Oczywisty kandydat?

To, co się stało wczoraj na ulicy Rozbrat, na warszawskim Powiślu, w siedzibie Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jest tylko zwieńczeniem drogi, jaką kroczy ta partia od wyborów w roku 2005. Od prężnej lewicowej partii, z rysem liberalnym, do partii lewackiej, bez pomysłu, programu i bez szans na powrót do rządzenia. Od dłuższego czasu problemem SLD jest brak osobowości, brak charyzmatycznych przywódców, którzy nie tylko by potrafili zbudować program i wytyczyć szlak polityczny dla partii, ale jeszcze go umiejętnie sprzedać. Stara gwardia polityczna albo jest na emeryturze albo, tak jak Józef Oleksy, czy Leszek Miller, stoi w drugim szeregu. SLD liczy ponoć nawet 70.000 członków, według danych partyjnych, ale kompletnie nie ma to odbicia na siłę polityczną na szczeblu centralnym. Zastanawiające, jak jest możliwe, że silne struktury regionalne partii nie potrafią się przełożyć na wynik wyborczy? Jak to jest możliwe, że partia nie potrafi zbudować i sprzedać swojego programu tak, aby stać się realną siłą polityczną? A dodatkowo, pomimo wielokrotnie powtarzanych deklaracji, że to właśnie SLD jest tą siłą, która może lewicę zjednoczyć, brak w tym kierunku realnych działań.

Nominowanie Grzegorza Napieralskiego na kandydata do urzędu prezydenckiego, po tragicznej śmierci Jerzego Szmajdzińskiego, wydawać się by mogło logicznym działaniem. Tylko nie wiadomo, właściwie dlaczego. Nie jest nigdzie napisane, a już na pewno w statucie partii, że jej szef ma obowiązek do kandydowania. Nie trafiają do mnie również głosy, że musiał wziąć na siebie odpowiedzialność za partię. Gdyby rzeczywiście tak było, to partia powinna wystawić kandydata, który mógłby wnieść do „konkursu” wartość dodaną i przyczynić się do poprawienia notowań partii. Już słychać głosy, że jeżeli Napieralski zdobędzie tyle procent głosów, ile wynosi poparcie dla partii, to będzie to sukces.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 23. kwietnia

Terrorysta

Timothy McVeigh, weteran wojenny w Zatoce Perskiej; obywatel USA. Kto by się spodziewał, że ten dwudziestoparoletni mężczyzna dokona tak okrutnego czynu, ataku na własny kraj. 19 Kwietnia, 1995 roku, McVeigh wysadził w powietrze budynek federalny w Oklahoma City. 168 osób zginęło; małe dzieci, kobiety, weterani, po prostu niewinni ludzie, którzy pracowali lub akurat w tym dniu przebywali w tym budynku. McVeigh nigdy nie wyraził skruchy; nigdy nie prosił o przebaczenie i nigdy nie przyznał, że zrobił coś złego. Jego krótkie życie było przygotowaniem do zamachu.

W poniedziałek, w 15 rocznice Oklahoma City, po raz pierwszy w telewizji amerykańskiej pokazano dokument zatytułowany “Amerykański terrorysta: spowiedź terrorysty”. 45 godzin rozmów nagranych z McVeighem zostało połączonych w dokument ukazujący przeobrażenie McVeigha z młodego człowieka w żądnego krwi terrorystę. Timothy McVeigh dostał karę śmierci, która wykonano 9 lat temu. Biorąc pod uwagę wzrost organizacji anty rządowych, można tylko mieć nadzieję, że osoby typu McVeigh nie zostaną potraktowane przez nich jak martyr, bohater, którego należy naśladować. Wysadzenie w powietrze budynku federalnego w Oklahoma City powinno być przestrogą dla niektórych Amerykanów, którzy z taką nienawiścią krytykują rząd oraz Prezydenta Obamę. Tak jednak nie jest. Ruch “Tea Party”, konserwatywni komentatorzy w radio czy telewizji przyczyniają się do tego, że wiele nowych organizacji już powstało i jest gotowe do ataku. “Tea Party”, to tak naprawdę grupa białych, wykształconych Amerykanów, całkiem dobrze zarabiających, ale politycznie niedoinformowanych. To grupa totalnych ignorantów nie akceptujących prezydenta Obamy, oskarżających go o socjalizm oraz zwiększenie podatków. Tego typu sytuacja jest niebezpieczna, gdyż wielu za pomocą broni będzie próbowała przekazać swoją wiadomość, zabijając przy tym tysiące niewinnych ludzi.

Continue Reading →

  • Facebook