Marazm partyjniacki

Media robią wszystko, co mogą, aby podgrzewać atmosferę wyborczą, choć oficjalnie termin wyborów prezydenckich nie został jeszcze ogłoszony (dwie ostatnie niedziele września, lub pierwsza października, jak to sprawdził i opublikował na swoim blogu redaktor Krzysztof Leski). Co ciekawe, kompletnie nie wspomina się o drugich wyborach, samorządowych, które z punktu widzenia obywateli, mają znaczenie dużo większe. Zresztą nie tylko obywateli, ale również partii politycznych, bo to one będą bardziej rzutować wynikami na następne, parlamentarne, które zapewne odbędą się na wiosnę przyszłego roku. Taki kalendarz wyborczy narzuca nam polska prezydencja Unii Europejskiej.

Wybory samorządowe, które zresztą są również wyborami partyjnymi, nie skupiają uwagi mediów, ponieważ trudno zainteresować społeczeństwo sprawami tak przyziemnymi, jak gminne, czy powiatowe drogi, wodociągi, czy nawet szpitale. Nawet afery lokalne, wójta, burmistrza (prezydenci miast to dla partii już stanowiska selekcyjne, nie znajdą się wśród kandydatów ludzie z niesprawdzoną przeszłością…), mają inny, siermiężny posmak. Rzadko dociera do społeczeństwa jednak, że „rozgrywki regionalne” to nie tylko wojna o stołki, ale również walka o budżety, kasę, dotacje – o ogromne pieniądze, w przypadku metropolii kwoty idące w setki milionów, a nawet miliardy. Dlatego dziwić może to, media mainstreamu interesują się co i gdzie bąkną na wiecach i akademiach Sikorski, Komorowski, Olechowski i inni, mniej lub bardziej znaczący kandydaci, a nie tym, kogo poszczególne siły polityczne będą desygnować na obieralne stanowiska w samorządach gminnych, powiatowych i wojewódzkich.

Kampania prezydencka jest jak na razie partyjna – i taka pozostanie. Dwaj kandydaci Platformy Obywatelskiej, marszałek Bronisław Komorowski i minister Radosław Sikorski, tak naprawdę substytuty Donalda Tuska, próbują się pięknie różnić, ale i tak wszyscy doskonale wiedzą, że obaj będą realizowali plan zdobycia Pałacu Namiestnikowskiego dla PO. Wprawdzie jeden deklaruje, że będzie głównie działał w Polsce i pozostanie prezydentem Polaków w Polsce, a drugi sugeruje, że jego aktywność będzie większa za granicami naszego kraju, ale to, jak będzie prezydentura na najbliższe 5, a zapewne 10 lat, określone zostanie w sztabie obecnego premiera. Jego projekty zmian w Konstytucji, jednoznacznie prowadzące do osłabienia roli prezydenta, wręcz stawiające go poza obszarem władzy wykonawczej, sytuują stanowisko prezydenta jako reprezentacyjne, ale faktycznie bez znaczenia. Pomysły niektórych obserwatorów, czy polityków, że wokół prezydenta może powstać jakaś nowa siła polityczna, coś w rodzaju opozycji, jaką w tej chwili jest wobec rządu kancelaria i BBN urzędującego prezydenta, należy włożyć między bajki.

Lech Kaczyński cała swoją dotychczasową kadencją udowadniał, że jest prezydentem partyjnym i zostało to potwierdzone przez ostatni, poznański Kongres Prawa i Sprawiedliwości, gdzie został nie poproszony, a wręcz wezwany do powtórnego kandydowania. Oczywiście po to, aby znów mógł złożyć meldunek o wykonaniu zadania na ręce swojego brata. Co jednak nie jest możliwe. Na podsumowanie kadencji Lecha Kaczyńskiego, w wymiarze politycznym, społecznym i prestiżowym przyjdzie jeszcze czas, ale już dziś można powiedzieć, że był on prezydentem IV RP, a w mniejszym stopniu tej Polski, jak jest zapisana w Konstytucji RP. I najciekawsze jest to, że patrząc na jego działania, jest on chyba najbardziej lewicowym prezydentem po roku 1989… nie licząc oczywiście Wojciecha Jaruzelskiego.

O Jerzym Szmajdziński też wszystko wiadomo, plankton polityczny, kandydaci wizerunkowi, tacy jak Kornel Morawiecki, czy Marek Jurek, niosą pewne wartości, ale są one dość ubogie i ograniczone w przesłaniach. Niestety, we współczesnej polityce nie wystarczy mieć rację moralną, lub chlubną przeszłość, trzeba mieć jeszcze, charyzmę, pomysł na prezydenturę, aparat organizacyjny, i dodatkowo trafić w swój czas. A Polacy nie chcą już ani rewolucji, ani przełomów, słowa „zmiana, reforma” nie są postrzegane pozytywnie. W ogóle mówienie do Polaków 20 lat po roku 1989, że teraz trzeba dokonać rewolucji, stało się anachroniczne. Jedyny, który usiłuje budować program pozapartyjny, społeczny i gospodarczy, Andrzej Olechowski, ma i charyzmę i przesłanie, ale nie ma dramatycznie aparatu kampanii, nie mówiąc o paliwie, czyli funduszach… Tego jeszcze nie widać tak wyraźnie, ale jak wybory zostaną ogłoszone, przewaga kandydatów partyjnych zepchnie Olechowskiego poza pierwszą trójkę…

Kampania będzie, jak wszystko w polskiej polityce prawie od pięciu lat, zderzeniem dwóch frakcji postsolidarnościowych, ubranych w szaty partyjne. Dlatego wszystko to co zobaczymy, usłyszymy i przeczytamy w trakcie najbliższego półrocza, będzie doskonale znane – i już doskonale zgrane. Żaden z głównych kandydatów nie przedstawi nam nic świeżego, nic zaskakującego, nawet jeżeli znany spec od politycznego wizerunku, Eryk Mistewicz, wpadłby na nowy pomysł politycznej narracji. Nic, poza może wielkim, niespodziewanym skandalem, nie zagrodzi kandydatowi PO, niezależnie który z dwóch delfinów zostanie wybrany, drogi do prezydentury, i analogicznie nikt i nic nie może uratować Lecha Kaczyńskiego. I kryzys, którego de facto nie ma, ani afera hazardowa, ani nawet marazm społeczeństwa, które tym razem znów do urn nie pójdzie.

Kampania prezydencka Anno Domini 2010, będzie nudnym i przewidywalnym spektaklem. Cóż, wolę nudę dziś, niż strach przed niepewnym jutrem.

Azrael

2 Thoughts on “Marazm partyjniacki

  1. Roman56PL on 12/03/2010 at 18:09 said:

    Wlasciwie Szanowny Azraelu nie ma nic nadzwyczajnego w tym, ze partie ( opcje polityczne) aktywnie uczestnicza w wytypowaniu i przygotowaniu swoich kandydatow do urzedu Prezydenta RP.
    Lech Kaczynski nie mogl byc Prezydentem w oderwaniu od PiS i swojego brata – naczelnego wodza tego partyjnego misz-masz.
    Donald Tusk – trzymajacy wladze gospodarcza rowniez zabiega o to, by Platforma Obywatelska wystawila takiego kandydata, ktory moze miec najwieksze szanse na koncowe zwyciestwo.Uzasadnienie tego wydaje sie byc proste i logiczne. Tak Lech Kaczynski jak i opoizycja PiS-owska wydatnie kladli klody pod nogi Tuskowi i jego gabinetowo. Czuje sie on nie spelnionym w swej roli i nadal wierzy w mozliwosci cudu w wielu dziedzinach.
    Wlaka polityczna jest jednak wymierzona przede wszystkim w dzialanie na wyborcow, ich sentymenty , poglady, wrazliwosci, uprzedsenia.To przeciez wyborcy w takim czy innym udziale procentowym zadecyduja kto, co i jak bedzie sprawowal w kraju nad Wisla. Pachnie jednak prawdziwa demokracja. To w koncu walka konkurencyjna [partii o przetrwanie na scenie politycznej – szczegolnie w przypadku PiS-u,ktory praktycznie ma wszystko do stracenia i zaslepiony swa niby potega mierzy w odzyskanie wladzy, tylko ze bardzo realnie przebudzi sie z glowa w nocniku. Gdzie dwoch sie bije tam Szmajdzinski i Lewica skorzysta i tu widze ewentualna niespodzianke, ktora wcale nie jest taka nieprzewidywalna. Co Ty na to Azraelu?

  2. jacek2 on 12/03/2010 at 18:29 said:

    Ta lewica nie skorzysta … Moze kiedys ta liberalna i LAICKA w czynach , ktora to kiedys powstanie ..??

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>