Przecieki, naciski i etyka

Dziennikarstwo śledcze to ponoć elita i kwintesencja zawodu. Samotni bohaterowie, którzy w boju, znoju, strachu i obawie przed ujawnieniem drążą trudne i niebezpieczne tematy, aby je następnie opracować, obrobić, czasem nawet zweryfikować (a jakże! są tacy profesjonaliści!), a potem tryumfalnie opublikować drukiem w gazecie, czy obrazem w telewizorze… Znojna praca, ku chwale państwa, służebność obywatelska, funkcje kontrolne – jednym słowem – MISJA… Znamy tych bohaterów – Kasprów, Gorzeliński, Łęcki, Najsztub, Kittel, Marszałek, no, wreszcie Sumliński, kiedyś wielki Jachowicz… No, właśnie – kiedyś. A co dziś?

W sobotę „Rzeczpospolita”, dziennik idei i wartości prawicy z PiS (jakby śmiesznie nie zabrzmiało słowo „prawica” wobec partii Jarosława Kaczyńskiego…) opublikował POZYSKANE fragmenty zeznań Ryszarda Sobiesiaka, złożonych 6. styczna w prokuraturze. Okazało się, że jego zeznania nie do końca konweniują z zeznaniami polityków Platformy Obywatelskiej, złożonymi przed sejmową komisją śledczą, tą hazardową. Materiały z przesłuchania zostały już udostępnione komisji, w dniu 27 stycznia, i panowie posłowie, oraz ich asystenci mieli okazję się z nimi zapoznać. Pod rygorem tajności, w kancelarii tajnej Sejmu, bez notatek, ksero, zdjęć… A jednak – wyciekło – i to nie opinia o materiałach, lecz same stenogramy.

Oczywiście, wszyscy „zainteresowani” postawili oczy w słup – i nikt nie wie, kto i kiedy przekazał materiały prasie. Prokuratura z warszawskiej Pragi głosem swojej rzeczniczki, p. Renaty Mazur twierdzi, że to nie oni – i chyba ma rację, bo i czas nie ten, i motywu nie ma – więc raczej podejrzenie spada na „wybrańców narodu”, lub ich przybocznych. Będzie śledztwo w tej sprawie, z wniosku prokuratora krajowego, prowadzone przez jedną z prokuratur okręgowych.

Sedno sprawy leży gdzie indziej – w tym, czy gazeta idei Pawła Lisickiego mogła opublikować materiały „pozyskane”. Brać dziennikarska, jak zwykle zakrzyknie – „mogła, mogła, to jej obowiązek obywatelski, prawo, no i nakaz moralny!”. Tak głośno krzyczy między innymi także red. Piotr Śmiłowicz, z tygodnika „Newsweek”, twierdząc, cytuję;

Przeciek był uzasadniony, bo publikacja odegrała ważną społecznie funkcje – pokazała, że świadkowie przed komisją nie mówili pełnej prawdy.

Continue Reading →

Obchody katyńskie i polityka

Dyplomacja to sztuka trudna, trzeba się jej uczyć na uczelniach wyższych. Tak, dyplomacja to nie jest domena amatorów. Jeżeli dyplomacją zajmuje się amator, bez wsparcia fachowców, a do tego realizuje swoje wizje, to z reguły kończy się to katastrofą – patrz polityka wschodnia polskiego ośrodka prezydenckiego.

W przypadku 70. rocznicy obchodów mordów w Katyniu, warto pewne rzeczy powiedzieć i wyjaśnić, do końca – i wyciągnąć z nich wnioski.

1. Organizatorem obchodów jest strona rosyjska, reprezentowana przez Władimira Putina, premiera rządu. Są to ustalenia podjęte na szczeblu rządowym, można śmiało powiedzieć – ustalenia pomiędzy Donaldem Tuskiem i Władimirem Putinem, potwierdzone i ustalone w ramach polsko-rosyjskiej komisji ds. trudnych, na czele której stoi prof. Adam Daniel Rotfeld. Zaproszenie Donalda Tuska ma więc wymiar oficjalny (choć nie tylko, o czym później) i jest rewanżem za wizytę Putina 1. Września na Westerplatte.

2. Spotkanie w Katyniu nie jest głównym elementem obchodów rocznicowych – centralne obchody rocznicy katyńskiej będą miały miejsce w Polsce, o czym wspomina obszernie w wywiadzie dla tygodnika „Polityka” minister, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik. I tu, na czele obchodów stanąć ma obowiązek i prawo Lech Kaczyński. Warto wspomnieć, że w późniejszym terminie mają się odbyć obchody w innych miastach, w Rosji i na Ukrainie.

Jeżeli na te dwie podstawowe informacje nałożymy shell dyplomatyczny, jakże konieczny w kontaktach z Rosjanami, to zobaczymy, że domaganie się przez Lecha Kaczyńskiego zaproszenia do Katynia właśnie wtedy, kiedy będą tam Putin i Tusk, nie jest zgodne z polską racją stanu i obyczajami politycznymi.

Continue Reading →