Wola prezydencka

Polityk, sprawujący urząd, powinien się kierować interesem państwa. W ramach prawa i przysługujących mu uprawnień. Powinien realizować również swój program polityczny, jeżeli uważa, że jego realizacja przyniesie państwu i społeczeństwu korzyści. W demokracji działają partie polityczne, realizujące swoje programy.

Bronisław Komorowski jest Marszałkiem Sejmu, wybranego w demokratycznych wyborach. W wyniku tragicznego wypadku pod Smoleńskiem, Konstytucja RP delegowała go do pełnienia funkcji Prezydenta RP, dając mu pełne prerogatywy do pełnienia tej funkcji, do czasu wybrania w wyborach następnego prezydenta. Wybory będą miały charakter powszechny, ale kandydat będzie niósł ze sobą konkretny program polityczny. Poprzednik Komorowskiego na urzędzie, Lech Kaczyński, w ramach swoich uprawnień działał dla państwa, ale realizując również konkretny program politycznej formacji, z którą się utożsamiał.

Bronisław Komorowski jest związany w swojej działalności Konstytucją, a dodatkowo – zobowiązaniem Sejmu. Jako poseł głosował za zmianą ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, w związku z tym nie ma żadnych podstaw ku temu, aby jako pełniący obowiązki prezydenta w tej sprawie podjął inną decyzję, niż złożenie podpisu zatwierdzającego nową ustawę. Komorowski nie jest ani formalnym, ani politycznym spadkobiercą swojego poprzednika, nie wiąże go żadne, w tym również moralne zobowiązanie realizacji woli Lecha Kaczyńskiego. Testament zmarłego prezydenta może być obowiązujący dla jego brata, jeżeli tak uważa, ale nie dla funkcjonującego w ramach swoich uprawnień Bronisława Komorowskiego.

Przecinając spekulacje dotyczące odesłania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, Komorowski zapobiegł działaniu zwolenników utrzymania politycznego status quo w Kolegium IPN i jego zarządzie. Pani doktor Barbara Fedyszak-Radziejowska i związany z nią układ członków Kolegium IPN, mocno kojarzony polityczne z PiS i jej byłymi przystawkami, usiłował metodą faktów dokonanych wybrać nowego prezesa Instytutu, licząc, że Komorowski nie podejmie działań, mających mu szkodzić, jako kandydatowi. Tylko, że Kolegium, działając wyprzedzająco, tak naprawdę dało Komorowskiemu dodatkowy argument do podpisania ustawy.

Bronisław Komorowski nie jest zastępcą, ani politycznym zakładnikiem Lecha Kaczyńskiego, w swoich decyzjach powinien być autonomiczny. IPN w wyniku śmierci swojego szefa, Janusza Kurtyki, nie został sparaliżowany, działa dalej i jest niezależny. A decyzja marszałka i mała nowela, przegłosowana w Sejmie wczoraj przecięła polityczną próbę wywołania konfliktu. Sejm będzie miał otwartą do powołania nowego ciała zarządczego Instytutem, jego Rady.

Azrael

—————————-

Felieton opublikowany na portalu Wprost.pl

Dziennikarstwo totalne Pospieszalskiego

Film Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego „Solidarni 2010″ tylko formalnie można uznać za dokument. Jego rolą nie było przedstawienie zapisu faktów, ale pokazanie przefiltrowanej podwójnie atmosfery z Krakowskiego Przedmieścia i okolic Wawelu z czasów żałoby. Podwójna filtracja kamerą i poglądami głównych scenarzystów.

W przestrzeni medialnej i politycznej zaczyna się wojna. Wojna o pamięć i jej sposób interpretacji. To nie tylko sprawa tworzenia mitu o Lechu Kaczyńskim i jego „męczeńskiej śmierci” w imię ideałów, ale również próba zdefiniowania na nowo, w oczyszczonej formie pojęć Patriotyzm, Naród, Pamięć. Należy ją oczyścić i stworzyć nową formację, która ma zostać depozytariuszem, jedynym, niepodważalnym, tych pojęć. To formacja, która już nosi nawet nazwę – to Prawdziwi Polacy, w innej formule – Prawi Polacy.

Film spółki Pospieszalski/Stankiewicz jest publicystyką. Nie zapisem świadomości i odczuć Polaków – bo wtedy trzeba by pokazać kilka stron i wielość opinii ludzi, którzy pojawili się w kolejce do Pałacu Namiestnikowskiego i na krakowskich Błoniach, ale publicystyką ordynarną, propagandową. Nie ma na ekranie ani głosów, ani twarzy autorów, co ma świadczyć o bezstronności, ale to wbrew pozorom nie działa na ich korzyść, ponieważ pokazuje dobitniej skalę manipulacji. Tym bardziej, że to oni później dobierali i selekcjonowali materiał. Nie ma pytań na ekranie, ale są za to im, autorom, odpowiadające wypowiedzi, oświadczenia, a czasem wręcz insynuacje. Nie ma pytań i nie ma sprostowań. Po co? Nie są potrzebne, ponieważ tu chodzi o przedstawienie konkretnego planu.

Ten plan to pokazanie na ekranie budzącego się Narodu, Patriotycznego Narodu, tak jak go widzi Pospieszalski i przeciwstawienie go Elitom – Establishmentowi. Jego przedstawicielem ma być Donald Tusk, który „ma krew na rękach”, którą zresztą przelał z Rosją. I stąd właśnie bierze się całkowicie „spontaniczny” sprzeciw i głos protestu Narodu. Stankiewicz i Pospieszalski tylko znaleźli się w odpowiednim miejscu i czasie i włączyli kamerę… tak mamy sądzić. Ale przedobrzyli, bo okazało się, że prawie 1/3 filmu zajmuje wypowiedź aktora, tak autentycznego, że aż trzeba mu było podrzucać kwestię zza kadru… I jak to się stało, że wśród 180.000 osób, które w kolejce stało, dominował ten aktor i jego, grana na jednej nucie przez 20 minut, rozpacz.

Pospieszalskiemu chodziło w tym filmie, poza doraźnym celem politycznym, czyli wsparciem kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskie o coś jeszcze innego. On pokazał, jakie idee i wartości są bliskie zwolennikom Prawa i Sprawiedliwości i w jakim zamkniętym świecie żyją. I to właśnie ma być świat i społeczeństwo, ten na nowo sformatowany Naród, jaki chcieliby zaprogramować zwolennicy IV RP. To MY, Naród, Prawi Polacy, oraz ONI, ci z krwią na rękach.

Pomimo formalnych zabiegów, niedoróbek, chropawości, które miały świadczyć o „autentyczności”, film jest totalną porażką. Oczywiście, trafi do „przekonanych” zwolenników Prawa i Sprawiedliwości i zwolenników teorii spiskowych, ale zostanie odrzucony przez tych, których miał nawrócić, na patriotyzm, takim, jak go widzi Pospieszalski.
Wszystko dlatego, że dziennikarstwo totalne Jana Pospieszalskiego jest równie prymitywne i nachalne, jak anty imperialistyczna propaganda z czasów PRL.

Azrael

——————————

Felieton opublikowany na portalu Wprost.pl

Zapiski zza Atlantyku – 29. kwietnia

Amnestia?

W USA jest kilka opcji uzyskania obywatelstwa; jedna z nich jest sponsorowanie przez rodzinę lub pracodawce; druga jest wygranie zielonej karty. Wielu Polaków uzyskało legalny status właśnie w taki sposób. W 1986 roku, Prezydent Reagan doprowadził do zatwierdzenia amnestii dla 4 milionów emigrantów w USA. Amnestia pomogła wielu ludziom, przede wszystkim dala im prawo legalnego zatrudnienia. Temat emigrantów jest często poruszany przez wielu polityków zwłaszcza podczas wyborów, ale nigdy nie doszło do reformy, która rozwiązałaby problem nielegalnie przebywających w USA. Amnestia nie jest popierana przez Amerykanów, którzy uważają, że nielegalnie przebywający powinni opuścić kraj. Latynosi stanowią największą grupę emigracyjną w USA. Masowo przekraczają granice w Nowym Meksyku, Kalifornii czy Arizonie. Przejście przez granice jest niebezpieczne, często wielu ginie, jednakże chętnych nie brakuje.

Pani gubernator stanu Arizona, która należy do partii republikańskiej, postanowiła zatwierdzić nowe prawo emigracyjne. Według niej nowa ustawa, która dyskryminuje społeczność pochodzenia latynoskiego, jest fair dla mieszkańców Arizony. Ustawa pozwala policji zatrzymanie każdej osoby, która wygląda na Latynosa, jak również domagania się przedstawienia dokumentów potwierdzających legalny pobytu w USA. Prawo federalne USA mówi, że każda osoba, która nie jest obywatelem USA powinna mieć ze sobą dokumenty pozwalające na pobyt. Jednakże prawo federalne USA nie pozwala na dyskryminacje jednej grupy, w tym przypadku Latynosów.

Continue Reading →

My i Oni, czyli obcy

Kampania prezydencka nie tylko nie doprowadzi Polaków do jedności narodowej, lecz pogłębi podziały. Już w kilka dni po katastrofie, kiedy minął szok, wyraźnie widać, że prosta, a jednak społecznie skomplikowana dychotomia, podział na grupy MY i ONI, wraca z wielką siłą. To nie tylko kontynuacja wojny pomiędzy zwolennikami Prawa i Sprawiedliwości i Platformy Obywatelskiej, to również wojna o obraz Polski.

Przebieg kampanii będzie brutalny. Już jest brutalny i manipulatorski, agresywny i dzielący na dobrych i złych. Profesor Zdzisław Krasnodębski, jeden z głównych ideologów PiS-u wyraźnie zaznaczył – „Grubej kreski tym razem nie będzie”. A stosunek do przeciwników podkreślił słowami o pogardzie do przeciwników. Publicyści „Rzeczpospolitej, Robert Mazurek, Rafał Ziemkiewicz, Bronisław Wildstein, codziennie wylewają swoje żale i pretensje – i robią wszystko, aby rów społeczny pogłębiać.

Żałoba po śmierci Lecha Kaczyńskiego zaburzyła pojęcie wspólnoty i tożsamości grupy związanej z ideą IV RP. Kiedy okazało się, że inni też opłakują zmarłych, bo straty rozłożyły się na całe społeczeństwo, wzbudziło to skrajne emocje i strach. Emocje, które zwolennicy Lecha Kaczyńskiego chcieli zachować tylko dla siebie i strach, że pojęcia patriotyzmu może być znów dobrem ogólnospołecznym. A tyle pracy zajęło, aby patriotyzm miał tylko jedno oblicze – Lecha Kaczyńskiego i PiS-u.

Dużo będzie zależało w tej kampanii od tego, jak zachowają się politycy. Widać w nich, praktycznie u wszystkich, wstrzemięźliwość w zachowaniu. I duży wpływ na oblicze kampanii będzie miało to, jak sprawa smoleńska zostanie wykorzystana. Czy tylko jako tło, gdzie Lech Kaczyński będzie tworzył jasną legendę Prawa i Sprawiedliwości, czy zostanie instrumentalnie użyty, jako narzędzie polityczne, ofiara spisków i nagonki Platformy Obywatelskiej. Publicyści „Rzeczpospolitej, co zauważyła w swoim felietonie w „Gazecie Wyborczej” Katarzyna Kolenda-Zaleska, nie mają skrupułów – dla nich spokojna, niekonfrontacyjna kampania to zapowiedź klęski. Oni wolą uderzyć słowami o pogardzie…

Film Jana Pospieszalskiego i Ewy Stankiewicz, „Solidarni 2010″, zaprezentowany przez TVP1 w prime time, w dniu kiedy Jarosław Kaczyński złożył oświadczenie o swoim kandydowaniu, pokazuje, do jakich metod i manipulacji są gotowi publicyści i dziennikarze zbliżeni do PiS. To nie tylko brak obiektywizmu, pokazanie jednostronne atmosfery na Krakowskim Przedmieściu i wykorzystanie swobodnych wypowiedzi do politycznej propagandy. To była też czystej wody manipulacja, kiedy okazało się, że kilkanaście minut zajmuje kwestię wypowiadane przez aktora. To przykład, jak może wyglądać czarna kampania, jeżeli zostawi się ją publicystom pro-pisowskim.

Tylko, że Polacy mają dość tego rodzaju retoryki, szczucia, nienawiści. Nie kupią tego. Ale jeżeli zajdzie taka potrzeba, to znajdą się tacy, co nie będą mieli oporów, aby odpowiedzieć równie ostro.

Azrael

Ten zły prezydent Kaczyński

Nie jest chyba tajemnicą, że postać Lecha Kaczyńskiego będzie tłem dla jego brata w rozpoczynającej się kampanii prezydenckiej. Może się nie ukazywać na plakatach, bilbordach, ale będzie stale obecna trakcie trwania kampanii. I będzie również punktem odniesienia dla nowego prezydenta, niezależnie od tego, czy będzie to Jarosław Kaczyński, czy inny kandydat. Bardziej będzie to widoczne, niż w przypadku Aleksandra Kwaśniewskiego i jego następcy, ponieważ w roku 2005 oczy były zwrócone jednak na jego brata, siłę sprawczą nowego rządu i twórcę projektu IV RP.

Nie da się uniknąć w związku z tym oceny prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Nie można jej jednak dokonać w sposób całkowicie obiektywny, ponieważ nie ma takiej miary, która by potrafiła kwantyfikować działalność polityczną. To, co zrobił Lech Kaczyński na swoim urzędzie, może zostać tylko opisane – a w tym wypadku nie unikniemy filtru subiektywizmu.

Tuż po katastrofie usiłowano natychmiast stworzyć atmosferę, że śmierć Lecha Kaczyńskiego i jego żony jest ostatecznym argumentem podkreślającym jego unikalność i wielkość. Coś, co były zwieńczeniem jego polityki społecznej i historycznej, pomnik jego prezydentury. Ci, którzy zaczęli ten pomnik spiżowy kuć, przesadzili jednak, inicjując, lub dając tylko zgodę na pochówek pary prezydenckiej na Wawelu. Coś, co miało zwieńczyć wielkość Kaczyńskiego, ukazało jego prawdziwy format. Coś, co miało go zrównać z wielkimi Polski, ustawiło go w przedsionku wielkości, jak jego sarkofag o stopień niżej od grobu Marszałka Józef Piłsudskiego.

Continue Reading →

Kampania spowita czernią

Dziś zamknięta została formalnie lista ubiegających się o urząd Prezydenta RP. Jarosław Kaczyński został kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, a szefową jego kampanii będzie Joanna Kluzik-Rostkowska, chyba najbardziej liberalny polityk tej partii. Czy to oznacza, że będziemy mieli nowy, kolejny zwrot w polityce PiS i samego Kaczyńskiego? Nic podobnego. Wystarczy przeczytać oświadczenie, jakie Kaczyński umieścił na stronie partii, aby upewnić się, że linia polityczna pozostaje bez zmian, a kampania będzie opierała się o schemat odwołujący się do pamięci o bracie, Lechu Kaczyńskim.

Jarosław Kaczyński i jego otoczenie chce wykorzystać sprawę katastrofy pod Smoleńskiem w kampanii. W oświadczeniu nie tylko odwołuje się do spuścizny swojego brata, ale również do pamięci o innych zmarłych. Widać wyraźnie, że Kaczyński chce się nam przedstawić jako spadkobierca idei i myśli politycznej brata. Jednak wyborcy będą pamiętali, a jeżeli nie, to kontrkandydaci na pewno to przypomną, że do dnia śmierci to Lech Kaczyński był raczej uważany za depozytariusza woli brata. Odwoływanie się do zmarłego brata i jego testamentu siłą rzeczy będzie również odwołaniem do idei IV RP – do schematu i projektu politycznego, który łatwo można zaatakować.

Komitetów wyborczych zarejestrowano 22 lub 23, ale już dziś z dużą dozą prawdopodobieństwa można napisać, że poważnych kandydatów jest kilku, a do drugiej rundy przejdą Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski, z ramienia PO. Dwie najsilniejsze partie już skupiają wokół siebie bloki, po stronie PiS opowiedziała się „Solidarność” (można powiedzieć – wreszcie Janusz Śniadek się określił…), swoje poparcie dla PO zgłosiła właśnie Partia Demokratyczna. Andrzej Olechowski, Grzegorz Napieralski i Waldemar Pawlak za sukces będą musieli uznać wynik powyżej 10% poparcia.

Continue Reading →

Prawda i prawda domniemana

Po dwóch tygodniach od katastrofy TU-154M pod Smoleńskiem pytań i wątpliwości jest coraz więcej, odpowiedzi dużo mniej. Wynika to z tego, że informacje, które docierają do interesujących się sprawą, mają swoje źródła w wielu miejscach, są zaburzone, a tych prawdziwych, oficjalnych, wynikających z prac komisji polsko-rosyjskiej, jeszcze nie ma. Jej pierwszy oficjalny komunikat zostanie przedstawiony dopiero w przyszłą środę. To, nawet biorąc pod uwagę żałobę narodową, jest dość późno. Wyjaśnienia i informacje przedstawiane przez prokuraturę polską, pod kierownictwem Andrzeja Seremeta, są niewystarczające, ponieważ, po pierwsze, samych prokuratorów obowiązuje tajemnica śledztwa, po drugie, tylko cześć zagadnień jest objęta jej dochodzeniem. Pamiętać warto, że na czele tej komisji stoi premier Donald Tusk ze strony polskiej i Władimir Putin ze strony rosyjskiej.

Sprawa wypadku i jego przyczyn ma wymiar wielowątkowy i wielopłaszczyznowy, nie ogranicza się tylko do samego lotu Tupolewa, wypadku i jego technicznego wymiaru. Badający wszystkie zagadnienia muszą się zmierzyć z całym szeregiem zagadnień natury organizacyjnej, prawnej, technicznej, informacyjnej, także politycznej. Bez zbudowania całego modelu, wyjaśniającego, jak doszło do organizacji feralnego lotu, jakie były jego powody, kto był odpowiedzialny za całą realizację wyjazdu na prezydenckie obchody rocznicy katyńskiej, kto zajmował się logistyką, zabezpieczeniem wyjazdu, kto zdecydował o składzie lotu… i o szeregu innych spraw, nie da się dojść do pełnego obrazu. Niektórzy stwierdzają, że powinno być to zrobione w formie białej księgi, zapisu dochodzenia, z podaniem materiałów źródłowych, przesłuchań, analiz. Tak, ale opracowanie takiego dokumentu, to miesiące, a może i lata. Biała księga może być tylko podsumowaniem prac różnych zespołów i komisji.

Wyjaśnienie szczegółów technicznych samej katastrofy jest oczywiście bardzo ważne. Na dziś podstawowym pytaniem jest to, dlaczego samolot prezydenta znalazł się w momencie podejścia do lotniska na wysokości, która uniemożliwiła mu praktycznie jakąkolwiek reakcję. Czy zaistniała tu wina załogi samolotu, wina obsługi naziemnej, kontroli ruchu, czy wpływ miały czynniki techniczne, czy konglomerat wszystkich tych elementów. Ale ważniejsze jest to, dlaczego w ogóle w tych warunkach pogodowych, przy stanie wyposażenie lotniska, charakterystyce samolotu i jego wyposażeniu, a wreszcie przy informacjach dostępnych załodze doszło do próby lądowania. Na dziś, z dostępnych informacji jednoznacznie wynika, że samolotu TU-154M w tym miejscu i w tych warunkach w ogóle nie powinno być. I lotnisko i samolot nie pozwalały na jego lądowanie.

Continue Reading →

Oczywisty kandydat?

To, co się stało wczoraj na ulicy Rozbrat, na warszawskim Powiślu, w siedzibie Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jest tylko zwieńczeniem drogi, jaką kroczy ta partia od wyborów w roku 2005. Od prężnej lewicowej partii, z rysem liberalnym, do partii lewackiej, bez pomysłu, programu i bez szans na powrót do rządzenia. Od dłuższego czasu problemem SLD jest brak osobowości, brak charyzmatycznych przywódców, którzy nie tylko by potrafili zbudować program i wytyczyć szlak polityczny dla partii, ale jeszcze go umiejętnie sprzedać. Stara gwardia polityczna albo jest na emeryturze albo, tak jak Józef Oleksy, czy Leszek Miller, stoi w drugim szeregu. SLD liczy ponoć nawet 70.000 członków, według danych partyjnych, ale kompletnie nie ma to odbicia na siłę polityczną na szczeblu centralnym. Zastanawiające, jak jest możliwe, że silne struktury regionalne partii nie potrafią się przełożyć na wynik wyborczy? Jak to jest możliwe, że partia nie potrafi zbudować i sprzedać swojego programu tak, aby stać się realną siłą polityczną? A dodatkowo, pomimo wielokrotnie powtarzanych deklaracji, że to właśnie SLD jest tą siłą, która może lewicę zjednoczyć, brak w tym kierunku realnych działań.

Nominowanie Grzegorza Napieralskiego na kandydata do urzędu prezydenckiego, po tragicznej śmierci Jerzego Szmajdzińskiego, wydawać się by mogło logicznym działaniem. Tylko nie wiadomo, właściwie dlaczego. Nie jest nigdzie napisane, a już na pewno w statucie partii, że jej szef ma obowiązek do kandydowania. Nie trafiają do mnie również głosy, że musiał wziąć na siebie odpowiedzialność za partię. Gdyby rzeczywiście tak było, to partia powinna wystawić kandydata, który mógłby wnieść do „konkursu” wartość dodaną i przyczynić się do poprawienia notowań partii. Już słychać głosy, że jeżeli Napieralski zdobędzie tyle procent głosów, ile wynosi poparcie dla partii, to będzie to sukces.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 23. kwietnia

Terrorysta

Timothy McVeigh, weteran wojenny w Zatoce Perskiej; obywatel USA. Kto by się spodziewał, że ten dwudziestoparoletni mężczyzna dokona tak okrutnego czynu, ataku na własny kraj. 19 Kwietnia, 1995 roku, McVeigh wysadził w powietrze budynek federalny w Oklahoma City. 168 osób zginęło; małe dzieci, kobiety, weterani, po prostu niewinni ludzie, którzy pracowali lub akurat w tym dniu przebywali w tym budynku. McVeigh nigdy nie wyraził skruchy; nigdy nie prosił o przebaczenie i nigdy nie przyznał, że zrobił coś złego. Jego krótkie życie było przygotowaniem do zamachu.

W poniedziałek, w 15 rocznice Oklahoma City, po raz pierwszy w telewizji amerykańskiej pokazano dokument zatytułowany “Amerykański terrorysta: spowiedź terrorysty”. 45 godzin rozmów nagranych z McVeighem zostało połączonych w dokument ukazujący przeobrażenie McVeigha z młodego człowieka w żądnego krwi terrorystę. Timothy McVeigh dostał karę śmierci, która wykonano 9 lat temu. Biorąc pod uwagę wzrost organizacji anty rządowych, można tylko mieć nadzieję, że osoby typu McVeigh nie zostaną potraktowane przez nich jak martyr, bohater, którego należy naśladować. Wysadzenie w powietrze budynku federalnego w Oklahoma City powinno być przestrogą dla niektórych Amerykanów, którzy z taką nienawiścią krytykują rząd oraz Prezydenta Obamę. Tak jednak nie jest. Ruch “Tea Party”, konserwatywni komentatorzy w radio czy telewizji przyczyniają się do tego, że wiele nowych organizacji już powstało i jest gotowe do ataku. “Tea Party”, to tak naprawdę grupa białych, wykształconych Amerykanów, całkiem dobrze zarabiających, ale politycznie niedoinformowanych. To grupa totalnych ignorantów nie akceptujących prezydenta Obamy, oskarżających go o socjalizm oraz zwiększenie podatków. Tego typu sytuacja jest niebezpieczna, gdyż wielu za pomocą broni będzie próbowała przekazać swoją wiadomość, zabijając przy tym tysiące niewinnych ludzi.

Continue Reading →

Czy Jarosław Kaczyński jest Polsce potrzebny?

Analizując polską politykę naturalnie odnosimy ją do tego, co się dzieje w innych państwach. Bliska jest nam kultura polityczna Zachodu, wypracowane procedury i obyczaje demokratyczne. Mówią one, że polityk, który poniósł porażkę polityczną, powinien odejść na emeryturę albo, jeżeli posiada stosowny autorytet, może zająć pozycję „mędrca”, w ciałach doradczych, komitetach politycznych. W przypadku Wielkiej Brytanii odchodzący premier przegranej partii oddaje w niej władze, a sam zostaje praktycznie z automatu członkiem Izby Lordów… W Polsce Izby Lordów nie ma, więc polityk przegrany zostaje na czele partii, aż do granic kompromitacji…

Jarosław Kaczyński w roku 2007 oddał ster rządów, choć nie musiał tego robić. Oddał i przegrał wybory. Wcześniej przegrał wybory samorządowe (na szczeblu sejmików wojewódzkich, a także w dużych miastach, mających znaczenie polityczne i prestiżowe) i ostatecznie przegrał wybory do Parlamentu Europejskiego. Partia pod jego przewodnictwem ma za sobą trzy porażki – nie klęski. Jednak Kaczyński pozostaje na stanowisku partii, ponieważ tylko on, podobno, może być spoiwem partii i jej motorem napędowym, także jej ideologiem.

Problem jednak w tym, że Jarosław Kaczyński zarówno jako polityk, jak i ideolog jest już całkowicie wypalony. Od czasu wyborów w roku 2005 z pod jego ręki nie wyszedł ani jeden świeży, nowatorski, współczesny projekt. W żadnej dziedzinie, ideologicznej, ekonomicznej, polityki zagranicznej, czy państwa. Projekt IV RP, przypomnijmy, to pomysł z roku 2005 nie tylko Prawa i Sprawiedliwości, ale również Platformy Obywatelskiej, poniósł klęskę. Poniósł klęskę, ponieważ opierał się na fałszywych przesłankach ideowych, odnoszących się do przeszłości, do rozliczeń, podziału i dezintegracji społeczeństwa. Przykładem braku pomysłów i programów Kaczyńskiego są zapowiadane co kilka miesięcy nowe programy, nowe projekty, nowe otwarcia, na młodzież, inteligencję, z których dokładnie nic nie wynikało. Przedstawiony na przełomie roku projekt zmian konstytucyjnych, mający być efektem prac samego prezesa, był tak naprawdę korektą projektu Konstytucji z roku 2005, którego współautorem był Kazimierz Michał Ujazdowski, którego skrzętnie „wygumkowano” z tego projektu, jak i z historii partii.

Continue Reading →

Jeden kandydat

Ciężki tydzień. Nie zakończyła się jeszcze żałoba, trwają pogrzeby posłów, senatorów, duchownych, żołnierzy, wszystkich, którzy zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem, ale prawo, w tym przypadku Konstytucja, jest nieubłagane. Dziś marszałek Sejmu, pełniący obowiązki prezydenta podpisał rozporządzenia ogłaszające termin wyborów – na 20. czerwca. Do rejestracji komitetów wyborczych (1000 podpisów) pozostało kilka dni – do poniedziałku 26 kwietnia. Potem krótki czas na zebranie 100.000 podpisów pod listami konkretnych kandydatów.

Oczy komentatorów są zwrócone w stronę szefa PiS, Jarosława Kaczyńskiego,wszyscy czekają na to, czy zdecyduje się kandydować sam. Argumenty za-, jak i przeciw jego kandydowaniu padają ważne, ale to jest tak naprawdę jazda na jałowym biegu, bo ponoć Prawo i Sprawiedliwość już decyzję podjęło, a to oznacza, że w sobotę, może w niedzielę ogłosi ją Jarosław Kaczyński. A przykładanie racjonalnych przesłanek co do jego decyzji, to wiara w to, że może się on zmienić.

Pojawiają się pomysły, wychodzące z sytuacji tuż po samej katastrofie, gdzie zaczęto lansować teorię przewartościowania politycznego i zgody narodowej, że można by desygnować siłami wszystkich się liczących partii jednego kandydata, ponadpartyjnego, społecznego, ale jednak partyjnego, choć nie związanego z polityką. Joanna Siedlecka z „Gazety Wyborczej”, doświadczona komentatorka życia politycznego i społecznego lansuję ten pomysł, wskazując na możliwość zaproszenia kogoś z byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego, albo prezesa Sądu Najwyższego. Grzegorz Napieralski, szef SLD ma pomysł podobny, wskazując na prof. Michała Kleibera. Szef Polskiej Akademii Nauk jest ostatnio chyba najbardziej pożądaną i oglądaną ze wszystkich stron osobą z poza polityki, traktowaną jako potencjalny prezydent…

Continue Reading →

Teorie spisku

Byłem przekonany, że okoliczności i miejsce katastrofy prezydenckiego Tu-154M muszą zaowocować rożnymi teoriami spiskowymi. Nie przypuszczałem jednak, że będzie ich aż tyle, że będą aż tak absurdalne. Ale może nie doceniam inwencji nie tylko internautów, ale również dziennikarzy.

Jest oczywiście prawem dziennikarzy, a także niezależnych komentatorów stawianie pytań i hipotez co do przyczyn katastrofy z 10 kwietnia, pod Smoleńskiem. I jest dla mnie jasne, że wyjaśnienie okoliczności jest konieczne, dla wielu aspektów życia politycznego i społecznego w Polsce, nie mówiąc o rodzinach ofiar. Tylko, że wyjaśnienie nie opiera się o pytania i hipotezy. Ono może się oprzeć tylko o dowody materialne, zweryfikowane zeznania świadków i modele przebiegu wydarzeń, nie tylko zresztą związane z samym lotem, ale również z jego przygotowaniem, zabezpieczeniem, całym tłem tego feralnego rejsu, który zaczął się na warszawskim Okęciu, a skończył w pod smoleńskim zagajniku.

Dziennikarze i obserwatorzy, którzy snują różne domysły, na dzień dzisiejszy nie dysponują żadnym wiarygodnym materiałem dowodowym, ani oświadczeniami osób pracujących nad sprawą. Rosjanie wprawdzie kilkakrotnie podawali enuncjacje, że za katastrofę odpowiedzialna jest załoga samolotu, ale nie brałbym tego poważnie pod uwagę, tym bardziej, że nawet błąd pilota musiał być konsekwencją innych, wcześniejszych wydarzeń. Błąd pilota może być SKUTKIEM innych zdarzeń, które rozegrały się przed lotem i w jego trakcie. Chodzi tu o sprawy organizacyjne, być może również techniczne.

Continue Reading →

Komentarz video Azraela – kto kandydatem PiS-u?

Minęła dopiero doba od złożenia Lecha do krypty wawelskiej, a konkurs ofert na kandydata PiS do prezydentury już jest otwarty…

Azrael

Po żałobie

Mamy za sobą 9. dni żałoby narodowej, okraszonej wystawnym i podniosłym pogrzebem pary prezydenckiej na Wawelu. Inne pochówki będą się odbywały od dziś przez wiele dni, ale nie zapomnijmy, że jeszcze 20 osób nie zostało z identyfikowanych i ich szczątki nie przyleciały z Moskwy.

Generalnie państwo, jego instytucje, politycy, zdali egzamin w tym trudnym momencie. Organizacja, spokój, odpowiedni nastrój i szacunek – to wszystko było, nie udało się tego nawet zepsuć mediom – poza niezawodną TVP1, gdzie patos zmieszany był z prowokacjami i manipulacjami Jana Pospieszalskiego, w programie „Warto rozmawiać”, nadawanego sprzed Pałacu Namiestnikowskiego. To urok telewizji „publicznej”, która ma tyle wspólnego z rzetelnością i obiektywizmem, co podniosłość chwili z histerią Pospieszalskiego.

Żałoba miała wymiar państwowy, ale przez to, że położono w mediach nacisk na Lecha Kaczyńskiego i jego żonę, miała ona wydźwięk „prezydencki”. Szkoda, wielka szkoda, ponieważ dokonania wielu ludzi z tych 96 poległych są wielkie, ogrom ich pracy i pustka po ich odejściu jest jednak nie do zastąpienia. Można mieć takie, czy inne opinie na temat preferencji politycznych niektórych zmarłych w katastrofie, ale śmierć tak różniących się od siebie ludzi, jak Andrzej Przewoźnik, Macie Płażyński czy Izabela Jaruga-Nowacka jest niepowetowana… Nie doceniano wielu za życia – i o wielu wkrótce się zapomni. I szkoda, że ceremonia pogrzebowa na Placu Piłsudskiego, w sobotę, nie zaakcentowała wartości zmarłych dla państwa. No, a już sam pogrzeb w Krakowie był imprezą Kościoła Katolickiego…

Continue Reading →

Komentarz video Azraela – co dalej?

Co dalej z wyborami? Zobaczymy, co zrobi Jarosław Kaczyński…

Azrael

PS. Przepraszam za tę pomarańczową lampkę… :)

Komentarz video Azraela

Dziś komentarz do sprawy katastrofy TU 154M pod Smoleńskiem.

Azrael

Absurd i polityka funeralna

Dziś, sześć dni po katastrofie samolotu TU-154M z 96 osobami na pokładzie, trzeba sobie jasno powiedzieć; Lecha Kaczyńskiego i jego żony nikt nie zamordował. Nie było żadnego spisku, nie było żadnego zamachu, nikt nie uszkodził klap samolotu, ani nie podłożył w nim bomby, nikt nie rozpylił nad lotniskiem smoleńskim jodku srebra, wywołującego mgłę (tak, tak… i takie teorie są…), nikt nie dobijał rannych. Samolot spadł w wyniku błędy pilotów, zbiegu nieszczęśliwych okoliczności, może nawet z powodu zaniedbań i niedotrzymania procedur. Ale nie w wyniku zbrodni… Śmierć Lecha Kaczyńskiego i dużej części elit polskich była absurdalna. Tragicznie bezsensowna…

Niewielu odważyło się spytać przez uroczystością 10 kwietnia w Katyniu, jaki jest cel tego wyjazdu. Co, oprócz chęci uhonorowania pamięci 22.000 poległych polskich oficerów i policjantów stoi za tym wyjazdem? Wielotygodniowe zamieszanie, wywołane ruchem Rosjan, zapraszających polskiego premiera do spotkania 7. kwietnia, kazało wielu doprowadzić do autocenzury i nie zadawania pytań, które teraz są oczywiste – i które trzeba postawić. Teraz, ponieważ ci, którzy chcą stać na straży pamięci Lecha Kaczyńskiego, nie szanują żałoby i podnoszą głowy, oskarżając przeciwników prezydenta o hipokryzję przy jego ocenie, odmawiają prawa do żałoby, do współczucia. Jeżeli tacy, jak Robert Mazurek, Zdzisław Krasnodębski, czy Paweł Lisicki rozpoczynają dyskusję w tym tonie, nie można jej ominąć.

Wyjazd do Katynia, lot w niepewnych warunkach i pod presją czasu, oprócz patetycznej chęci uhonorowania polskich grobów, uczczenia ofiar stalinowskich mordów, miał również inne wymiary. Po ujawnieniu, że Lech Kaczyński zamierza w maju, w Łodzi, ogłosić start do kampanii prezydenckiej, nabiera to wymiaru czysto wyborczego. I nie da się od tej interpretacji uciec.
Drugim powodem tego, że wyjazd był aż tak okazały – samolot, pociąg – było to, że obchody zbrodni katyńskiej tam, na grobach, a nie tu, w Polsce, gdzie miały się odbyć uroczystości centralne, musiały być bardziej dostojne, ceremonialne, niż te z 7. kwietnia. To miała być ta lepsza, prawdziwsza i bardziej patriotyczna celebra rocznicy, ponieważ to prezydent uważał się za tego, kto ma monopol w Polsce na patriotyzm – i na tworzenie standardów polityki historycznej. Był w tym i rys szlachetny – gest pojednania, wyciągnięta ręka do Rosjan, o czym świadczą tezy opublikowanego po śmierci prezydenta przemówienia, jakie zamierzał wygłosić. To jednak było tylko przy okazji, ponieważ tak naprawdę to samolot z prezydentem, posłami i senatorami, polskimi oficerami, księżmi i przedstawicielami organizacji rodzin katyńskich, był wehikułem wyborczym prezydenta, a ci których prochy zwożone są właśnie do Warszawy, byli li tylko orszakiem. Drogo Polska za to płaci…

Continue Reading →

Żałobny knebel

Materiał podsumowujący prezydenturę Lecha Kaczyńskiego mam gotowy. Przejrzałem wszystko, co napisałem na jego temat przez ostanie lata i choć opinie są mocno subiektywne, nie widzę niczego, z czego miałbym ochotę się wycofać. Prezydent był osobą publiczną i jako taki nie był pod specjalnym nadzorem, ale pod specjalną presją i kontrolą społeczną. I dobrze by się stało, aby dziennikarze i publicyści – a przede wszystkim obywatele, dokonali rzetelnej oceny jego osoby – nie oderwanej od jego funkcji. Bo jeżeli dokonamy teraz hagiografii, wyniesienia z automatu jego osoby na piedestał – dokonamy przekłamania, nie tylko historycznego, ale również etycznego. Śmierć Lecha Kaczyńskiego nie powinna zmieniać całkowicie optyki i oceny jego działalności. Powinniśmy uniknąć poprawności i powinniśmy uniknąć zakłamania, w imię fałszywie interpretowanej pamięci o zmarłych.

Analiza prezydentury Kaczyńskiego jest gotowa, ale nie opublikuję jej przed pogrzebem na Wawelu. Czuję, że byłoby to zakłócenie pewnego porządku i pewnego sacrum. Nie przeżywam żałoby narodowej w ścisłym tego słowa znaczeniu, nie ulegam sztucznej świętoszkowatości, wzruszam się łzami i wspomnieniami po zmarłych, ale wiem, że są społecznie przyjęte zachowania kulturowe, których nie powinno się naruszać. Zawierają się one w myśli (ludowej?), że „o zmarłych dobrze albo wcale” mówić. Choć pamiętam na przykład, jak po śmierci Bronisław Geremka te same środowiska polityczne, które dziś stoją na straży pamięci o Lechu Kaczyński zmodyfikowały to powiedzenie – „tak, ale po złożeniu do grobu już można…”. Można. Pod warunkiem, że będzie to prawda, a nie szkalowanie…

Continue Reading →

Jedność narodowa do niedzieli

Już w dniu katastrofy pod Smoleńskiem pojawiły się głosy, że tragedia narodowa, tuż u bram Golgoty Wschodu, jak się z emfazą mówi o polskiej nekropolii w Katyniu, pojawiły się nawoływania do jedności narodowej, do nowego społecznego, a nawet politycznego solidaryzmu. Jest niezaprzeczalnym faktem, że wstrząs, jakim była gwałtowna śmierć 96 osób, w tym prezydenta RP z małżonką, może mieć działanie oczyszczające polskie życie społeczne. Wspólny żal, wspólne przeżywanie bólu bliskich i przyjaciół zmarłych może łączyć.

Ale okazuje się, że nie wszyscy mają jednakie prawo do przeżywania, do żalu i nawet do żałoby. Ci, którzy byli przeciwnikami Lecha Kaczyńskiego, nie byli jego apologetami, dla części środowisk „patriotycznych” prawa do tego nie mają. Uznano nawet, o czym świadczy choćby wiersz Marcina Wolskiego w „Gazecie Polskiej”, że krytycy pana prezydenta swoimi „kłamstwami” są równi zabójcy prezydenta Gabriela Narutowicza, który w kieszeni miał browning… Według nich nie można przewartościować swojego zdania o prezydencie, czy wręcz nie pozostać przy swoich opiniach. Podobna ocena dotyczy sprawy oceny i zachowania mediów, które próbując przekazać odczucia społeczne, są według niektórych równie zakłamane, jak w czasach krytycyzmu wobec Kaczyńskiego. Ale jednocześnie te same środowiska próbują narzucić reszcie społeczeństwa i innym ojcom politycznym własną narrację i własne spojrzenie na sprawę jedności. Bo ma to być jedność wokół Lecha Kaczyńskiego i jego poglądów, bo zostały one potwierdzone niemalże męczeńską śmiercią.

Continue Reading →

Polityka historyczna w nowym wydaniu

Niedzielne popołudnie, 11 kwietnia. Na trasie przejazdu kolumny samochodów z ciałem Lecha Kaczyńskiego tłumy, szpalery widzów, warszawiaków. Od lotniska, aż do samego Krakowskiego Przedmieścia, do Pałacu Namiestnikowskiego. 800.000 ludzi przyszło pożegnać prezydenta. Dwa dni później tłumy równie nieprzebrane, tylko kwiatów rzucanych na samochód z ciałem żony prezydenta, Marii, więcej. Warszawiacy polubili prezydentową za naturalność i bezpretensjonalność, to była jasna, ciepła twarz rodziny Kaczyńskich…

Ale prezydent nie zostanie pochowany w swoim mieście rodzinnym, gdzie się wychował, kształcił, gdzie sprawował urzędy – najpierw prezydenta miasta, potem państwa. Godne miejsca pochówku dla wielkich Polaków, warszawskie Powązki, czy staromiejska katedra Św. Jana Chrzciciela są niewystarczające dla ciał prezydenckiej pary…

Ciało prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony spocznie w krypcie zasłużonych na Wawelu, obok Józefa Piłsudskiego. To miejsce uznano za warte tego zaszczytu. Czy są argumenty, aby aż tak uhonorować prezydenta? Są. Tak, zginął na posterunku, jego pomnik na Wawelu będzie epitafium dla grobów polskich oficerów z Katynia i innych miejsc kaźni. Lech Kaczyński był przyzwoitym człowiekiem, dobrym ojcem, mężem, ciepłym człowiekiem. Jakim był prezydentem i politykiem – porozmawiamy po złożeniu go do grobu. Nie powinniśmy zakłócać atmosfery żałoby – nie tylko po jego śmierci, ale również 95 pozostałych ofiar. Tym bardziej, że inni to robią. To inni, jak profesor Zdzisław Krasnodębski przypominają, że Lech Kaczyński dzielił, a nie łączył Polaków. I robi się wszystko, aby pomimo nawoływania do jedności obywateli w obliczu tragedii (nie mówiąc o elitach politycznych), dzielił także po śmierci…

Continue Reading →