
Jeszcze nie ma końca pierwszego kwartału rok 2010, a już wiadomo, co zdominuje życie polityczne w Polsce. To oczywiście kampania wyborcza, która oficjalnie nie została jeszcze ogłoszona (nie znamy terminu wyborów), ale toczy się w najlepsze.
Platforma Obywatelska postanowiła przeprowadzić „prawybory”. Wprawdzie ten termin nie jest zastrzeżony dla kampanii wyborczej w USA, nie ma trade mark na to określenie, ale jest jasne dla wszystkich, że kojarzy się to amerykańskimi wyborami prezydenckimi, ale również z wyborami do ciał obieralnych, kongresów i senatów stanowych i federalnych. To w Stanach Zjednoczonych nie tylko zabawa, ale również składnik obyczaju politycznego.
To co za oceanem jest procedurą i standardem demokratycznym , w Polsce stało się partyjną farsą. Nie jest to nawet konsultacja z działaczami partii Donalda Tuska, ponieważ wstępną decyzja o desygnowaniu do wyścigu prezydenckiego Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego, jest czymś w rodzaju wyborów koncesjonowanych, bezalternatywnych. I do tego liberalna partia desygnowała do konkursu dwie persony o poglądach konserwatywnych…
Taka metodologia działania dobra jest dla politycznego marketingu, do walki politycznej, ale każdy z uważnych obserwatorów wolałby zapewne sytuację, kiedy po rezygnacji Donalda Tuska, jego następca zostałby wybrany drogą naturalną. Wybór pomiędzy Komorowskim i Sikorskim dla wielu działaczy PO, ale także dla wyborców jest wyborem mniejszego zła. Wydaje się, że kampania pomiędzy oboma kandydatami może doprowadzić do ich „spalenia” się. Już zresztą widać, że obaj naturalnie kierują swoją retorykę wyborczą w kierunku najpierw swoich politycznych przeciwników z własnej partii, a dopiero później w stronę innych konkurentów. Wspomagają ich w tym niektórzy działacze partyjni, tacy jak Janusz Palikot i Jarosław Gowin.
Niektórzy twierdzą, że takie działanie i taka formuła narzucona przez Donalda Tuska to jego asekuracja na wypadek, kiedy jednak kandydat PO nie zostałby wybrany prezydentem RP. Tak twierdzi między innymi Piotr Skwieciński, publicysta „Rzeczpospolitej”. Jest faktem, że pomimo obniżenia prestiżu stanowiska, a może i jego faktycznego znaczenia, jeżeli udałoby się wprowadzić zmiany w Konstytucji EP, funkcja prezydenta może mieć dla PO znaczenie strategiczne, ze względu na wybory samorządowe i następne, parlamentarne, które zostaną rozpisane zapewne na wiosnę 2011 roku. Tylko, że takie założenie jest dobre, o ile na przeciwko kandydata PO stanąłby poważny kandydat PiS – umownie zwany kandydatem prawicy. A tak nie jest – i z dnia na dzień pozycja Lecha Kaczyńskiego słabnie.
O elektoracie negatywnym obecnego prezydenta powiedziano i napisano już wszystko. A o zdolnościach rozbijania środowisk prawicowych przez jego brata – równie dużo. Efektem jest to, że nie mamy jeszcze oficjalnej kampanii, a na prawicy pojawili się już trzej kandydaci, odwołujący się do elektoratu konserwatywnego, katolicko-narodowego i postsolidarnościowego. Są to w kolejności Ludwik Dorn (Polska Plus), Marek Jurek (Prawica Rzeczpospolitej) i Kornel Morawiecki – kandydat obywatelski. I wszyscy oni w pierwszej kolejności odbiorą głosy właśnie Lechowi Kaczyńskiemu. Nie ma więc przeciwko komu i czemu Donald Tusk się asekurować, ponieważ wejście do II rundy kandydat PO ma zapewnione.
W PiS za to nie będzie żadnych prawyborów, ba, nawet nie będzie dyskusji o tym, kto będzie kandydował. Lech Kaczyński jest „naturalnym” kandydatem. I nawet najbardziej odważni harcownicy partyjni, jak choćby Marek Migalski nie są gotowi na to, aby publicznie wyrazić wątpliwość, co do zasadności i sensu kandydowania Kaczyńskiego. Byłoby to jednak zakwestionowanie fuhrerprinzip Jarosława Kaczyńskiego, a na to jeszcze nikt nie może sobie pozwolić. Ale podskórne konflikty, o których w PiS wiadomo, coraz wyraźniej wypływają na powierzchnię. Grupa Bielana i Kamińskiego starła się ostatnią z żelazną kadrą post-PC, skupioną w familii Kaczyńskiego.
To co się dzieje na prawo od centrum sceny politycznej, dobrze rokuje tym, którzy są po jej lewej stronie albo choć zerkają na elektorat lewicowy i centrowy. Im więcej „dymu” w PO i w PiS – tym szanse Andrzeja Olechowskiego rosną. Jerzy Szmajdziński ma sufit wyborczy na poziomie 10-12%, jako kandydat stricte partyjny i nie ma szans na II rundę wyborów. W przeciwieństwie do Andrzeja Olechowskiego. Tomasz Nałęcz, jak sądzę, jeszcze przez wyborami sceduje swoje promile poparcia na rzecz… Olechowskiego.
Jednego można, niestety być pewnym; Nie będzie to kampania wizji prezydentury poszczególnych kandydatów, anu programów, zresztą po co na tym urzędzie program? Czeka nas kampania negatywna, gdzie najważniejsze będzie uwypuklenie wad przeciwnika. A wyborcy? Jak zawsze w Polsce – wybiorą mniejsze zło…
Azrael
——————————–
Felieton ukazła się na portalu Wporst.pl, pod tytułem „Prawybory i pre-kampania”




Po Lechu Aleksandrze Kaczyńskim może być już tylko lepiej.
Azraelu nie przesadzaj moze się okazać odwrotnie, że to Olechowski albo będzie musiał przekazać swój elektorat Szmajdzińskiemu albo będzie musiał przekazać Sikorskiemu. Zgadzam się że nie ma większej różnicy pomiędzy Sikorskim a Komorowskim. Dodałbym tylko, biorąc pod uwagę że za Komorowskim stoi Gowin że tutaj może chodzić także o zawarcie po ewentualnych wyborach przegranych przez Kaczyńskiego ewentualnej koalicji PO PIS w końcu Gowin jest podobnie jak Rokita przedstawicielem tej części PO która chciała koalicji z PIS
Akurat Gowin popiera kandydaturę Sikorskiego – pewnie się biedaczysko nie dowiedział, że jego „kandydat” wypowiedział się za legalizacją konkubinatu jednopłciowego. Dla Gowina to chyba byłaby przerażająca wizja – sporo jego znajomych z ultrakatolickich środowisk mogłoby wreszcie wyjść z ukrycia.
Ale Azrael za to marudzi. Jasne – wolelibyśmy wszyscy aby prawybory były o wiele bardziej demokratyczne i bardziej reprezentatywne – ale warto docenić, że pierwszy krok został zrobiony. Daje to szansę na demokratyzację polskich partii… przynajmniej niektórych.
Ewentualnie kolejny hak na Sikorskiego to podwójne obywatelstwo.
W jednym, co zostalo powyzej napisane, sie zgadzam. Nie beda to wybory wizji preazydenta ani tez programu. Beda to wybory mniejszego zla.
Platforma Obywateleska jest na dobrej drodze do osiagniecia tzw. wladzy absolutnej. Czy aby ta absolutnba wladza bedzie w istocie tym mniejszym zlem koniecznym?
Daleki jestem od lekcewazenia lubego dotychczasowego kandydata, blowiem niska frekwencja sprzyjac bedzie niespodziewanemu rezultatowi.
Notowania Prawa i Sprawiedliwosci i ewentuaknego kandydata do reelekcji Lecha Kaczynskiego sukcesywnie pomniejsza Jaroslaw Kaczynski. Jego wizerunek medialny, styl jego wypowiedzi wywoluje zle wspomnienia z przeszlosci i kazdy normalnie myslacy wie, z czym to i kogo moze byc kojarzone.
Nie beda to ciekawe, przyciagajace uwage wybory i dlatego finalowa rozgrywka bedzie Chlebowski(Sikorski) – Szmajdzinski . Moje osobiste wskazanie na final Sikorski – Szmajdzinski. Wynik – jak juz wczesniej powiedzialem – moze byc zaskakujacy.
E tam, Clinton też walczyła o nominację z Obamą na noże podczas, gdy McCain czekał i ostatecznie wygrał Obama a Clinton pracuje w jego teamie. Więc i Sikorski z Komorowskim mogą się trochę pokopać, a potem staną razem, przegrany poprze zwycięzcę i dokopią Kaczyńskiemu.
Mysle ze glownym celem PO z prawyborami , bylo pokazanie ze szeregowi czlonkowie PO moga wybiorac swego kandydata i najwazniejsze – wykorzystanie tego faktu medialnie ..
Co sie PO doskonale udalo , wszystkie media na okraglo mowia tylko o tym ..
Jest istotna i znaczaca różnica pomiędzy kandydatami PO. Pan
Sikorski: przystojny, elokwentny, świtnie ( nie tylko językowo)porusza się w polityce międzynarodowej, znakomita małżonka. Po prostu klasa międzynarodowa. Pan Komorowski: zażywny jegomość z pięciorgiem dzieci,żadncyh języjów obcych, obcałowujący z dubeltówki np.Panią Borys, siedzi na jakimś traktorze, albo występuje z tłem foklor-lud.A co do zmiany partii – Pan Komorwski był w UW, gdy partia ta tonęła wszedł z jakiejś partjki do AWS a jak i ta utonęła, przerzucił się do PO. Halo! to jest XXI wiek. A poza tym bad_religion jest OK.