„Takich przyjaciół nie życzę…”

Zamieszanie wokół biografii Ryszarda Kapuścińskiego, „Kapuściński non-fiction”, autorstwa Artura Domosławskiego trwa od wielu dni i przynosi wymierny efekt; pierwszy nakład książki, w ilości 45 tyś. egzemplarzy został wykupiony praktycznie na pniu. I o to być może w tym wszystkim chodziło, aby rozgłos, a właściwie skandal wokół książki, jej autora przyniósł wymierne efekty.

Po biografii Lecha Wałęsy, napisanej przez Pawła Zyzaka to następna publikacja książkowa, która wywołała takie emocje. O ile jednak tamta książka była dziełkiem natury czysto demaskatorskiej, napisana została pod tezę i w celu udowodnienia, że Lech Wałęsa pomnikową i nieskazitelną postacią nie był już od czasów młodości, to publikacja Domosławskiego, też demaskatorska, jest jednak pewnym materiałem do dyskusji o wielu sprawach i na wielu płaszczyznach. Jednak nie jest to pozycja traktując o całości zagadnienia pod tytułem „Ryszard Kapuściński – życie i twórczość”. I jak widzimy, jakie emocje ona wyzwala wśród czytających (a nawet tych, którzy jej nie dotknęli, ale wiedzą…), warto było ją wydać. Czy jednak jest ona warta rozgłosu ze względu na wartość merytoryczną – jest to inna sprawa. Niestety, Domosławski bardzo pobieżnie dotyka zagadnienia fenomenu twórczości Kapuścińskiego i jej znaczenia w wielu zakątkach świata. Skupiając się tylko na wątpliwościach i nieścisłościach nie dotyka magii książek Kapuścińskiego.

Nie ma jednej „prawdy” zarówno w książce Domosławskiego, jak i w dyskusjach i opiniach o niej. Widać to wyraźnie po rozrzucie opinii, gdzie osoby o podobnej proweniencji politycznej i światopoglądowej często się wypowiadają w sposób całkowicie odmienny. Ponieważ czego innego szukają w książce i na co innego zwracają uwagę. I jeżeli dla jednych, tak jak dla wdowy po Ryszardzie Kapuścińskim, najważniejsze (i najboleśniejsze) są fragmenty książki traktujące o sprawach osobistych, a nawet intymnych pisarza, to dla innych ważniejsza jest dyskusja o tym, jak Kapuściński był uwikłany w PRL. Choć słowo „uwikłany” w jego przypadku nie jest adekwatne do historii życia pisarza i reportażysty, bo lepsze jest zrozumienie, jak Ryszard Kapuściński akceptował świat i Polskę, w której żył, i jak potrafił z tego czerpać konkretne profity. Bo że czerpał – to jest jasne, choć nie tak, nie w takim wymiarze i nie za cenę kompromisów artystycznych i braku wiarygodności, jak to opisuje Domosławski. Te sprawy, czyli życie w czasach PRL i jego opisanie przez Domosławskiego jest ważne dla jego znajomych i przyjaciół, ponieważ oznacza wielokrotnie zmierzenie się z postawami i decyzjami własnymi, lub rodziców i kolegów. To są pytania o granice kompromisów, o własne wybory, o biografie swoje i ludzi bliskich. O błędy, sukcesy dokonania i kontekst spraw.

Inni wskazują na problem sposobu pisania tego rodzaju książek. Czy piszemy biografię „stylową”, co w polskich warunkach oznacza po prostu styl „brązowniczy”, ikonograficzny opisywanej postaci, czy jednak może pójdziemy w stronę demaskatorstwa. W przypadku książki Artura Domosławskiego mamy dość ciekawy przypadek, ponieważ jej bohater był dla pewnego środowiska politycznego, dziennikarskiego i publicystycznego właśnie taką ikoną. I, niestety, nawet abstrahując od książki Domosławskiego (który się z tego środowiska wywodzi), został on „przycięty” na potrzeby pewnego mitu osoby bez skaz i wad. To było coś, co zostało w pewnym stopniu oddzielone od samej twórczości autora „Cesarza”, „Hebanu” i „Szachinszacha”. Domosławski swoją książką zdejmuje portret Kapuścińskiego ze ściany, dokonuje jego demitologizacji i pokazuje inny wymiar tego człowieka. Czy jednak przybliża na do prawdy o Kapuścińskim, tamtych czasach, czy jednak dokonuje prawdziwej wiwisekcji swojego mistrza – to sprawa zupełnie inna. Przyjaciele, znajomi Kapuścińskiego twierdzą, że jednak nie pokazuje on prawdy, lecz pokazuje tylko swoją prawdę – tę, która ma go wyzwolić z cienia swojego mentora. I chyba mają rację. Nie udaje mu się jednak, przy całym trudzie, jaki w to wkłada, zakwestionować twórczości i klasy mistrza.

Jestem już po lekturze książki, dość opasłej i dobrze przygotowanej faktograficznie. Tak się przynajmniej wydaje. Również przeczytałem większość opinii odnoszących się do meritum spraw, również te, które zajmują się wątkami tak naprawdę z punktu widzenia zrozumienia twórczości reportażysty i dziennikarza bez większego znaczenia. Namiętnie dyskutowana przez prawicowych komentatorów współpraca Kapuścińskiego z polskim wywiadem, w czasie kiedy był on korespondentem PAP-u, bez podania kontekstu i okoliczności – nie ma zupełnie znaczenia dla jego twórczości.

Gorsze są jednak te dywagacje (takie jak choćby Agatona Kozińskiego z dziennika „Polska The Times”), usiłujące na podstawie książki Domosławskiego podważyć wiarygodność Ryszarda Kapuścińskiego jako dziennikarza, reportażysty i pisarza. Świadczy to o bardzo ubogiej umiejętności rozpoznania tego, że książki z podróży Kapuścińskiego nie są już czystymi zapisami faktograficznymi, są artystyczną kreacją. Próby odczytania „Cesarza” wprost, książki wydanej w roku 1978, to zabieg dość karkołomny i świadczący o niedostatkach intelektualnych.

Nie można samemu Domosławskiemu zarzucić braku przygotowanie merytorycznego i intelektualnych zdolności do napisania książki o kimś, kogo nazywa on mistrzem i przyjacielem. Dlatego też tym wyraźniejsze jest wrażenie, jakie zacząłem odczuwać w trakcie lektury, a które zostało również potwierdzone przez inne osoby, znające Kapuścińskiego, również przez osoby znające samego Domosławskiego. To uczucie fałszu. Jak jeden z czytelników książki, a jednocześnie bliski przyjaciel Ryszarda Kapuścińskiego powiedział i napisał - „Temu co napisał [Domosławski] bliżej do mowy inkwizytora”. rzeczywiście – pomimo to, że w książce i w wywiadach prasowych, telewizyjnych, czy internetowych (swoją drogą – akcja promocyjna, powiedziałbym nawet – reklamiarstwo – Domosławskiego jest imponujące…) autor mówi i pisze o swojej stałej, nieustającej i niewygasłej admiracji dla Kapuścińskiego, to jednak pomimo szacunku i wdzięczności za wiele lat przyjaźni i wsparcia z jego strony, rola jego bliższa jest prokuratorowi, niż sędziemu. Domosławski to taki dziennikarski Torguemada, który z wielką miłością i bólem opisuje sprawy swojego mistrza, tłumaczy go, ale jednocześnie praktycznie każdą wątpliwość interpretuje na jego niekorzyść. Domosławski udziela łaski Ryszardowi Kapuścińskiemu, ale jednocześnie wysyła go swoją książką na szafot…

Książka Artura Domosławskiego jest uczciwa… tak jak jest uczciwy wobec swojego mistrza i mentora sam autor. A według mnie uczciwy nie jest. Oczywiście, niemalże benedyktyńska praca zbierania „świadectw”, opinii, informacji, materiałów wzbudza uznanie, ale ich interpretacja i dobór – już dużo mniejsze. Domosławski w wielu wypadkach świadomie wybiera te źródła i te opinie, które mają potwierdzać szczątkowe, wybrane tezy z życia pisarza, omija ważne opinie, wiedząc, że nie będą one pasowały do założeń. Nikt nie wymagał i nie oczekiwał hagiografii i laurki o Kapuścińskim, lecz dystansu i delikatności. Nie jest dla mnie i dla wielu innych dobrym argumentem to, że Domosławski pisze o prawdziwych i rzekomych romansach Kapuścińskiego tak obszernie tylko dlatego, że inni zrobiliby to gorzej, brutalniej i bardziej demaskatorsko. I nie mam prawa oburzać się tak na wdowę po Ryszardzie Kapuścińskim, panią Alicję Kapuścińską, że chce wstrzymać publikację książki, jak to czyni Krzysztof Tomasik z „Krytyki Politycznej”, ponieważ ta cześć publikacji zbliża ją do poziomu brukowców. O tym, że Domosławski już na etapie przygotowania się do publikacji myślał bardziej o swoim interesie i sukcesie książki, niż o rzetelnym potraktowaniu tematu, świadczą jego zabiegi ukrycia swoich zamiarów przez Alicją Kapuścińską, a także operacje przenoszenia manuskryptu książki z jednego wydawnictwa do innego – ponieważ wydawca zwrócił uwagę na rozmijanie się pracy z deklarowanymi wcześniej ustaleniami. Kapuścińska ma prawo dochodzenia swoich uprawnień, jeżeli uważa, że jej prawa osobiste zostały naruszone. Tym bardziej, że udostępniając archiwa i wskazując źródła i kontakty osobiste Domosławskiemu, była pewna, że umawia się ona z nim na określony zakres pracy, publikację o odbiorze zagranicznym dzieł męża i ich znaczenie w literaturze światowej.

Wbrew opiniom samego Artura Domosławskiego nie ma jednak kampanii przeciwko książce. Jest tylko otwarta dyskusja o tym, czy jego pozycja jest uczciwa, czy nie. Wiele osób znających życie Kapuścińskiego, konteksty jego decyzji, wyborów i jego poglądy uważa jednak, że książka Domosławskiego nie jest to „złożona, wielowątkowa i zniuansowana opowieść o wybitnym reporterze, oryginalnym pisarzu, wielowymiarowym człowieku w trudnych czasach i kilku epokach, o niełatwych wyborach, dylematach, wzlotach i upadkach”, jak chce sam autor, ale zręczna, zmanipulowana i fałszywa opowieść człowieka mniejszego formatu o kimś, kto mu kiedyś zaufał.

I mam wrażenie, że Domosławski z Kapuściński nie przyjaźnił się i go nie rozumiał. On został dla niego tylko obiektem manipulacji i szczeblem do własnej, już wątpliwej, sławy.

Azrael

—————————————-

Tekst opublikowany na portalu Moje Opinie

10 Thoughts on “„Takich przyjaciół nie życzę…”

  1. wiszy on 04/03/2010 at 18:14 said:

    Przeczytałam dwie przeciwstawne opinie o tel książce: Twoją – Azraelu i redaktora Passenta. Obu Was cenię, ale nie pozostaje mi nic innego, jak osobiście zapoznać się z tą kontowersyjną treścią. Jak zadziała mój filtr umysłowy? – oto jest pytanie.

  2. Piotr Chmielarz on 04/03/2010 at 19:07 said:

    Zobaczę jaka jest ta książka ale biorąc pod uwagę, to co mówił w tok FM Bratkowski nie lubię faceta ale wydaje mi się, że ma rację to Domosławki to taki Zyzak Wyborczej pisał na polecenie Michnika który wogóle Kapuścińskiemu nie dorównywał, żeby tylko oczernić najlepszego polskiego dziennikarza cóż pismacy zrobią wszystko, żeby oczernić lepszych od siebie. Dla mnie Kapuściński pozostanie najlepszym polskim dziennikarzem i żadne wypociny Zyzaka wyborczej tego nie zmienią.

    • wiszy on 05/03/2010 at 20:18 said:

      @Piotr Chmielarz – a dla mnie bezapelacyjnie najlepszym dziennikarze pozostanie na zawsze Melchior Wańkowicz, choć Kapuścińskiego cenię również bardzo. I uważam, że żadna opinia nie jest w stanie przekabacić mojego wewnętrzego przekonania. Chyba, że to przekonanie zmieni się pod wpływem nowych, istotnych faktów.

  3. kika on 04/03/2010 at 19:54 said:

    Ksiazki nie czytalam i nie zamierzam. Z Twoich, Azraelu, slow wynika, ze Domoslawski to zwykla szuja w skorze owieczki. Na cudzym grzbiecie, za wszelka cene i chocby na krotko, na szczyt slawy. Na temat Kapuscinskiego i jego ksiazek mam swoje zdanie i zadne agenturalne czy romansowe rewelacje nie wplyna na jego zmiane. Jest cos wyjatkowo obrzydliwego w wyjawianiu nieciekawych faktow z czyjegos zycia, kiedy zainteresowany nie moze sie juz bronic. Tym bardziej, jesli do roznych informacji dochodzi sie w wyjatkowo perfidny sposob, udajac na przyklad przyjaciela domu.

  4. Petrel on 04/03/2010 at 21:18 said:

    Skutkiem wydania książki Domosławskiego przez Świat Książki jest zwrot mojej legitymacji Świata Książki, którą miałem od 10 lat. Próba zarobienia na odbrązowieniu Kapuścińskiego przelała czarę niechęci do tego wydawnictwa. A poza tym znalazłem źródła ciekawszej literatury i postanowiłem nie narażać się na koszty promocji podejrzanej konduity, kupując tego rodzaju książki w owczym pędzie. Cokolwiek nie powiedzą o Kapuścińskim, nie są w stanie dorównać jego przenikliwości. Kiedy będę chciał zaspokoić pragnienie oglądactwa, kupię sobie fackta za złotówkę. Amen.

  5. klara on 04/03/2010 at 23:42 said:

    Również przeczytałam książkę Domosławskiego, ale odniosłam po tej lekturze zupełnie inne wrażenie. To rzeczywiście nie jest „życie i twórczość pisarza”. Według mnie to opowieść o człowieku i jego czasach, próba zrozumienia wyborów jakich dokonywał, i tych wspaniałych, i tych wstydliwych. Nie jest to lustracja Kapuścińskiego, nie jest to oskarżenie, ale próba zrozumienia człowieka. Nie znalazłam w książce Domosławskiego szafotu, o którym piszesz Azraelu, również nie uważam, że każdą wątpliwość autor interpretuje na niekorzyść bohatera książki, a wręcz przeciwnie, stara się zrozumieć, szuka różnych motywów jego postępowania, a czasem mówi wprost: nie wiem, teraz żałuję, że nie rozmawialiśmy o tym, nie zapytałem go o to. Jednocześnie cały czas podkreśla, że to co stworzył Kapuściński, to wielka literatura, mówi o jego osobistych zaletach, o opowiadaniu się przez całe życie za biednymi, wykluczonymi, pogardzanymi, Innymi, o stałej gotowości do niesienia pomocy przyjaciołom, znajomym, wszystkim, którzy pomocy wydają się potrzebować. Pani Kapuścińska chciała, żeby Domosławski napisał o odbiorze zagranicznym dzieł męża i ten wątek jest obecny w książce, ale oczywiście tylko jako jeden z wątków. Rozumiem rozżalenie pani Kapuścińskiej, chciałaby podtrzymania legendy męża, a autor pokazał żywego człowieka, z jego słabościami i jego wielkością. Jedyną wątpliwość jaką mam, to to czy należało pokazywać inne kobiety w jego życiu, bo to rani żonę, choć nie zgadzam się, że to zbliża się do poziomu brukowców, to kilka stron w ponad 560-io stronicowej książce, napisane w sposób chyba najdelikatniejszy, jak to możliwe. Sama pewnie tego bym nie napisała, ale biorę za dobrą monetę słowa autora, że prawda o człowieku bez jego stosunku do kobiet, nie byłaby pełna. Jakoś tak przyzwyczailiśmy się w Polsce, że nasze wybitne postaci albo stawiamy na pomniku i polewamy różowym lukrem, albo linczujemy, nie potrafimy traktować ich jak ludzi z krwi i kości, a ich słabościami, grzeszkami, ale też z ich wspaniałymi osiągnięciami. Albo ikona, do której można się tylko modlić, albo szambo.
    Szanuję Azraelu Twoje zdanie, często zdarza się, że ludzie czytają tę samą książkę i każdy inaczej ją odbiera. Nie mogę jednak szanować zdania tych, którzy książki nie czytali, a „wiedzą”, że autor to tylko dla kasy, dla poklasku, z zawiści , itd, itd.

    • wiszy on 05/03/2010 at 20:20 said:

      @klara, jestem przed czytaniem książki Domosławskiego. Twój post napawa mnie otuchą, że nie uronię nic z estymy do Kapuścińskiego i nie zrażę się do Domosławskiego. Pozdrawiam :) .

  6. Piotr Chmielarz on 05/03/2010 at 19:07 said:

    Gospodarzu jak sądzisz Janukowycz ogłosił, że unieważni decyzję o nadaniu Banderze tytułu bohatera Ukrainy zrobi to czy to jest tylko na pokaz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>