Materiał podsumowujący prezydenturę Lecha Kaczyńskiego mam gotowy. Przejrzałem wszystko, co napisałem na jego temat przez ostanie lata i choć opinie są mocno subiektywne, nie widzę niczego, z czego miałbym ochotę się wycofać. Prezydent był osobą publiczną i jako taki nie był pod specjalnym nadzorem, ale pod specjalną presją i kontrolą społeczną. I dobrze by się stało, aby dziennikarze i publicyści – a przede wszystkim obywatele, dokonali rzetelnej oceny jego osoby – nie oderwanej od jego funkcji. Bo jeżeli dokonamy teraz hagiografii, wyniesienia z automatu jego osoby na piedestał – dokonamy przekłamania, nie tylko historycznego, ale również etycznego. Śmierć Lecha Kaczyńskiego nie powinna zmieniać całkowicie optyki i oceny jego działalności. Powinniśmy uniknąć poprawności i powinniśmy uniknąć zakłamania, w imię fałszywie interpretowanej pamięci o zmarłych.
Analiza prezydentury Kaczyńskiego jest gotowa, ale nie opublikuję jej przed pogrzebem na Wawelu. Czuję, że byłoby to zakłócenie pewnego porządku i pewnego sacrum. Nie przeżywam żałoby narodowej w ścisłym tego słowa znaczeniu, nie ulegam sztucznej świętoszkowatości, wzruszam się łzami i wspomnieniami po zmarłych, ale wiem, że są społecznie przyjęte zachowania kulturowe, których nie powinno się naruszać. Zawierają się one w myśli (ludowej?), że „o zmarłych dobrze albo wcale” mówić. Choć pamiętam na przykład, jak po śmierci Bronisław Geremka te same środowiska polityczne, które dziś stoją na straży pamięci o Lechu Kaczyński zmodyfikowały to powiedzenie – „tak, ale po złożeniu do grobu już można…”. Można. Pod warunkiem, że będzie to prawda, a nie szkalowanie…





Najnowsze komentarze