Finał kobiecego biegu narciarskiego na 30 km w okolicach Vancouver pozostanie w historii polskiego olimpizmu jednym z najpiękniejszych widoków i wspomnień. Obok klaszczącego samemu sobie Wojciecha Fortuny w Sapporo , czy pokazującego niezapomniany gest Władysława Kozakiewicza na letnich IO w Moskwie. I dla takich chwil warto sport oglądać, takie sytuacje wbijają nas w dumę.
Te Igrzyska Olimpijskie były dla polskiego sportu wspaniałe, najlepsze w historii, 6 medali, ze złotym na Justyny Kowalczyk, to osiągnięcie znakomite, jak na tak szczupłą reprezentację. I warte odnotowania, tym bardziej, że w historii polskich startów zdobyliśmy do tegorocznych igrzysk tylko 8 medali. Sukces niezaprzeczalny, ale zupełnie nieadekwatny do siły i znaczenia polskiego sportu zimowego na arenie międzynarodowej.
Nie winiłbym za to Polskiego Komitetu Olimpijskiego, który jest tak naprawdę tylko organizatorem przygotowań olimpijskich wąskiej kadry, czymś w rodzaju sponsora i managera zawodników i trenerów. Problem jest głębszy, wymagający szerszej dyskusji. To sprawy organizacji polskiego sportu, jego zaplecza finansowego, bazy, zaplecza naukowego, klasy trenerów, ich wyszkolenia. Problem jest wielowarstwowy, zaczyna się w systemie szkolnictwa i selekcji , poprzez systemy związków sportowych, zasady finansowania.
Kilka przykładów, dotyczące polskich zawodników.
1. Adam Małysz i Justyna Kowalczyk, a także polscy biathloniści trenowani są przez szkoleniowców zagranicznych – odpowiednio Fina i Białorusinów. Dlaczego polska myśl szkoleniowa jest tu tak słaba?
2. Polscy panczeniści trenują ponad 200 dni w roku w Niemczech i Holandii. Dlaczego? Ponieważ nie ma w Polsce ani jednego sztucznie mrożonego, krytego toru łyżwiarskiego…
3. Dlaczego Polska ma jedną saneczkarkę i jedną drużynę bobslejową? Podobnie jak panczeniści, uprawianie tej dyscypliny w Polsce nie jest możliwe…
4. Polskie narciarstwo alpejskie reprezentowane było przez jedną zawodniczkę, która skupiała się na tym, aby nie zawieść swoich trenerów, przyjaciół i rodziny, i aby dojechać do mety, tak aby była sklasyfikowana. W Polsce nie ma tras, nie na stacji narciarskich, nie ma zaplecza trenerskiego, polskie narciarstwo alpejskie nie ma nawet systemu szkolenia centralnego. Warto by spytać Janusza Zielonackiego, dlaczego w polskich górach nie można wytyczyć choć 5. profesjonalnych tras…
5. Podobnie jak panczeniści, polscy snowboardziści muszą 3/4 roku spędzać zagranicą. Nie ma torów, rynien, skoczni do żadnej konkurencji w tej dyscyplinie w Polsce, podobnie jak do zjazdów na muldach, czy narciarstwa artystycznego…
Ten katalog można by ciągnąć długo. Polskiego narciarstwa klasycznego nie ma, alpejskiego – też nie ma, biathlon po odejściu Sikory i trenerów zagranicznych umrze, polski hokeiści jeżdżą dwa razy wolniej nie tylko od Czechów i Słowaków, ale nawet od Białorusinów, polskie łyżwiarki figurowe potrafią skakać tylko pojedyncze skoki.
Ale w Polsce przede wszystkim dalej nie ma zrozumienia dla faktu, że kultura fizyczna, sport, jest stałym składnikiem życia społecznego, jest elementem równie ważnym, jak edukacja, to wykładnik rozwoju całego społeczeństwa.
Azrael
———————————–
Felieton opublikowany na portalu Wprost.pl




Prawdę mówiąc na igrzyskach olimpijskich w Moskwie byliśmy bodajże trzecią potęgą jeśli chodzi o ilość zdobytych medali – działo się tak nie tylko z powodu nie uczestnictwa sportowców z USA w zawodach olimpijskich. Kozakiewicz, Wszoła, Malinowski etc, etc. Ówcześni zawodnicy wyznaczający na prawdę poziom światowy, nawet w jednej setnej nie zaznali wtedy tego uwielbienia i adoracji jaką dziś doznają „gwiazdy” polskiego sportu. Choć może to jest jakieś odreagowanie po latach kompletnej posuchy.
Khair myślę, że Twój komentarz nie jest sprawiedliwy. Wiele złego można powiedzieć o PRL-u między innymi, że wykorzystywał sportowe sukcesy do celów propagandowych ale jeśli chodzi o system szkolenia sportowców to byli zdecydowanie lepiej zorganizowani niż to co się dzieje obecnie. Sportowcy mieli wtedy zaplecze, o którym obecni zawodnicy mogą tylko marzyć. Obecnie coś w polskim sporcie osiągają tylko indywidualiści, którzy z maniackim uporem dążą do celu dlatego nazywanie ich gwiazdami w cudzysłowu jest bardzo nie fair, bo zawdzięczają to sobie nie systemowi szkolenia, którego nie ma. Dość powiedzieć, że w PRL-u w dziurze w której mieszkam (plus minus 3000 mieszkańców) był prężnie działający klub piłkarski (seniorzy, juniorzy i trampkarze), lekkoatletyczny i szachowy. Teraz nie ma nic. Wszystko upadło. I tak jest prawie wszędzie.
@Nonchallance – ależ ja niczego złego nie piszę o ówczesnych sportowcach i ówczesnym systemie szkoleniowym. Zauważam jedynie, że ówcześni bohaterowie polskiego sportu wtedy gdy zdobywali swoje laury, nie zaznali nawet ułamka celebry, jakiej doświadczają nasze obecne orły. O kasie nie będę już wspominał bo to inne czasy, ale pewnie słyszałaś, że nasz najlepszy trener piłkarski – K. Górski ledwo dorobił się mieszkania w bloku. Gdzie mu tam do ostatniego holenderskiego szkoleniowca kadry, i estymy jaką cieszył się w mediach oraz na trybunach. O ile pamiętam, K Górski odszedł w „niesławie” po zdobyciu drugiego miejsca na olimpiadzie – gdyby dzisiaj jakimś cudem obecny trener awansował do półfinału olimpijskiego, z naszą drużyną narodową w piłkę nożną – pewnie dostałby Orła Białego, full kasy, a politycy i reszta lizaliby jego stopy.
Dlatego napisałam, że Twój komentarz jest nie fair wobec dzisiejszych sportowców a nie ówczesnych
Dzisiejsi sportowcy są właśnie kompletnie pozbawieni tego wsparcia systemu, który mieli ówcześni. Jasne, w PRL-u sportowcy ze swoich sukcesów mieli głównie chwałę a dzisiaj mają jeszcze pieniądze. Ale dzisiaj dojście w Polsce do poziomu światowego, gwarantującego naprawdę wysokie dochody jest zdecydowanie trudniejsze niż wtedy. W dzisiejszej Polsce sportowcy są w zasadzie zdani sami na siebie.
Oczywiście masz rację – zwłaszcza jeśli chodzi o konkurencję. Gdy nasi olimpijczycy w czasach PRL-u zdobywali laury, ilość liczących się państw w sporcie była niewielka. Istniała olimpijska żelazna trójka – NRD, ZSRR i USA, i paru średniaków jak Polska czy RFN. Dziś szeroką ławą weszli Chińczycy, w wielu dyscyplinach lekkoatletycznych Afrykanie, a w drużynowych – sportowcy z Ameryki Płd.
Jak czytam, ile to kasy trzeba aby dziś wręcz wyhodować sportowca (pamiętam rewelacje z Pekinu) to doceniam obecnych na wpół-amatorów z Polski. Tym niemniej z nostalgią wspominam czasy, gdy zdobycie srebrnego medalu traktowano nieraz jako porażkę, albo rzecz, która nie zasługuje na medialny show z orderem państwowym włącznie.
Sporty zimowe- niby tak ppowszechnie uprawiane -przez przecietnego Polaka- nie ciesza sie zainteresowaniem wladz, bowiem profity z nich plynace nie sa takie, jak np, w tenisie, pilce noznej czy nawet lekkiej atletyce. Tylko dzieki wielkim indywidualnosciom i ich ogromnej pracy przezywamy chwile zadowolenia, radosci i dumy. W sportach zimowaych Polska nalezy do trzeciej swiatowej ligi, no bo hokeisci juz chyba z Tajlandia przegraja. sameczkarze nie maja na czym sie slizgac, bobsleisci nie maja sponosorow na dobry sprzet i obozy treningo chocby w Norwegii. Dobrze, ze mamy dwie – moze trzy skocznie narciarskie i gdzie biegac – jesli tylko komus sie chce. JAzda figurowa na lodzie nie lezy w polskich charakterach a juz zuplenie gdzies w tle wszystkiego norweska kombinacja czy jazdz szybka na lodzie. Sadze, ze Polska – nawet obecnie – ma lepsze uwarunkowania do organizacji zimowych igrzysk niz Soczi ( dzisiaj jest tam 19 stopni C). Sadze, ze Igrzyska zimowe w Polsce bylyby organizowane mniejszym nakladem niz Mistrzostwa Europy w pilce noznej. Wladze sportowej jednak bardziej interesuja sie jednorekimi bandytami i osobistymi profitami, niz czyms, co byloby wskazana pozyteczna strawa dla spoleczenstwa w tak trudnych czasach, jak obecne..
Wydaje mi się, że problem jest głębszy bo nie dotyczy tylko władz. Mieszkam w Gliwicach, gdzie otworzono niedawno pływalnię o wymiarach olimpijskich. Pływalnia jest otwarta także dla zwykłych obywateli, ale w ograniczonym zakresie [kilka godzin dziennie]. Dla mnie to zrozumiałe, że podstawową funkcją tej pływalni jest szkolenie zawodników i zajęcia dla grup zorganizowanych, ale na przykład moja ciotka była święcie oburzona i chętnie wylała kubeł słownych pomyj na prezydenta miasta za to, że pływalnia nie jest dla wszystkich. Jak zapytałam czy chce oglądać wygrane naszych pływaków to odpowiedziała, że chce ‘ale dlaczego pływać mają u nas?’ A ja pytam: a dlaczego nie? Dopóki ludzie nie zrozumieją, że sportowcy muszą mieć gdzie trenować to nic się nie zmieni. A w naszym mieście oprócz olimpijskiej są jeszcze inne zwykłe pływalnie, czego moja ciotka nie była łaskawa zauważyć.