sie zaistniec bardziej aktywnie, zawsze pozostaje za nim ogon tych zlych posuniec i dokonan, i jest juz politycznie skonczonym graczem.
Na drodze do bycia tzw. skonczonym graczem politycznym jest i Tusk i bracia Kaczynscy i chyba wiekszosc szczytow we wszystkich formacja politycznych.
Grzegorz Napieralski ppotrzebuje jeszcze wielu lat polykania nowych doswiadczen, transformacji i innych metamorfoz wewnatrz Lewicy, byc uwazac sie i byc uwazanym za znaczacego lidera i polityka.
Blaski i cienie wielu politykow czesciej oscyluja ku szarzyznie i stopniowemu zanikaniu, choc wzgledem niektorych de facto mozna miec owe sympatie czy tez sentymentalne podejscie.
Tak wiec nie tylko drzewa umieraja stojac ale osobniki i osobowosci.
Bo po prawdzie, to trudno jest rozumieć mniej, trzeba by chyba mieć IQ niższe od szympansa.
Wysłuchałem wynurzeń Leszka Millera o powrocie do SLD. To było popiskiwanie.
Ten człowiek jest tak żądny władzy, że zapewne gdyby Jarosław Kaczyński zrzekłby się na jego korzyść kierownictwa PIS w zamian za zwycięstwo partii to Miller zgodziłby się na to.
To – myślę – nie tyle żądza władzy, co po prostu brak szans na jakiekolwiek inne źródło zarobkowania. Przy jego wykształceniu i doświadczeniu w wyuczonym zawodzie… Śmiech.
Ja też mam Millera w estymie za kaliber, charakter, talent polemiczny i poczucie humoru.
Nie mogę mu darować udziału Polski w irackiej awanturze, bo – przy całym rachunku korzyści- TEGO Polska nie powinna robić i jeszcze tak obrzydliwie uzasadniać (jakie to korzyści nam da). Popełnił parę głupstw w czasie rządów, np. wykazując liberalne podejście do barów mlecznych i ulg dla studentów – groszowe sprawy a obrzydliwe i dla polityka lewicy niewybaczalne. Parę jeszcze błędów popełnił rządząc, ale o tym nikt by nie pamiętał gdyby jeszcze rok lewica rządziła i Polska zaczęłaby spożywać frukty wejścia do Unii.
Byłby teraz świetnym szefem lewicy, gdyby chłopcy z lewicy przestali się między sobą gryźć jak jakieś AWS.
Drogi Azraelu.
W dzisiejszym wywiadzie w „Dzienniku” Miller wyraźnie mówi że wrócił do SLD dlatego że partią kieruje Napieralski. Wyraża także pogląd że pod kierownictwem Napieralskiego SLD przestało być popychadłem.
Uważam że mówi głupstwa.
Zgadzam się z Tobą że przyciągnięcie do SLD takich ludzi jak Miller i Oleksy świadczy o nieudolnym kierowaniu tą formacją przez tego pozbawionego determinacji i zdolności intelektualnych polityka.
Uważam także że elektorat postpeerelowski to bezrozumny motłoch , w oczywisty sposób zamknięty światopoglądowo i rozbieżny z głębokim humanizmem i liberalizmem ekonomicznym.
Ja bym na poparcie tej logiki dodał jeszcze oczywiste stwierdzenie że biskupi to agenci a księża to pedofile. Przecież są na to dowody.
Czuję w Twoim komentarzu pewną przyganę i sardoniczność. Cóż, pomimo, że w latach młodości w pewnym sensie obracałem się w otoczeniu ludzi lewicy, raczej z powodów, nazwijmy to, wrodzonego cynizmu, nie zaliczam się do nich. Miller rozgrywa Napieralskiego, to pewne. Nie uważam elektoratu postpeezeperowskiego za motłoch, ale uważam, że należy go przekonywać do innych czasów i innego spojrzenia na Świat XXI wieku. I tylko nowoczesny, liberalny – w każdym formacie – program może lewicę wyprowadzić z zaułka. Kryzys się skończy – lewica pójdzie, przy tym programie – znów w dół.
Co do konkluzji – pełna zgoda.