„Nie ma nic na Tuska”

Afera hazardowa była. Tyle wczoraj się udało wycisnąć z Donalda Tuska przesłuchującym go posłom. Premier przyznał, że zaszły nieprawidłowości w związku z projektem ustawy regulującej sprawy podatków i dopłat do budżetu od firm zajmujących się biznesem hazardowym. Nie mógł inaczej powiedzieć, ponieważ jego decyzje personalne w rządzie i jego otoczeniu, w Kancelarii Premiera Rady Ministrów, mogłyby się wydawać nieracjonalne. Szef rządu przyznał, odpowiadając na ostatnie pytanie posłanki Beaty Kempy, że będzie musiał poważnie się zastanowić, co i jak w tej sprawie powiedzieć społeczeństwu. I to chyba będzie jedyny sukces tej komisji…

Pamiętać należy, że komisja hazardowa została powołana przez Sejm do wyjaśnienia afery związanej z lobbingiem hazardowym i jego oddziaływaniem na najwyższe szczeble władzy. Takie było założenie inicjatywy powołującej komisję, z którą wyszedł sam premier Donald Tusk. Tak mu podpowiadał polityczny marketing. Doskonale jednak sobie zdawał sprawę, że komisja ta może zamienić się w broń polityczną, w komisję pościgową, przeznaczona do “łapania króliczka”, czyli jego samego. Wczorajsze przesłuchanie pokazało, że sieć zarzucona na niego chybiła.

Po przesłuchaniach głównych aktorów, byłego szefa CBA, Mariusza Kamińskiego, posłów i polityków Platformy Obywatelskiej i wreszcie samego premiera, widać wyraźnie, że „format”, jaki nadała komisji PO, sprawdza się. Bowiem zadaniem posłów Platformy Obywatelskiej w komisji hazardowej nie jest wcale wyjaśnienie szczegółów tak zwanej “afery hazardowej” Zbycha, Mira i Rycha, lecz udowodnienie, że w sprawy lobbingu na rzecz branży hazardowej umoczeni byli politycy wszystkich opcji politycznych. I jest to prawdą.

Oczywiście, posłowie innych formacji mają inne cele. Dla posłów Zbigniewa Wassermana i Beaty Kempy z Prawa i Sprawiedliwości najważniejsze jest to, aby udowodnić, że podstawą afery jest domniemany, czy faktyczny przeciek z otoczenia premiera, który za pośrednictwem czy to Zbigniewa Chlebowskiego, czy to Mirosława Drzewieckiego, lub jego asystenta dotarł do biznesmenów hazardowych, Ryszarda Sobiesiaka i Jana Koska. W tej samej drużynie gra również poseł lewicy parlamentarnej, Bartosz Arłukowicz, który nawet odkrył wczoraj, że premier dokonał „aksamitnego” przecieku, rozmawiając z Mirosławem Drzewickim, Zbigniewem Chlebowskim i Grzegorzem Schetyną. A z kim miał, po doniesieniu Mariusza Kamińskiego rozmawiać? Od kogo miał się dowiedzieć o sprawie reformy, jeżeli nie od nich i dodatkowo od wiceministra finansów, Jacka Kapicy?!

Po przesłuchaniu polityków PO, komisja hazardowa, pomimo że transmitowana jest przez wiele stacji telewizyjnych i radiowych on line, rozgrzewa już tylko samych zainteresowanych, dyżurnych dziennikarzy i garstkę obserwatorów, ponieważ szerszy ogół społeczeństwa jest sprawą zainteresowany mniej niż umiarkowanie. Pokazują to sondaże, które wprawdzie są dość mało miarodajne, co do reprezentatywności badanych i zakresu badania, ale pokazują stały trend, a właściwie stałość poglądów – Platforma Obywatelska cały czas oscyluje wokół 50% poparcia społecznego.
Afera hazardowa, “grzana” przez media od 3. miesięcy, nie działa ani wprost, ani w sposób skumulowany na preferencje wyborcze Polaków.

Jest jednak sprawa, która do tej pory komisji nie interesowała za bardzo, a i media jakoś, zajęte poszukiwaniem przecieku, który by zaczynał się od Donalda Tuska, nie poświęcają temu uwagi. Nikt nie zastanawia się nad tym, jak to się stało, że materiały z działań operacyjnych i podsłuchów przedostały się do mediów, i zostały opublikowane w „Rzeczpospolitej”. Jak i kiedy dziennikarze weszli w posiadanie materiałów, które powinny mieć klauzulę najwyższej tajności i nie powinny ujrzeć światła dziennego przez złożeniem wniosku o możliwości popełnienia przestępstwa przez lobbystów hazardowych i polityków Platformy Obywatelskiej. A doniesienie do prokuratury powinie złożyć Mariusz Kamiński, szef CBA. Bo jeżeli materiały wyciekły do mediów z CBA, czy przypadkiem nie zostały one również dostarczone Ryszardowi Sobiesiakowi?

Równolegle do prac komisji hazardowej Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadziła kontrolę w CBA, dotyczącą bezpieczeństwa informacji niejawnych w służbie antykorupcyjnej. Odtajniony materiał jest „porażający”.

Można w nim przeczytać między innymi, że;

„Rozwiązania przyjęte w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym nie gwarantują bezpieczeństwa informacjom niejawnym stanowiącym tajemnicę państwową i służbową (…). Dotychczasowe postępowanie, akceptowane przez szefa CBA – może prowadzić do nieuprawnionego ujawnienia informacji niejawnych, w tym dotyczących planowanych, wykonywanych lub zrealizowanych czynności operacyjnych”.

Uchybień, jakie stwierdziła ABW jest multum, dotyczy to zarówno wytwarzania, archiwizowania i udostępniania informacji, praktycznie na każdym etapie przetwarzania, zarówno jeżeli chodzi o dokumentację papierową, jak i elektroniczną. W związku z tym zasadne jest pytanie – kto, kiedy i w jaki sposób miał dostęp do informacji związanych z aferą hazardową?

Wracając do prac samej komisji hazardowej; Jest oczywiście jasne, że jej praca, w świetle jupiterów i pod okiem kamer, ma wymiar czysto polityczny. Nawet poseł Arłukowicz powoli ulega czarowi medialnego przekazu i wprawdzie nie patrzy jeszcze w oko kamery zadając pytania, ale już czuje ciśnienie popularności.

Tak naprawdę sprawa ma wymiar polityczny od dnia, kiedy Mariusz Kamiński przyszedł do premiera z informacji o swojej akcji specjalnej.

Szef CBA próbował rozegrać aferę hazardową politycznie. Nie zrobił tego sam, ani z własnej inicjatywy – jest na to “za krótki”. Inspiracje i sterowanie musiało być zupełnie w innym miejscu, można się domyślić, że była to siedziba Prawa i Sprawiedliwości, na ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie. Mam jednak wrażenie, że pomysł wykorzystania politycznego całej sprawy zrodził się ad hoc, w momencie, kiedy okazało się, że działania CBA, cała akcja przeciwko hazardowym lobbystom, posłom i urzędnikom Platformy Obywatelskiej została, jak wiele innych po prostu schrzaniona. Logiczne by było, że informacja o nieprawidłowościach w sferze prac nad ustawą hazardową, skierowana do premiera powinna być powiązania ze złożeniem stosownych wniosków do prokuratury, z zatrzymaniami i pierwszymi przesłuchaniami. Nic takiego się nie stało – informacje o prowadzonej przez CBA akcji i dochodzeniu musiały wyciec do zainteresowanych wcześniej, a Kamiński ratując sytuację, postanowił wykorzystać sprawę politycznie, szachując premiera i jednocześnie poprzez swojego “szczura” wypuszczając przeciek do “Rzeczpospolitej”.

Zeznania Mariusza Kamińskiego przed komisją hazardową układały się, na pozór, w spójną, prostą i logiczną całość. Zwolennicy Kamińskiego usilnie próbują udowodnić i przekonać wszystkich, że Mariusz Kamiński jest apolitycznym, niezależnym urzędnikiem państwowym, o nieposzlakowanej opinii i jego intencje są czyste i jasne. Szkoda tylko, że na początku swoje wypowiedzi przed komisją, wyraźnie zaznaczył, że przyszedł do Premiera i złożył mu informację, ponieważ miał to być test na przywództwo dla Donalda Tuska.

Obserwatorzy prac komisji, ci szukający winy Donalda Tuska – nie tylko winy “przeciekowej”, ale odpowiedzialności za całą aferę, usiłują przekonać nas, że zeznania Mariusza Kamińskiego, jacka Cichockiego, Zbigniewa Chlebowskiego, Mirosława Drzewieckiego, wcześniej wiceministra finansów, Jacka Kapicy, a na koniec samego premiera, potwierdzają, że wiedza o aferze, jej mechanizmach została wzbogacona. Nic podobnego – jest to w dalszym ciągu wiedza wirtualna, bez żadnego znaczenia prawnego. Nie dowiedzieliśmy się ani niczego nowego, ani niczego, co by miało znaczenie prawne, procesowe. Na podstawie dotychczasowych zeznań nie można nikomu postawić żadnych zarzutów, ponieważ jak do tej pory nie udowodniono nikomu złamania prawa.

Prace komisji hazardowej nie zakończą się takim efektem, jak praca komisji do spraw korupcji Lwa Rywina. Partia rządząca i sam premier odbudowują wyniki sondażowe. PO, pomimo roszad, jakie dokonał Donald Tusk utrzymuje spójność i homogeniczność postaw, nie zagraża jej rozłam, ani nawet jednostkowe odejścia. Kandydat PO namaszczony przez Donalda Tuska zapewne stanie do wyścigu prezydenckiego – i go wygra. Należy pamiętać, że afera Rywina rozgrywała się głównie wewnątrz SLD – afera hazardowa to próba destabilizacji PO z zewnątrz. I to się nie uda…

Bo jak sam premier na przesłuchaniu wczoraj powiedział – problem dla PiS-u jest taki, że dalej „nie ma na nic na Tuska”. A o to przecież chodziło…

Azrael

———————–

Materiał opublikowany na portalu MojeOpinie.pl
—————————————-

Uwaga: Trwa konkurs Wiadomości24.pl na  Blog Roku. Sam już nie bawię się w to, umieściłem tam tylko swój blog w celach promocyjnych, ale za to serdecznie zapraszam do zapoznania się z blogiem mojej Córki – Link do strony pod miniaturką winiety bloga

A blog jest wystawiony w kategorii Życie i można na niego oddać głos, naciskając przycisk poniżej i wpisując swój adres mail.

13 Thoughts on “„Nie ma nic na Tuska”

  1. Jolinek51 on 05/02/2010 at 11:53 said:

    oglądałam prawie cały wczorajszy dzień komisje … i stwierdzam, że członkowie komisji z PiS też niczego nie chcą odkryć bo pytania jakie zadawali były pokraczne i prawie czysto polityczne … dzisiaj nie oglądam bo szkoda mi czasu …

  2. Khair el-Budar on 05/02/2010 at 12:16 said:

    Udało Ci się wytrzymać 13 godzin przed odbiornikiem TV ?

    Właściwie to przychodzi mi do głowy jedno pytanie – Czy grupa osób, której dotyczą jakieś opracowywane właśnie ustawy, ma prawo do interwencji we własnym interesie? Wiemy, że z takiego prawa wyłączeni są dziś ludzie zajmujący się hazardem. Nazywa się to lobbingiem. A co powiedzieć o dziennikarzach, szefach stacji telewizyjnych, właścicielach grup medialnych walących drzwiami i oknami do ministrów a nawet premiera w sprawie tworzonej ustawy medialnej – wiemy, że miało to miejsce nie tylko przy aferze Rywina, ale i nie tak dawno gdy ważyły się losy ostatnich ustaw. Dlaczego o tym wspominam – bo do szewskiej pasji doprowadza mnie „święte oburzenie” dziennikarzy na to co robili ludzie z branży hazardowej. To że jakiś Kosek czy Sobiesiak nagabywali ministrów czy szefa komisji finansów – napawa dziennikarzy oburzeniem, ale nie to, że pan Wejhert, Rapaczyńska czy Wildsztein nagabywali nieraz w czasie prywatnym urzędników po samego premiera – takie zachowanie już nie podchodzi pod lobbing nie wywołuje odrazy, czy krzyków oburzenia dzisiejszych strażników czystości moralnej wśród polityków?
    A Proszę sobie przypomnieć, w jakiej atmosferze ojciec dyrektor przy pomocy Marka Jurka przepchnął koncesję dla Radia Maryja – kurczę powstała jakaś komisja śledcza do wyjaśnienie tej sprawy gdzie wręcz dochodziło do gróźb przemocy wobec niepokornych członków rady radiofonii i telewizji?
    A kto jeszcze pamięta nie tak dawne wizyty działaczy związkowych u prezydenta i byłego premiera związkowców, bezczelnie lobbujących za prywatną spółką ukraińska, która otrzymała praktycznie dotacje od skarbu państwa? Gdzież oburzenie dziennikarzy w związku z tym faktem?

  3. stary wilk on 05/02/2010 at 12:57 said:

    Data dzisiejsza, ale tekst jakby mi już znajomy, poddany tylko lekkiemu liftingowi.

    Zapoznanie się z publikacjami Marka Czarkowskiego więcej mi powiedziały o naciskach, korupcji i wpływach branży hazardowej niż działanie tej komisji. W gruncie rzeczy jest to medialna i polityczna hucpa. Bardzo korzystnie w mediach wyróżniają się na tym tle komentarze Paradowskiej. Niestety większośc braci dziennikarskiej nie oparło się parciu w kierunku „njusów” zamiast rzetelnej informacji. Afera ta tak naprawdę wydaje się być aferą Kamińskiego i CBA, działającego pod jego kierunkiem i sterowanego przez PiS. Dziwię się jednak, że jakoś nikt się nie zainteresował dokąd popłynęły pieniądze Blassa wyłożone przez GTech na „monitorowanie polskiego rządu” (w grę wchodzi 20 mln dolarów), że nikogo nie interesuje skąd Rzeczpospolita dostała „tajne informacje” z podsłuchów itp., no i dlaczego nie wykorzystuje się informacji ABW na ten temat. Rewelacje Kamińskiego sprawiają wrażenie jakby CBA całą swą wiedzę opierało na publikacjach prasowych, podsłuchach i spekulacjach. Wcale mnie nie dziwi, że Kamiński nie poszedł z tym do prokuratury i wolał w tym celu „przetestować” premiera. PiS mogło mieć z tego więcej korzyści, bo interes „społeczny” raczej nie należy do priorytetów Kamińskiego.

    Bawi mnie kwestia „zamiatania afery pod dywan” przez PO poprzez wywleczenie jej na furum publiczne za pomocą mniej lub bardziej aksamitnych przecieków. Bawią mnie też nieustające nawracania pisowskich aktywistów do spotkań na cmentarzu czy stacji benzynowej, jakby te miejsca spotkań były prawnie zabronione i z tego tylko względu zasługiwały na potępienie. Rozmawiać można wszędzie, a biznesmeni mają prawo do chodzenia wokół własnego interesu. Co więcej, jeszcze przed zeznaniami Chlebowskiego Czarkowski poddał w wątpliwość czy podsłuchana rozmowa dotyczyła legislacji i rozsądnie to uzasadnił. Nie sądzę, żeby pertraktacje w miejscach bardziej nobliwych były mniej podejrzane. Ja np. chętnie bym się dowiedział o czym Blass rozmawiał z prezydentem Kaczyńskim w jego gabinecie i w towarzystwie Kleibera. Miejsce spotkania nie ma tu nic do rzeczy, raczej treść rozmowy jest istotna i czy miała jakieś skutki naciskowe, skoro po niej Peron wyskoczył ze „swoimi” pomysłami.

    • stary wilk on 05/02/2010 at 13:32 said:

      Jednak czegoś się dowiedziałem dzięki PSL-owskiemu marszałkowi. Okazuje się, że prezydent utrzymywał znajomość z Kleibergiem z racji naukowych kontaktów(!). Znaczy, to Blass tylko towarzyszył. Szkoda, że wątek nie został pociągnięty. Wicemarszałek jest chyba mało zainteresowany wyjaśnieniem czegokolwiek.

  4. petrel on 05/02/2010 at 12:58 said:

    W tle jest jeszcze jeden wątek. Pod koniec rządów ekipy najbardziej niekompetentnego premiera Olszewskiego usiłowano postawić w stan gotości bojowej dywizję MSW, co by przejąć najważniejsze instytucje państwa. Niektórzy w tę noc osobiście zaczęli obnażać pistolety. Taka maniera czy co? A może próba podniesienia libido, jak już inne „argumenty” opadły? Na szczęście Lech Wałęsa był czujny jak ważka. Dywizję wkrótce potem rozwiązano.
    Od tamtej pamiętnej lekcji obrony demokracji nie podjęto nowych prób aż do 2009 roku, kiedy to szef jednej ze służb specjalnych postanowił sprawdzić przeciekalność samego premiera. Pytanie zasadnicze: – Kto za tym stał wtedy i w 2009 roku? Odpowiedź zasadnicza: – Czyż nie nasuwa się sama przez się?
    Jak widać, społeczeństwa o krótkiej pamięci i bardzo małym rozumku, są narażone na powtórki z hist(e)orii co i rusz.

  5. Jolinek51 on 05/02/2010 at 13:11 said:

    były przerwy … ;) … i robiłam sobie szaliczek na drutach … teraz to chyba powinna powstać komisja od CBA … :)

  6. Roman56PL on 05/02/2010 at 17:20 said:

    Cala afera hazardowa, to rezultat zdolnosci legislacyjnych poszczegolnych ugrupowan politycznych, kierunkow ich zainteresowan oraz zdolnosci i walorow intelektualnych tych, ktorych ta afera dotyczy.Rysuje sie wiec widok/panoramia zalosna z gruntu i kompromitujaca samych Polakow.
    Ja osobiscie zobaczylem na szklanym ekranie”zelaznego” Dodzia Tuska, przyglupa prymitywnego Jarusia, ktorego ambicje przeslaniaj swiat i zdolnosc do logicznego myslenia.
    Z przesluchania Komisji wynika, ze wlasciwie nic nie wynika, a sam autor afery Kaminski chyba juz sam nie wie o co chodzi?,kogo topic,a kogo gloryfikowac.Gubi sie juz biedaczysko w swoich wypowiedziach.Rezygnacja Tuska z kjandydowania w POrezydenty RP wlasciwie pozbawilo komisje kolorytu i tresci/ idei nadrzednej.
    Zelazny Dodzio ma szanse pozostac na dluzej Premierem i wiecej afer nie bedzie !!!!!!

  7. Jacek2 on 05/02/2010 at 23:00 said:

    Tzw afera hazardowa przyniosla odwrotny skutek od zamierzonego .
    W ostatnim sondazu PO ma 57% poparcie …

  8. Petrel on 05/02/2010 at 23:30 said:

    SLD mogło zabrać się do tego pociągu, zamiast podszczypywać pęciny. Przypuszczam, że po filmie o Jaruzelskim telewizyjne przymierze PiSolewu wyjdzie SLD potężnie bokiem i to wśród tzw. żelaznego elektoratu. Dzisiejsze podrygi napieralskich aparatczyków po tej sprawie przypominają uśmiech JarKacza, po występie którego przed komisją hazardową zostało wrażenie zdziecinniałego błazeństwa omc dyktatora.

  9. Jolinek51 on 06/02/2010 at 11:39 said:

    ja to bym chciała by przecieki do prasy/TV z różnych instytucji państwowych były wreszcie wykryte bo osłabia to wiarygodność tych instytucji a ludzie, którzy pewnie na tym zarabiają czują się bezkarni ….jakoś niemrawo za to się biorą różne powołane do tego służby … może dlatego, że wszystkim to na ręke … :(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>