
Przez dwadzieścia lat demokratycznej Polski partii odwołujących się do etosu patriotycznego i narodowego były w Polsce dziesiątki, jeżeli nie setki. Tych formacji, stronnictw, które w nazwach miały słowa Patriotyczny, Narodowy, Niepodległościowy, Odnowicielski, Chrześcijański, wreszcie – Konserwatywny, było na pęczki – a jednak prawica, taka z krwi i kości liberalnej idei i konserwatyzmu społecznego – w naszym kraju jeszcze nie rządziła. Pomimo tego, że myśl narodowa jest obecna w życiu społecznym, polityczne prawicowe think tanki ,działają, Polacy, jako naród katolicki, powinni hołdować konserwatywnemu spojrzeniu na świat.
Jeden z publicystów prawicowych, w chwili emocjonalnego uniesienia, przypomniał, że już od dawna twierdzi, że pojęcie prawicy zostało niesłusznie zawłaszczone przez Prawo i Sprawiedliwość, że zostało skradzione przez Jarosława i Lecha Kaczyńskich. I choć fundamentalnie się z dziennikarzem „Rzeczpospolitej”, Rafałem Ziemkiewiczem, nie zgadzam praktycznie we wszystkim, to w tym przypadku nie można nie przyznać mu racji. Problemem Prawa i Sprawiedliwości jest bowiem głównie to, że jest to partia bez idei i bez głębi intelektualnej. Odwoływanie się do solidaryzmu społecznego (korzeniami przecież PiS tkwi w ruchu socjalistycznym, bo tym właśnie była niegdyś „Solidarność”, sznyt niepodległościowy został nadany temu ruchowi przez zewnętrznych doradców), skupianie się na grupach odrzuconych i ciągłe mówienie i pisanie o sprawiedliwości społecznej – to znamiona spojrzenia socjalistycznego, oczywiście w tym przypadku z rysem klerykalnym.
O PiS i jej szefie, Jarosławie Kaczyńskim, można powiedzieć, że jacykolwiek intelektualiści, w postaci Ryszarda Legutki, Zdzisława Krasnodębskiego, czy Andrzeja Zybertowicza – nawet gdyby mocno chcieli – nie mają żadnego wpływu na poczynania partii i samego przywódcy. Jarosław Kaczyński sam wymyślił swoistą „trzecią drogę” polityki, quasi ideę polityczną, posklejawszy ją z różnych opcji – od francuskiego gaullizmu, poprzez neokonserwatyzm, do etatyzmu gospodarczego – i przyprawiwszy to solidnym sosem populizmu, oraz socjotechniki (która sprawdza się coraz słabiej) – dał swoim zwolennikom tanie, kolorowe pudełeczko „nowego państwa”, tak zwanej IV RP, oraz ulotną, jak się okazało po niespełna dwu latach rządów, nadzieję na zwycięstwo. To jest ta „idea”, która skupia wokół niego ludzi. Powstał z tego humbug, polityczny, populistyczny ściek idei, które miał pokryć proces zawłaszczania Państwa na rzecz jednej formacji partyjnej.
Znamienne jest to, że w otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego można znaleźć byłych działaczy komunistycznych, na których może on polegać, bo wiedzą oni przecież, co to jest poddaństwo.
Mówi się, że Kaczyński przyciąga do siebie ludzi, że są nim zafascynowani. Ja jednak nie widzę w jego otoczeniu ludzi, którzy mieliby format, klasę i którym można by przypisać zdolności do samodzielnego tworzenia idei. Ci ludzie, którzy go otaczają – to miernoty intelektualne. Ci, którzy mają jeszcze siłę na niezależne myślenie – coraz wyraźniej się od niego dystansują, choćby uciekając do Brukseli, do Parlamentu Europejskiego.
Głównym problemem Prawa Sprawiedliwości są oczywiście bracia Kaczyńscy i świat wykreowany w ich głowach. To, jak ktoś ostatnio zauważył, świat z książki Orwella, gdzie pogarda miesza się ze strachem, gdzie króluje układ, szara sieć, korupcja, donosy, spiski, afery i służby specjalne. I PiS dzięki takim poglądom przyciąga do siebie ludzi, hołdującym podobnym fobiom, ale niestety również ludzi, którzy wierzą, że na tym właśnie polega prawicowości i konserwatyzm. Szkoda jednak, że ludzie ci nie widzą, że takie spojrzenie na świat otaczający jest bardzo bliskie bolszewizmowi i sowieckiej wizji państwa.
Jest miejsce dla prawicy na polskiej scenie politycznej, tak samo jak i dla lewicy. Jest również miejsce dla Prawa i Sprawiedliwości. Pod warunkiem, że partia ta pozbędzie się ze swojego grona Jarosława i Lecha Kaczyńskich, ojców założycieli, którzy mogą się stać jej grabarzami. Im dłużej Kaczyńscy pozostaną u steru partii – tym dotkliwsza będzie porażka, klęska tej formacji, i tym dłuższy będzie okres jej odbudowy.
Jaka jest droga wyjścia z marazmu, z tej niemocy politycznej, jak PiS może odzyskać wigor, świeżość i zaufanie społeczne? Są na to dwa pomysły;
Pierwszy, to taki, aby PiS stał się na nowo prawicowym politycznym tyglem. Oznaczałoby to (poza, oczywiście odsunięciem Jarosława Kaczyńskiego) ściągnięcie na nowo do tej formacji ludzi takich, jak Marek Jurek, Kazimierz Ujazdowski, może nawet Artur Zawisza… i, oczywiście, Ludwik Dorn. Jest możliwa taka synergia prawicowych sił politycznych.
Jest jasne, że prawdziwa prawica, konserwatywna, chadecka, nie pójdzie już więcej na układ, gdzie będzie dodatkiem do Jarosława Kaczyńskiego i jego post- PC-familii, która jest po prostu bezideowa. Oznacza to, że kierownictwo PiS musi przejść w ręce ludzi młodych, które dokooptowałyby wspomniane wyżej osobistości.
Druga droga, która może być realizowana równolegle, to próba pójścia do centrum politycznego i odzyskania wpływu wśród inteligencji, młodzieży, w miastach. Prawo i Sprawiedliwość może się otworzyć na elektorat młody, liberalny, centrowy, miejski. Tylko, że PiS już to próbował, ostatni raz na krakowskim, kongresie partyjnym, w roku 2009 . Naładowano tam podobno akumulatory, tylko, że nie było ich do czego podłączyć. Jeżeli do władzy w PiS nie dojdą młodzi, ludzie pokroju Hofmana, Bielana, Mariusza i Michała Kamińskich – to nic z tego nie będzie.
Ale przede wszystkim PiS powinien się zająć poważnymi problemami społecznymi i gospodarczymi, traktując je jako zadania podstawowe, mające realny wpływ na przyszłość państwa. PiS musi się nauczyć też na nowo posługiwania narzędziami komunikacji medialnej i marketingowej, ponieważ jeżeli zatrzyma się na poziomiebilbordów i kreskówek na YouTube – nic z tego nie będzie, nie przekona do siebie nowego, nowoczesnego elektoratu.
Te działania mogą przywrócić tej formacji możliwość realnej siły politycznej. Warto przypomnieć, że PiS pod rządami Jarosława Kaczyńskiego nie tylko nie ma szans powrotu do władzy, ale również nie ma zdolności koalicyjnych. Pozbycie się Kaczyńskich z partii może tylko partię wzmocnić,jednocześnie osłabiając Platformę Obywatelską. ‘
I tylko takie działania, a nie rojenia o tym, że kryzys ekonomiczny, czy afera hazardowa, mogą dać politykom i zwolennikom PiS nadzieję, że partia ta kiedykolwiek wróci do władzy.
Ale podstawową sprawą jest zrozumienie, czym jest prawicowość, czym jest konserwatyzm, liberalna gospodarka, a przed wszystkim – demokracja.
Azrael
————————
Materiał opublikowany na portalu Moje Opinie




PiS nigdy się nie wzmocni kosztem PO. Zbyt wiele te partie dzieli, a praktycznie nic naprawdę istotnego nie łączy.
Tym nie mniej PiS znalazł już sobie godnego partnera, partię równie bezideową i grającą na tej samej socjalnej nucie. Różnice są w gruncie rzeczy nieistotne. Da się je bez trudu wyliczyć. Jest to stosunek do KK, historii (również tej najnowszej), homoseksualizmu i in vitro. Jak widać na przykładzie TVP i PR są to różnice całkowicie do zaakceptowania.
Tak jest PiS nalezy ratowac. Nalezy wymusic na nich demokratyzacje wewnatrz partyjna a w szczegolnosci wolne wybory przwodztwa partyjnego. Obciac im dotacje z budzetu panstwa. Prywatne partie polityczne powinny utrzymywac sie same, ze skadek czlonkowskich. To samo odnosnie innych parti. Niech sie sprawdza na wolnym rynku.
Polskie partie polityczne wzoruja sie na kultach jednostek modelowanych na stalinizmie i hitleryzmie. Osoby zdolne, ambitne i wykwalifikowane sa oczywistym zagrozeniem dla takich Kaczynskich i Tuskow. Dla nich nie ma miejsca w partiach politycznych gdzie miernoty sprawuja dyktatorska i dozywotnia wladze. Czystki partyjne zapewniaja ze ludzie z talemntem i ambicjami dla siebie i dla kraju nie znajda sie na stanowiskach w rzadzie Sejmie ani nie beda pelnic funkcji publicznych. A kraj za to placi. Kraj placi za dyktatury tolerowane na szczeblach partyjnych.
Polsce jest potrzebna ponadpartyjna instytucja z zadaniem demokratyzacji kraju.
Wolisz Napieralskich? A może Lepperów lub Giertychów? To z pewnością osoby prawdziwie zdolne, ambitne, wykwalifikowane. To nie miernoty, lecz ludzie z talentem. Vivant SLD, SO i LPR!!!
Jak uratować PiS? Po co?
A tak po prawdzie, Azraelu – dlaczego wywołujesz wilka z lasu? Jeszcze twój prgram się ziści, i dopiero stanie się kłopot. Już widzę Mariusza Kamińskiego ze Zbigniewem Ziobrą i Jackiem Kurskim na czele PiS-u i muszę powiedzieć, że widzę PiS jeszcze gorzej niż pod przewodem Jarosława Kaczyńskiego. Ci trzej mogą się okazać o wiele groźniejsi dla polskiej demokracji.
…i Arłukowicza?
Azraelu, wybacz, ze nie na temat, ale chce sie podzielic ma refleksja po wysluchaniu Bogdana Swieczkowskiego dzis przed komisja.
Otoz jesli wczesniej mielem jescze obiekcje co do przyczyn smierci SP Barbary Blidy, obecnie nie mam zadnych watpliwosci:
Barbara Blida zostala z zimna krwia zamordowana z nakazu wlasnie takich fanatykow jak Swieczkowski.
Prosze nawet dwa razy przeczytac jego dzisiejsze wystapienie – slowa tego czlowieka (?) sa najlepsza ilustracja, czym jest a przede wszystkim czym byl PIS.
Przeraza ten oblakanczy fanatyzm porownywalny jedynie z fanatyzmem pierwszych bolszewikow.
Nie przypadkiem Swieczkowski, Engelking i wielu innych prokuratow i wysoko stojach osob w resortach bezpieczenstwa pochodzi z Sosnowca, tej slynnej kolebki polskich komunistow.
Najlepsze jest to a zarazem najbardziej przerazajace jest absolutne stwierdzenie Swieczkowskiego ze jesli Blida by sie nie zabila to poszlaby i tak siedziec.
To pytam sie, w jakim kraju my zyjemy, skoro wczesniej urzedy Rzeczpospolitej Polskiej oficjalnie nie tylko ze Blide z jakichkolwiek podejrzen uniewinniaja to rownoczesnie stwierdzaja, ze zadnej mafii weglowej na Slasku nie bylo ..
Ta buta jest przerazajaca – i pytam sie, Swieczkowskiemu codzilo tylko o obrone wlasnej osoby i klesiow, czy za tym nie kryje sie cos wiecej, cos co czai sie jeszcze gdzies w obrebie pisowskich urzedow, a czeka tylko na stosowna okazje,zeby demokracje Polske europejska raz na zawsze zniszczyc.
Buta Swieczkowskie nie daje mi spokoju …
Słyszałem to, może w weekend się tą sprawą zajmę, też mnie to boli…