Wojna o Moskwę

Mamy kolejną odsłonę czegoś, co powinno wejść na stałe do podręczników polskiej politologii pod hasłem „Wojna samolotowa”. Tym razem nie chodzi jednak o to, kto ma lecieć samolotem do Brukseli, ale już o szersze pryncypia sprawy polskiej reprezentacji na obchodach 65 rocznicy zakończenia wojny. Dla Rosjan dzień zwycięstwa nad faszyzmem to święto szczególne, ponieważ czczą on w tym dniu śmierć ponad 20 milionów poległych, dla Polaków ten dzień ma wymiar mniej ważny, ale za to powoduje różne konotacje, związane z czasami PRL. Ale nie to jest osią sporu – ale zupełnie coś innego, nie dość dla rozsądnych obserwatorów oczywistego.

Sprawa ma kilka wymiarów. Przede wszystkim najpierw zadano sobie pytanie, czy Lech Kaczyński powinien skorzystać z zaproszenia rosyjskiego ambasadora Grynina, złożonego z w imieniu prezydenta Miedwiediewa i pojechać w maju do Moskwy. Jednak tego było mało – okazało się, że oprócz Kaczyńskiego zaproszenie dostał również generał Wojciech Jaruzelski, i to w formie podwójnej, ponieważ zarówno jako kombatant, jak i były przywódca kraju koalicji antyhitlerowskiej. No i teraz sam Kaczyński i jego otoczenie ma tak zwany zgryz; Po pierwsze – czy pojechać w ogóle. Tu odpowiedź wydawała się prosta – oczywiście tak, pod warunkiem, że Kreml zagwarantuje, że Lech Kaczyński będzie stał w pierwszym rzędzie na trybunie honorowej. Bo jak by stał w drugim, to będzie despekt… No, ale wyszedł problem z Jaruzelskim… Totumfaccy pana prezydenta z Kancelarii nie zwerbalizowali tego, ale zapachniało im to „ruską prowokacją”. Żeby było mało tego, Wojciech Jaruzelski nie zastanawiając się, jako że zwiadowca (był żołnierzem frontowym, właśnie zwiadowcą) musi podejmować decyzje w lot, odpowiedział, że jedzie – a do tego jest gotowy do WSPÓLNEGO reprezentowania Polski i wspólnej podróży samolotem. No i w związku z tym pojawił się w otoczeniu pana prezydenta problem trzeci – zaprosić generała do wspólnej podróży, czy nie? Z tego problemu wybrnięto w sposób klasyczny dla racji stanu (niskiego stanu…) pana prezydenta. Zaproszono generała w ten sposób, aby go obrazić. Zaproponowano mu podwózkę, ogłaszając to w mediach, mimochodem, o, tak jakby było to lotniczy autostop… Minister Stasiak stwierdził, że miejsce w samolocie się znajdzie…

Continue Reading →

Tylko rozwiązania siłowe

Charles de’ Gaulle, najwybitniejszy polityk francuski XX wieku powiedział takie słowa;

Patriotyzm jest wtedy, gdy na pierwszym miejscu jest miłość do własnego narodu; nacjonalizm wtedy gdy na pierwszym miejscu jest nienawiść do innych narodów niż własny.

W Moskwie nastąpił wybuch nacjonalizmu, w swojej ekstremalnej formie, terrorystycznej, do tego jeszcze zabarwiony religijnym fundamentalizmem. To co się stało na dwóch stacjach metra moskiewskiego, nie ma żadnego podkładu politycznego, ani nie jest podyktowane żadną ideą. Wybuchy ładunków, które miały zabić bezbronnych ludzi nie mogą być tłumaczone żadną wyznawaną ideologią, ani miłością do swojego kraju. To był czysty terroryzm, w swojej najbardziej zbrodniczej formule. Te kobiety, które były bezpośrednimi wykonawcami zamachu nie mogą się powoływać na konieczność walki w imieniu swojego narodu, czy religii.

Doskonale wszyscy sobie zdają sprawę, że terroryzm kaukaski urodził się z niesprawiedliwości i nacjonalizmu rosyjskiego. Nie jest to jednak żadnym usprawiedliwieniem dla takich czynów, nie byłoby również usprawiedliwieniem, jeżeli islamiści kaukascy byliby sprowokowani przez Rosjan, przez rosyjskie służby specjalne. Jeżeli ci ludzie mieliby świadomość odpowiedzialności za własny narów, właśnie takiego patriotyzmu, zabarwionego miłością, nie dali by się prowokować – choć nie wierzę w sugerowaną choćby przez red. Krystynę Kurczab-Redlich teorię spisku rosyjskiej FSB lub innych „siłowników”.

Continue Reading →

Wybierać, czy nie wybierać?

Peleton wyborczy jest już właściwie ustalony; Po tak zwanych prawyborach (lub prewyborach, jak też się pisze, są tacy, którzy uważają, że marszałek Komorowski ma prezydenturę w kieszeni) w Platformie Obywatelskiej, ostatnim pytaniem jest to, czy Lech Kaczyński zdecyduje się na ponowne kandydowanie, czy jednak nie. Z jednej strony sygnały dochodzące z Pałacu Namiestnikowskiego mówią, że prezydent się waha, z drugiej strony natomiast jest już ponoć wyznaczony termin (koniec maja), kiedy zostanie ogłoszona formalna decyzja – na „tak”. Mam jednak wrażenie, że ciśnienie na kandydowanie Kaczyńskiego ze strony jego brata, jak i PiS, jest ogromne. To przecież „pod niego” prowadzona była polityka Prawa i Sprawiedliwości (czytaj – Jarosława Kaczyńskiego) przez ostatnie kilkanaście miesięcy. To reelekcja Lecha Kaczyńskiego ma być również kołem zamachowym kampanii wyborczej partii jego brata i powrotu do władzy.

Wybory są immanentną cechą demokracji przedstawicielskiej i każdy obywatel ma właściwie obowiązek brania w nich udziału. Pod warunkiem, że ma wpływ na to, kogo wybiera, a jednocześnie jego wybraniec ma realny wpływ na rządzenie, jakość państwa, prawa, na społeczeństwo. Niestety, mam duże wątpliwości, czy urząd prezydencki w Polsce przy obecnym porządku prawnym, narzuconym przez Konstytucję i akty niższego rzędu, jest organem całkowicie samodzielnym. Inaczej rzecz ujmując, czy urząd prezydenta ma rację bytu w takiej formule i czy prezydent powinien być wybierany w wyborach powszechnych. Ponieważ jednak jest to dyskusja o charakterze konstytucyjnym, zostawimy ją z boku, skupiając się na sprawach czysto subiektywnych.

Jak zauważył na swoim blogu, prowadzonym w portalu Salon24.pl wybitny prawnik, profesor Wojciech Sadurski, każdy powinien kierować się w wyborach w pierwszej kolejności swoimi autentycznymi preferencjami, a dopiero później wyborem strategicznym, czyli takim, który bierze pod uwagę wszystkie uwarunkowania i skutki wyboru takiego, a nie innego kandydata. Oznacza to, że w pierwszej rundzie wyborów prezydenckich mamy zagłosować na kandydata nam najbliższego, a w drugiej (jeżeli nasz preferowany nie przejdzie) na takiego, który nam się wydaje „mniejszym złem”.

Continue Reading →

Wirtualna kampania

Mamy już za sobą medialno-popową zabawę pod nazwą „prawybory w Platformie Obywatelskiej”. I niezależnie od tego, z jakiej pozycji byśmy ją nie oceniali, czy jesteśmy tej partii i jej działaczom przychylni, czy wprost przeciwnie, lub, jak piszący te słowa – obojętni – jej finał trzeba ocenić jako porażkę, a już na pewno nie jako zwycięstwo.

Doskonale przygotowany medialny show w jednej z sal  Politechniki Warszawskiej popsuła bezlitosna statystka frekwencji głosowania na jednego z kandydatów wysuniętych przez… Donalda Tuska do wyścigu. 47,47 proc. to wynik dobry, jeżeli by się go porównywało do rezultatów krajowych wyborów parlamentarnych, czy do Parlamentu Europejskiego. Kiepski, jeżeli się bierze pod uwagę, że były to wybory wewnętrzne, kadrowe, gdzie głos mieli zabrać świadomi swojej roli i zadań działacze partyjni. Po członkach Platformy Obywatelskiej można się było spodziewać więcej, bo z racji tego, że większość z nich to ludzie aktywni zawodowo, z wykształceniem ponad przeciętnym, z ustabilizowaną pozycją społeczną – powinni być bardziej świadomi swojego zadania… a nie byli.

Interpretacji takiego, a nie innego wyniku może być kilka; Jedną z nich jest swoiste, małe votum nieufności wobec samego szefa partii, Donalda Tuska za to, że zawiódł ich prawie czteroletnie oczekiwania, ze będzie kandydował na urząd prezydencki i jednocześnie dokona vendetty na Lechu Kaczyńskim za rok 2005. Inna, powiązana z poprzednią interpretacja małej aktywności członków PO jest taka, że nie uważają żadnego z oferowanych przez kierownictwo partii kandydata za odpowiedniego do zajęcia najbardziej eksponowanego stanowiska w państwie. Można oczywiście przyjąć, że zawiodła organizacja, że listy członków były niezweryfikowane, a czas głosowania był za krótki. Jeżeli jednak tak było, to jak wehikuł wyborczy sprawdzi się we właściwiej kampanii? Można także stwierdzić, że działaczy PO interesują bardziej sprawy natury lokalnej, własne podwórko, żeby nie powiedzieć – własne interesy…

Szefostwo partii popełniło jednak inny poważny błąd. Przez kilka tygodni skupiano się głównie na wymiarze medialno-marketingowym kampanii, zaniedbując zupełnie jej wymiar merytoryczny. Pomimo dziesiątek spotkań obu kandydatów z działaczami PO i setek wypowiedzi dla mediów elektronicznych i prasy, w dalszym ciągu nie bardzo wiadomo, jak będzie to prezydentura – poza tym, że ma być inna od obecnej. Ale różnić się (na lepsze) od Lecha Kaczyńskiego nie jest to takie trudne… Nie wykorzystano kampanii prawyborczej do prawdziwej debaty wewnątrzpartyjnej. A tylko prawdziwy, nie udawany dyskurs publiczny może wzbudzić emocje.

Continue Reading →

Pożegnalna podróż na Wschód

Lech Kaczyński nie był w Moskwie przez całą swoją kadencję, ani razu nie spotkał się z urzędującym prezydentem Rosji w rozmowach w cztery oczy. Kilka razy, w roku 2006 w Helsinkach i w ubiegłym roku na Westerplatte miał okazję wymienić z Władimirem Putinem, nie wprost, opinie, ale w obu przypadkach były to raczej impertynencje ze strony polskiego prezydenta. Z Dmitrijem Miedwiediewem nie doszło nawet do takich kontaktów, choć pełni on już swoją misję ponad 2 lata.

O polskiej polityce wschodniej, realizowanej siłami Kancelarii Prezydenta, pisano już wielokrotnie. „Urobek” z czasów kadencji Lecha Kaczyńskiego jest żaden. Ta polityka, realizowana głównie w obszarze Gruzji i Ukrainy, była polityką antyrosyjską, konfrontacyjną. Polska usiłowała stworzyć w oparciu o Ukrainę i jej prezydenta, Wiktora Juszczenkę i Gruzję, na czele której stoi watażka Saakaszwili, a także państw bałtyckich coś w rodzaju bloku politycznego skierowanego przeciwko Rosji. Przez pewien czas ta opcja polityczna wspierana była przez neokonserwatywną administrację Busha, a dość otwarcie kontestowana przez Unię Europejską. Polska nie stała się liderem regionu, ani zbawcą, ani tym bardziej regionalnym mocarstwem. Nie udało się wciągnąć do Unii Europejski i NATO ani Ukrainy, ani Gruzji, nie mówiąc o osłabieniu pozycji Łukaszenki na Białorusi. Jeżeli dodamy do tego klęskę przedsięwzięć quasi biznesowych w dziedzinie energetyki, inicjowanych przez obóz prezydencki, będziemy mieli cały obraz beznadziejności tej polityki, zwanej polityką jagiellońską.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 25. marca

Show Time

Na ulicy siedzi mężczyzna. Siedzi spokojnie, nie krzyczy, nie wymachuje posterami z obrzydliwymi i obraźliwymi słowami, po prostu siedzi z tabliczką, która informuje, że jest za reformą służby zdrowia. Wokół niego krąży tłum krzykaczy; głownie białych facetów, wykrzykujących obraźliwe epitety i gotowych to ataku. Ów mężczyzna nie odzywa się , nie reaguje, mimo, że rzucają w niego rożnymi rzeczami, nie broni się. Kiedy pracował, płacił premię na ubezpieczenie, kiedy już nie mógł pracować, został wyrzucony z ubezpieczenia, zbankrutował i mieszka na ulicy, jest bezdomny. O, i jeszcze jedno, ma chorobę Parkinsona. Po zatwierdzeniu ustawy o reformie, wiele biur polityków Demokratów zostało splądrowanych, a Demokraci obrzuceni wyzwiskami; nienawiść Republikanów nie ma granic.

Prezydent Obama obiecał reformę służby zdrowia. Zajęło mu to ponad rok aby do reformy doszło, rok w atmosferze wyzwisk, manipulacji politycznych, oraz kłamstw. W końcu, Kongres, Demokraci gdyż żaden Republikanin nie zagłosował za reforma, zadecydował, że reforma przejdzie. I mimo katastroficznej wizji kreowanej przez Republikanów, którzy ostrzegają, że będą wetowali wszystkie następne reformy, a reforma służby zdrowia będzie tym, która doprowadzi do upadku Prezydenta Obamy oraz Demokratów, owa regulacja tak wrażliwej strefy społecznej, jaką jest powszechna ochrona zdrowia, jest ogromnym zwycięstwem osobistym Prezydenta Obamy. W przyszłości nie będzie się mówiło jak do tego doszło, ale że reforma została przeprowadzona. I w przyszłości, będzie się mówiło, że to dzięki Obamie oraz Demokratom doszło to reformy, która pomogła milionom ludzi, a partia “Nie” stała i nie zrobiła nic. Jeszcze nigdy w historii Kongresu USA, nie zdarzyło się, aby ani jeden Republikanin nie głosował za ustawa. Republikanie z pianą na ustach krzyczą, że zrobią wszystko aby zniszczyć reformę. Założyli nawet sprawę w sądzie. Ich retoryka to, Amerykanie nie chcą reformy, a w listopadzie podczas wyborów Demokraci przegrają. W telewizji podkreślają, że reforma przyczyni się do zwiększenia deficytu, podniesie podatki, jak również wprowadzi socjalizm do USA. Rush Limbaugh powiedział, że należy wykończyć wszystkich Demokratów.

Continue Reading →

Kościelny PR

Kościół katolicki nie ma dobrej prasy, mówiąc językiem współczesnym, nie ma dobrego public relations. Już nie tylko media liberalne, czy jak to konserwatyści piszą – media wspierający cywilizację śmierci – piszą o aferach i zaniechaniach w instytucjach Kościoła katolickiego, ale również zwolennicy katolicyzmu, jako dominującego światopoglądu nie chowają głowy w piasek, tylko otwarcie krytykują instytucje kościelne.

Nawet gorący obrońca doktryny katolickiej, dr Tomasz Terlikowski niedwuznacznie daje do zrozumienia („W polskim Kościele cisza przed burzą”, gazeta „DGP”, 2010.03.22), że choć o zjawisku pedofilii polska prasa nie pisze, to jednak nie jest tak, że tej obrzydliwej przypadłości u polskich księży nie ma. Wynika to według niego tylko z autocenzury prasy i mediów elektronicznych, które dowiadując się o przewinach księży (nie tylko seksualnych) wolą sprawę przemilczeć albo załatwić po cichu, aby nie została im przypięta łatka „wroga Kościoła”. Terlikowski wie co mówi, ponieważ sam jest na cenzurowanym u wielu biskupów za mówienie o zaniechaniu lustracji i ujawnianiu tajnych współpracowników SB wśród hierarchów kościelnych, a także innych przestępstw. Myliłby się jednak ten, kto uważa, że Tomasz Terlikowski, bogobojny filozof katolicki kieruje się interesem społecznym, pomyślanym jako dobro jednostek. Jemu chodzi o to, że nie ujawnione, a następnie nagłośnione przez media przestępstwa seksualne księży mogą doprowadzić do laicyzacji państwa… Tak jest właśnie wygląda oczyma prezesa Wydawnictwa „Frondy” dbałość o etykę i moralność katolicką…

Continue Reading →

Po debacie

Najważniejsze przesłanie tak zwanej debaty prezydenckiej kandydatów na kandydata prezydenckiego Platformy Obywatelskiej zostało uzyskane – media od tygodnia były skupione tylko na tym wydarzeniu, wszystkie informacyjne stacje telewizyjne ją relacjonowały, porankiem ci, którzy nie mają dostępu do internetu znajdą na „jedynkach” gazet informacje o debacie.

Kto więc wygrał starcie zastępców Tytana (Donalda Tuska)? Przytomnością umysłu wykazał się redaktor Andrzej Stankiewicz z tygodnika „Newsweek”, który w specjalnym wydaniu programu „Loża prasowa, w TVN24″, zaraz po debacie odruchowo odpowiedział na pytanie prowadzącej, „No, oczywiście, Platforma Obywatelska”. I ten automatyzm reakcji już jest widoczny w komentarzach mediów – najpierw jest PO i jej działania, potem długo, długo nic i reszta. A samym innym kandydatom pozostają tylko działania reaktywne. I to jest olbrzymi sukces speców od kreowania wizerunku, pracujących dla Platformy Obywatelskiej.

Sam 45-minutowy spektakl był jednak nudny. Już sama formuła posadzenia kontrkandydatów na fotelach ograniczała możliwość ekspresji i usztywniała nie tylko dyskutantów, ale również prowadzących. Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski byli odsunięci znacznie od siebie, w związku z tym mała była możliwość kontaktu wzrokowego i interakcji. Zresztą prowadzący spotkanie posłowie Joanna Mucha i Sławomir Nowak, nie wykazali się specjalną inwencją, a dość sztampowe pytania i forma dyskusji nie pozwalały na rozwinięcie dyskusji. To jednak uwypukliło, że panowie się rzeczywiście pięknie różnią, ale realnie obaj są z tej samej stajni politycznej, której i trenerem i managerem jest Donald Tusk. Nie wiem, na ile było to frustrujące dla obu interlokutorów, ale obaj nie ustrzegli się gaf.

Continue Reading →

Pięknie się różnić

Pomysł rywalizacji pomiędzy dwoma kandydatami Platformie Obywatelskiej udał się jak mało co. Jeżeli rzeczywiście za tym stoi sam Donald Tusk, oznacza to, że jako pierwszy polityk w Polsce tego szczebla zrozumiał, że polityka przeszła z fazy programów do fazy wizerunku. Albo inaczej – z fazy dyskusji parlamentarnych do fazy dyskusji medialnych.

Od kilku tygodni media nie żyją praktycznie niczym innym, niż sprawa prawyborów. Już zapomniano, że jest to raczej substytut prawdziwej demokracji, gdzie dwóch kandydatów rozgrywa partię szachów pionami od warcabów. Teraz ważne jest to, jak to odbierają – i sprzedają media. A śledząc media elektroniczne i papierowe można zauważyć, że niezależnie z kim przedstawiciel mediów by nie rozmawiał, czy jest to polityk, specjalista od marketingu politycznego, czy przechodzień na ulicy, zagadnięty o swoje preferencje polityczne – zawsze padnie pytanie – „A jak Pan/Pani uważa? Czy Bronisław Komorowski, czy Radosław Sikorski…?”. Przy okazji wypromowano na nowo wizerunek żon obu kandydatów.

Ale oczywiście nie o samych kandydatów i ich żony tu chodzi, ale o wizerunek partii. Platforma Obywatelska uzyskała na organizacji tej medialno-politycznej zabawy kilka punktów;

Po pierwsze, dokonała się konsolidacja i pobudzenie członków i sympatyków PO. Nie samych kandydatów, ale właśnie członków i struktur partyjnych, potrzebnych tak naprawdę od maja, kiedy ruszy prawdziwa kampania, po ogłoszeniu terminu wyborów. Nie są prawdą żadne rojenia, że rywalizacja Komorowski/Sikorski poróżni członków partii, nawet może ją podzielić. Oto zadba już sam Donald Tusk, który w sytuacjach napięć pomiędzy rywalami już kilkakrotnie interweniował. To on jest suwerenem partii i to on jest spoiwem – nie będzie żadnego rozłamu, a przegrany w tych wyborach stanie u boku zwycięzcy.

Continue Reading →

Debata Prezydencka 2010

To już była druga debata, do której zostałem zaproszony przez Onet.tv – pierwsza dotyczyła zmian w Konstytucji RP, ta natomiast tego, czy Polacy dadzą drugą szansę Lechowi Kaczyńskiemu, w zbliżających się wyborach prezydenckich. Ja na swój prywatny użytek określiłem temat spotkania – Czy Lech Kaczyński zostanie ponownie prezydentem, i dlaczego nie… ;)

Zapraszam do obejrzenia – bezpośrednio ze strony Onet.tv.

Należy kliknąć  na zdjęcie;

W spotkaniu wzięli udział posłowie; z PiS – Adam Hofman, z PO – Sebastian Karpiniuk, oraz redaktor naczelny „Gazety Polskiej” – Tomasz Sakiewicz. No, i Wasz bloger…

Azrael

Pożar się zbliża

Schemat jest zawsze ten sam; Kolejne doniesienie o molestowaniu, o pedofilii, o tym, że przestępstwo było przez długie lata skrywane, a winni mu księża dalej prowadzą posługę kapłańską albo są ukrywani w Watykanie, lub klasztorach, a hierarchowie Kościoła katolickiego są „głęboko dotknięci i wstrząśnięci”. Tak jak wstrząśnięty był miesiąc temu Benedykt XVI na wieść o kolejnych materiałach świadczących o zorganizowanym procederze pedofilii w kościele irlandzkim i jak teraz jest wstrząśnięty, kiedy podobne doniesienie (choć świadczące o mniejszej skali) spływają z Niemiec. Jest poruszony tak bardzo, że zamierza napisać list pasterski do wiernych w Irlandii. Tylko, że oni oczkują czegoś innego – odwołania prymasa, kardynała Brady’ego, który brała aktywny udział w tuszowaniu aktów pedofilskich 30 lat wcześnie – w imię ochrony wizerunku Kościoła.

Ujawniane niemalże co tydzień nowe afery w Kościele katolickim to nie jest zorganizowana akcja, ale wylew prawdy o tym, jakimi prawami i jakimi kryteriami kieruje się ta instytucja. To, co przez lata było tylko domysłem i było ukrywane przez zastraszanie wiernych (przysięgi milczenia, groźby ekskomunik, aktywna ochrona zboczeńców w sutannach), teraz wypływa szeroką falą. Ludzie doświadczeni przez los przestali się obawiać społecznej anatemy, a instytucje państwa, jak to się dzieje w przypadku Irlandii, zrozumiały, po czyjej stronie należy się opowiedzieć. Obywatele i wymiar sprawiedliwości, wspomagane przez niezależne media, przestały się oglądać na to, co powie papież i jakie stanowisko zajmie organizacja Kościoła, lecz realizują swoje obowiązki i zadania. I dzięki temu zaczyna się otwierać szeroko brama z informacjami o kolejnych aferach. Irlandia, wcześniej Wielka Brytania, teraz również Holandia, Szwajcaria, Włochy, Niemcy, Austria… pożar prawdy rozlewa się szeroko po Europie. A z Watykanu nie słyszmy głosu przeprosin i skruchy, ponieważ jeżeli się dokładnie wsłuchamy w to, co ma do powiedzenie Benedykt XVI, to odczytamy, że jego troska dotyczy głównie Kościoła katolickiego i tym co się w nim dzieje. Tym jest właśnie głowa Kościoła „wstrząśnięta”, a nie dolą ofiar zboczeńców w sutannach. Efektem jest to, że Niemcy już w ponad 85% obywateli nie mają zaufania do instytucji Kościoła i zarzucają mu, że nie zamierza do końca wyjaśnić spraw związanych z przestępstwami na tle seksualnym.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 18 marca

Ostatnie kuszenie

Lehman Brothers, Merrill Lynch, Goldman Sachs, JP Morgan, Citi Group czy AIG latami zwiększały ryzyko podczas manipulacji na rynku. Owe manipulacje przynosiły coraz to większe profity, tak duże, że aż niemożliwe. Inwestorzy zarabiający krocie, zadufani w sobie, zakłamani tak bardzo, że nie zwracali nawet uwagi na to, że powoli zbudowane przez nich domek z kart wkrótce upadnie. Manipulacje finansowe owych instytucji miały ogromne ryzyko bez żadnego pokrycia dając większy profit, zwłaszcza na rynku, który nie miał żadnej regulacji . W 2008 roku kiedy większość owych instytucji upadla lub została przejęta przez inne duże firmy, pieniądze podatników zostały wydane aby nie doszło do upadku całego systemu finansowego. Naród wzburzony domagał się regulacji, media każdego dnia podawały jak chciwi i nieodpowiedzialni byli dyrektorzy owych instytucji. Mamy obecnie 2010 rok i Kongres ma nadal problem z zatwierdzeniem prawa regulującego rynek finansowy i broniącego konsumenta. Republikanie, którzy otwarcie mówią, że zrobią wszystko, aby nie doszło do reformy służby zdrowia, powtarzają, że zrobią wszystko, aby owa ustawa nie przeszła.

Continue Reading →

Wyważyć otwarte drzwi

A zapowiadało się tak doskonale; TVN i TVN24 podgrzewały atmosferę od kilkunastu dni, miało być ostro, bezkompromisowo, odważnie i demaskatorsko. A było, jak to czasem bywa – tabloidowo, czasem manipulacyjnie, dziecięco naiwnie…

Film spółki autorskiej Grzegorz Madej/Tomasz Sekielski, „Władcy marionetek”, nadany w prestiżowym dla TVN24 paśmie wczesnych godzin popołudniowych, rozczarował, i to na wielu frontach. Założeniem Tomasza Sekielskiego było to, co powtórzył sam w dyskusji po filmie, że chciał pokazać, że politycy nie biorą odpowiedzialności za swoje słowa, obietnice, wręcz kłamią. Tylko, że my wszyscy, wyborcy, o tym doskonale wiemy, o czym zresztą sam Sekielski potwierdził na końcu filmu, robiąc krótkie mini wywiady z obywatelami idącymi do urn wyborczych.

Sekielski chce rozliczyć polityków z wyborczych obietnic i ewidentnych kłamstw. Robi to dość zręcznie, ale stosując podobne metody działań, to znaczy „podprowadzając” polityków i manipulując wypowiedziami w zderzeniu z obrazem, czasem z ukrytej kamery, czy doprowadzając do kontrowersyjnych konfrontacji. Próbuje nam pokazać politykę zza kotary (słynne i znane słowa, że wyborcy nie powinni wiedzieć tego, jak jest robiona kiełbasa… i polityka), sugerując, że za słowami i obietnicami nic nie stoi.

Autorzy wrzucają do jednego worka sprawy ważne, społecznie i politycznie, jak choćby zatrzymanie asystenta posła Gruszki i całą operację związaną z jego oskarżeniem i być może działaniami służb specjalnych w tej sprawie, a jednocześnie porusza mało znaczący problem wyszynku w Sejmie i picia w hotelu sejmowym. Ilość wątków poruszona w filmie powoduje, że nie wiele spraw, problemów, zostaje potraktowana poważnie i ma jednakowy ciężar gatunkowy. Mnie od sprawy posła Gruszki i jego asystenta bardzie interesują problemy bezradności obywateli państwa i obojętności polityków wobec takich przypadków, jak pokazana w filmie przymusowa eksmisja, czy problemy karno-skarbowe piekarza, rozdającego chleb potrzebującym. Niestety, Sekielski prześlizguje się nad wszystkimi sprawami, materiał jest powierzchowny, a informacje od dawna znane.

Są w tym filmie rzeczy fałszywe. Z jednej strony Sekielski, poprzez rozmowę z Adamem Łaszynem, doradcą medialnym m. in. Donalda Tuska i Mariana Krzaklewskiego, pokazuje kulisy manipulacji i kuchnię działań politycznych, z drugiej strony natomiast kompletnie pomija rolę mediów, dziennikarzy w kreowaniu wizerunków politycznych i przekazu fałszywego obrazu politycznego. Na plus można natomiast zaliczyć to, że film nie oszczędza nikogo, Madej i Sekielski traktują wszystkich polityków na równi.

W projekcie widać powinowactwo do Michaela Moore’a, autora m. in. „Zabaw z bronią” i „Fahrenheit 9.11″, świetnych filmów demaskatorskich o korporacjach, lobbystach, także politykach. Jednak filmowi Sekielskiego daleko do sprawności i jakości produkcji Amerykanina, jest on dość banalny. Niestety, nie tylko nic nie wyjaśnia, ale również nie daje żadnych odpowiedzi i wskazówek, co z tym zrobić.

To, że politycy kłamią, to wiemy a poza tym „polityka to w krysztale pomyje”, jak napisał niezapomniany Jacek Kaczmarski.

Azrael

PS. Film zostanie powtórzony w poniedziałek, w TVN, godzina 22.35

Marazm partyjniacki

Media robią wszystko, co mogą, aby podgrzewać atmosferę wyborczą, choć oficjalnie termin wyborów prezydenckich nie został jeszcze ogłoszony (dwie ostatnie niedziele września, lub pierwsza października, jak to sprawdził i opublikował na swoim blogu redaktor Krzysztof Leski). Co ciekawe, kompletnie nie wspomina się o drugich wyborach, samorządowych, które z punktu widzenia obywateli, mają znaczenie dużo większe. Zresztą nie tylko obywateli, ale również partii politycznych, bo to one będą bardziej rzutować wynikami na następne, parlamentarne, które zapewne odbędą się na wiosnę przyszłego roku. Taki kalendarz wyborczy narzuca nam polska prezydencja Unii Europejskiej.

Wybory samorządowe, które zresztą są również wyborami partyjnymi, nie skupiają uwagi mediów, ponieważ trudno zainteresować społeczeństwo sprawami tak przyziemnymi, jak gminne, czy powiatowe drogi, wodociągi, czy nawet szpitale. Nawet afery lokalne, wójta, burmistrza (prezydenci miast to dla partii już stanowiska selekcyjne, nie znajdą się wśród kandydatów ludzie z niesprawdzoną przeszłością…), mają inny, siermiężny posmak. Rzadko dociera do społeczeństwa jednak, że „rozgrywki regionalne” to nie tylko wojna o stołki, ale również walka o budżety, kasę, dotacje – o ogromne pieniądze, w przypadku metropolii kwoty idące w setki milionów, a nawet miliardy. Dlatego dziwić może to, media mainstreamu interesują się co i gdzie bąkną na wiecach i akademiach Sikorski, Komorowski, Olechowski i inni, mniej lub bardziej znaczący kandydaci, a nie tym, kogo poszczególne siły polityczne będą desygnować na obieralne stanowiska w samorządach gminnych, powiatowych i wojewódzkich.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 12. marca

Too bad…

Dobry thriller nie potrzebuje krwi, bicia, okrucieństwa czy przemocy, wystarczy aby reżyser potrafił ukazać sytuacje tak aby widz był niepewny, ciekawy i nerwowy. Ciemne, zachmurzone niebo, przerażające zimno od morza, atmosfera ukrytego niebezpieczeństwa, oraz tajemnica, która wyjawia się powoli, ale ciekawie w nowym filmie Polańskiego “The Ghost Writer” potwierdza, że Polański jest artystą w swojej sztuce. Film został ukończony w więzieniu, w atmosferze krytyki oraz potępienia i zniszczeniu człowieka, którego przez wiele lat uznawano za jednego z najciekawszych reżyserów. Scenariusz filmu jest fenomenalny, ciekawe ujęcia, kolory, dialogi oraz aktorzy, którzy zostali idealnie dobrani tworzą obraz, który zaskakuje. Ewan McGregor, który przedstawia się Pierce Brosnanowi jako „I am your ghost” jest perfekcyjny w roli pisarza zarabiającego jako „ghost- widmo”. Jest tym, który za kulisami opisuje wspomnienia sławnych ludzi i którego życie zostaje wplątane w zawikłaną sytuację, gdzie polityka i pieniądze są głównymi graczami w grze, której on sam do końca nie rozumie. Film jest oparty na książce Roberta Harrisa pt. „The Ghost”. Ale to dzięki Polańskiemu, w sposób jaki opowiada ta historie, powoli przekonujemy się jak potężna jest władza polityków oraz tych, którzy zarabiają na wojnie. Niestety, również widmo-ghost przeszłości Polańskiego jest dodatkowym bohaterem tego filmu. Film jest grany tylko w 134 kinach, sale są przepełnione od pierwszego seansu i film zarabia pieniądze. Typowo dla Amerykanów, kto pójdzie na film kogoś kto podał narkotyki trzynastolatce i ja zgwałcił?

Czy Amerykanie potrafią udzielić reżysera od jego kreacji? Według mnie, zawsze będzie grupa ślepców żądnych kary, która nigdy mu nie przebaczy i nie zrozumie. Ale pomimo ogromnego ataku na Polańskiego w USA, wielu go broni, próbuje wytłumaczyć system prawny i podziwia jego twórczość. Polański ma 77 lat. Prasa go nie oszczędziła. Po pojawieniu się filmu w kinach, w wielu gazetach ukazały się fragmenty wywiadu z żoną Polańskiego, Emmanuelle Seigner, dla magazynu Viva!. Oczywiście nie pominięto faktu, że miała 18 lat kiedy poznała Polańskiego, że reżyser był od niej o wiele lat starszy, ale trzeba przyznać również wspomniano, że są małżeństwem od 20 lat, z dwójka dzieci. Film zamknął usta wielu osobom, które uważały, że Polański się skończył, a jego filmy są niewarte zobaczenia. Film jest naprawdę dobrze zrobiony i został bardzo dobrze przyjęty zarówno przez widzów, jak i krytyków. Tak jak w większości jego filmów, tak i w „The Ghost Writer” dziennikarze próbują się dopatrzeć podobieństw pomiędzy życiem prywatnym reżysera, a światem, który kreuje. Rozpatrują filmy typu „Repulsion” „Rosemary’s Baby’ czy „The Tenant”, doszukując się paranoi, symptomów szaleństwa odizolowanego człowieka, widma, które ginie w zawiłych sytuacjach. Nawet po przyznaniu Polańskiemu Oskara, wielu ignoruje jego twórczość i próbuje przedstawić go tylko jako gwałciciela nieletnich, człowieka wyuzdanego, bez morałów, oraz szacunku dla prawa. W jednym ze swoich wywiadów Polański powiedział „Uważają mnie za dobrego reżysera, wiem o tym, ale również za diabolicznego małego karla, karykaturę”. Z ciekawości przeczytałam posty, których było ponad 100 w The New York Times ludzi, którzy po recenzji filmu zatytułowanej „Polańskiego wizja ofiary” nie mogli się oprzeć, aby albo go skrytykować albo bronić. Nienawiść ze strony niektórych jest ogromna. Jakby ci ludzie nigdy niczego złego nie zrobili, jakby nie zdawali sobie sprawy, że jednak lata siedemdziesiąte były latami kiedy wszystko było wolno, kiedy to ludzie pod wpływem narkotyków robili co chcieli. W sprawie Polańskiego, oraz tego co wydarzyło się w 1977 roku, zawsze będzie podział opinii, a Polański będzie obiektem sarkastycznych żartów, drwin, krytyki i przez wielu zawsze będzie uważany za gwałciciela nieletnich i nikogo innego.

Continue Reading →

Prawo wyboru

Nieuchronność śmierci dla jednych to strach, dla innych ukojenie, dla jeszcze innych – nadzieja. Dla jednych jest to tylko koniec życia doczesnego i przejście do innej formy, czysto duchowej egzystencji, inni natomiast spokojnie czekają na to, aby zakończyć życie, z pełną świadomością jego czysto biologicznej wartości, a za świadomość przyjmują funkcję swojego umysłu, jeżeli oczywiście jest on sprawny i panuje nad ciałem.

Słowo eutanazja w Polsce, kraju, gdzie przygniatająca większość społeczeństwa przyznaje się do katolicyzmu, budzi strach, Jest to słowo, którego użycie w pozytywnym, czy wręcz tylko dyskusyjnym kontekście, wzbudza emocje, nawet czasem agresję. Sama definicja encyklopedyczna zjawiska eutanazji ma kontekst czysto społeczny i prawny. Przypomnijmy ją, za Wikipedią;

Eutanazją określane jest zadanie śmierci osobie nieuleczalnie chorej, gdzie motyw owacją jest skrócenie jej cierpień. Eutanazja dzielona jest na bierną określana jako ortotanazja i czynną jako zabójstwo z litości.

Okazuje się, że samo odniesienie społeczne w Polsce nie jest wystarczające. Wynika to z tego, że w naszym kraju, pomimo, że mamy konstytucyjnie zagwarantowaną świeckość państwa i oddzielnie instytucji świeckich od wpływów Kościoła Katolickiego, to jednak katolicy uważają, że etyka chrześcijańska musi być na tyle dominująca, że inne poglądy na wiele spraw muszą zostać jej poddane bez dyskusji. Problem polega jednak na tym, że nie wszyscy obywatele chcą dostąpić łaski zbawienia i dokonywać świadomych i bezdyskusyjnych wyborów zgodnie z jej nakazami i zakazami. Próba narzucenia etyki chrześcijańskiej jest de facto ograniczeniem wolnego wyboru i praw człowieka, który się z nią nie zgadza. Zmuszanie innego człowieka do dokonywania wyborów zgodnie z narzuconymi siłą zasadami etycznymi, jest jej zaprzeczeniem. I państwo właśnie powinno mnie, za pomocą swoich praw, chronić przez narzuceniem przez innych ludzi tego, co chcę zrobić ze swoim osobniczym życiem. Życiem i śmiercią.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 11. marca

l

„The Hurt Locker”

Film „The Hurt Locker” zdominował Oskary. Nie „Avatar”, ani film o zwalnianiu ludzi, czy o czarnym chłopaku, który dostaje szanse w życiu nie wygrał z filmem o żołnierzach w Iraku. „The Hurt Locker” dostał najwięcej nagród, a Kathryn Bigelow, jako pierwsza kobieta reżyser otrzymała nagrodę Akademii.

Scenariusz do filmu został napisany przez Marka Boala, który przebywał w Iraku i postanowił zrobić film fabularny przypominający dokument. Film jest wstrząsający. Wychodząc z kina po obejrzeniu ma się wrażenie, że ten cały pył po wybuchu oblepia i zostaje, przypominając, że jest to codzienność ludności żyjącej w Iraku, oraz tych, którzy zostali wysłani aby ich bronic i walczyć z terrorystami. Nie jest historia grupy lub jednego żołnierza, jest to raczej historia serii wydarzeń w ich życiu, kiedy to każdego dnia ryzykują życie na ulicach Bagdadu rozbrajając bomby. Żołnierze w Iraku są zestresowani, bez odpowiedniego sprzętu, bez wystarczająco dużej ilości żołnierzy na tak duży teren i przede wszystkim myślący, jak przetrwać kolejny dzień i nie zginąć. Do dzisiaj ulice Iraku wybuchają od zdetonowanych bomb zabijających mieszkańców miasta oraz żołnierzy, którzy odbudowują Irak. Rozbrajanie bomb to niebezpieczna gra, w której można stracić życie w przeciągu sekundy.

Continue Reading →

Azrael w „Press”

Branżowy miesięcznik dziennikarski „Press” poprosił mnie jakiś czas temu o moje refleksje na temat sieci internetowej i wskazanie ciekawych miejsc. Co też uczyniłem…

Materiał pojawił się tylko w wydaniu papierowym, w związku z tym zamieszczam ten krótki tekst w technologii Scribd. Interranking – „Azrael w sieci”

Azrael

interranking Azrael

Kongres beznadziei

Kiedy ponad rok temu, w styczniu 2009 roku oglądałem telewizyjne przekazy z II Kongresu Prawa i Sprawiedliwości w Krakowie, miałem wrażenie, że oglądam coś w rodzaju przedstawienia, ale jednak dość ciekawego. Wtedy zaprezentowała się partia i jej przywódca, Jarosław Kaczyński po liftingu, w nowych (a raczej – przenicowanych…) szatach. Wtedy to hasłem było – „My, partia konserwatywna”, a może nawet chadecka… partia ludzi z zasadami, kompetentnych fachowców partia przyjazna ludziom. I na dodatek – partia nowoczesna, z nowoczesnym przesłaniem modernizacyjnym. Tylko, że to przesłanie sprzedawali ci sami ludzie, którzy dwa lata wcześniej mówili i czynili zupełnie co innego. Ludzie, którzy pod pozorem programu naprawy państwa dążyli do opanowania struktur państwa i władzy, w celu eliminacji konkurencji politycznej, a także dużych grup społecznych, na wiele lat.

Kongres, który właśnie zakończył się w Poznaniu, pomimo, że był pełen blichtru i sztafażu w iście amerykańskim stylu, nie miał już ani krzty tamtego, nie tak dawnego klimatu. Było to spotkanie polityków partii opozycyjnej i zrezygnowanej, która doskonale zdaje sobie sprawę, że w najbliższym czasie nie ma możliwości powrotu do władzy. Nie ma takiej możliwości, ponieważ wyczerpała wszystkie możliwości i pomysły, jak odzyskać wpływy w społeczeństwie i jak na nowo przekonać, że warto jej zaufać. Nic nie jest wstanie przekonać wyborców, że PiS może być jakąkolwiek alternatywą. I tak jak kiedyś wyborcy uwierzyli, że Jarosław Kaczyński da im 3. miliony mieszkań, oraz, że to on dał im możliwość grillowania, tak teraz nie bardzo chcą wierzyć, że zapewni im wczasy na plażach Egiptu i Tunezji…

Continue Reading →

Absolutny brak realizmu

Jarosław Kaczyński osiągnął oszałamiający sukces na poznańskim Kongresie swojej partii. W demokratycznym akcie wyborczym, którego był jedynym uczestnikiem, został znów wybrany na prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Osiągnął wynik 999 głosów „za”, na 1064 oddanych. To wielka radość dla Prezesa, no, może zmącona tylko 51. głosami niedowiarków, że Wielki Strateg z Żoliborza znów poprowadzi hufce do kolejnego wielkiego zwycięstwa…

Radość wielka również zapanowała wśród przeciwników Pana Prezesa. To inna radość, niż w PiS. To ukontentowanie tym, że Prawo i Sprawiedliwość, pomimo werbalnych deklaracji, pomimo zapowiedzi, periodycznie powtarzanych przy każdym partyjnym spędzie, że partia się zmieni, dalej pozostaje starym dobrym… Porozumieniem Centrum. Partią-bastionem, twierdzą przegranych wojów jedynego wodza. I dobrze dla przeciwników, że zabrzmiało znów „100 lat” dla prezesa, bo póki on przy sterach partyjnych, reszta może spać spokojnie. Póki Jarosław Kaczyński pozostanie i wodzem, i głównym strategie, i twarzą partii – dopóty poparcie dla niej nie wzrośnie powyżej ćwiartki całego zainteresowanego polityką społeczeństwa – co w najlepszym przypadku oznacza nie więcej niż 10% w miarę aktywnego elektoratu. To i tak dużo łatwowiernych…

Jarosław Kaczyński usiłuje przekonać swoich partyjnych żołnierzy, że ma plan na Polskę. Tym razem plan na 10 lat. Ale na początku tego planu twierdzi, że do jego urzeczywistnienia musi powrócić do władzy. „Wy mi dajcie władzę, a ja już Was urządzę”. Wyborcy to znają, już to przećwiczyli w latach 2005 – 2007 – a polska demokracja jeszcze do dziś się rumieni za Leppera i Giertycha w rządzie, za taśmy Begerowej, za śmierć Barbary Blidy, za Mariusza Kamińskiego na czele CBA, za lustracyjną szopkę… Zresztą cały ten program polega na tym, aby być anty-PO. I tak jak zawsze oskarżano Platformę Obywatelską o antypisowość, tak lwia część wystąpienia poświęcona była krytyce Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska. Nic tak nie motywuje, jak pokazanie wroga…

Ale padły też konkrety; Jarosław Kaczyński zapowiada, że chce, aby Polacy zaludnili plaże Egiptu i Tunezji. Milionami. Dominik Uhlig z „Gazety Wyborczej” stwierdził, że prezes wcielił się w postać szeregowca Ryan’a ze znanego filmu Stevena Spielberga, lądującego w dzień „D” na Omaha…Szkoda, że Jarosław Kaczyński nie widzi, że Polska jest już dawno w Unii Europejskiej i jego rodacy mogą jeździć gdzie chcą i kiedy chcą – oczywiście, ci, którzy potrafią się posługiwać kartą płatniczą… i

Prawo i Sprawiedliwość otwiera portal społeczny w internecie dla swoich członków i sympatyków. Coś unikalnego i niepowtarzalnego, jak zapowiadają jego twórcy, Adam Hofman i Mariusz Kamiński. Wielki przełom i krok naprzód. Tylko, że nazywa się on MyPis.pl, co automatycznie kojarzy się z MySpace, a sami autorzy przyznają się, że pomysłów szukali za Oceanem, u braci Amerykanów na Facebooku, czy innym Twitterze… Porażająca odkrywczość i innowacyjność. No, ale najważniejsze jest to, że będzie się można umówić na piwo z przyjaciółmi…

To był pierwszy dzień Kongresu Prawa i Sprawiedliwości. I już wiemy, że wszystko po staremu. Ku chwale Pana Prezesa i Jego Brata. Jutro równie zaskakująca, jak dzisiejsze wybory deklaracja poparcia dla Lecha Kaczyńskiego, w sprawie jego reelekcji prezydenckiej. I czekamy na kolejne wielkie sukcesy!

Azrael