
Dwie sprawy o charakterze personalnym rozgrywające się w mediach publicznych, skutecznie przykrywają skandaliczną sytuację, jaka jest pokłosiem politycznych rozgrywek wokół TVP i Polskiego Radia. Te dwie sprawy to odwołanie ze stanowiska szefa publicystyki programu pierwszego TVP Anity Gargas, druga to powierzenie najważniejszych programów politycznych w PR III Polskiego Radia wyrazistemu dziennikarzowi gazety „Polska The Times”, Michałowi Karnowskiemu.
Obie te sprawy to dwie strony tego samego medalu, czyli efekt zawłaszczenia mediów publicznych przez układ polityczny. Nie przez polityków i partie polityczne, ale układ polityczny ściśle ze sobą powiązanych polityków i dziennikarzy. Jest niewątpliwe dla każdego, że już od wielu lat nominacje na stanowiska zarządcze w telewizji i radiu publicznych mają podstawy polityczne, a wręcz partyjne. Jest to praktyka stała, dotycząca wszystkich formacji politycznych, mających swoich przedstawicieli na szczeblu centralnym. W mediach było i jest miejsce dla PO, PiS, PSL, SLD, Samoobrony, LPR i odprysków innych formacji (także w stacjach i rozgłośniach regionalnych).
I jest naturalną rzeczą, że ci szefowie polityczni mediów publicznych dobierają sobie takich współpracowników, którzy będą realizowali nie program merytoryczny – lecz program „zlecony” politycznie.
Jacek Sobala, szef Programu III właśnie robi wszystko, aby tę linię polityczną podtrzymać. Po zatrudnieniu Michała Karnowskiego idą dalsze nominacje na prowadzących program, od marca na antenie mają być słyszalni m. in. Tomasz Sakiewicz, Stanisław Janecki, Bronisław Wildstein, Marek Magierowski, Tomasz Wróblewski i Rafał A. Ziemkiewicz. Jako kwiatki do kożucha mają służyć Daniel Passent i Andrzej Jonas.
Nie jest problemem to, że dziennikarze ci mają swoje poglądy. Każdy ma prawo explicite do tego, aby je prezentować, także na antenie radia, czy telewizji. Jednak zupełnie czymś innym jest to, kiedy robi to jako zaproszony gość, lub komentator zewnętrzny, a czym innym jest w sytuacji, kiedy jego osoba będzie utożsamiana z linia stacji. A tak się właśnie w tej sytuacji dzieje.
Przypadek Michała Karnowskiego, którego jednak nie zaliczam do dziennikarzy partyjnych, nie jest odosobniony. Jest on przykładem tego, jak deklaracja niezależności rozmija się z prawdziwym obliczem. Karnowski godząc się na propozycję Jacka Sobali, pokazuje, że bez wejścia w kompromis z politycznym nominantem nie da się zrobić kariery. Że same zdolności, talent i erudycja nie wystarczą. Doskonale ujął to znany dziennikarz, autor demaskatorskich książek i filmów, Sylwester Latkowski, który na swojej stronie internetowej napisał;
[...]ostatnie lata jakby jeszcze bardziej wzmacniają to przekonanie, wyrażane przez wielu moich znajomych, że bez lawirowania z politykami, w mediach nie osiągnie się zbyt wiele: etatu, programu, zlecenia, współpracy, zaproszenia, itd. Niektórzy dziennikarze upolitycznili się, wręcz upartyjnili, by móc robić to, co robią. Przynajmniej należy być w tej lub innej sforze dziennikarskiej. Szczekać podobnie. Sam talent, umiejętności, doświadczenie, profesjonalizm, nie wystarcza. Dla samotników nie ma miejsca. A przynajmniej trudno im. Tylko, że żyjemy przecież w innych czasach.
Drugą stroną, jak wspomniałem, jest casus Anity Gargas. Ta dziennikarka „do zadań specjalnych”, autorka najbardziej stronniczego i manipulacyjnego programu TVP, „Misja specjalna”, którego korzenie i przesłanie wprost można wywodzić z czasów PRL, przyszła do TVP (a właściwie powróciła), jako element układu politycznego, zawartego pomiędzy PiS, a częścią środowisk lewicowych. Gargas nie przyszła robić żadnej publicystki – ona przyszła ze zleconym zadaniem, aby realizować politykę pro-pisowską, czyli w jej przypadku anty-peowską. W tym układzie nie było miejsca na atak na SLD filmem o Wojciechu Jaruzelskim, „Towarzysz generał” …
Najśmieszniejsze w odwołaniu Anity Gargas z pełnionej funkcji jest to, że dokonało się ono przy cichym, acz wyraźnym poparciu PiS. Nie można inaczej traktować nieobecności na posiedzeniu zarządu, które odwołało z funkcji dziennikarkę nominata PiS-u, prezesa Romualda Orła. To klasyczny unik. I policzek w twarz ideowych zwolenników PiS, którzy sądzili, że pakt z lewicą oznacza coś więcej, niż tylko zdobycie pozycji w TVP, mającej na celu promowanie kandydatury Lecha Kaczyńskiego w zbliżających się wyborach prezydenckich…
Zwrócono mi uwagę, słusznie, że podpinam wszystkie działania środowiska dziennikarskiego pod jeden mianownik, traktując je jako jedną korporację dziennikarską. Tak, rzeczywiście, to błędne przyporządkowanie.
Interesy poszczególnych wydawców, interesy poszczególnych grup wpływów i interesy polityczne, w których to dziennikarze są stroną, a nie niezależnymi obserwatorami, powodują to, że środowisko podzielone jest na koterie. I te koterie bronią swoich, a nie widzą problemów uwikłania całego środowiska. Przykład? Proszę bardzo;
Kiedy w lutym 2009 roku odwołano Krzysztofa Skowrońskiego ze stanowiska dyrektora PR III – były listy i pikiety. Kiedy odwoływano Magdę Jethon – protestów nie było.
Kiedy teraz odwołano Anitę Gargas – list protestacyjny pojawił się natychmiast na portalu „Rzeczpospolitej”. Co ciekawe, nie ma listów poparcia dla dziennikarzy Programu III PR, broniących po kierownictwem Jerzego Sosnowskiego swojej niezależności i autonomiczności swojej stacji.
I co ciekawe, nazwiska pod listem protestacyjnym wobec zwolnienia Skowrońskiego i Gargas w dużym stopniu się pokrywają… czy to przypadek? Nie, to nie przypadek.
To koteria politycznych zwolenników tak zwanej IV RP. To koteria tak zwanych „niezależnych” dziennikarzy, którzy swą apolityczność chętnie by wykorzystali w krzewieniu tamtej upadłej teorii politycznej.
Azrael





Polska rzadza zaledwie dwie osoby w dyktatorski sposob. Tusk i J Kaczynski. Jako szefowie najwiekszych parti sa w stanie zrobic wszystko. To oni decyduja kto siedzi w Sejmie i Senacie i kto jest prezydentem. Kto jest w rzadzie, zarzadach, radach nadzorczych i na innych stanowiskach publicznych. Obydwaj nominuja do 25 000 osob. Oczywiscie partyjniakow, kolesi i slugusow. A ci z kolei pracuja nad wdrazaniem pomyslow swoich dyktatorow.
Kult jednostek wzorowany na stalinizmie i hitleryzmie dominuje obie partie. Regularne czystki nigdy nie pozwola na „wybranie” nowego lidera. Kazda osoba z inteligencja, ambicja i zdolnosciami jest zagozeniem dla historyka z PO i cudownego dziecka z PIS. Nigdy nie bedzie nowych pomyslow na sterowanie krajem dopoki po prostu obydwaj nie zdechna.
Tak wyglada demokracja na szczeblu prywatnych parti politycznych na utrzymaniu przez podatkowicza. Wynikiem tego jest sytuacja w TVP i nie ma sie czemu dziwic. Tak samo jest w kazdej spolce pod kontrola rzadu.
Sosnowskiego nie Sokołowskiego
Tak, dziękuję, poprawiłem…